WYKOPALISKA W JÓMIE
Monday, 19. February 2007, 21:38:22
Ziemia w Wolinie jest usiana skarbami kultury wczesnośredniowiecznych Słowian. Archeolodzy odkryli słynną figurkę Światowida oraz wapno i wiertarkę.
Błażej Stanisławski
Wolin położony nad cieśniną Dziwną, na południowym skraju wyspy o tej samej nazwie był w okresie wczesnego średniowiecza jednym z największych emporiów handlowych. Nad Bałtykiem mogły z nim konkurować tylko skandynawskie osady Birka i Hedeby. W przekazach źródłowych gród występuje pod nazwą Jumme (Jóm, at Jómi). Bywa utożsamiany z legendarną Winetą oraz z Jómsborgiem - opiewanym przez islandzkich skaldów. Osiedle, które z czasem przekształciło się w miasto, założono pod koniec VIII w. Upadek nastąpił u schyłku XII stulecia, po serii najazdów duńskich królów i biskupa Lundu.
Życie mieszkańców Jómu organizował prawdopodobnie specyficzny ustrój, w którym decydujące znaczenie miała starszyzna i elity zajmujące się handlem. Pod tym względem Jumme przypominało późniejsze republiki kupieckie - Genuę i Wenecję. Nad Dziwną krzyżowały się szlaki handlowe, łączące Skandynawię z Europą Środkową oraz Zachód z Rusią, skąd prowadziły dalsze trakty do Bizancjum oraz na islamski Wschód. Dzięki dogodnym połączeniom do miasta trafiały dzbany na wino z Fryzji, brązowe fibule produkowane przez Bałtów, kamienne naczynia z Norwegii, brązowe kotły znad Renu, jedwab z Bizancjum i arabskie monety. Tymi samymi drogami wywożono lokalne towary. Ceramiczne wazy - typowy wyrób wolińskich garncarzy odkryto w grobach wikingów w Birce, gdzie znalazły się wraz z innymi luksusowymi dobrami.
Wraz z kupcami docierały do Jómu wierzenia, wzorce kulturowe oraz idee, kształtujące ówczesną Europę. Wolinianie uczestniczyli zapewne także w wydarzeniach politycznych, które nie mogły ich ominąć, ze względu na położenie emporium. Do Jómsborga zbiegł król duński Harald Sinozęby, szukając schronienia przed wojskami zbuntowanego syna Svena Widłobrodego i tam zmarł. Jeżeli wierzyć skandynawskim sagom, to trzy lata życia spędził w kraju Słowian późniejszy król Norwegii, Olaf Trygvasson. Mieszkańcy Jómu zawierali militarne sojusze z margrabią Wichmannem przeciwko Mieszkowi i skarżyli się na dworze cesarskim na polskiego władcę.
Archeologia Wolina
„Najwspanialsze miasto Słowian”, jak nazwał Wolin kronikarz Adam z Bremy, przyciąga od ponad wieku uwagę archeologów. Prace badawcze prowadzili nad Dziwną najpierw naukowcy niemieccy. Jednym z pierwszych był archeolog amator, antropolog i patolog Rudolf Virchow, który rozkopywał Troję wraz z jej odkrywcą Henrykiem Schliemannem oraz grobowce Etrusków w Italii. Na Wolin przyjeżdżał na wakacje, podczas których poświęcał się swej ulubionej dziedzinie.
Po wojnie w 1952 r. Instytut Archeologii i Etnologii Polskiej Akademii Nauk wznowił badania nad przeszłoścą Wolina, które trwają do dnia dzisiejszego. W ich wyniku światło dzienne ujrzały pozostałości zabudowy mieszkalnej, pogańskiej świątyni, nabrzeży portowych, warsztatów rzemieślniczych i dziesięć wraków łodzi. Wiele z nich przetrwało w idealnym stanie. Było to możliwe dzięki torfowym wypełniskom warstw archeologicznych, w których doskonale zachowują się materiały organiczne, takie jak drewno i tekstylia.
Cennych informacji o ówczesnych mieszkańcach dostarczyły także badania cmentarzysk. Pierwsze, na którym grzebano zmarłych w obrządku szkieletowym i ciałopalnym, położone jest na północny-zachód od miasta, na wzgórzu Młynówka. Elity plemienne chowano jednak najprawdopodobniej w innym miejscu. Ich doczesne szczątki – przykryte ziemnymi kurhanami spoczywają na wzgórzu Wisielców, usytuowanym na południowym skraju Jómu, nad Zalewem Szczecińskim. W ich pobliżu, na szczycie wzniesienia udało się zlokalizować latarnię morską, którą kronikarz z Bremy nazwał „greckim ogniem”. Efektem wykopalisk były także setki tysięcy ułamków naczyń ceramicznych oraz tysiące innych zabytków.
Archeolodzy pracujący w Wolinie wydobyli z ziemi czterotwarzowy posążek, który uznaje się za wyobrażenie Światowida – bóstwa pogańskich Słowian. Nie jest to jednak jedyny tego typu okaz. W tym samym wykopie, w którym leżał Światowid natrafiono na kilka innych małych drewnianych figurek. Miały one tylko jedną twarz. Przypuszczalnie pogańskim amuletem był także mały posążek – jeden z ważniejszych sukcesów najnowszych badań. Chyba jednak już nigdy nie dowiemy się, dlaczego został wykonany tak, aby zawieszać go na szyi głową w dół. Nie wiemy także, z kultem jakich bogów mogły być związane jednotwarzowe posążki, o których milczą źródła historyczne. Zanim, w roku 1123, przybył do Jómu, z dalekiej Hiszpani ubogi mnich Bernard, z zamiarem ochrzczenia pogańskich mieszkańców, a po nim dwukrotnie i z sukcesem podjął się tego zadania biskup Bambergu Otton, wytwarzano tu także inne przedmioty kultu. Cztery oblicza, najpewniej Światowida widniały na okuciu odlanym z brązu. Dziś możemy oglądać tylko trzy twarze bóstwa, czwarta zapewne tkwi nadal w ziemi. Wolinianie w kącinie, czyli w pogańskiej świątyni trzymali świętego konia; prawo dosiadać go miał tylko sam bóg. Niewykluczone, że wyobrażenie właśnie tego zwierzęcia, w formie małego posążka, odlano w brązie.
W mieście czczono jeszcze jeden przedmiot. Była to włócznia z zardzewiałym grotem, która tkwiła wbita w pal stojący na dziedzińcu świątyni. Ludzie wierzyli, że niegdyś należała do Juliusza Cezara i traktowali ją jako symbol trwałości i pomyślności plemienia. Kronikarz Adam z Bremy napisał, że mieszkańcy Jómu, chociaż są poganami pozwalają przybyszom wyznawać własną religię, pod warunkiem, że nie będą jej publicznie manifestować. Dowodów tolerancji dostarczyły wykopaliska. Ziemia oddała amulety bogów wikingów – młoty Thora oraz but Vidara, a także wyrzeźbione przez Skandynawów chrześcijańskie wizerunki krzyży. Nie wszyscy przybysze mogli jednak liczyć na podobne zrozumienie. W X wieku pojawiły się w mieście dwie osoby. Prawdopodobnie zostały zabite i pogrzebane na targowym placu. Dlaczego? Być może powodem morderstwa był ich odmienny wygląd. Mieli bowiem wydłużone głowy, intencjonalnie zdeformowane w dzieciństwie. Można przypuszczać, że przybyli gdzieś z terenów dzisiejszych Węgier lub południowej Francji. Tylko tam we wczesnym średniowieczu kultywowano zwyczaj modelowania kształtu głów.
Nowy okres w dziejach Wolina nastąpił u schyłku X wieku. Trwał około 30-40 lat. Przebywali wówczas w mieście wikingowie. Do nich mogła należeć znaleziona podczas ostatnich wykopalisk kolekcja broni oraz pionki do gry w hnefatafl czyli „królewski stół”, jak nazywała się ulubiona rozrywka skandynawskich wojowników. Wśród nich byli także artyści, którzy wykonali rękojeści noży, łyżki, szpile, oprawki i figurki bestii, ozdobione w sposób charakterystyczny dla stylów Borre, Mammen i Ringerike sztuki skandynawskiej. Przynajmniej niektórzy z nich znali pismo runiczne. Tym alfabetem zapisano drewnianą tabliczkę, na której fragment natrafiono w ówczesnym porcie. Wikingowie przywieźli ze sobą do Jómsborga naczynia ze słoninca. Wiadomo, że te, które znamy z dawnego Jómu pochodzą z Norwegii. Było to jedyne miejsce występowania złóż tego niezwykłego surowca, nazywanego też ze względu na swoje właściwości „mydlanym kamieniem”. Kiedy bowiem namoczymy go w wodzie robi się miękki niczym mydło, do tego stopnia, że można z niego wycinać wazy lub formy odlewnicze dla jubilerów. Kiedy wyschnie staje się na powrót twardy jak skała.
Bogactwa nadbałtyckiego emporium dowodzą także inne zabytki: rogowe grzebienie, brązowe kotły, wyroby garncarskie, biżuteria, żelazne narzędzia, brązowe wagi i odważniki, drewniane naczynia, szklane paciorki, ozdoby z bursztynu i karneolu, wojłok oraz wełniane, lniane i jedwabne tkaniny, przęśliki i tabliczki tkackie, ułamki instrumentów muzycznych, wiaderka z drewnianych klepek, sprzęt rybacki, kościane łyżwy i żelazne raki do przymocowania do butów, dzięki którym można było chodzić po lodzie, drewniane birki, czyli patyczki z nacięciami służące być może do zapisywania handlowych transakcji, czy stylus – rogowy rylec do pisania na woskowych tabliczkach.
„Know how”
Skarby archeologów nie zawsze są jednak efektowne. Do takich mniej atrakcyjnych należą odpady produkcyjne z warsztatów rogowników, bursztyniarzy, odlewników, skórników czy snycerzy. Pochodzące z nich zabytki to zazwyczaj nieliczne ułamki gotowych wyrobów. Jedynie sporadycznie spotyka się narzędzia. Wśród znalezisk dominują natomiast ścinki skóry i drewna, kawałki pociętych rogów czy żużel. Ich wnikliwa analiza może dostarczyć bezcennych informacji na temat stosowanych wówczas technik, technologii oraz używanych narzędzi.
Szczególnie liczne są w Wolinie znaleziska świadczące o tym, iż był on wielkim centrum produkcji grzebieni. Wskazują na to odkopane warsztaty, ulokowane głównie na Srebrnym Wzgórzu – dzielnicy rzemieślniczo-handlowej oraz liczne gotowe wyroby. Analiza tysięcy rogowych wiórów pozwoliła prześledzić i odtworzyć wszystkie kolejne etapy produkcji.
Pomimo dziesiątków lat badań, wiele sfer ówczesnej kultury jest dla nas jednak wciąż tajemnicą. Nie wiemy prawie nic chociażby o ówczesnej modzie. Pewne informacje o garderobie wolinian możemy natomiast uzyskać analizując bardzo drobne zazwyczaj strzępy tkanin. Liczba znalezisk pozwala przypuszczać, iż ubrania zazwyczaj nie wykonywano z lnu, ale z wojłoku - sierści zwierząt sprasowanej ze szczątkami roślinnymi. Archeolodzy napotykają rzadziej skrawki lnianych materiałów. Ich wnikliwa obserwacja pozwala na rekonstrukcję stosowanych przez tkaczy splotów linii osnowy, a czasami kolorów, na jakie je barwiono.
Dwa punkty miasta cechuje wyjątkowe nagromadzenie ścinków skóry. Świadczą one o tym, iż mogły się tam znajdować warsztaty skórnicze. Zachowane odpady pozwalają natomiast ustalić, w jaki sposób szewc wykrawał płaty skóry, z których następnie szył buty, czy pochewki do noży. Przy jednym z powyższych warsztatów, w warstwie archeologicznej, natrafiono na bardzo dużą ilość wapna oraz na zbiornik zbudowany z drewnianych desek wypełniony białą substancją. Była to najprawdopodobniej kadź służąca do garbowania skóry. Dokładna analiza chemiczna wypełniska wnętrza zbiornika pozwoli uzyskać informację o garbnikach do wyprawiania skóry.
W jednym z wykopów natrafiono na pozostałości nabrzeża portowego, zbudowanego pod koniec X lub na początku XI wieku. Przy nim stały dwa domy wzniesione w tym samym okresie. Jeden z nich służył za siedzibę warsztatu skórniczego. Drugi, sąsiedni budynek zamieszkiwał rzemieślnik, który lubował się w drewnie. Był on bardzo wszechstronny i trudnił się stolarstwem, ciesielstwem, szkutnictwem, snycerką i rzeźbiarstwem. We wnętrzu domu oraz w jego najbliższym sąsiedztwie leżało bardzo dużo zabytków, takich jak wyroby z drewna, odpady produkcyjne oraz narzędzia i ich elementy. Możemy założyć, że zabytki wyprodukowano w tym warsztacie. Były to drewniane misy, dzieże, łyżki, chochle i czerpaki, klepki od wiaderek, rękojeści do noży, stępa do kaszy oraz szereg uszkodzonych przedmiotów, których szczątkowy stan zachowania nie pozwala na określenie funkcji. Być może pracujący tam rzemieślnik był także artystą. Koło jego domu odnaleziono bowiem figurkę jednotwarzową – najprawdopodobniej amulet słowiańskiego bożka oraz niedokończoną rzeźbę wyobrażającą łeb smoka, wykonaną w sposób charakterystyczny dla stylu Ringerike sztuki skandynawskiej. Misterna plecionka zdobi także fragment drewnianej laski.
Niewykluczone, że ten sam fachowiec świadczył również usługi szkutnicze, remontując łodzie cumujące przy nabrzeżu. Na taki stan rzeczy wskazują leżące koło warsztatu drobne części statków i ich wyposażenia. Potrafił najprawdopodobniej także naprawić wóz, którego część przetrwała do dziś, leżąc w ziemi przy jego domu. Mistrz stolarki posługiwał się w pracy takimi narzędziami jak: ciosła, których ślady użycia są widoczne na ściankach mis oraz tokarką, za pomocą której wykonał misę na stopce o niezwykle cienkich ściankach. W jego chacie znaleziono także drewnianą rękojeść od piły oraz żelazną wiertarkę łopatkową. Używanie wiertarki jest widoczne na wielu odpadach produkcyjnych. Na podstawie tych ostatnich wiemy jak rzemieślnik wiercił duże otwory: najpierw nawiercał szereg małych dziurek na obwodzie przyszłego dużego otworu, które po połączeniu powodowały wypadnięcie środka. Krawędzie wyrównywał zapewne pilnikiem. Do naszych czasów zachował się także mały żelazny ośnik, którym korował drzewa. Analiza dendrologiczna drewnianych przedmiotów pozwala zauważyć, że szczególną wartość mógł mieć wówczas cis. Być może barwy, którymi się mieni spowodowały, że to właśnie w kawałku cisowego drewna mistrz snycerki wyciął amulet bożka i rzeźbił łeb smoka.
Nasza historia jest napisana przez pryzmat rządów znamienitych postaci - królów i cesarzy oraz wielkich wydarzeń. Niewykluczone jednak, że większe znaczenie dla naszych przodków miało wynalezienie nowej technologii produkcji ceramiki, czy sposobów obróbki drewna. Ta niedoceniana wiedza mogła być ważniejsza, niż stoczone bitwy.
Powyższy artykuł ukazał się drukiem w kwartalniku "Gazeta Rycerska".











Nick Fury # 23. April 2007, 11:39
Przemo # 1. June 2007, 17:45
Chyba Ci Wikingowie zawędrowali troszkę w głąb lądu
http://www.poszukiwanieskarbow.com/Forum/viewtopic.php?p=205328&highlight=#205328
pozdrawiam
badziolo