Co gryzie Benjamina Buttona?
Sunday, November 1, 2009 12:40:26 PM
Otóż Ciekawy przypadek Benjamina Buttona może i jest przekornie opowiedzianą historią życia everymana; może i mówi o upływie czasu i utraconych szansach; może i stanowi nawet "kolejny zabieg mający nam uświadomić, iż życie to jedno wielkie, rozciągnięte w czasie, zakończenie". Ja znalazłem ciekawszy trop: Film Finchera przypomina, że każdy spotkany na naszej drodze człowiek określa jakoś nasze życie. Jednak nie swymi uczynkami wobec nas w ważnych chwilach -- bo takie spostrzeżenie należałoby skwitować wzruszeniem ramion jako banalne -- lecz samym faktem swojego istnienia, samą swoją osobowością, tym co kocha i tym czego nie znosi, wszystkim tym, czym od nas się różni i wszystkim tym, w czym jest do nas podobny.
Różnica pomiędzy nami i Benjaminem polega natomiast na tym, że nasze ścieżki splatają się na wiele lat, a czasem i na resztę życia. Punktowy charakter procesu wzajemnego kształtowania się zatraca się w ciągłości kontaktów. Tymczasem Benjamin płynął pod prąd. Każde spotkanie wykrzesiwało więc iskierkę ze zdwojoną siłą, choć wszystkie one, za sprawą przekleństwa bohatera, były zarazem skazane na rychłe zagaśnięcie w rzece czasu.
Niektórzy urodzili się po to, by siedzieć nad rzeką. Niektórych razi piorun. Niektórzy mają ucho do muzyki. A morał z tego taki, że bez innych nudne byłoby nie życie, lecz my sami.
Borys






