2012
Monday, November 16, 2009 9:17:40 PM

Do trzech razy sztuka. Po inwazji kosmitów i gwałtownym nadejściu kolejnej epoki lodowcowej, Roland Emmerich, hollywoodzki spec od katastrof, postanowił potraktować staruszkę Ziemię apokalipsą geologiczną. Skorupa naszej planety zaczyna gwałtownie się przesuwać, w wyniku czego dochodzi do monstrualnych trzęsień ziemi, erupcji wulkanicznych, zapadania się mas lądowych w morskie odmęty i potężnych tsunami. Dokładnie tak jak "przewidzieli" Majowie.
Problemem 2012 jest to, że Emmerich w ogóle nie próbował się wyrwać poza utarte (w dużej mierze przez siebie) schematy. Ot, podczas gdy na drugim planie wszystko się pali i wali, na planie pierwszym rozwiedziony pisarz (nijaki John Cusack) próbuje uratować swoją rodzinę i tym sposobem odzyskuje szacunek dzieci oraz afekt byłej żony. Przygotowanym z rozmachem efektom specjalnym nie da się niczego zarzucić, lecz zarazem rozczarowuje fakt, że w filmie dostajemy w zasadzie tylko dwie sceny katastroficzne związane bezpośrednio z bohaterami. Demolki jest tu oczywiście dużo więcej, ale w pozostałych przypadkach sprowadza się do krótkich przebitek -- a to posąg Chrystusa w Rio się ułamie i spadnie na ludzi, a to Bazylika Św. Piotra runie na modlących się wiernych, a to lotniskowiec zmiażdży Biały Dom, a to gigantyczna fala uderzy w indyjskie wybrzeże. Takie wyrwane z kontekstu, wygenerowane komputerowo sceny, nie wywrą jednak szczególnego wrażenia na kimś, kto w ostatnich latach zdążył dobrze zaznajomić się z CGI wszelkiej maści i odmiany.
Trzeba natomiast przyznać, że Emmerichowi wyjątkowo dobrze wychodzi bawienie się kiczowatymi kliszami. Czarnoskóry, szlachetny do bólu prezydent USA (w tej roli mocno posunięty w latach Danny Glover), mądrości starego lamy pouczającego młodego mnicha tuż przed zniszczeniem klasztoru, płomienna, natchniona humanizmem przemowa w końcówce -- to wszystko powinno przecież straszliwie zgrzytać i budzić śmiech na sali, ale wkomponowane jest w fabułę nadzwyczaj sprawnie. Inna rzecz, że fabuła owa w ujęciu całościowym ma niewiele do zaoferowania. Najpierw trochę nudy udającej przyzwyczajanie widza do postaci, potem kilkadziesiąt minut walenia z grubej rury, a potem utrata rytmu, którego film nie odzyskuje już aż do końca. Ogólnie rzecz biorąc, jest zbyt sztampowo, a także zbyt słodko. W trwającym 160 minut (sic!) filmie dałoby się zmieścić dużo więcej zwrotów akcji, a z relacji międzyludzkich skonfrontowanych z zagrożeniem ostatecznym -- wycisnąć dużo więcej (negatywnych!) emocji.
Jeden mały plusik za Antonova, drugi mały plusik za to, że krótka scenka przedstawiająca "topiące się" Hawaje przypomniała mi klimatyczne opowiadanie Artura C. Clarke'a pt. "Wyprawa ratunkowa". Dużo większy minus za to, że kiedyś kinu katastroficznemu wystarczał w zupełności Paul Newman, Steve MacQueen i płonący wieżowiec, a dzisiaj nawet zagłada świata wydaje się nieco nudna. Podobno "2012" był ostatnim filmem katastroficznym Emmericha. Z jednej strony to dobrze, z drugiej trochę szkoda, bo może gdyby niemiecki reżyser spróbował jeszcze raz, zbliżyłby się wreszcie do poziomu wybornego "Dnia Niepodległości". Do czterech razy sztuka.
*****
Borys







MisiołakMisiolak # Tuesday, November 17, 2009 10:23:30 AM
Borys # Tuesday, November 17, 2009 10:52:46 AM
Łukasz LenardDeckardPL # Thursday, November 19, 2009 7:47:46 PM
Zgubiłeś gdzieś 10 K B.C. (wyszło niemal kfc) - Egipt widziany oczyma plemion też miał coś z krainy podczas apokalipsy.
Mateuszmwisniewski # Thursday, November 19, 2009 10:02:08 PM
I w dodatku ani słowa o podmienionej w połowie filmu kamerze? Naprawdę tego nie zauważyliście?!
Właśnie wróciłem z seansu, jestem kompletnie zdruzgotany.
Łukasz LenardDeckardPL # Saturday, November 21, 2009 6:59:29 PM
Już byłem, teraz tylko chwila na napisanie...
Unregistered user # Sunday, November 22, 2009 1:24:24 PM
Łukasz LenardDeckardPL # Monday, November 23, 2009 5:42:59 PM
A o której poprawności politycznej wspominasz? Tej z łapownictwem w zamian za miejsca, tej wyrażonej dyskretnymi wrzutami o których piszę w swojej recenzji, czy tej o olaniu przez rząd amerykański niemal wszystkich swoich obywateli (oraz np. pozostawienie na pastwę losu kadry naukowej, m.in. hindusa z całą rodziną)?
LordThomas # Tuesday, November 24, 2009 9:57:40 AM
Mateuszmwisniewski # Tuesday, November 24, 2009 9:46:48 PM
LordThomas # Wednesday, November 25, 2009 11:55:11 AM
Łukasz LenardDeckardPL # Wednesday, November 25, 2009 5:56:47 PM
Unregistered user # Wednesday, December 2, 2009 6:01:39 PM
Borys # Wednesday, December 2, 2009 7:19:23 PM
MisiołakMisiolak # Thursday, December 3, 2009 11:01:08 AM
Borys # Thursday, December 3, 2009 11:06:40 AM
Unregistered user # Thursday, December 3, 2009 5:17:13 PM
Unregistered user # Thursday, December 3, 2009 5:17:37 PM