„Hitchcock/Truffaut”
Saturday, 11. February 2006, 15:05:23
PRZEKRÓJ - recenzje
PRZEKRÓJ
Nr 50 (3155)
8 grudnia 2005 r.
Patrzeć Hitchcockiem.
..........
Hitchcock z Truffautem rozmawia nie tylko jak reżyser z reżyserem, ale wręcz jak ojciec z synem.
Nie trzeba znać filmów Hitchcocka, by mieć świadomość, kim był i co sobą reprezentował. Mimo że ciało wielkiego Alfreda przestało funkcjonować w 1980 roku, jego korpulentna sylwetka z podwójnym podbródkiem jest niezmiennie ikoną współczesnej kultury. Twórcy, politycy, komentatorzy sportowi i wszyscy inni, którzy lubią się popisywać swoją erudycją, z upodobaniem cytują najsłynniejsze powiedzenie Hitchcocka o tym, że najpierw powinno być trzęsienie ziemi, a potem napięcie ma stopniowo rosnąć. O co drugim filmie mówi się, że ma atmosferę „hitchcockowską” (albo jeszcze lepiej „kafkowsko-hitchcockowską”), a reżyserów ochrzczonych mianem następców Hitchcocka jest milion.
Z tym bagażem wiedzy nader potocznej warto teraz zasiąść do lektury książki „Hitchcock/Truffaut”, by przekroczyć granice banału. Autor polskiego przekładu, znakomity historyk kina Tadeusz Lubelski, pisze w posłowiu, że jest to „najoryginalniejsza i najbardziej niezwykła książka filmowa, jaka kiedykolwiek powstała”. I trudno mu zaprzeczyć. Oto bowiem w sierpniu 1962 roku z pielgrzymką do mistrza udał się Franųois Truffaut – młody i opromieniony sławą „Czterystu batów” współtwórca francuskiej Nowej Fali. Właśnie Nowa Fala wyniosła na piedestał sztuki „ofiarę intelektualistów” i kpiarskich krytyków, którzy uważali Hitchcocka za co najwyżej dostarczyciela niezłej rozrywki. Tymczasem według Truffauta „ten człowiek przemyślał środki swojej sztuki lepiej niż ktokolwiek inny w tym zawodzie”.

Efektem spotkania dwóch osobowości był wywiad rzeka wzbogacony cztery lata później o kolejne rozmowy, a przy okazji drugiego wydania w 1980 roku także o rozdział poświęcony ostatnim dziełom Hitcha. W polskiej edycji zabrakło, niestety, imponującej kolekcji zdjęć, które ozdabiają oryginał. Można za to kupić książkę z zestawem 14 płyt DVD z filmami Hitchcocka.
Warto, książka ta bowiem to nie barwny zbiór anegdot, lecz zapis rozmowy kinofilów i fachowców. Monsieur Alfred opowiada tu o swoich kolejnych filmach, opisuje metody pracy i przedstawia poglądy na kino. I wykazuje się przy tym dużą dozą zarówno narcyzmu, jak i samokrytycyzmu. Truffaut chłonie to wszystko z uwielbieniem, ale bez śladów neofickiej egzaltacji. Widać zresztą, że wraz z upływem czasu relacje między interlokutorami stają się coraz bliższe, Lubelski pisze nawet o ich „ojcowsko-synowskim charakterze”.
Czyżby więc była ta książka tylko fascynującym dokumentem historycznym dla miłośników kina? Bynajmniej. A to z jednego zasadniczego powodu. Z wielu filmów Hitchcocka groza zdążyła się już ulotnić, kolejni twórcy rozwinęli albo zbanalizowali wymyślone przez niego chwyty i środki. Tym mocniej więc oddziałuje na nas obecnie uwodzicielska siła jego obrazów. Hitchcock to pierwszy twórca kina epoki symulakrów. Świadczą o tym i wybitne zdolności autopromocyjne artysty (zwane dzisiaj lansem), i lekceważenie, jakie okazywał siermiężnemu realizmowi, któremu przeciwstawiał różnorodne strategie narracyjne i wizualne. 25 lat po śmierci Hitchcocka wciąż patrzymy Hitchcockiem. Książka Truffauta pozwala nam zrozumieć, dlaczego tak się dzieje.
Bartosz Żurawiecki
„Hitchcock/Truffaut”
François Truffaut
Przeł. Tadeusz Lubelski
Świat Literacki, Izabelin 2005
352 strony
format 125x195 mm
ISBN 83-88612-83-3
Ocena: 5/6
PRZEKRÓJNr 50 (3155)
8 grudnia 2005 r.
Patrzeć Hitchcockiem.
..........
Hitchcock z Truffautem rozmawia nie tylko jak reżyser z reżyserem, ale wręcz jak ojciec z synem.
Nie trzeba znać filmów Hitchcocka, by mieć świadomość, kim był i co sobą reprezentował. Mimo że ciało wielkiego Alfreda przestało funkcjonować w 1980 roku, jego korpulentna sylwetka z podwójnym podbródkiem jest niezmiennie ikoną współczesnej kultury. Twórcy, politycy, komentatorzy sportowi i wszyscy inni, którzy lubią się popisywać swoją erudycją, z upodobaniem cytują najsłynniejsze powiedzenie Hitchcocka o tym, że najpierw powinno być trzęsienie ziemi, a potem napięcie ma stopniowo rosnąć. O co drugim filmie mówi się, że ma atmosferę „hitchcockowską” (albo jeszcze lepiej „kafkowsko-hitchcockowską”), a reżyserów ochrzczonych mianem następców Hitchcocka jest milion.
Z tym bagażem wiedzy nader potocznej warto teraz zasiąść do lektury książki „Hitchcock/Truffaut”, by przekroczyć granice banału. Autor polskiego przekładu, znakomity historyk kina Tadeusz Lubelski, pisze w posłowiu, że jest to „najoryginalniejsza i najbardziej niezwykła książka filmowa, jaka kiedykolwiek powstała”. I trudno mu zaprzeczyć. Oto bowiem w sierpniu 1962 roku z pielgrzymką do mistrza udał się Franųois Truffaut – młody i opromieniony sławą „Czterystu batów” współtwórca francuskiej Nowej Fali. Właśnie Nowa Fala wyniosła na piedestał sztuki „ofiarę intelektualistów” i kpiarskich krytyków, którzy uważali Hitchcocka za co najwyżej dostarczyciela niezłej rozrywki. Tymczasem według Truffauta „ten człowiek przemyślał środki swojej sztuki lepiej niż ktokolwiek inny w tym zawodzie”.

Efektem spotkania dwóch osobowości był wywiad rzeka wzbogacony cztery lata później o kolejne rozmowy, a przy okazji drugiego wydania w 1980 roku także o rozdział poświęcony ostatnim dziełom Hitcha. W polskiej edycji zabrakło, niestety, imponującej kolekcji zdjęć, które ozdabiają oryginał. Można za to kupić książkę z zestawem 14 płyt DVD z filmami Hitchcocka.
Warto, książka ta bowiem to nie barwny zbiór anegdot, lecz zapis rozmowy kinofilów i fachowców. Monsieur Alfred opowiada tu o swoich kolejnych filmach, opisuje metody pracy i przedstawia poglądy na kino. I wykazuje się przy tym dużą dozą zarówno narcyzmu, jak i samokrytycyzmu. Truffaut chłonie to wszystko z uwielbieniem, ale bez śladów neofickiej egzaltacji. Widać zresztą, że wraz z upływem czasu relacje między interlokutorami stają się coraz bliższe, Lubelski pisze nawet o ich „ojcowsko-synowskim charakterze”.
Czyżby więc była ta książka tylko fascynującym dokumentem historycznym dla miłośników kina? Bynajmniej. A to z jednego zasadniczego powodu. Z wielu filmów Hitchcocka groza zdążyła się już ulotnić, kolejni twórcy rozwinęli albo zbanalizowali wymyślone przez niego chwyty i środki. Tym mocniej więc oddziałuje na nas obecnie uwodzicielska siła jego obrazów. Hitchcock to pierwszy twórca kina epoki symulakrów. Świadczą o tym i wybitne zdolności autopromocyjne artysty (zwane dzisiaj lansem), i lekceważenie, jakie okazywał siermiężnemu realizmowi, któremu przeciwstawiał różnorodne strategie narracyjne i wizualne. 25 lat po śmierci Hitchcocka wciąż patrzymy Hitchcockiem. Książka Truffauta pozwala nam zrozumieć, dlaczego tak się dzieje.
Bartosz Żurawiecki
„Hitchcock/Truffaut”
François Truffaut
Przeł. Tadeusz Lubelski
Świat Literacki, Izabelin 2005
352 strony
format 125x195 mm
ISBN 83-88612-83-3
Ocena: 5/6


