My Opera is closing 3rd of March

FCF

Fandom Centrum o Filmach

Subscribe to RSS feed

Noc żywych trupów (1990)

, , , ...

Nazywany „ojcem chrzestnym filmów gore”, wszechstronny Tom Savini, pracował nad efektami specjalnymi obrazów takich jak Piątek trzynastego, Świt żywych trupów czy Dzień żywych trupów. W dwóch ostatnich (w Od zmierzchu do świtu, Planet Terror i paru innych też) miał również okazję popisać się swoimi umiejętnościami aktorskimi. Jako reżyser zadebiutował natomiast remakiem Nocy żywych trupów, mającym premierę w roku 1990 .

Znajdującemu się w komitywie z George'em Romero Tomowi przyświecał jeden cel: chciał odświeżyć klasyczne dzieło, nieco je uwspółcześnić oraz – nie czarujmy się – umocnić swoją pozycję w czołówce specjalistów od efektów gore. Film Saviniego byłby bardzo wiernym remakiem horroru z 1968 roku, gdyby nie pewne zmiany w scenariuszu, nadające mu nieco odmienny charakter.

W Nocy żywych trupów z 1990 roku główną bohaterką nie jest już sparaliżowana strachem, rozhisteryzowana panienka na skraju szaleństwa, która co chwila rozdziawia usta z przerażenia, leży na kanapie i nie robi wiele więcej. Barbara Saviniego to przeciwieństwo rozedrganej istoty z pierwowzoru – choć początkowo głośno piszczy i ciężko jest jej dojść do siebie, okazuje się twardą babką, tworzącą zgrany duet z czarnoskórym Benem. Kiedy spódnicę zamienia na spodnie moro, nie ma wątpliwości, że jej „przemiana” dobiegła końca.

W remaku zmianie ulega również zakończenie. Choć nie wywraca fabuły do góry nogami, wpływa na ostateczną wymowę filmu. Czuje się przy tym szacunek do pierwowzoru, a Savini pozostaje w zgodzie z „duchem Romero”.

Jeżeli miałbym wybierać, którą wersję Nocy żywych trupów polecić laikowi, nie mającemu dotychczas kontaktu z zombie-movies, wybrałbym tę z roku 1990. Choć robi to w trochę inny sposób, film nadal opowiada tę samą historię i ma dobre efekty specjalne – istnieje mniejsza szansa na to, że wywoła on uśmieszek politowania „niewprawionego” widza, jaki mógłby zagościć na jego twarzy w trakcie seansu klasycznego, czarno-białego obrazu z roku 1968, w którym za zombie uchodzą wyjący statyści w pidżamach. Po remake sięgnąć powinni także ci, którzy po Nocy żywych trupów spodziewają się tego, do czego przyzwyczaiło ich kino gore. Fanom oryginału, i w ogóle zombie-movies, film Saviniego polecam natomiast raczej w kategorii „ciekawostki” – choć mogą się nim lekko znudzić, warto zapłacić tę cenę choćby po to, aby zobaczyć wojowniczą Barbarę.

________________
Noc żywych trupów do dzisiaj cieszy się niesłabnącą popularnością – to jedyna część cyklu „...of the Dead” Romero, która doczekała się tylu kolejnych (udziwnionych!) wersji. Po Nocy żywych trupów 3D (podobno żenująco słabej) przyszedł czas na Noc żywych trupów... animowaną (i też w 3D). Premiera tego pretendującego do miana „amerykańskiego anime” tytułu przewidziana jest na rok 2011. Zacieram ręce.

Mateusz[/ALIGN]