Mogę pisać nawet gejowskie Harelequiny
Wednesday, 15. February 2006, 00:20:48
2005.07.06
Wywiady IS eXtra - Bartosz Żurawiecki (I)
Krzysztof Tomasik
Mogę pisać nawet gejowskie Harelequiny
Rozmowa z Bartoszem Żurawieckim, pisarzem i krytykiem filmowym, autorem powieści "Trzech panów w łóżku nie licząc kota (romans pasywny)"
Krzysztof Tomasik: Rozmawiamy kilka miesięcy po ukazaniu się twojej książki, która została uznana za powieść gejowską. Czy masz coś przeciwko określaniu w ten sposób "Trzech panów w łóżku..."?
Bartosz Żurawiecki: Nie, nie mam nic przeciwko. Jest to książka gejowska w tym sensie, że bohaterami są geje, że opisuję środowisko gejów. Uważam zresztą, że powinien powstać taki rynek, nisza, dział literatury, który będzie przełamywać heteronormatywność i opowiadać z innego punku widzenia o naszym świecie.
Natomiast mam nadzieję, a i dowody na to, że ta książka trafia też do ludzi, którzy nie są homoseksualni. Co mi sprawia ogromną satysfakcję i znaczy, że to nie jest tylko branżowa literatura.
Krzysztof Tomasik: Narratorką w powieści jest jednak heteroseksualna kobieta, a więc zostawiasz sobie pewną furtkę.
Bartosz Żurawiecki: Tak, potrzebne mi było spojrzenie z pewnego oddalenia. Kobieta była dobrym punktem odniesienia dla tych gejów, których opisuję. Potrzebowałem też zbieżności doświadczenia moich bohaterów i dziewczyny, która buntuje się przeciwko patriarchalnemu modelowi. Potrzebna mi była postać, która będzie blisko opisywanego świata, a jednocześnie trochę z boku, będzie go obserwować, ale też mówić, że go w pewnej mierze nie rozumie. Wydawało mi się to wzbogacające, po to, żeby wykroczyć poza środowiskową, sensacyjną opowiastkę.
Krzysztof Tomasik: Z twoją bohaterką - Pauliną jest jeszcze o tyle ciekawa sprawa, że jej właściwie nie ma, jest pomijana w recenzjach, wypowiedziach czytelników.
Bartosz Żurawiecki: To mnie też uderzyło, że ona pojawia się najwyżej w jednym zdaniu, na zasadzie streszczenia. Nie wiem, dlaczego. Może moja Paulina jest w pewnym sensie oczywista, kawa na ławę wykłada swoje emocje, przemyślenia, refleksje i już nie ma czego interpretować, wszystko jest w tekście? Z drugiej strony, perspektywa gejowska przesłania cały świat przedstawiony, recenzenci tak się tym rajcują, że już nie dostrzegają innej strony książki.
Tematyka gejowska ciągle jest u nas nowa i egzotyczna, dlatego na to idzie pierwszy impet. W ogóle, byłoby ciekawe zastanowić się nad funkcjowaniem postaci kobiecych w literaturze gejowskiej, to też jest pewna specyfika.
Bardzo było mi miło, gdy na Paradzie Równości jedna dziewczyna, znajoma moich znajomych, przyszła pogratulować książki i powiedziała, że postać Pauliny jest jej ulubioną i z nią się utożsamia.
Krzysztof Tomasik: Czy miałeś wzory, literackie lub filmowe, do których się odwoływałeś przy pisaniu "Trzech panów..."?
Bartosz Żurawiecki: Gdzieś starałem się, żeby ta książka była osadzona w szeroko pojętej subkulturze homoseksualnej, czyli kamp, Oscar Wilde, trochę Hollinghurst, Firbank... Zwłaszcza w języku, ale też w aluzjach; pojawia się Marlena Dietrich, Maria Callas, czyli ikony gejowskie. Próbowałem kształtować język tej książki przez takie kampowo-ironiczne, złośliwe, z pewną pretensją przegięcie, które jest charakterystycznie właśnie dla Wilde'a czy Firbanka. Ten kierunek, a więc literatura anglosaska, choć to wszystko osadzone w polskich realiach.
Natomiast w przypadku części pamiętnika Pauliny wykorzystałem stylistykę blogu. Potrzebna mi była inna technika narracyjna, żeby wątki się oddzielały, a nie zlewały.
Krzysztof Tomasik: To wypaliło? Jak oceniasz odbiór książki?
Bartosz Żurawiecki: Trudno powiedzieć. Mam wrażenie, że tę książkę dobrze czytają geje i kobiety, czyli ci, do których ją kierowałem, natomiast mają z nią problem heteronormatywni faceci, nie mówię heteroseksualni, ale właśnie heteronormatywni. I to się też odbija w recenzjach.
Krzysztof Tomasik: No właśnie, to następne pytanie, czy jesteś zadowolony z recenzji?
Bartosz Żurawiecki: Bardzo ciekawe były recenzje na portalach gejowskich, chwytające, wiedzące, o czym to jest, na jakim tu poziomie gramy. Poruszająca była recenzja Justyny Sobolewskiej w "Przekroju". Natomiast pojawiło się też trochę recenzji, których autorzy popłynęli po powierzchni. To, że na okładce widnieje słowo "romans" całkowicie ukierunkowywało ich lekturę. Ale może oni po prostu nie są obeznani z subkulturą kampu czy queeru, nie wiedzą, jak to czytać? To było rozczarowujące, spodziewałem się nawet bardziej sprzeciwu niż takiego olania.
Krzysztof Tomasik: A jak reagujesz na krytykę?
Bartosz Żurawiecki: Oczywiście źle, bo mało kto reaguje na nią dobrze. Ale jako krytyk muszę być do niej przyzwyczajony. To jest nagła zmiana ról - do tej pory to ja miałem prawo krytykować. Ciekawe jest zaobserwowanie z tej drugiej strony, jak różne bywają krytyki, może być krytyka nawet negatywna, ale coś wnosząca, wzbogacająca mnie jako autora, a może bywają też takie, które zasługują tylko na wzruszenie ramion.
Krzysztof Tomasik: Zdarzyła się jakaś zaskakująca interpetacja, której się nie spodziewałeś?
Bartosz Żurawiecki: Ciekawą interpretację przedstawił mój znajomy - że jest w "Trzech panach.." pewna hierarchia rozwoju: najpierw kot, potem gej, a najwyższą formą jest kobieta. On to uzasadniał tym, że Paulina to postać najbogatsza emocjonalnie, która ma najbardziej krytyczny stosunek do świata, najwięcej do powiedzenia. Może coś w tym jest, że akurat tak to poustawiałem? Może dla mnie jako geja kobiecość jest dodatkowym pułapem, który próbuję osiągnąć? A skoro nie mogę biologicznie czy mentalnie, to staram się chociażby poprzez literaturę. (śmiech).
Krzysztof Tomasik: A ogólnie w literaturze gejowsko-lesbijskiej w Polsce czego najbardziej brakuje? Co by nas mogło zbawić, posunąć dyskurs na ten temat do przodu?
Bartosz Żurawiecki: Ja bym w ogóle nie mówił o zbawieniu i nie rozpatrywał tego w kategoriach religijnych. Po pierwsze, nie wierzę już w zbawczą moc literatury, to jest jednak dość elitarna i wąska dziedzina, nie ma takiej siły oddziaływania jak np. kino. Zdaje się, że ponad połowa Polaków nie czyta żadnych książek. A jeśli coś może być swoistym lekarstwem na naszą polską biedę intelektualną to róznorodność i wielość.
Podczas mojego spotkania autorskiego wyszło, do jakiego stopnia temat homoseksualizmu jest obciążony oczekiwaniami, postulatami, pretensjami, wyobrażeniami, znaczeniami... Moja nieduża powieść ugięła się pod tym i właściwie zniknęła. Wiadomo jednak, że żadna pojedyńcza książka nie jest w stanie spełnić tego wszystkiego. Dlatego ja mam radę dla tych, którzy stawiają takie postulaty, by sami pisali. Jak będzie dużo tego typu książek, będą one różnorodne, takie i siakie, i pedalskie, i ciotowskie, i rewolucyjne, i lesbijskie, i mieszczańskie, to przyjdzie, nie wiem czy zbawienie, ale przynajmniej jakaś ulga, że już jest. Że jest, po co sięgnąć, jest do czego się odwołać, jest z czym polemizować. Oto model, do którego bym zmierzał.
Krzysztof Tomasik: Rada dobra, ale przecież wiesz, że problemem w Polsce nie jest napisanie tylko raczej wydanie, i twoja książka, która przeleżała w szufladzie dwa lata jest tego najlepszym przykładem.
Bartosz Żurawiecki: Owszem, zgadzam się, trwało to długo, ale coś chyba zostało przełamane. W stosunkowo niedługim czasie pojawiło się parę rzeczy na tematy homoseksualne. Oczywiście, może być tak, że to zostanie zapomniane, aż do momenty, gdy znowu pojawią się jacyś kolejni "pierwsi". Ale można też tę wątłą na razie nić konsekwentnie pociągnąć dalej. To jest, po pierwsze, kwestia ludzi, którzy piszą, po drugie, kwestia wydawnictwa, po trzecie. wytworzenia mechanizmów promocji, dystrybucji, wysondowania rynku gejowsko-lesbijskiego.
Krzysztof Tomasik: A masz jakieś wyjaśnienie dlaczego twoja książka musiała tak długo czekać na wydanie? Dlaczego była odrzucana przez kolejne wydawnictwa?
Bartosz Żurawiecki: Być może jako debiutant nieodpowiednio się do tego zabrałem, musiało trochę potrwać, żeby istnienie mojej książki dotarło do świadomości wydawców. Natomiast drugim powodem pewnie był lęk przed tematem, publikowaniem czegoś podobnego.
Krzysztof Tomasik: Czy myślisz, że gdyby "Trzej panowie.." wyszli w chwili napisania odbiór byłby inny?
Bartosz Żurawiecki: Może rzecz byłaby bardziej nagłośniona? Ale to ma swoje zalety i wady. Z ulgą przyjąłem fakt, że książka jednak dość gładko weszła w obieg. To znaczy, że pewna ścieżka została przetarta i to już nie jest taki skandal, zgroza i bóg wie co. To dobrze, bo to jednak nie ta epoka, żeby epatować burżuja. Zresztą, jestem zdecydowanie bardziej pozytywistą niż romantykiem. Uważam, że praca u podstaw czy rozpychanie dyskursu od środka może przynieść lepsze, bardziej znaczące efekty niż płomienne demonstracje. Efektowne, ale chwilowe.
Krzysztof Tomasik: A jak twój odbiór zmienił się przez te dwa lata?
Bartosz Żurawiecki: Nabrałem dystansu, mam do książki krytyczny stosunek, potrafię na chłodno ocenić to, co napisałem. Byłem bardzo ciekaw, co się stanie, gdy powieść pójdzie już do ludzi. Musiałem sprawdzić, co można, jak to jest odbierane, w jakim kierunku pojść dalej itp. Teraz traktuję ją jako punkt na mojej drodze rozwoju, który muszę zostawić, by pójść dalej.
Krzysztof Tomasik: Już po napisaniu "Trzech panów..." powstała sztuka "Sekstet", która została opublikowana w "Ha!arcie". Czy to znaczy, że literatura na dobre cię wciągnęła?
Bartosz Żurawiecki: Wciąga mnie, tylko, że ja jestem człowiekiem trochę bojaźliwym. To, że nie napisałem kolejnej książki, wynika poniekąd z mojego lenistwa, a poniekąd właśnie ze strachu. Ponieważ tak to długo trwało, ponieważ wydawnictwa nie odpowiadały, zacząłem się zastanawiać, czy pisanie w moim przypadku ma sens, czy nie jestem jakimś grafomanem. Teraz już wiem, że nie jest może aż tak źle i wiem też, że jest swego rodzaju oczekiwanie na tego typu literaturę. Ale ja nie jestem typem artysty-pisarza, który tworzy swoje wizje w oderwaniu od całego świata. Jestem człowiekiem piszącym, który pisze na zamówienie. Piszę na zamówienie np. recenzje i podobnie chciałbym traktować literaturę, jeśli miałbym się nią zajmować. Jeżeli jest taka potrzeba, to mogę pisać nawet harlequiny.
Krzysztof Tomasik: Gejowskie czy heteryckie?
Bartosz Żurawiecki: Gejowskie, heteryckich nie ma sensu, bo już zostały napisane.
Musi być sprzężenie między odbiorcą, rynkiem, a nadawcą. Musi wyjść czytelny komunikat ze strony wydawców, konkretne zamówienie na tego typu literaturę, wtedy jest bodziec. Pisanie do szuflady jest dla mnie kompletnie niestymulujące. Jestem raczej przyzwyczajony do tego, że coś piszę, to się ukazuje i jest recepcja.
Krzysztof Tomasik: Pojawienie się "Sekstetu" jest najlepszym świadectwem, że literatura cię wciągnęła.
Bartosz Żurawiecki: Trochę tak, to dla mnie wyzwanie, spróbowanie sił w nowych warunkach.
Krzysztof Tomasik: Czy to oznacza, że krytyk filmowy umarł, a narodził sie pisarz? Czy też będa razem mieszkać w jednym domu?
Bartosz Żurawiecki: Będą musieli. I krytyk będzie zajmować większą część powierzchni z powodów czysto ekonomicznych. Nie da się wyżyć w Polsce z książek, chyba, że jest się Grocholą. Zresztą nie wiem, czy chciałbym rzucać pisanie o filmie, bo to jest także moja pasja i moje hobby.
Krzysztof Tomasik: Chodzą słuchy, że będzie kolejna książka. To prawda?
Bartosz Żurawiecki: Oj chyba będę ją musiał napisać, bo plotka już poszła w świat! Chciałbym, mam pewien pomysł, ale też nie wiem czy podołam, mierzę siły na zamiary.
Krzysztof Tomasik: Wyobrażasz sobie, że piszesz książkę kompletnie bez wątku gejowskiego?
Bartosz Żurawiecki: Wyobrażam, choć na razie nie mam takiej potrzeby. To nie tak, że to jest jakiś ideologiczny dogmat, po prostu ten krąg doświadczeń nie został opisany, tu jest ciągle pole do popisu, w przeciwieństwie do wyeksploatowanej tematyki heteroseksualnej, więc nie widzę powodu, żeby sobie tego odmawiać. Zaczynam od tego co jest mi bliskie.
Koniec części pierwszej.
Rozmawiał Krzysztof Tomasik
Czerwiec 2005
Wrażenie z Parady Równooci, opowieść o zakładaniu KPH i odpowiedź na pytanie jaką partię poparliby w wyborach bohaterowie książki Bartosza Żurawieckiego już wkrótce, w drugiej części wywiadu.



