My Opera is closing 3rd of March

FCF

Fandom Centrum o Filmach

2012

, , , , , , , , , , ,

2012; reż. Roland Emmerich; USA, 2009; 158 min.


Do trzech razy sztuka. Po inwazji kosmitów i gwałtownym nadejściu kolejnej epoki lodowcowej, Roland Emmerich, hollywoodzki spec od katastrof, postanowił potraktować staruszkę Ziemię apokalipsą geologiczną. Skorupa naszej planety zaczyna gwałtownie się przesuwać, w wyniku czego dochodzi do monstrualnych trzęsień ziemi, erupcji wulkanicznych, zapadania się mas lądowych w morskie odmęty i potężnych tsunami. Dokładnie tak jak "przewidzieli" Majowie.

Problemem 2012 jest to, że Emmerich w ogóle nie próbował się wyrwać poza utarte (w dużej mierze przez siebie) schematy. Ot, podczas gdy na drugim planie wszystko się pali i wali, na planie pierwszym rozwiedziony pisarz (nijaki John Cusack) próbuje uratować swoją rodzinę i tym sposobem odzyskuje szacunek dzieci oraz afekt byłej żony. Przygotowanym z rozmachem efektom specjalnym nie da się niczego zarzucić, lecz zarazem rozczarowuje fakt, że w filmie dostajemy w zasadzie tylko dwie sceny katastroficzne związane bezpośrednio z bohaterami. Demolki jest tu oczywiście dużo więcej, ale w pozostałych przypadkach sprowadza się do krótkich przebitek -- a to posąg Chrystusa w Rio się ułamie i spadnie na ludzi, a to Bazylika Św. Piotra runie na modlących się wiernych, a to lotniskowiec zmiażdży Biały Dom, a to gigantyczna fala uderzy w indyjskie wybrzeże. Takie wyrwane z kontekstu, wygenerowane komputerowo sceny, nie wywrą jednak szczególnego wrażenia na kimś, kto w ostatnich latach zdążył dobrze zaznajomić się z CGI wszelkiej maści i odmiany.

Trzeba natomiast przyznać, że Emmerichowi wyjątkowo dobrze wychodzi bawienie się kiczowatymi kliszami. Czarnoskóry, szlachetny do bólu prezydent USA (w tej roli mocno posunięty w latach Danny Glover), mądrości starego lamy pouczającego młodego mnicha tuż przed zniszczeniem klasztoru, płomienna, natchniona humanizmem przemowa w końcówce -- to wszystko powinno przecież straszliwie zgrzytać i budzić śmiech na sali, ale wkomponowane jest w fabułę nadzwyczaj sprawnie. Inna rzecz, że fabuła owa w ujęciu całościowym ma niewiele do zaoferowania. Najpierw trochę nudy udającej przyzwyczajanie widza do postaci, potem kilkadziesiąt minut walenia z grubej rury, a potem utrata rytmu, którego film nie odzyskuje już aż do końca. Ogólnie rzecz biorąc, jest zbyt sztampowo, a także zbyt słodko. W trwającym 160 minut (sic!) filmie dałoby się zmieścić dużo więcej zwrotów akcji, a z relacji międzyludzkich skonfrontowanych z zagrożeniem ostatecznym -- wycisnąć dużo więcej (negatywnych!) emocji.

Jeden mały plusik za Antonova, drugi mały plusik za to, że krótka scenka przedstawiająca "topiące się" Hawaje przypomniała mi klimatyczne opowiadanie Artura C. Clarke'a pt. "Wyprawa ratunkowa". Dużo większy minus za to, że kiedyś kinu katastroficznemu wystarczał w zupełności Paul Newman, Steve MacQueen i płonący wieżowiec, a dzisiaj nawet zagłada świata wydaje się nieco nudna. Podobno "2012" był ostatnim filmem katastroficznym Emmericha. Z jednej strony to dobrze, z drugiej trochę szkoda, bo może gdyby niemiecki reżyser spróbował jeszcze raz, zbliżyłby się wreszcie do poziomu wybornego "Dnia Niepodległości". Do czterech razy sztuka.


*****
Borys

ZombielandNoc żywych trupów (1990)

Comments

MisiołakMisiolak Tuesday, November 17, 2009 10:23:30 AM

Żadnych pochwał dla Harrelsona? Wyborny 'Dzień Niepodlegości'? I ocena aż 3? Kosmici podmienili Borysa.

Borys Tuesday, November 17, 2009 10:52:46 AM

Harrelson znakomity, ale wzięty trochę jak z innnego filmu, więc o nim nie wspominałem (to minirecenzja, nie mogłem wspomnieć o wszystkim smile). "Dzień Niepodległości", owszem, wyborny, to majstersztyk kina klasy B. Ocena aż 3? Cóż, na filmach jedynkowych się męczę, na filmach dwójkowych się nudzę. Na "2012" się ani nie męczyłem, ani nie nudziłem, ale nic ponadto. smile

Łukasz LenardDeckardPL Thursday, November 19, 2009 7:47:46 PM

Nic się nie bój, nie było jeszcze filmu o zderzeniu planet. Fabularnego filmu.

Zgubiłeś gdzieś 10 K B.C. (wyszło niemal kfc) - Egipt widziany oczyma plemion też miał coś z krainy podczas apokalipsy.

Mateuszmwisniewski Thursday, November 19, 2009 10:02:08 PM

O nie, CAŁA TRÓJA?!

I w dodatku ani słowa o podmienionej w połowie filmu kamerze? Naprawdę tego nie zauważyliście?!

Właśnie wróciłem z seansu, jestem kompletnie zdruzgotany.

Łukasz LenardDeckardPL Saturday, November 21, 2009 6:59:29 PM

Oho, zapowiada się ciekawie wink

Już byłem, teraz tylko chwila na napisanie...

Unregistered user Sunday, November 22, 2009 1:24:24 PM

Ola writes: Byłam, nie polecam, choć można się dobrze uśmiać! Z całego filmu najbardziej podobał mi się szaleniec - smakosz ogórków. Film bardzo schematyczny, politycznie aż za bardzo poprawny.

Łukasz LenardDeckardPL Monday, November 23, 2009 5:42:59 PM

Coooo? wink

A o której poprawności politycznej wspominasz? Tej z łapownictwem w zamian za miejsca, tej wyrażonej dyskretnymi wrzutami o których piszę w swojej recenzji, czy tej o olaniu przez rząd amerykański niemal wszystkich swoich obywateli (oraz np. pozostawienie na pastwę losu kadry naukowej, m.in. hindusa z całą rodziną)? wink

LordThomas Tuesday, November 24, 2009 9:57:40 AM

Ej, ale o co wam chodzi? Efekty specjalne się nie podobały? A może myśleliście, że to będzie ambitny film?

Mateuszmwisniewski Tuesday, November 24, 2009 9:46:48 PM

Efekty specjalne się nie podobały.

LordThomas Wednesday, November 25, 2009 11:55:11 AM

A co z nimi było nie tak?

Łukasz LenardDeckardPL Wednesday, November 25, 2009 5:56:47 PM

Były górnolotne i poprawne politycznie wink

Unregistered user Wednesday, December 2, 2009 6:01:39 PM

Ola writes: :) no tak biedny Hindus i jego rozgarnięta małżonka :) pisząc o poprawności politycznej miałam na myśli pewien schemat, w który popadają Amerykanie, gdy zaczynają robić film (upppss.......to też trochę trąci schematem). Cóż chodzi o to, że odpowiednie proporcje muszą być zachowane - czarni, starzy, chorzy, obie płcie...wszystko w podane w równych proporcjach, by nikt nie poczuł się urażony, by nikt nie poczuł się dyskryminowany, wszystko cacy, ładnie, pięknie...nawet jak świat się wali - jesteśmy poprawni :) Wszystko tak poprawne i przewidywalne, że aż mdli :/ Choć faktycznie, nie do końca był poprawny politycznie - brakowało przedstawicieli wyznania mojżeszowego oraz homoseksualistów rzecz jasna...więc chyba jednak masz rację

Borys Wednesday, December 2, 2009 7:19:23 PM

Ale, Olu, widziałaś poprzednie filmy Emmericha, czy szłaś w ciemno? smile

MisiołakMisiolak Thursday, December 3, 2009 11:01:08 AM

Po chwili namysłu stwierdziłem, że filmy katastroficzne w ogóle mnie nie ruszają. Bo co tu może być ciekawego? Ile razy można cudem unikać spektakularnej zagłady budynku/miasta/świata? Uciekanie przed lawiną/falą/chmurą pyłu/pękającą ziemią było wałkowane tyle razy, że przydałby się w końcu jakiś twist. Niestety ostatni twist widziany był na 'Titanicu' i pewnie poszedł na dno z całą załogą.

Borys Thursday, December 3, 2009 11:06:40 AM

Myślę, że w filmach katastroficznych powinniśmy mieć po prostu do czynienia z grupą bohaterów (pierwszo- i drugoplanowych), z których część -- a może nawet większość -- zginie. Tym sposobem odczuwane napięcie byłoby autentyczne. No i jeszcze w sytuacjach krytycznych z niektórych bohaterów powinno wyłazić skurwysyństwo.

Unregistered user Thursday, December 3, 2009 5:17:13 PM

Ola writes: W ciemno szłam...spodobał mi się plakat z Jezusem Brazylijskim :) Spece od reklamy, PR i mas ogólnie zrobili kawał dobrej roboty. A w ogóle szli znajomi, z którymi dawno się nie widziałam, więc się przeszłam. Jednak wyszukiwarka Google sugeruje, że jego filmy już wcześniej widziałam (Godzilla, Dzień Niepodległości i część 'The day after tomorrow').

Unregistered user Thursday, December 3, 2009 5:17:37 PM

Anonim writes: W ciemno szłam...spodobał mi się plakat z Jezusem Brazylijskim :) Spece od reklamy, PR i mas ogólnie zrobili kawał dobrej roboty. A w ogóle szli znajomi, z którymi dawno się nie widziałam, więc się przeszłam. Jednak wyszukiwarka Google sugeruje, że jego filmy już wcześniej widziałam (Godzilla, Dzień Niepodległości i część 'The day after tomorrow').

Write a comment

New comments have been disabled for this post.