Skip navigation.

exploreopera

| Help

Sign up | Help

Operowo-kibicowsko-umalowanym okiem

czyli nie taka całkiem typowa dziewczyna notuje

Syn naszego olimpijczyka walczy o życie

Przeczytałam dziś wstrząsający artykuł o bardzo trudnej sytuacji, w jakiej znalazł się jeden z naszych olimpijczyków - judoka Krzysztof Wiłkomirski. Pojechał on na Igrzyska walczyć o medal, aby za nagrodę móc sfinasować kolejne bardzo ciężkie oepracje swojego synka Franka. Niestety medalu nie udało się zdobyć.
Na szczęście w pomoc włączyli się inni sportowcy i internauci.

Wiem, że nie nasza wina, że służba zdrowia w naszym kraju to chora sprawa, chodzi mi zwłaszcza o sposób jej zarządzania, bo oczywiście wielu lekarzy i pielęgniarek to wspaniali oddani pracy ludzie i robią co mogą. Wiem, że na takie operacje ratujące życie powinny byc pieniądze. Ale ich nie ma.

Dlatego jeśli macie ochotę i możliwość wesprzeć naszego sportowca w walce o życie jego synka to pod linkiem podanym wyżej znajdziecie informacje jak pomóc. Każda złotówka może pomóc...

PS. a tu jeszcze link do strony prowadzonej przez rodziców - http://www.franciszekwilkomirski.pl/pl/ gdzie również znajdują się te same informacje.

I zgasł...

, ,

źródło

Stało się. Po 16 dniach górowania nad Ptasim Gniazdem, górowania nad całym sportowym Pekinem, bycia w sercu sportowego (i nie tylko) świata, ogień olimpijski zgasł. Smutno..

Ostatnie dwa tygodnie były okresem przesiąkniętym sportem. I to w najróżniejszych dyscyplinach, często takich, z którymi mam do czynienia rzeczywiście raz na cztery lata. To były dwa tygodnie wczytywania się rano w wyniki z nocy, śledzenia potem w Internecie wyników "na żywo" czy też czasami "prawie na żywo". Strona oficjalna była momentami toporna, momentami bardzo nie-userfriendly, ale w niektórych przypadkach dawała radę. Do tego było oczywiście niezmordowane Z czuba, których relacje często uzupełniały suche wyniki. W domu pierwszą rzeczą było włączanie telewizora i śledzenie do końca zmagań danego dnia, a czasem też i oglądania powtórek, chociaż to nie było już to samo, co oglądanie na żywo bez znania wyniku końcowego.

To były piękne dwa tygodnie dla takich zapaleńców sportowych, jak np. ja :smile: Oczywiście jeszcze piękniej by było, gdyby Igrzyska odbywały się w normalniejszej strefie czasowej i dało się oglądać jeszcze więcej live, ale cóż, jakaś sprawiedliwość musi być, chociaż i tak mamy fuksa, bo 4 lata temu Ateny, za cztery lata Londyn, więc w porównaniu do takich Stanów mamy sporo przewagi :wink:

Za cztery lata liczę na jeszcze więcej możliwości śledzenia zawodów, a tak naprawdę to marzy mi się prawdziwe live, czyli wyjazd na jakieś zawody i przeżycie w końcu tego olimpijskiego ducha w samym sercu wydarzeń. I to jest mój osobisty Plan Czteroletni :smile:

Isia wraca na wielki kort

, , ,

Rok temu występ Agnieszki Radwańskiej na US Open był przyczyną powstania pierwszej sportowej notki na tym blogu. To właśnie wtedy pokonała niespodziewanie wielką faworytkę Marię Szarapową i była na ustach wszystkich. a z konferencji prasowej oprócz szczurów hodowanych w domu, zapewne najbardziej zapamiętana została wyprawa Agnieszki po torebki od Louisa Vuittona :wink:

W tym roku już nie będzie jednak taką cichą myszką. Wtedy po raz pierwszy była rozstawiona w turnieju Wielkiego Szlema z numerem 30. Obecnie startuje jako "dziewiątka", chociaż w jutrzejszym rankingu będzie numerem 11. Do Nowego Jorku nie przyjeżdża jednak kontuzjowana Szarapowa a Anna Czakwetadze na podstawie poprzedniego rankingu rozstawiona jest z 10. Drabinka nie jest najgorsza, byle nie przytrafiła się znowu "wpadka" z kwalifikantką czy dużo niżej rozstawioną zawodniczką. Z tych bardziej znanych może w trzeciej rundzie czekać Cibulkowa, a w czwartej Agnieszka jest na kursie kolizyjnym z Venus Williams. Gdyby udało się ją pokonać, to w ćwierćfinale dla odmiany czeka... Serena Williams.

Jednak spokojnie. Aga pokazała, że nie ma czasami co gdybać kto może czekać w kolejnych rundach, trzeba skupiać się na pierwszym-drugim meczu, a dopiero po nich myśleć co dalej. Wierzę jednak, że po ostatniej "wpadce" na kortach olimpijskich Agnieszka jest mocno zdeterminowana, aby pokazać swoją klasę i zdobyć sporo punktów do rankingu.

Od jutra emocje, dla mnie pewnie głównie tylko netowo, do tego na jedynej z Wielkiego Szlema stronie, która nie lubi mojej przeglądarki Opery, mimo posiadania Flasha twierdzi, że go nie mam i w ogóle się nie nadaję. Dobrze, że istnieje maskowanie :wink:

Sponsorem polskiego pecha jest cyfra siedem

, ,

Już przed wojną Mieczysław Fogg śpiewał "Jeżeli pana, proszę pana, gnębi pech, odpukaj pan, odpukaj pan". Jak widać jednak nasi sportowcy nie odpukali, sugerując się chyba słowami zespołu BigCyc "Polacy zawsze mają pecha, na szczęście ciągle mamy czas, ani Holendra ani Czecha, pech prześladuje tylko nas".

Do tego większość tego pecha miała wiele wspólnego z cyfrą siedem. Uważacie, że to szczęśliwa cyfra? To popatrzcie sami:
  • Agata Korc zajęła 17. miejsce w eliminacjach na 50m stylem dowolnym, do półfinału zabrakło jej 0,07s
  • Otylia Jędrzejczak zajęła 17. miejsce w eliminacjach 100m motylkiem, 9. miejsce w eliminacjach 400m stylem dowolnym oraz nieszczęsne 4. miejsce w finale swojego koronnego dystansu 200m motylkiem
  • Mateusz Sawrymowicz zajął 9. miejsce w półfinale na 1500m stylem dowolnym, do finału zabrakło 0,77s
  • Marcin Dołęga przegrał brązowy medal tylko większym ciężarem ciała niż rywal. O ile był cięższy? O 0,07 kg. To tyle co paczka chrupek kukurydzianych
  • dziś dwójka kajakarzy Adam Seroczyński i Mariusz Kujawski przegrała medal o 0,072s
Mniej "siódemkowe" oznaki pecha:
  • Katarzyna Baranowska zajęła 9. miejsce w eliminacjach 400m stylem zmiennym
  • drużyna łuczników zdobyła 222 punkty, w każdym innym ćwierćfinale prócz naszego dawałoby to awans
  • obydwie nasze sztafety 4x100m nie zmieściły się w strefie zmian, przypadek mężczyzn boli bardziej, bo byłyby znaczne szanse w finale
  • czwórka kobiet w kajaku przegrała brąz o 0,048s
Od samego początku igrzysk mówiłam, że wciąż mamy jakiegoś pecha, wciąż brakuje nam tej odrobiny szczęścia. Czasem w losowaniu (chociażby konie w pięcioboju), czasem w ułamkach sekund, czasem jednego punktu.. Wiem, że szczęście sprzyja lepszym i pewnie tym można wytłumaczyć to, że nam go zabrakło.
Po Atenach wydawało się, że pecha mieliśmy dość i na następne igrzyska może nam odpuści. Okazało się, że wredny to typ i nie ma litości. Strach się bać, co będzie w Londynie. Rozpoczęcie igrzysk planowane jest bowiem... na dzień 27.07.2012.

PS. Wielką pomocą przy tworzeniu tej notki był cykl Polskie Problemy Olimpijskie. Dzięki quentin za codzienne notowanie :smile:

Najszybszy człowiek świata potwierdza swoją klasę

, ,

źródło (zdjęcie z półfinału)

W sobotę zadziwił świat nietypowym zachowaniem na ostatnich metrach fantastycznego biegu na 100m. Czyżby brał przykład z carycy tyczki i chciał sobie jeszcze zostawić "furtkę" na kolejny rekord? Bo przecież mógł spokojnie urwać jeszcze kilka setnych sekundy. Niektórzy twierdzili, że to było kpienie z rywali, jednak nie podejrzewałabym tego.

Po tym wyniku głośniej i ciszej padało pytanie - czy jest w stanie popawić wybitny i wyjątkowy wynik Mchaela Johnsona z Atlanty? Zaprzyjaźniony blogger twierdził, że 19.32 się nie uda, bo Michael Johnson był jeden. Jak widać udało się i 19.30. Pewnie dlatego, że tym razem widać było, że bardzo mu zależało, że od początku do końca robił wszystko, aby wydrzeć ten rekord, tym razem nie było "machania sąsiadom" ale rzut na taśmę, aby wydrzeć setne i się udało. W co chyba sam na początku nie mógł uwierzyć. Ale szybko zaczęło się świętowanie i "taniec szalonej kaczki" :wink: A potem odegrane "Happy Birthday" z okazji jutrzejszych urodzin.

Cieszę się :smile: tak po prostu :smile: lubię takie sytuacje na wielkich imprezach, gdy zawodnicy pokazują jak bardzo im zależy, jak mocno są zdeterminowani, by pokonać samych siebie i wyśrubowane wyniki.
Natomiast rozczarował mnie bardzo komentarz Szaranowicza :D w Atlancie tak żywiołowy, taka wręcz ekstaza a tu spokój, lekkie podniesienie głosu i tyle. Zawiodłam się p:

Grali jak nigdy, przegrali jak zawsze...

, , ,

Brzmi znajomo? Bo dla mnie niestety bardzo.
Żal, ogromny żal.. Wydawało się, że w końcu po tylu latach uda nam się coś ugrać na Igrzyskach. Pojechały trzy drużyny, drużyny, które naprawdę miały spore szanse na medal. Rzeczywiście, najmniej liczyłam na siatkarki, bo sygnały płynące z drużyny nie były dobre. Brak „chemii” z trenerem, brak atmosfery, tej sportowej zaciętości nie mogły przynieść niczego dobrego.

Łaskawszym okiem patrzyłam na siatkarzy. Wprawdzie Liga Światowa wyglądała źle (chociażby ta wpadka z Egiptem) ale jednak była nadzieja, że to tylko wypadek przy pracy. Początek turnieju na Igrzyskach wskazywał, że rzeczywiście tak było. Piękne zwycięstwa, zawodnicy „rosnący” po każdej wygranej, coraz lepsza atmosfera. Pierwszy set z Brazylią pokazywał, że nawet z „kanarkowymi” jesteśmy w stanie powalczyć. Mecz z Rosją - że nasi chłopcy są fajterami, że potrafią i chcą do końca. Dawali kibicom sporo wiary i nadziei na sukces. Włosi mieli być łatwiejszym znacznie celem.

Podobnie piłkarze ręczni. Jechali „po cichu”, nie było o nich tak głośno jak o pozostałych dwóch drużynach. W grupie walczyli bardzo dzielnie. Frajerską porażkę z Hiszpanią można było im jakoś wybaczyć, zwłaszcza po pokonaniu mistrzów olimpijskich Chorwatów. Islandczycy wydawali się drużyną na pewno do pokonania.

Dzisiejszy ranek miał być piękny, miał być okraszony awansem obydwu naszych drużyn do strefy medalowej. Rywale nie byli najmocniejsi, na pewno do pokonania, zwłaszcza przez drużyny będące „na fali”. A tymczasem – walczyli jak nigdy, przegrali jak zawsze… Może i dobrze, że tego nie widziałam, pewnie zaoszczędziłam sobie kilku siwych włosów.

Większość pisze, że walczyli pięknie, że bardzo się starali. Ok, wszystko fajnie. Tylko dlaczego mamy się pocieszać tylko piękną walką? Dlaczego musi nam to wystarczyć? Dlaczego zamiast medalu mamy tylko kolejną do kolekcji piękną porażkę?
Mi samo piękno nie wystarcza...

Mistrzyni też się wzrusza

, , ,

źródło
Zostałam dziś ogromnie zaskoczona. Rozumiem wielkie emocje towarzyszące "nowym" mistrzom, niespodziewanym zwycięzcom, tym, dla których to pierwszy medal. Ale oto dziś jedna z największych lekkoatletek świata, wielokrotna rekordzistka świata, zwyciężczyni tylu mityngów, mistrzostw, a nawet przecież już także konkursu w ramach Igrzysk Olimpijskich w Atenach wychodzi na podium, odbiera złoty medal (czujnym okiem - od Ireny Szewińskiej) i podczas hymnu nie stoi niewzruszona (przerabiała to przecież wiele razy) ale... płacze i to dość mocno. (więcej zdjęć tutaj)

Pięknie tak :smile: że jeszcze nie jest to dla niej coś zwykłego (oczywiście, nie twierdzę, że dla każdego, kto raz już złoto zdobył, kolejne nie jest cenne), że nie jest to kolejny zaliczony punkt w planie kilkuletnim. Jednak okazuje się, że i dla największych Igrzyska są momentem i wydarzeniem wyjątkowym.

A ceremonia wręczania medali odbywała się w trakcie jakże dla nas radosnego konkursu rzutu dyskiem. Piotr Małachowski postanowił nie być wiele gorszy od swojego przyjaciela Tomka Majewskiego (może był jakiś zakład?) i też przywieźć z Dalekiego Wschodu medal do kolekcji. Konkurs bardzo podobny do tego piątkowego, znowu Polak prowadził od początku, podniósł rywalom wysoko poprzeczkę już pierwszym swoim rzutem, ale tym razem znalazł jednego pogromcę.

Ale - jak mawiają moi koledzy - dobre srebro nie jest złe :smile: dziękujemy i czekamy na jeszcze.

A już jutro rano kolejne emocje, zapewne trzy lub cztery godziny walki na najwyższym poziomie, czyli mecz siatkarzy z Włochami i ręcznych z Islandią. Pojawiały się nawet pomysły wzięcia na jutrzejszy dzień urlopu na żądanie :wink: ale niestety do pracy iść trzeba, zostają więc relacje netowe, niech żyją zczubaki i results.beijing.com :smile:

Wzruszyłam się..

, ,

Rzadko zdarza mi się wzruszyć przy okazji sportowych wydarzeń. Przeważnie są emocje, jest adrenalina, jest "power", czasem gorycz i żal, czasem radość, łzy niemal nigdy.
źródło

Ale dziś to się stało. Właśnie wtedy, gdy hymnu słuchała nasza czwórka podwójna. Szczególnie gdy pokazywano Konrada Wasielewskiego i jego ogromne emocje. Gdy widać było ogromne wzruszenie na twarzach całej czwórki. Jednak sentymentalna białogłowa ze mnie czasem :wink:

Mamy dziś już złoto, srebro (czwórka wagi lekkiej bez sternika) i brąz (niespodziewany sukces Agnieszki Wieszczek - tu była adrenalina a nie łzy). A przecież mocno wszyscy wierzymy, że to jeszcze nie koniec "złotej" a przynajmniej "medalowej" niedzieli :smile:

Polska-mistrzowie olimpijscy 1:1

, , ,

źródło
Szczypiorki do przodu po trudnym początku (2:6), wspaniałej gonitwie (9:7), bronieniu jednobramkowej przewagi, następnie gonieniu rywali i w końcówce znowu bronieniu przewagi. Owszem, nasi gracze nie pokazali chyba 100% swoich możliwości, ale liczy się wygrana, liczy się pokonanie mistrzów olimpijskich i patrzenie z optymizmem na kolejne mecze.

źródło
A trener Raul Lozano ma o czym myśleć. Przede wszystkim jak nauczyć naszych chłopaków większej wiary w siebie i tego, że każdego można ograć. Przecież w pierwszym secie nasi naprawdę przeważali, było już 23:21, ale niestety daliśmy "kanarkowym" zdobyć kolejne 3 punkty i zaczęła się bardzo nerwowa końcówka, 4 czy 5 piłek setowych dla nas, "tylko" dwie dla Brazylii, ale to wystarczyło. Jeszcze początek drugiego seta był dobry, a potem nagle przestało wychodzić, zniknął uśmiech z twarzy naszych chłopców i oba kolejne sety skończyły się "planowo" do 19.

Zapewne taka okazja do ograna Brazylii nieprędko się powtórzy, kto wie czy po wygranej z nami rywale nie odbudują się psychnicznie i ewentualne kolejne spotkanie nie będzie bardziej jednostronne. Ale z drugiej strony... nasi nieraz pokazali, że lubią brać rewanż za porażkę i może ten zimny prysznic podziała bardziej mobilizująco? Odpowiedź, chociażby częściową, poznamy w poniedziałek rano w spotkaniu z Rosją.

W końcu usłyszymy Mazurka!!

, ,

Po srebrnym medalu szpadzistów jeszcze piękniejszą niespodziankę sprawił nam kulomiot Tomasz Majewski :smile:
Nie dość, że rano wygrał kwalifikacje bijąc swój rekord życiowy o 7 cm, to w zawodach bił go o kolejne 17cm i następne 30cm, co daje nam razem 54 centymetry!! Niesamowity występ.

Oby kolejni nasi reprezentanci wzięli przykład z Tomka i pokazali, że oni też potrafią. Skoro w Wodnej Kostce nam totalnie nie poszło (Sawrymowicz na koniec nie awansował do finału swojej koronnej konkurencji), to może w Ptasim Gnieździe pójdzie nam lepiej?
Czy to miejsce rywalizacji będzie bardziej szczęśliwe dla naszej ekipy? źródło
August 2008
MTWTFSS
July 2008September 2008
123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031