Dwugłos w Dystrykcie
Saturday, October 31, 2009 12:02:15 PM
Mateusz: Uważasz, że Dystrykt 9 to kino fantastycznonaukowe sensu stricte? Film obejrzałem dopiero na kilka dni przed zdjęciem go z ekranów polskich kin...
Borys: Czyli parę dni po premierze, więc spoko.
Mateusz: ...i muszę przyznać, że do tego czasu unikałem wszelkich recenzji, starając się ignorować opinie tych, którzy widzieli obraz przede mną. Zależało mi, aby nijak się względem niego nie nastawiać — wiedziałem tylko, że Tobie Dystrykt 9 nie przypadł do gustu. Jednak ja, w odróżnieniu od Ciebie, nie miałem wysokich wymagań i liczyłem "jedynie" na dobrą, futurystyczną rozrywkę i dopracowane efekty. Dostałem raczej to drugie i nie potrafię nie zgodzić się Twoimi zarzutami. Fabuła filmu jest dziurawa jak ser szwajcarski, a po jakimś czasie ciężko jest oglądać to, co dzieje się na ekranie, bez drwiącego uśmieszku na ustach. Moim zdaniem pomysł ma olbrzymi potencjał, Dystrykt 9 jest doskonale zrealizowany i posiada świetny klimat, ale silenie się na realizm wykończyło ten tytuł... No, właśnie, proponuję popastwić się trochę nad scenariuszem Blomkampa. Zaczynaj.

Borys: Zaraz zacznę, ale najpierw... Więc uważasz, że dwiema głównymi (jedynymi?) zaletami Dystryktu 9 są doskonała realizacja i świetny klimat? A czy Tobie, fanowi Cloverfield, nie przeszkadzało odczapiste i niekonsekwentne wykorzystanie konwencji paradokumentu? Początkowo myślałem, że cały film będzie kręcony tym sposobem. Gdyby był — sporo by zyskał. Ale skoro w drugiej połowie akcję obserwujemy już okiem "wirtualnej" kamery, to owo reality show fundowane nam przez reżysera przez pierwszych kilkadziesiąt minut traci rację bytu. Tym bardziej, że i tak mamy tam do czynienia z zakulisowymi "przebitkami", które pokazują głupiemu widzowi, o co będzie toczyć się gra.
Mateusz: Być może nieco Cię w tym momencie zaskoczę, ale mnie, jako wielkiemu fanowi Projektu: Monster, niekonsekwencja konwencji Dystryktu 9 nie przeszkadzała. Przejście z paradokumentu do ujęć "wirtualnych" było na tyle płynne, że nie odczułem zgrzytów w odbiorze, a kontrowersyjny zabieg reżysera potrafię w prosty sposób wytłumaczyć. Wydaje mi się, że taki po prostu był zamiar — jedynie pierwsza "połowa" (chyba jednak trochę krócej, prawda?) filmu miała być kręconą z ręki wideorelacją z eksmisji D9, mającą za zadanie wprowadzenie widza w klimat i stworzenie otoczki realizmu. Z drugiej strony: podobna konwencja jest efektowna, jednak trzymanie się jej narzuca na reżysera sporo ograniczeń, a Blompkamp — nie chcąc rezygnować ze swoich pomysłów — chciał być może złapać obie sroki za ogon. To jak, zaczynasz?
Borys: Paliwo do statku kosmicznego będące jednocześnie mutagenem. Produkowana nie wiadomo przez kogo i jak — tudzież biorąca się nie wiadomo skąd — potężna broń, którą wymienia się na żarcie dla kotów zamiast wykorzystać do zorganizowania powstania. Miasto, w którym normalnie toczy się życie, chociaż od wielu lat wisi nad nim gigantyczny statek kosmiczny (a "dzielnica" Obcych oddzielona jest od reszty Johannesburga siatką). Kosmici niby zupełnie odmienni kulturowo i psychologicznie, ale wśród nich znajduje się jeden prawie-człowiek, który na dodatek opiekuje się małym "dzieckiem". Mech, którego system sterowania wydaje się dostosowany do ludzkiej anatomii, a którego obsługi bohater uczy się w kilka minut. Całkowita nieobecność Obcych podczas walki najemników z gangsterami. A o lokalizowaniu przez komórkę wspominałeś Ty sam. Chyba starczy.
Mateusz: Faktycznie, Wikus, wróg publiczny numer jeden, biegał z komórką, z której nie wahał się korzystać, przez dobry dzień albo dwa. Warto też dodać, że statek wisiał nad miastem dwadzieścia osiem lat i nie został przez ten czas zbadany. Wymienione przez Ciebie fabularne potknięcia mają rozmiary czarnych dziur, a, jak wiemy, nie są to wszystkie "nielogiczności", którymi pochwalić się może Dystrykt 9. Jest klimat, są efekty, ale "nie ma" fabuły. Szkoda, wielka szkoda, bo cały czas sądzę, że tytuł miał ogromny potencjał. Być może ratunkiem byłaby w tym przypadku konwencja pulpowa?
Borys: W jakim sensie? Że należy potraktować go jako pulp? Nieeee, za dużo tu zadęcia, za dużo rozkminki egzystencjalnej a'la Camus. A może, że twórcy powinni byli pójść w kierunku pulpu? Wolałbym, żeby poszli byli w kierunku porządnego, realistycznego sf z niejednoznacznym przesłaniem. Niestety, najwyraźniej na nowe Ludzkie dzieci będę musiał jeszcze trochę poczekać. Dystrykt 9 ratuje się chyba tylko tym, że pokazał światu Sharlto Copleya. Jak dla mnie to właśnie on, nie Waltz z "Bękartów wojny", jest odkryciem roku. I już się cieszę się jak głupi do sera, że Wikus przemieni się w przyszłym roku, ale nie w żadną krewetkę, tylko w Murdocka z Drużyny A.
Mateusz: *****
Borys: *****







endless lovepersianweblog # Saturday, October 31, 2009 12:12:36 PM
scobin # Saturday, October 31, 2009 2:11:17 PM
Seji # Sunday, November 1, 2009 7:49:15 AM
To mogl byc rownie dobrze nadprzewodnik do sprzezenia zwrotnego. :P
MisiołakMisiolak # Sunday, November 1, 2009 5:31:13 PM
> Paliwo do statku kosmicznego będące jednocześnie mutagenem.
Jak Seji napisał, nie wiadomo dokładnie czym był ów fluid. Biorąc pod uwagę naturę technologii obcych płyn mógł odpowiadać właśnie za sprzężenie zwrotne z genomem operatora.
> potężna broń, którą wymienia się na żarcie dla kotów
Obcy nie znają pojęcia własności prywatnej, zatem i arkana handlu są im obce.
> zamiast wykorzystać do zorganizowania powstania
Większość przybyszów to drony. Ten jeden prawie człowiek to prawdopodobnie członek/potomek kasty rządzącej, która spieprzyła ze statku w kryzysowej sytuacji, a i tak została przetrzebiona przez zarazę. Powstanie pozbawionych dowództwa wyrobników? Życzę powodzenia. Scenariusz w razie sukcesu, też jest nieciekawy. Obcy wypowiedzieli nam wojnę - nuke'em.
Ale zarzut odnośnie pochodzenia broni jak najbardziej słuszny.
> Miasto, w którym normalnie toczy się życie, chociaż od wielu lat wisi nad nim gigantyczny statek kosmiczny.
No przepraszam, ale o tym między innymi jest film - człowiek nie zmieni swego postępowania/przyzwyczajeń nawet w obliczu gromu z jasnego nieba.
> Warto też dodać, że statek wisiał nad miastem dwadzieścia osiem lat i nie został przez ten czas zbadany.
Co jak co, ale obcy i ich technologia nieustannie są pod naukowym szkiełkiem. Brak efektów? Niestety nauka nie działa jak w UFO - po alien autopsy nie wyskoczy psionika.
Borys # Sunday, November 1, 2009 8:35:30 PM
Fluid mógł być nawet roztworem, w którym znajdowały się nanomaszyny, z których każda potrafiła zakrzywiać w mikroskopijnej skali czasoprzestrzeń. Jeżeli jednak założymy, że było to coś bardziej zaawansowanego niż "zwykłe" paliwo, to pojawia się natychmiast pytanie: Jak Obcy mogli wyprodukować to w warunkach chałupniczych mając do dyspozycji wyłącznie sprzęt bimbrowniczy?
ALBO zakładamy, że prawie wszystkie to drony -- i wtedy pojawia się pytanie, kto był w stanie produkować tę broń w hurtowych ilościach -- ALBO, że tylko większość to drony, i wtedy pojawia się pytanie, dlaczego mniejszość nie chciała zorganizować powstania albo przynajmniej wykorzystać tę broń jako kartę przetargową w negocjacjach z ludźmi (zamiast wymieniać ją na żarcie dla kotów). Chodziło nam właśnie o ten "paradoks broni".
Popatrz, a w Londynie na stacjach metra koszy na śmieci już nie ma.
Krewetki nie przypominały Ethereali.
MisiołakMisiolak # Monday, November 2, 2009 11:25:12 AM
Z bulbulatora nie takie cuda wychodzą. IMO nie produkowali, tylko rafinowali/odzyskiwali z porzuconego sprzętu. Inna sprawa dlaczego nie wydoili soku z broni
> dlaczego mniejszość nie chciała zorganizować powstania
Może nie lubią ginąć? Może bilans zysków i strat wyszedł niekorzystnie? Może wybrali konspiracyjną produkcję fluidu? Może został tylko ten jeden, który zdaje sobie sprawę, że reszta nie podoła?
> wykorzystać tę broń jako kartę przetargową w negocjacjach z ludźmi
Znów ta ziemska retoryka...
> Popatrz, a w Londynie na stacjach metra koszy na śmieci już nie ma. Gdyby nad jakąś stolicą zawisło takie wielkie kurewstwo, to sądzę, że najpierw by miasto ewakuowano, a potem próbowano by wszelkimi sposobami sprowadzić pozaziemski pojazd na ziemię i unieszkodliwić.
Koszy nie ma, metro nadal działa (a ludzie wyrzucają śmieci jakby kosze były). Brak koszy jest odpowiednikiem dystryktowej siatki - ma zniechęcać idiotów i wzmacniać poczucie bezpieczeństwa reszty społeczeństwa. Prawdziwa walka toczy się gdzie indziej.
Ewakuacja 10milionowej populacji? Takie rzeczy tylko w filmach
W 'Pikniku na skraju drogi' też się za bardzo nie przejmowali, że miasto leży w cieniu Strefy.
Borys # Wednesday, November 4, 2009 1:32:02 PM
Podczas "eksmisji" specjalnie się nie przejmowali uzbrojoną po zęby i chętną do naciskania spustu ochroną eksmitujących.
"Może bilans zysków i strat wyszedł niekorzystnie?
Może wybrali konspiracyjną produkcję fluidu? Może został tylko ten jeden, który zdaje sobie sprawę, że reszta nie podoła?"
Kręcimy się w kółko. Jeżeli został tylko ten jeden, to nie miał kto produkować broni. Jeżeli "inteligentów" było więcej, to dziwi fakt nieistnienia jakiejś "rozsądnej" organizacji podziemnej. Mamy za to mało przekonującą dychotomię: z jednej strony stado krewetek cierpiących na ADHD, z drugiej strony samotny geniusz.
"Prawdziwa walka toczy się gdzie indziej."
Na przykład w tajnym ośrodku badawczym, do którego w stylu Rambo przedostają się samowtór krewetka i hybryda człowieka z krewetką.
A odstawiając ironię na bok: Mogli w takim razie więcej pokazać tej "prawdziwej walki".
"Ewakuacja 10milionowej populacji? Takie rzeczy tylko w filmach
To dlaczego "getta" nie otoczono przynajmniej jakimś pasem "ziemi niczyjej"? Dlaczego ludzie i krewetki mogli się swobodnie kontaktować? Dlaczego nikt nie bał się zagrożenia epidemiologicznego (krewetkowej grypy
"W 'Pikniku na skraju drogi' też się za bardzo nie przejmowali, że miasto leży w cieniu Strefy."
Pozornie dobry przykład. Ale:
1. Miasta (a raczej miasteczka) powstawały chyba wokół / obok Stref, aby badacze itd. mieli gdzie mieszkać.
2. Strefy były oficjalnie niedostępne dla osób niepowołanych. Stalkerzy działali nielegalnie i po kryjomu. W "D9" cywile mogli najwyraźniej bez przeszkód zadawać się z krewetkami.
3. W Strefach nie mieszkali Obcy.
Proponuję EOT, tym bardziej, że nie ma sensu duplikować zajadłej dyskusji, która toczy się tutaj.
Seji # Wednesday, November 4, 2009 7:04:55 PM
Czytales kiedys o tym, jak rzady radza sobie z milionowymi slumsami? Ogolnie: nie radza sobie.
Borys # Thursday, November 5, 2009 11:44:52 AM
MisiołakMisiolak # Thursday, November 5, 2009 12:22:57 PM
> "Może nie lubią ginąć?"
Pisałem o kadrze dowódczej, nie o dronach. Tak, w mojej interpretacji został ten jeden. Niezbyt przekonująca dychotomia? A ile filmów cierpi na syndrom The One?
> "Prawdziwa walka toczy się gdzie indziej."
To akurat zdanie dotyczyło Londynu. Przenosząc je na film, to MNU toczyło 'prawdziwą walkę' swoimi zakulisowymi działaniami. Z drugiej strony zgadzam się - ochrona bazy i samotny szturm sprawiły, że wyskoczył mi banan na gębie. Ciekawe, jakby sforsowali wrota, gdyby Wikus zaczął mutować od prawej ręki albo admin zablokował użytkownika
>To dlaczego "getta"...
Dobrze, że w końcu dochodzimy do tych prawdziwych problemów.
> 'Pikniku na skraju drogi'
Piknik to luźny przykład, ale nadal dobry:
1) Stalkerzy też gdzieś mieszkali.
2) Dystrykt też jest oficjalnie niedostępny dla osób niepowołanych.
3) A kto wie czym był czarci pudding czy inne artefakty?
Ale głównie chodzi o analogię statek się nie rusza, sfera się nie rusza, można żyć spokojnie.
>EOT
Ciesz się, że ktoś generuje ruch na blogasku. 4 silniki, a tylko jeden pyrka...
Borys # Thursday, November 5, 2009 4:33:19 PM
Jeżeli zgodzimy się, że "D9" cierpi na syndrom The One, to poziom realizmu gwałtownie spadnie, a moja teza brzmi właśnie tak, że film Blomkampa nie jest na tyle realistyczny, na ile chciałby być. Z kolei jako Kino Radosnego Wygrzewu mi zupełnie nie odpowiada -- o czym już pisałem -- bo akcję przesłania pretensjonalność.
"2) Dystrykt też jest oficjalnie niedostępny dla osób niepowołanych."
Not so sure. Widziałeś tam jakąś bramę, jakichś strażników? Odnosiłem wrażenie, że ludzie mogli odwiedzać krewetki kiedy tylko chcieli. Handlarze kocim żartem, Murzyni szukający kosmicznej broni, everyone's invited.
"Ciesz się, że ktoś generuje ruch na blogasku. 4 silniki, a tylko jeden pyrka..."
Arek i Tomek nie widzieli, Mateusza gdzieś ostatnio wcięło. Ale racja, racja, najwyższa pora na następną notkę.
MisiołakMisiolak # Thursday, November 5, 2009 4:56:46 PM
Na przykład tą, przez którą wjeżdżał konwój Wikusa i przed którą stali strażnicy odganiający tłum demonstrantów?
Seji # Thursday, November 5, 2009 8:31:23 PM
Obcy sobie radza, rzady sobie nie radza.
I gdzie chcialbys ich umiescic? Hint: kontekst kulturowy obejmuje District 6 i apartheid.
Borys # Thursday, November 5, 2009 9:05:32 PM
Mogli wjechać bokiem, tam, którędy zwykle wjeżdżała murzyńska mafia i handlarze, bo tam najwyraźniej w ogóle nie było żadnego ogrodzenia. Szybciej by było.
@Seji:
Wiem, że to rządy sobie nie radzą, więc nie musieli ich umieszczać w slumsie. Tylko na przykład w jakimś obozowisku na pustyni -- szkoda, że ktoś na to wpadł dopiero po 28 latach.
Kontekst kulturowy obejmuje District 6 i apartheid? O łopatologii mówiłem piętro wyżej.
Seji # Thursday, November 5, 2009 9:13:50 PM
I nie jest lopatologia rozmaiwanie o tresci filmu osadoznego w okreslonym kontekscie. Ale jak chcesz, to mozemy tak sobie poagdac o kazdej inej produkcji. Co powiesz na Tryumf woli? Oczywiscie wykreslamy na starcie niemiecki nazizm. :>
Borys # Thursday, November 5, 2009 9:52:46 PM
Rozmawianie o treści filmu osadzonego w określonym kontekście nie jest łopatologią. Łopatologią jest film, którego treść osadzona jest w tak określonym kontekście, że zastanawianie się, "co autor miał na myśli", jest nie tylko bezcelowe, ale wręcz nudne.
Seji # Thursday, November 5, 2009 10:00:48 PM
Borys # Thursday, November 5, 2009 10:03:13 PM
Seji # Thursday, November 5, 2009 10:07:13 PM
Ja nie lubie, jak sie mnie zmusza.
Borys # Thursday, November 5, 2009 10:13:27 PM
Seji # Friday, November 6, 2009 7:05:18 AM
Jelsi mialbym wybierac, czego obejrzec nie chce po raz drugi, to Ludzkich dzieci - bo tam jest walenie pala po lbie i darcie ryja "patrz kurwa, ambitny film zrobilem myslec!".
Film poruszajacy wazne kwestie nie musi byc jak puzle 3D 200 000 elementow - jak ambytne polskie kino, ktorego zrozumiec nie sposob.
Łukasz LenardDeckardPL # Saturday, November 7, 2009 7:32:30 PM
Jelsi mialbym wybierac, czego obejrzec nie chce po raz drugi, to Ludzkich dzieci - bo tam jest walenie pala po lbie i darcie ryja "patrz kurwa, ambitny film zrobilem myslec!".
Za ten cytat Seji dostajesz tegoroczną złotą kaczkę
Seji # Saturday, November 7, 2009 11:16:10 PM
Przeslanie, Deckard, przeslanie. :P