Coś dla fanów Bartosza Żurawieckiego

Kto nas zerżnie, kto pokocha.

Replika
nr 10


listopad/grudzień 2007


Z Bartoszem Żurawieckim,
autorem książki
„Ja, czyli 66 moich miłości”
rozmawiał Łukasz Maciejewski



Po co zakłada się profile na gejowskich portalach randkowych?
Przede wszystkim w celu znalezienia partnera. Seksualnego albo życiowego.

To się definiuje?
Tak, na przykład w nagłówku umieszcza się informację, czy chodzi nam o seks, relację partnerską czy o przyjaźń. Pamiętam, że kiedy w swoim profilu zmieniałem pozycję z „relationship" na „sex", zainteresowanie gwałtownie wzrastało.

Sexappeal to nasza broń...
Ale sieć ma swoje ciemne strony. Jak w piosence: wciąż się na coś czeka, l na kogoś – kto nie chce przyjść. Dziesiątki nowych nicków, tysiące starań, ale efekt i tak jest najczęściej nieproporcjonalny w stosunku do wysiłku psychicznego, jaki wkładamy w tę przygodę.

Jednak przygodę.
Mimo wszystko. Kiedy zakładałem swój profil, czułem się tak, jakbym zgłaszał akces do biura matrymonialnego, ale szybko okazało się, że sieć prowokuje wiele skrajnych emocji. Wtedy doszedłem do wniosku, że byłby to ciekawy materiał na książkę.

A czy wirtual miał, w twoim przypadku, konkretne przełożenie na real - na przykład poznałeś tam kogoś, zabujałeś się w nim?
Tak, w taki sposób poznałem jednego z moich partnerów.

Rozmawiamy o gejowskim profilu, ale temat twojej książki „Ja, czyli 66 moich miłości” jest oczywiście szerszy. Opisujesz świat opleciony przez sieć. Godziny spędzane przed kompem wydziedziczają minuty rzeczywistości oswojonej.
Sieć bardzo skutecznie, trochę podstępnie i podskórnie - wypiera rzeczywistość. Z wolna zajmuje jej miejsce. Taki właśnie jest punkt wyjścia książki. Interesowało mnie, co się za tym wszystkim kryje.

W sieci przeżywamy życiorysy równoległe. Twarz odkleja się i zmienia, mężczyzna staje się kobietą.
Internet staje się zbiorowym transseksualnym snem. Oplata nas, czasami wchłania. Jest parawanem, za którym czają się prawdziwe pragnienia i tęsknoty, Chyba każdy z nas chciałby chociaż przez moment stać się kimś innym, zmienić tożsamość Sieć jest przymierzalnią tożsamości.

Mniej seksowną siostrą (spełnionych) pragnień jest przesyt.
Bogactwo i atrakcyjność bodźców, które znajdujemy w wirtualu, szybko się wyczerpuje. Dlatego szukamy ciągle nowych doznań.

Hardcore?
No tak, ale potem zawsze pojawia się nuda. Pytania - co dalej, co jeszcze? Stąd wzięła się meandryczna struktura książki. Chciałem, żeby była tożsama z narracją w sieci, gdzie jest miejsce na nowe podniety, pragnienia, ale również na zwątpienie, nudę i obojętność.

Mam wrażenie, że „Ja, czyli..." jest także udaną próbą przejęcia sieciowego języka – lub wirtualnej nowomowy - do wyrafinowanej literackiej zabawy.
Nie, to zupełnie inna narracja. Po ostatnim przecinku nie ma kropki. Po kropce - nie ma wielkich liter. W sieciowych dyskusjach język polski miesza się angielskim, pojawiają się „modne" skróty i nowe wyrazy. Rozmawiamy nie tylko słowami, ale też znakami, symbolami. Najczęściej nie znamy prawdziwych imion osób, z którymi korespondujemy. Nick jest za to wieloznaczny, wielopłciowy... Czasami ktoś odzywał się do mnie po kilku tygodniach czy miesiącach milczenia, ale ja już o nim nie pamiętałem. Może miałem z nim seks? Może prawdziwy, a może wirtualny?

Ten znak zapytania jest w twojej prozie bardzo ważny. Oznacza symboliczną dezorientację (czasów) i stylistyczną pewność (języka).
Brak porządku przyczynowo-skutkowego byt w „Ja, czyli..." zamierzony.

Język Twojej książki bywa dosadny. Ostatni listek figowy wywiał wiatr żądz. Zastanawiam się jak "Ja, czyli 66 moich miłości" przyjmą heterycy.
Ale przecież heteroseksualiści rozmawiają w necie dokładnie tak samo jak geje! Tokują sobie genitalnie (śmiech). Generalnie sieć jest miejscem, w którym puszczają wszelkie hamulce, zacierają się konwenanse - mentalne i ortograficzne. Ukrywanie tej obsceniczności w książce byłoby absurdem.

Chamskie odżywki taksówkarza zawsze będą dla mnie wulgarne, ale w sieci czy w esemesach wulgaryzmy stają się białym wierszem, są kostiumem.
Masz rację, w necie następuje przekroczenie, hiperrealizm - czyli taki stopień nasycenia swoistym wyrafinowaniem i wulgarnością, że obscena staje się powoli groteską albo językową fanaberią.

Czy zgodziłbyś się z interpretacją, że „Ja, czyli..." jest książką o grze w miłość, o grze w seks?
Chciałem pokazać, że taka gra jest dzisiaj rodzajem przebrania, nieustającą zabawą karnawałową, balem maskowym, który czasami kończy się jednak w sposób zupełnie niezabawny.

Bardzo przejmujące są te fragmenty książki, kiedy piszesz o starym małżeństwie; o mężczyźnie, który chce się zabić; wreszcie o kryptogeju uwięzionym pod wiecznym krawatem heteroseksualnych konwenansów.
Sieć jest przestrzenią ludzi młodych. A raczej ludzi, którzy za wszelką cenę muszą być młodzi, bo tego wymaga od nich kulturowy dyktat. Na portalach gejowskich bardzo trudno znaleźć profile osób, które mają więcej niż, powiedzmy, 50 lat. l się do swojego wieku przyznają. Dlatego moimi bohaterami są także ludzie, którzy - nie ze swojej winy - kiedyś się spóźnili. Teraz próbują nadrobić zaległości. Czasami desperacko, najczęściej – depresyjnie.

Pierwszoosobowy bohater twojej książki nie ma żadnych oporów przed seksem z siedemdziesięciolatkiem albo wciągnięciem do darkroomu spoconego bankowca.
Narrator jest fantomem. Nie zna ograniczeń, nie ma określonego wyglądu (a zatem jest piękny dla każdego), wszystkim mówi to, co akurat chcą usłyszeć: że kocha, że zostanie na zawsze. To ideał, o którym marzy każdy logujący się na gejowskim portalu. Jest spełnioną nadzieją na znalezienie kogoś, kto nas zerżnie i pokocha.

Takie ciacha istnieją?
Sprawdź w sieci.

Bartosz Żurawiecki (1971) - krytyk, publicysta. Jeden z najbardziej cenionych krytyków filmowych w Polsce. Laureat nagrody im. Krzysztofa Mętraka. Od lat związany z „Filmem", gdzie oprócz szefowania działowi recenzji pisze felietony. Poza tym publikował w „Przekroju", „Halarde", „Tygodniku Powszechnym", „Odrze", „Gazecie Wyborczej", „Świecie Filmu".

Nigdy nie ukrywał swojego homoseksualizmu, jest autorem licznych tekstów analizujących wątki gejowskie, lesbijskie, ale także transseksualne w kinie. Jego test „O tym, którego nie ma" (2002) opublikowany w „Bez Dogmatu", a potem „Homofobii po polsku", uznawany jest za przełomowy, to pierwszy głos homosekseksualisty, który już nie prosi, ale żąda równego traktowania. Autor felietonów w gejowskich pismach „Interhom" oraz „On i On".

Pierwszą powieść „Trzech panów w łóżku nie licząc kota" napisał w 2003 roku, wydana dwa lata później stała się sztandarowym przykładem literatury gejowskiej w polskiej literaturze. Rok później ukazał się zbiór dramatów „Erotica alla polacca", a obecnie wyszła kolejna powieść- „Ja, czyli 66 moich miłości".

Niezmordowany propagator kultury gejowskiej, pisał teksty o Catherine Deneuve, R. W. Fassbinderze, Almodovarze, wraz z Małgorzatą Sadowską przedstawił pionierką analizę wątków homoseksualnych w twórczości Krzysztofa Zanussiego. Wielbiciel div gejowskich, poczynając od Zdzisławy Sośnickiej.


Foto. Oiko Petersen

Informacja (2007.12.12)Wielka dama tańczy sama.

Write a comment

You must be logged in to write a comment. If you're not a registered member, please sign up.

February 2012
S M T W T F S
January 2012March 2012
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29