Skip navigation.

Coś dla fanów Bartosza Żurawieckiego

Seks od pierwszego wejrzenia

Gazeta Wyborcza - Duży Format
6 czerwca 2005 r.

Seks od pierwszego wejrzenia

Katarzyna Bielas / 06-06-2005


Rozmowa z Bartoszem Żurawieckim, autorem właśnie wydanej powieści "Trzech panów w łóżku nie licząc kota. Romans pasywny".

"Adam osiągnął prawie wszystko, co gej w jego wieku mógł w tym kraju osiągnąć. Miał dobrą pracę (...), męża - zapalonego kucharza po studiach doktoranckich, kochanka - napalonego małolata z fan clubu Anny Jantar, sympatię kolegów, szacunek sąsiadów, którzy uprzejmie udawali, że niczego się nie domyślają (...), srebrną kartę Citibanku i nadpłatę w rocznym Picie". Chciałeś napisać współczesną powieść gejowską?


Raczej romans pasywny, co kojarzy się oczywiście z postawą w gejowskim seksie. Pierwszym impulsem nie był jednak homoseksualizm. Chciałem stworzyć antyromans i antybohatera naszych czasów, takiego, który w epoce wymagającej ciągłej aktywności, kreatywności, parcia do przodu w sposób mniej lub bardziej świadomy wycofuje się z wyścigu. Nie tworzy przy tym żadnej ideologii typu "antykonsumpcjonizm". Po prostu zatrzymuje się, zaczyna tęsknić za tym, żeby zostać czyjąś metresą.

Kochanka, utrzymanka to role przypisywane tradycyjnie kobietom.

Toteż mu się to nie bardzo udaje. Z różnych powodów - bo Adam jest facetem, bo nie żyjemy w XIX wieku, bo jest gejem, a układ homoseksualny to nie układ hetero.

Mój bohater - trochę z własnej woli, a trochę bezwolnie - ulega degradacji społecznej. Na początku jest pracownikiem jakiejś agencji reklamowej czy ubezpieczeniowej, ma ustabilizowaną sytuację miłosno-uczuciowo-rodzinną, tzn. żyje w stałym związku z facetem. W pewnym momencie wszystko mu się w życiu rozwala i spada do roli kochanka czy też satelity pary dobrze sytuowanych gejów.

Dlaczego chciałeś stworzyć biernego bohatera? Na ogół to czyjeś działanie napędza akcję romansu.

Jego postawa odzwierciedla moje uczucia z okresu kiedy pisałem książkę. Byłem bez pracy, znalazłem się w jakiejś dziurze, całymi dniami nie miałem co robić, nie wiedziałem, dokąd i czy w ogóle gdzieś zmierzam. Fatalnie się czułem. Zastanawiałem się, czy zostać w Warszawie, czy wrócić do rodzinnego Poznania. Znajdowałem się właśnie w sytuacji pasywnej, a jednocześnie odczuwałem straszny nacisk, żeby ciągle wysyłać gdzieś CV, reklamować się, coś udowadniać. Było to dla mnie potworną opresją, więc tego nie robiłem, ale wtedy dopadała mnie panika, że jeżeli nie będę się starał, to wyląduję na bruku.

Adam uosabia moją ówczesną tęsknotę za tym, żeby - choć to dziś nie wypada - powiedzieć "pas". Próbuje znaleźć sobie jakieś wyjście zastępcze, jakąś niszę, chce oddać wolność za poczucie bezpieczeństwa, dla którego byłby nawet skłonny zamieszkać pod schodami jak służąca w dawnych czasach.

Niektórzy recenzenci twierdzą, że gdyby zmienić imiona paru bohaterów na żeńskie, czytalibyśmy zwykłą obyczajową powieść, jakich w Polsce wiele. Dla mnie to nieporozumienie. Czy Twoim zdaniem świat gejów jest inny?

Nie opisałem odrębnego świata gejów, tylko pewne środowisko, taką klasę średnią na polską miarę, ludzi wykształconych, nieźle zarabiających, wykonujących tzw. prestiżowe zawody. Jest tam psychiatra, przedstawiciel branży nieruchomości, dziennikarz, także dziennikarka, żeby nie było, że chodzi wyłącznie o gejów, itd. Świat, który znam, choć nie jest to autobiografia, a postacie są wykreowane.

Trudno mi ocenić, czy tych gejów wyróżnia coś oprócz orientacji, bo ten świat widzę od środka.

Nie należałeś do niego od urodzenia. Gdzie byłeś przedtem?

W Poznaniu, gdzie spędziłem 30 lat, tam skończyłem studia, najpierw mieszkałem z rodzicami, potem z facetem.

Tak po prostu?

Ja nie miałem wątpliwości, że jestem gejem. Dość wcześnie poznałem prawdę o sobie, nie próbowałem z tym walczyć. Już w liceum potrafiłem obrobić ten problem intelektualnie. Byłem jednak introwertykiem, samotnikiem, outsiderem, nigdy nie miałem odwagi iść do jakiegoś parku czy do knajpy gejowskiej. Miałem opór wobec świata, którego nie znam. Pikiety, dworce, plaża w Międzyzdrojach, które opisuje Michał Witkowski w "Lubiewie", to dla mnie egzotyka.

Nie miałeś problemu z ujawnieniem się?

Mnie po prostu dość wcześnie ktoś wyautował, ujawnił, że jestem gejem. Nie dociekałem kto. Było to perfidne, ale załatwiło sprawę. Oczywiście nie odbyło się to bezboleśnie, bo w Polsce jest to niemożliwe. Nie znam nikogo, kto powiedział, że jest gejem, a wszyscy dookoła się ucieszyli, powiedzieli "OK, nie ma sprawy" i poklepali go po plecach.

W moim przypadku obyło się jednak bez strasznych dramatów, o których ciągle słyszę - bez wyrzucania z domu, ostracyzmu w pracy albo prób "nawrócenia", ciągania po seksuologach, którzy i tak wcześniej czy później kapitulują. Albo po księżach.

Moją bronią był absolutny brak wątpliwości co do orientacji, wiedziałem, że to jest moja natura, osobowość, tożsamość, jakkolwiek by to zwał. I że nie będę próbował się nawracać ani powstrzymywać od życia seksualnego.

Zanim poznałeś innych gejów, związałeś się z kimś, nie potrzebowałeś wsparcia?

Dawał mi go kontakt ze sztuką. Dużo czytałem, okazywało się, że nie jestem sam. Pamiętam, że kiedy byłem w liceum, tak po pensjonarsku zapisywałem w zeszycie nazwiska znanych osób, o których usłyszałem, że byli homoseksualistami. Był tam Michał Anioł, Platon, Proust, Szymanowski, cała ta znana dziś z mediów litania. Wtedy już mocno interesowałem się filmem, więc miałem na liście dużo postaci z tego świata - Visconti, Pasolini, Gérard Philipe, John Gielgud... Kto tam jeszcze?

Derek Jarman...

Wtedy nie był jeszcze u nas znany.

Potem czytałem "Dzienniki" Jarmana. On też wiele zawdzięcza artystom, ujawnionym gejom, takim jak Allen Ginsberg czy William Burroughs. Miałem oczywiście o wiele trudniejszy dostęp do informacji niż on w Anglii.

Przypomina mi się, jak to przy okazji zamieszania i protestów wokół filmu "Ksiądz" o duchownym homoseksualiście wypowiadał się w telewizji pewien autorytet intelektualny. Że o homoseksualizmie nie należy mówić głośno i że np. taki wybitny poeta brytyjski Wystan Hugh Auden był homo, a nigdy nic na ten temat nie napisał. A potem pojawiła się komedia "Cztery wesela i pogrzeb" i okazało, że owszem, Auden napisał bardzo piękny wiersz homoerotyczny, tylko nikt go u nas wcześniej nie tłumaczył.

Myślę, że to dzięki kontaktowi ze sztuką nie marnowałem potem czasu na jakieś bzdury w stylu chrześcijańskiej grupy Odwaga próbującej nawracać homoseksualistów na właściwą drogę, co zazwyczaj kończy się poważnymi urazami w psychice.

Tobie ktoś zrobił tzw. przysługę. Mam wrażenie, że najtrudniej powiedzieć jest prawdę rodzinie.

To prawda, sam nie wiem, kiedy i jak bym to zrobił. Bo to jest dla rodziców zawsze straszny problem, rozczarowanie, złamanie fundamentów, na których budowali przyszłość dziecka. Człowiek odczuwa nie tylko wstyd, ale i strach przed narażeniem ich na cierpienie. Homofobia rodzinna jest pierwszą, z jaką na ogół gej się styka. Ma ona oczywiście dalsze odsłony.

Jakie?

Np. żyjesz i mieszkasz z facetem, ale kiedy przyjeżdża jego rodzina, musisz się wyprowadzać, bo oni nie przyjmują do wiadomości twojego istnienia. Na początku tłumaczysz sobie: "OK, robię to dla świętego spokoju, poza tym nie mam przyjemności przebywania z kimś, kto mnie nie akceptuje, itd.". Ale to nieprawda. W końcu rodzi się w tobie bunt, bo niby dlaczego?

Musiało być Ci nieraz przykro.

Tak, doświadczyłem tego kilkakrotnie, zapewniam, że jest to potwornie upokarzające, sprawia, że czujesz się niepewnie, wydaje ci się, że twój związek jest niewiele wart, skoro można cię z niego wyrzucić.

Stosunki rodzinne w ogóle toną w obłudzie. Rodzice mojego znajomego, zagorzali katolicy, mówią wprost, że jego facet dla nich nie istnieje, ale jak trzeba go wykorzystać, np. dostarczyć przez niego synowi coś za granicę, to dlaczego nie? Wtedy on nagle się dla nich materializuje. Geje nie powinni się na tę presję godzić.

Uważam, że w Polsce związki między rodzicami a dziećmi są w ogóle straszne, chore, kompletna nieumiejętność usamodzielnienia się, przegryzienia pępowiny. To jest ciągle jakiś rodzaj kleszczy, nawet na odległość.

Zawsze straszono mnie utratą rodziny, przestrzegano przed jej kalaniem. Powtarzano: "Do rodziny zawsze możesz wrócić. Wszyscy na świecie cię opuszczą, tylko rodzina nie". To dość typowe. W ten sposób człowiek staje się zakładnikiem rodziny.

W Polsce rodzina to świętość, głosi to Kościół i wszystkie reklamy.

Przez to nie zauważa się i nie szanuje przyjaźni. Zauważyłem np., że skandalem jest powiedzenie: "Moją rodziną są moi przyjaciele".

A ja bardzo dużo wsparcia w życiu dostałem od przyjaciół gejów, myślę, że docenienie, promowanie przyjaźni jest tym, co homoseksualiści mogą wnieść do polskiej kultury.

No to po co zabiegają o prawo do małżeństwa?

Wyśmiewam to w książce. Geje niepotrzebnie posługują się nie swoim językiem. Słowo "małżeństwo" staje się rodzajem terroru, a przecież chodzi tylko o regulacje cywilnoprawne, które zrównają w prawach z małżeństwami związki homoseksualne. Ale nie tylko, także np. heteroseksualne konkubinaty.

Geje w Polsce też płacą podatki, są obywatelami tego kraju i obowiązkiem państwa jest uszanowanie ich wyborów.

Odmawiając im praw, próbuje się utożsamić seksualizm ze związkiem, tzn. homoseksualiści nie mają prawa do zalegalizowanych związków partnerskich, bo się pieprzą w niewłaściwy sposób. Tymczasem tu nie chodzi o legalizowanie związków seksualnych, tylko społecznych, mogę związać się z osobą, z którą nie łączy mnie żaden seks. Albo łączy, to moja sprawa, seks nie jest nielegalny w tym kraju.

Wyśmiewasz się też z akcji "Niech nas zobaczą". Para gejów zapytana na wernisażu przez działacza, kiedy da się sfotografować, powiesić na billboardzie, odpowiada, że wtedy, kiedy "postanowicie upowszechniać pozytywny wizerunek seksu analnego".

Podkpiwam z ich tchórzostwa, z wymogu tworzenia - wbrew sobie - pozytywnego wizerunku geja pod hasłem "Jesteśmy tacy jak wy". Część gejów to postuluje, bo chce się dostosować. Dla mnie to bzdura i autodyskryminacja, która na dodatek nie przynosi skutku, bo homofobiczna część społeczeństwa i tak ma ugruntowane wyobrażenie na nasz temat. Nie zmieni go żaden billboard, na którym dwóch miłych chłopców trzyma się za ręce. To i tak wyzwoli agresję, bo w homofobach geje budzą wstręt.

Spotkałeś się z tym?

Przy okazji "Złego wychowania" Almodóvara Zdzisław Pietrasik napisał np. w miesięczniku "Film": "Nie mam przyjemności oglądania w kinie pieprzących się facetów".

Paru moich kolegów z powodu sceny erotycznej w ogóle nie poszło na ten film. Mają do tego prawo.

Chcę tylko pokazać, jak przy takiej okazji ta cała tolerancja, dobre wychowanie nagle puszcza. Almodóvar po prostu odważył się pokazać, że geje nie są jakimiś abstrakcyjnymi istotami, tylko ludźmi, którzy także pieprzą się od czasu do czasu.

Jak oglądasz w kinie film, w którym dochodzi choćby do sceny pocałunku osób tej samej płci, to słyszysz przechodzące przez salę jęki obrzydzenia.

Spotkałeś się z tym osobiście?

Wiele razy, nawet w oddziale "Gazety Wyborczej" w Poznaniu, z którą współpracowałem sześć, siedem lat temu. Siedziałem w newsroomie i słuchałem antypedalskich dowcipów. Opowiadali je oczywiście w 99 proc. faceci, bo - jak pisała Elisabeth Badinter w książce "Tożsamość mężczyzny" - facet zawsze definiuje się w jakiejś opozycji - że nie jest dzieckiem, nie jest kobietą, nie jest homoseksualistą. Ciągle to musi podkreślać, m.in. właśnie poprzez homofobiczne dowcipy.

Pamiętam, jak kiedyś jeden z dziennikarzy pisał artykuł o gejach chrześcijanach i przyniósł do pracy cały plik gejowskiego magazynu "Inaczej". Żebyś posłuchała tych uwag, zobaczyła uśmieszki, to branie pisma z obrzydzeniem w dwa palce.

Nikt tego nie stopował.

Zemściłeś się, nazywając "Gazetę Wyborczą" organem "liberalnym w stanie spoczynku, konserwatywnym w erekcji". A wtedy co robiłeś, reagowałeś?

Wtedy jeszcze nie miałem odwagi. Ale powinno się stawiać temu tamę, tak jak seksizmowi. Jesteśmy w miejscu publicznym i nie można nikogo obrażać.

W ogóle jestem teraz za konkretnym działaniem - jak zabraniają parady równości, trzeba protestować. Skądinąd biedny Lech Kaczyński chyba nie wie, co robi. Im bardziej zakazuje, tym więcej się o gejach mówi i pisze. Dałbym mu Tęczowy Laur za wprowadzenie tematyki homoseksualnej na pierwsze strony gazet.

Michał Witkowski w "Lubiewie" kpił nie tylko z działaczy, ale i z wyemancypowanych gejów z klasy średniej, takich jakich opisałeś.

Buntuję się przeciwko takiemu systematyzowaniu gejowskiego świata, prostym opozycjom, ustawianiu ciot kontra wyemancypowanym gejom z Poznania. Nie ma jednej normy, wszystko zależy od kontekstu, sytuacji osobistej, psychiki. Ciota też może być wyemancypowana, a wyemancypowany gej przegięty i ciotowaty. Moim celem jest przekraczanie sztywnych kategorii.

A poza tym uważam, że jeżeli gdzieś tkwi siła rewolucyjna, to nie w marginesie, ale w tych gejach, którzy mają forsę, środki na to, żeby naprawdę zmieniać sytuację.


Śmieszą Cię akcje pod hasłem "Jesteśmy tacy jak wy". Czy męski trójkąt, który opisałeś, to jakaś gejowska norma? Postulat? Alternatywa dla rodziny?

Nie opisuję modelowego związku ani nie chcę powiedzieć, że jest to typowe dla gejów. Ale jest możliwe. Znam otwarte związki, gotowe do obrastania w nowe osoby, układy. Znam pary gejowskie, dla których nowy partner seksualny staje się wręcz spoiwem związku. Znienawidziliby się wzajemnie, jak stare małżeństwo, gdyby nie mieli nowego bodźca.

W Twojej powieści trójkąt wygląda dość naturalnie, na pewno inaczej niż trójkąty hetero. Żadnych dramatów, zazdrości, zbytniej frustracji, za to wspólne uprawianie seksu - jak najbardziej. Nie istnieje zazdrość?

Są oczywiście geje, którzy stawiają wymóg wierności, nie wyobrażają sobie życia w trójkątach czy przelotnych romansów, ale jest to często okupione dużą frustracją.

U gejów na ogół poczucie krzywdy z powodu zdrady rodzi się, kiedy ktoś zostaje wykluczony, np. któryś z partnerów bierze sobie kogoś na boku, nie pozwalając osobie, z którą pozostaje w związku, przyłączyć się.

W relacji heteroseksualnej zawsze ktoś jest poza układem, inaczej czuje, tu wszyscy są mężczyznami homoseksualnymi, mogą być włączeni we wspólny obieg pożądania. Gej zawsze łatwiej zrozumie drugiego geja, wie, jaka jest siła ciekawości, popędu.

Nie ma słowa "zdrada"?

"Zdrada" to dla mnie pojęcie trochę ze starej literatury.

Ja jednak rozumiem, kiedy dzisiaj ktoś z przyjaciół mówi mi, załamany, że jego związek się sypie właśnie z powodu zdrady. To główny powód rozwodów.

Ja też bym zrozumiał geja, ale raczej próbowałbym to zbagatelizować, odradzał uciekanie się do doniosłych decyzji. Wydaje mi się, że zdrada seksualna nie jest czymś aż tak ważnym, żeby na szalę warto było rzucać cały związek.

Adam nie jest jednak w trójkącie na równych prawach.

Niestety, bardzo trudno o trójkąt równoboczny, "ten trzeci" jest zawsze trochę na aucie. Różne czynniki na to wpływają, w wypadku Adama m.in. ekonomiczne, nie jest w stanie wnieść do trójkąta tyle, ile by należało.

Poza tym on do Michała i Pawła nie pasuje, on chciałby ich kochać tak po prostu, a oni proste pojęcia miłości odrzucają, są dalej, przepracowali to intelektualnie.

Nie wiem, nie potrafię tego do końca wytłumaczyć, zrozumieć. Może w związkach homoseksualnych jest inaczej. Ale frapuje mnie ten rodzaj partnerstwa, który jeszcze bardziej komplikuje się, kiedy powstają wielokąty.

Opowiadasz o relacjach tak, jakby to, co dzieje się między ludźmi, było sprawą zwykłej umowy.

Bo trochę tak jest. Jesteśmy - szczególnie w Polsce - strasznie przywiązani do wzorców, wydaje nam się, że odzwierciedlają naszą naturę. W Szwecji dyskutuje się nad projektem zalegalizowania trójkątów.

Czy jest pewne, że jako ludzie jesteśmy zaprogramowani do monogamii, czy nie jest to tylko przymus kultury? W wypadku gejów ten przymus jest mniejszy, więc można sobie na więcej pozwolić.

Mimo że jestem gejem, wszedłem w świat z wzorcami wyniesionymi ze świata hetero, tzn. powinienem znaleźć sobie faceta i gruchać z nim przez całe życie. Nie ma innego wzorca. Bycie w opozycji ogranicza się do postanowienia, że mój związek będzie szczęśliwszy niż rodziców.

Doświadczenie to jednak modyfikuje, pokazuje, że ten model w relacjach homoseksualnych - i nie tylko - często się nie sprawdza, że istnieją alternatywne sposoby współżycia.

W wielkomiejskim świecie hetero to też się zmienia, seks się wyzwolił, oddziela się go od innych spraw. Zobacz serial "Seks w wielkim mieście", tam pokazane jest wręcz libertyńskie podejście do seksu, a kobiety zmieniają partnerów jak rękawiczki.

Do czasu.

Fakt, masz rację. Kiedy dochodzi do jakiegoś związku, to nagle wszystko się zmienia. Zaczyna się mówić o wierności, zdradzie.

W związkach hetero seks musi być silnie związany z miłością, a jeżeli coś się kończy, to nie bardzo jest szansa przeobrażania związku w coś innego. Trzeba trwać, jest się związanym małżeństwem, wiernością, trzeba wychować dzieci.

W Twojej książce jest jakaś niemoc uczuciowa, brak miłości, którego nie odbieram jako brak, ale jako byt, na którym konstytuuje się opisany świat. Nie ma miłości, która coś dodaje, nadaje sens. Czytając, zastanawiałam się, czy ten Twój pasywny Adam nie jest po prostu w depresji.

Zgadzam się, że w książce nie ma miłości romantycznej, która przejawia się wielkim afektem i nakręca akcję, dlatego mówiłem, że ta powieść to antyromans.

Przeżywanie w ten sposób miłości to, moim zdaniem, narzucony wzorzec. A samo uczucie? Nie wiem.

Są jakieś powody, dla których Michał z Pawłem są ze sobą, choć nie muszą. Tak naprawdę nie mam do nich klucza, nie da się tego związku otworzyć wytrychem - miłość lub interes.

Moje związki były i są satysfakcjonujące. Coraz częściej łapię się na myśli, że styl hetero, w którym np. zdrada i zazdrość są wielką siłą sprawczą, wydają mi się dziwne, lekko z innej epoki.

W życiu okazuje się, że emocje, które miały odgrywać wielką rolę, schodzą na dalszy plan, ważniejsze okazuje się poczucie więzi, przyjaźni, bezpieczeństwa, bliskości, tego, że możesz na kimś polegać.

Homoseksualistów oskarża się o panseksualizm, ale jednocześnie to oni właśnie bardziej niż ludzie hetero potrafią oddzielić seks od poczucia bliskości, wspólnoty, przywiązania.

Alienację seksu na ogół się krytykuje. Ma tu coś do powiedzenia nie tylko kultura, religia, ale i psychologia, która mówi, że nie służy to zdrowiu psychicznemu człowieka.

Dla mnie ta umiejętność, postawa jest pozytywna i ważna, bo ocala inne wartości. Wiadomo, że pożądanie zawsze po pewnym czasie słabnie. Dlaczego wtedy się męczyć lub wszystko rozwalać? Jestem za przyjaźnią bez względu na to, czy z kimś spałem, czy nie spałem.

Przykładem takiej przyjaźni ponad wszystko jest film "Inwazja barbarzyńców", gdzie przy łóżku umierającego spotykają się jego byłe żony, kochanki, przyjaciele, geje, niegeje, wszyscy. Pomagają mu, stanowią wspólnotę pomimo wszelkich erotycznych zawirowań.

Jak funkcjonujesz w świecie hetero?

Nie mam potrzeby normalizowania się w tym świecie, przebywania tam na siłę, żeby się nie zamykać w gejowskim getcie, co zresztą i tak nie byłoby możliwe, bo u nas go nie ma. Odpowiada mi wymiana, ścieranie się światów, to jest wzbogacające.

Ale nie przyjaźnisz się z mężczyznami hetero.

Siłą rzeczy dąży się do ludzi, z którymi odczuwa się wspólnotę światopoglądową, zainteresowań, odczuć.

Mężczyźni hetero, których spotykam, są w większości strasznie zamknięci, nie można sobie z nimi porozmawiać o intymnych sprawach, wymienić się np. doświadczeniami ze związków. Ja z moim światem dla takiego faceta jestem trochę dziwny. Nie wypieram się, że on dla mnie też.

On jednak nie traktuje mnie jak partnera w przyjaźni, tylko jakieś dziwo. Boi się mojego świata, nie chce słyszeć o życiu uczuciowym, intymnym. Tak jak mówiłem, facet hetero ciągle musi udowadniać swoją męskość hetero, dla niego przyjaźń z pedałem to rodzaj społecznej degradacji, więc musi go traktować z dystansem.

A ja nie chcę z przyjaciółmi niczego udawać, hipokryzja w życiu publicznym jest wystarczająco duża, żebym jeszcze prywatnie miał się blokować, pomijać jakieś aspekty życia. Tu nie chodzi o ekshibicjonizm, ale o brak zakłamania.

A kobiety? Obserwowałam różne zachowania gejów - od wstrętu do uwielbienia.

To prawda, są geje, którzy nie tolerują kobiet w bliskim otoczeniu. Homoseksualizm jest dla nich ekstremalną formą kultu męskości, nic poza światem męskim nie ma, on jest ostatnim stadium, a faceci są najwyższą formą istnienia. Znam gejów, którzy mają do kobiet stosunek pogardliwy, pokrywający się zresztą z mizoginistycznym spojrzeniem obecnym w ogóle w polskiej kulturze.

Rozbraja mnie Twój psychiatra dr Kott, który nie rozróżnia twarzy kobiet.

Inna część gejów, wręcz przeciwnie, lgnie do kobiet. U mnie to wynika chyba ze wspólnoty wrażliwości, może też ze wspólnego poczucia opresji.

Są geje, którzy obejmują kobiety, dotykają ich. Po co?

Coś ty? Myślisz, że to jest erotyczne?

Mnie pytasz? Jak nie zauważyłeś, to uwierz na słowo. Albo obejrzyj choćby komedię "Pedał" z Fanny Ardant w roli szefowej gejowskiego klubu.

Jeśli mówić o tym, co homoseksualizm może zmienić w kulturze, to stosunek do kontaktów cielesnych, bliskości fizycznej bez seksualnego podtekstu. Może pomóc przełamać fałszywy wstyd.

U nas kobiety mogą się dotykać, faceci nie, bo od razu są posądzeni o pedalstwo, jest to bardzo restrykcyjnie przestrzegane. Jeśli facet dotyka kobiety, to oczywiście coś to znaczy. Ja też mam w sobie potworną barierę przed okazywaniem publicznie sympatii, bliskości.

W filmie "Jego brat" Patrice Chereau pokazał, jak homoseksualizm jednego z braci przełamuje tabu cielesności. Przez to, że młodszy brat jest gejem, że doświadczył stosunków cielesnych z facetami, może zaopiekować się ciężko chorym bratem w bardzo bliski, niemal zmysłowy sposób. Jest jedyną osobą, która może mu taką bliskość okazać, ofiarować.

Dlaczego bożyszczem gejów jest Marlena Dietrich? Zresztą nie tylko ona, istnieje cały zestaw ikon, gejowskich bóstw - kobiet.

To są na ogół kobiety, które dokonały transgresji, przekroczyły uwarunkowania przynależne kobietom. Marlena Dietrich odważyła się przekroczyć ścisłe podziały damsko-męskie, ujawnić swój biseksualizm. Jednocześnie są to kobiety pozostające poza erotyczną doraźnością, nie są prostymi obiektami pożądania facetów, ale bóstwami seksu. Są osobne, odmienne, to gejów fascynuje.

W kulturze heteronormatywnej, która nie dopuszczała pożądania homoseksualnego, takie kobiety owo pożądanie wyrażały. Dietrich śpiewała o związkach heteroseksualnych, ale wiedza o niej, jej sposób ekspresji pozwalały gejom utożsamiać się z jej przekazem.

W "Trzech panach w łóżku...", tak samo jak w drukowanym w "Ha!arcie" "Sekstecie", ciągle się gada o seksie. Bez zahamowań, na ogół dowcipnie. "Fajny? Ma fajnego?" - pytają o jakiegoś faceta znajomi. Wspólna erekcja to "pospolite ruszenie", jest też "seks od pierwszego wejrzenia".

Przykłady zaczerpnąłem z doświadczeń towarzyskich, oczywiście je przetwarzając. Próbowałem trochę zlikwidować narośl eufemizmów, metafor języka modernizmu, który obowiązywał w mówieniu o seksie, szczególnie o tzw. innej seksualności. Iwaszkiewicz czy Andrzejewski, który był zresztą trochę bardziej bezpośredni, zawsze posługiwali się grą symboli, przenośni. Tak samo Stryjkowski. Jego ostatni, napisany zresztą dopiero przed śmiercią, kiedy nie było już nic do stracenia, utwór ma wymowny tytuł - "Milczenie". Polscy pisarze opisywali "miłość, która nie śmie wypowiedzieć swojego imienia", więc ubierali ją w atmosferę wzniosłości. Odwoływali się np. do "Śmierci w Wenecji" Tomasza Manna, gdzie jasnowłosy młodzieniec Tadzio wywołuje erotyczne spazmy podstarzałego pisarza Aschenbacha, wszystko w oprawie greckich dialogów o pięknie. W ekranizacji Viscontiego dodatkowo przy akompaniamencie muzyki Mahlera.

Język literatury polskiej jest modernistycznym więzieniem, ma pokazać, że tu chodzi o coś zupełnie innego, bardziej wzniosłego niż nieczyste, odstręczające homoseksualne pożądanie, a jednocześnie pozbawiony jest elementów gry, zabawy, wykpiwania norm, co jest obecne w zachodniej literaturze gejowskiej, np. w campie.

U nas prawie nie zna się pisarzy takich jak Ronald Fairbank.

Język relacji miłosnych, seksu to w ogóle obszar niezagospodarowany, nie tylko w literaturze i nie tylko gejowskiej. Ty sam, jak i Twoi bohaterowie, o swoim długoletnim facecie mówisz "mąż".

To trochę zabawa z konwencją, ale trochę niemoc, dowód na to, że nie wykształcił się język, który odnosiłby się do relacji homoseksualnej.

W mojej książce jest fragment, w którym Adam ma zamiar przedstawić rodzicom parę, z którą się związał, ale nie wie, co ma powiedzieć: "To są moi nowi mężowie, kochankowie, przyjaciele, partnerzy, sponsorzy?". Nie może nic wymyślić, więc rezygnuje. Z powodów językowych.

Dlaczego kultura gejowska jest tak bardzo seksualna i na dodatek wszędzie tropi gejów? W "Sekstecie", na wystawie portretu trumiennego, ktoś pyta: "Ilu z tych szlachciurów było gejami?", "Co naprawdę zdarzyło się między panem, wójtem a plebanem?" i czy "Pasek bił Morsztyna?".

Teraz kultura jest w ogóle bardzo seksualna, jak się spotykają faceci hetero, to też w kółko gadają o dupach. W świecie gejowskim mamy samych mężczyzn, którzy są mężczyznami także kulturowo. Nie wykluczam, że i tu funkcjonuje stereotyp faceta, który ma zaliczać kolejne towary. Geje nie są tak odmienni, tyle że mogą teraz mówić śmielej.

Seksualność jest rodzajem spoiwa towarzyskiego. Mówimy o sobie, jest to gra odbić między nami, być może to ośmiela. Wszyscy jesteśmy jednocześnie przedmiotem i podmiotem dyskusji. To jest nasz wspólny mianownik, możemy różnić się wszystkim, ale seks jest tym, co nas jednoczy. Przez dyskusję o seksualności można dojść do innych kwestii, nawet tych wzniosłych.

Można zresztą uzasadnić to historycznie, kulturowo.

To znaczy?

Homoseksualiści zostali naznaczeni i wykluczeni właśnie ze względu na seksualność, tak jak czarni ze względu na kolor skóry. Następuje teraz mechanizm kontrreakcji. Oglądałem ostatnio film "Zgadnij kto", ramake "Zgadnij, kto przyjdzie na obiad". Jest tam odwrócenie sytuacji z lat 60., kiedy biała dziewczyna zapraszała do domu czarnego chłopaka i była to wielka sprawa. Tu odwrotnie, czarna dziewczyna ma przyprowadzić białego chłopaka i obawia się reakcji rodziny.

Teraz seksualność gejów, która skazała ich na banicję, buduje ich tożsamość. Dużą rolę odgrywa np. pornografia gejowska, w której pożądanie może się ujawnić w sposób pełny, bez kulturowych ograniczeń. Podkreśla ich odmienność.

Potępiany seks wraca jak bumerang, staje się wyzwaniem rzuconym w twarz heteronormatywności.

Są geje, którzy tak dramatycznie potrzebują wzmocnienia swojej gejowskiej tożsamości, że celowo - desperacko - zakażają się HIV-em. Opowiada tak o sobie np. Andy Bell z zespołu Erasure. I jeszcze paru innych.
Katarzyna Bielas
Fot. Piotr Bernaś / AG

Niepoprawnie smutne historieRomans, ale bez namiętności

Write a comment

You must be logged in to write a comment. If you're not a registered member, please sign up.

Download Opera, the fastest and most secure browser
December 2009
S M T W T F S
November 2009January 2010
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31