Bez limitów - felietony z 2009 r.
Friday, January 9, 2009 4:49:05 PM
Wirtualna Polska (serwis filmowy).
2006 - 2007 - 2008 - 2009 - 2010 - 2011 – 2012

• 2009.01.08 - godz. 11:54
Albania wraca do gry.
Z braćmi Dardenne mam ten problem, że lubię ich filmy, ale nie do końca. Dopóki Jean-Pierre i Luc zajmują się obserwacją socjologiczną w swoim surowym, pozbawionym ozdobników i zbliżeń stylu, dopóki z pozoru beznamiętnie, z dystansu, lecz przecież z wielką empatią przyglądają się losom “skrzywdzonych i poniżonych”, ich codziennej szamotaninie na marginesach społeczeństwa dobrobytu, dopóty jest świetnie - śledzę filmy braci z napięciem, uwagą i podziwem dla zmysłu obserwacji oraz przenikliwości twórców
• 2009.02.05 - godz. 14:13
Kto poskromi idealnych facetów?
“To takie polskie Poskromienie złośnicy” – skomentowała po pokazie film “Idealny facet dla mojej dziewczyny” moja przyjaciółka. I trafiła w sedno. Oczywiście, abstrahujemy w tym momencie od różnic w umiejętnościach i klasie Szekspira oraz pary Tomasz Konecki - Andrzej Saramonowicz.
• 2009.03.10 - godz. 10:23
Co z tym herosem?
Chyba już kiedyś na tych łamach polecałem książkę Briana McNaira „Seks, demokratyzacja pożądania i media, czyli kultura obnażania”, wydaną w Polsce przed pięcioma laty przez wydawnictwo Muza w tłumaczeniu Ewy Klekot. Jest tam ciekawy fragment poświęcony Clintowi Eastwoodowi (w rozdziale „Mężczyźni źle się zachowują” i podrozdziale „Śmierć patriarchalnego herosa”): „(...) bohaterowie filmowi zaczęli przedstawiać męskość bardziej niepewną i wątpiącą, moralnie niejednoznaczną i antyautorytarną.
• 2009.03.25 - godz. 14:20
Katuj, tratuj, ja przebaczę wszystko ci, jak bratu...
O filmie „Zapaśnik” piszę się głównie z powodu wielkiego aktorskiego powrotu Mickeya Rourke’a po latach prywatnego i zawodowego upadku.
• 2009.04.08 - godz. 11:01
Nuda rewolucji.
Nie bardzo wiem, jaki cel przyświecał Stevenowi Soderberghowi – reżyserowi, który mniej lub bardziej zgrabnie lawiruje między czystą komercją a produkcjami ambitnymi - gdy brał się za realizację sążnistej, bo ponad czterogodzinnej, biografii Ernesta „Che“ Guevary
• 2009.04.21 - godz. 13:09
Wino, kobiety i smutek.
Pewien problem z ostatnimi filmami Woody’ego Allena polega na tym, że trochę za szybko ulatują z pamięci. Nie wiem, dlaczego – są przecież nadal zabawne, inteligentne, nawet błyskotliwe, często przewrotne. Ale może jednak za mało zabawne, inteligentne, błyskotliwe i przewrotne? Albo też za mocno tkwią nam (mi) w pamięci dawne filmy Allena, więc dla tych nowych brakuje już miejsca?
• 2009.05.08 - godz. 15:49
Mądry Polak po Farłacie?
Wahałem się, czy wypowiadać się na temat czegoś tak żałosnego i upadłego jak polska telewizja publiczna, ale skoro wypowiedzieli się wszyscy święci, to dlaczego i ja nie mógłbym?
• 2009.05.26 - godz. 10:14
Cierpienia (nie)młodego krytyka.
Od dawna powtarzam, że jak się pisze o filmach, to nie ma się czasu ich oglądać. A nie ma się go coraz bardziej, bo coraz więcej jest do oglądania, więc i coraz więcej jest do napisania.
• 2009.06.05 - godz. 10:14
O mężczyźnie, który nienawidzi kobiet.
Larsa von Triera stanowczo należy wyleczyć z heteroseksualizmu. Może się wreszcie chłopak uspokoi i przestanie widzieć w waginie siedlisko szatana.
• 2009.06.25 - godz. 14:58
Przeciw festiwalom.
Witold Gombrowicz pisze w swoich „Dziennikach” o tym, że nie znosi muzeów: „Wielkie, puste sale obwieszone płótnami są odpychająco wstrętne i zdolne strącić na dno rozpaczy. Obrazy nie nadają się do tego, żeby je umieszczać jeden obok drugiego na gołej ścianie, obraz jest po to, aby ozdabiał wnętrze i był radością tych, którzy mogą na niego patrzeć. Tutaj wytwarza się tłok, ilość przytłacza jakość, arcydzieła liczone na tuziny przestają być arcydziełami.
• 2009.07.10 - godz. 15:27
Bob Dylan nie istnieje.
Z dwuletnim poślizgiem trafia do Polski film Todda Haynesa „Bob Dylan I’m Not There” (dystrybutor nie zadał sobie trudu, by tytuł przetłumaczyć, więc uczyńmy to za niego – „Bob Dylan - Mnie tam nie ma”). Niestety, nie obejrzymy dzieła Haynesa na dużym ekranie, a jedynie z płyty DVD.
• 2009.07.28 - godz. 14:33
Munk z Belgradu.
Od - nie wiem już ilu - lat w dyskusjach nad polską kinematografią powraca narzekanie, że wciąż nie pojawił się „nowy Andrzej Munk”. Ktoś, kto ostro, przenikliwie, ironicznie, z wyczuciem tragikomizmu umiałby spojrzeć na naszą historię i przenicować narodowe mity. Ano, nie pojawił się. Może więc tego „nowego Munka” należałoby poszukać poza granicami ojczyzny?
• 2009.08.26 - godz. 10:13
Gdzie są włosy z tamtych lat?
Ponowna polska premiera kinowa musicalu Milosa Formana „Hair“ wywołała we mnie przypływ sentymentów i resentymentów. Tytuł ów wiąże się bowiem ściśle także z moją biografią. Był to pierwszy film, który nagrałem z telewizji na kasetę VHS krajowej produkcji za pomocą świeżo nabytego przez ojca magnetowidu marki Panasonic.
• 2009.08.26 - godz. 10:19
Janosik - prawda, która w oczy nie kole.
Po obejrzeniu filmu Agnieszki Holland i Kasi Adamik nadal nie wiem, po co wracać do Janosika. Nie jest to aż tak ważna czy kontrowersyjna postać w naszej historii i kulturze, by trzeba ją było demitologizować, weryfikować, lustrować itd.
• 2009.09.07 - godz. 11:24
Galerianka to ja
,„Galerianki“ ślizgają się po psychologicznych i socjologicznych aspektach tej sytuacji. Wskazują na oczywiste tropy: dysfunkcjonalna rodzina, niewydolna szkoła, brak przyjaźni, brak miłości...
• 2009.09.25 - godz. 11:26
Seks z Tarantino.
Uprzejmie donoszę, że odkryłem, na czym polega sukces Quentina Tarantino. Otóż, jego filmy mają strukturę idealnego aktu seksualnego: długa gra wstępna, akcja, intensywny orgazm i papieros ex post.
• 2009.10.07 - godz. 15:43
Wciąż bardziej obcy.
Sukces „Dystryktu 9“ - debiutanckiego filmu reżysera z Republiki Południowej Afryki, Neilla Blomkampa - dowodzi, że to, co najciekawsze w kinie science-fiction powstaje na przecięciu przeszłości i teraźniejszości.
• 2009.10.27 - godz. 13:35
Kobieta z prowincji.
„Serafina” to przeciwieństwo „Fridy”. Skojarzyły mi się te dwa filmy, bo też oba traktują o malarkach. Tyle że widowisko Julie Taymor jest hollywoodzkim jarmarkiem, krzykliwą wyprzedażą dzieł artystki, której życie przedstawiono zgodnie ze schematem miliona innych opowieści o „bohemie”: burzliwe romanse, zawieruchy dziejowe, nieszczęśliwe wypadki, tworzenie w natchnieniu itd. itp.
• 2009.11.09 - godz. 14:13
I cóż, że ze Szwecji?
Czy ekranizacja pierwszej części trylogii „Millennium” Stiega Larssona – „Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet” – osiągnie w Polsce taki sukces jak książkowy pierwowzór?
• 2009.11.25 - godz. 13:49
Samiec pod choinką.
Dla kinomanów tygodnie przed Bożym Narodzeniem to czas żniw. Co prawda, na dużych ekranach bida z nędzą – premiery można policzyć na palcach rąk, w dodatku są to przeważnie filmy nie nadające się do spożycia – ale za to na rynku DVD mamy iście babiloński przepych.
• 2009.12.15 - godz. 13:53
Sny o potędze.
Nie ma specjalnie powodów, by w grudniu chodzić do kina. Premier jak na lekarstwo i w dodatku jakieś niezbyt ciekawe. Przeczytałem ostatnio wywiad z jednym z polskich dystrybutorów, który twierdzi, że po 10 grudnia nie opłaca się niczego wprowadzać, gdyż ludzie są już pochłonięci świętami. Nie mają ani czasu, ani pieniędzy na rozrywki.
• 2009.12.28 - godz. 11:19
Horror czasu kryzysu.
Nie ma to jak zstąpić w Nowy Rok do piekieł. Od czerwca czekaliśmy na polską premierę horroru Sama Raimiego, którą dystrybutor przekładał z miesiąca na miesiąc, przez co setki zawiedzionych kinomanów gotowych było przekląć go na wieki. W końcu postanowił wprowadzić film do naszych kin 1 stycznia 2010 roku. Szatański pomysł!
2006 - 2007 - 2008 - 2009 - 2010 - 2011 – 2012

• 2009.01.08 - godz. 11:54Albania wraca do gry.
Z braćmi Dardenne mam ten problem, że lubię ich filmy, ale nie do końca. Dopóki Jean-Pierre i Luc zajmują się obserwacją socjologiczną w swoim surowym, pozbawionym ozdobników i zbliżeń stylu, dopóki z pozoru beznamiętnie, z dystansu, lecz przecież z wielką empatią przyglądają się losom “skrzywdzonych i poniżonych”, ich codziennej szamotaninie na marginesach społeczeństwa dobrobytu, dopóty jest świetnie - śledzę filmy braci z napięciem, uwagą i podziwem dla zmysłu obserwacji oraz przenikliwości twórców
• 2009.02.05 - godz. 14:13Kto poskromi idealnych facetów?
“To takie polskie Poskromienie złośnicy” – skomentowała po pokazie film “Idealny facet dla mojej dziewczyny” moja przyjaciółka. I trafiła w sedno. Oczywiście, abstrahujemy w tym momencie od różnic w umiejętnościach i klasie Szekspira oraz pary Tomasz Konecki - Andrzej Saramonowicz.
• 2009.03.10 - godz. 10:23Co z tym herosem?
Chyba już kiedyś na tych łamach polecałem książkę Briana McNaira „Seks, demokratyzacja pożądania i media, czyli kultura obnażania”, wydaną w Polsce przed pięcioma laty przez wydawnictwo Muza w tłumaczeniu Ewy Klekot. Jest tam ciekawy fragment poświęcony Clintowi Eastwoodowi (w rozdziale „Mężczyźni źle się zachowują” i podrozdziale „Śmierć patriarchalnego herosa”): „(...) bohaterowie filmowi zaczęli przedstawiać męskość bardziej niepewną i wątpiącą, moralnie niejednoznaczną i antyautorytarną.
• 2009.03.25 - godz. 14:20Katuj, tratuj, ja przebaczę wszystko ci, jak bratu...
O filmie „Zapaśnik” piszę się głównie z powodu wielkiego aktorskiego powrotu Mickeya Rourke’a po latach prywatnego i zawodowego upadku.
• 2009.04.08 - godz. 11:01Nuda rewolucji.
Nie bardzo wiem, jaki cel przyświecał Stevenowi Soderberghowi – reżyserowi, który mniej lub bardziej zgrabnie lawiruje między czystą komercją a produkcjami ambitnymi - gdy brał się za realizację sążnistej, bo ponad czterogodzinnej, biografii Ernesta „Che“ Guevary
• 2009.04.21 - godz. 13:09Wino, kobiety i smutek.
Pewien problem z ostatnimi filmami Woody’ego Allena polega na tym, że trochę za szybko ulatują z pamięci. Nie wiem, dlaczego – są przecież nadal zabawne, inteligentne, nawet błyskotliwe, często przewrotne. Ale może jednak za mało zabawne, inteligentne, błyskotliwe i przewrotne? Albo też za mocno tkwią nam (mi) w pamięci dawne filmy Allena, więc dla tych nowych brakuje już miejsca?
• 2009.05.08 - godz. 15:49Mądry Polak po Farłacie?
Wahałem się, czy wypowiadać się na temat czegoś tak żałosnego i upadłego jak polska telewizja publiczna, ale skoro wypowiedzieli się wszyscy święci, to dlaczego i ja nie mógłbym?
• 2009.05.26 - godz. 10:14Cierpienia (nie)młodego krytyka.
Od dawna powtarzam, że jak się pisze o filmach, to nie ma się czasu ich oglądać. A nie ma się go coraz bardziej, bo coraz więcej jest do oglądania, więc i coraz więcej jest do napisania.
• 2009.06.05 - godz. 10:14O mężczyźnie, który nienawidzi kobiet.
Larsa von Triera stanowczo należy wyleczyć z heteroseksualizmu. Może się wreszcie chłopak uspokoi i przestanie widzieć w waginie siedlisko szatana.
• 2009.06.25 - godz. 14:58Przeciw festiwalom.
Witold Gombrowicz pisze w swoich „Dziennikach” o tym, że nie znosi muzeów: „Wielkie, puste sale obwieszone płótnami są odpychająco wstrętne i zdolne strącić na dno rozpaczy. Obrazy nie nadają się do tego, żeby je umieszczać jeden obok drugiego na gołej ścianie, obraz jest po to, aby ozdabiał wnętrze i był radością tych, którzy mogą na niego patrzeć. Tutaj wytwarza się tłok, ilość przytłacza jakość, arcydzieła liczone na tuziny przestają być arcydziełami.
• 2009.07.10 - godz. 15:27Bob Dylan nie istnieje.
Z dwuletnim poślizgiem trafia do Polski film Todda Haynesa „Bob Dylan I’m Not There” (dystrybutor nie zadał sobie trudu, by tytuł przetłumaczyć, więc uczyńmy to za niego – „Bob Dylan - Mnie tam nie ma”). Niestety, nie obejrzymy dzieła Haynesa na dużym ekranie, a jedynie z płyty DVD.
• 2009.07.28 - godz. 14:33Munk z Belgradu.
Od - nie wiem już ilu - lat w dyskusjach nad polską kinematografią powraca narzekanie, że wciąż nie pojawił się „nowy Andrzej Munk”. Ktoś, kto ostro, przenikliwie, ironicznie, z wyczuciem tragikomizmu umiałby spojrzeć na naszą historię i przenicować narodowe mity. Ano, nie pojawił się. Może więc tego „nowego Munka” należałoby poszukać poza granicami ojczyzny?
• 2009.08.26 - godz. 10:13Gdzie są włosy z tamtych lat?
Ponowna polska premiera kinowa musicalu Milosa Formana „Hair“ wywołała we mnie przypływ sentymentów i resentymentów. Tytuł ów wiąże się bowiem ściśle także z moją biografią. Był to pierwszy film, który nagrałem z telewizji na kasetę VHS krajowej produkcji za pomocą świeżo nabytego przez ojca magnetowidu marki Panasonic.
• 2009.08.26 - godz. 10:19Janosik - prawda, która w oczy nie kole.
Po obejrzeniu filmu Agnieszki Holland i Kasi Adamik nadal nie wiem, po co wracać do Janosika. Nie jest to aż tak ważna czy kontrowersyjna postać w naszej historii i kulturze, by trzeba ją było demitologizować, weryfikować, lustrować itd.
• 2009.09.07 - godz. 11:24Galerianka to ja
,„Galerianki“ ślizgają się po psychologicznych i socjologicznych aspektach tej sytuacji. Wskazują na oczywiste tropy: dysfunkcjonalna rodzina, niewydolna szkoła, brak przyjaźni, brak miłości...
• 2009.09.25 - godz. 11:26Seks z Tarantino.
Uprzejmie donoszę, że odkryłem, na czym polega sukces Quentina Tarantino. Otóż, jego filmy mają strukturę idealnego aktu seksualnego: długa gra wstępna, akcja, intensywny orgazm i papieros ex post.
• 2009.10.07 - godz. 15:43Wciąż bardziej obcy.
Sukces „Dystryktu 9“ - debiutanckiego filmu reżysera z Republiki Południowej Afryki, Neilla Blomkampa - dowodzi, że to, co najciekawsze w kinie science-fiction powstaje na przecięciu przeszłości i teraźniejszości.
• 2009.10.27 - godz. 13:35Kobieta z prowincji.
„Serafina” to przeciwieństwo „Fridy”. Skojarzyły mi się te dwa filmy, bo też oba traktują o malarkach. Tyle że widowisko Julie Taymor jest hollywoodzkim jarmarkiem, krzykliwą wyprzedażą dzieł artystki, której życie przedstawiono zgodnie ze schematem miliona innych opowieści o „bohemie”: burzliwe romanse, zawieruchy dziejowe, nieszczęśliwe wypadki, tworzenie w natchnieniu itd. itp.
• 2009.11.09 - godz. 14:13I cóż, że ze Szwecji?
Czy ekranizacja pierwszej części trylogii „Millennium” Stiega Larssona – „Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet” – osiągnie w Polsce taki sukces jak książkowy pierwowzór?
• 2009.11.25 - godz. 13:49Samiec pod choinką.
Dla kinomanów tygodnie przed Bożym Narodzeniem to czas żniw. Co prawda, na dużych ekranach bida z nędzą – premiery można policzyć na palcach rąk, w dodatku są to przeważnie filmy nie nadające się do spożycia – ale za to na rynku DVD mamy iście babiloński przepych.
• 2009.12.15 - godz. 13:53Sny o potędze.
Nie ma specjalnie powodów, by w grudniu chodzić do kina. Premier jak na lekarstwo i w dodatku jakieś niezbyt ciekawe. Przeczytałem ostatnio wywiad z jednym z polskich dystrybutorów, który twierdzi, że po 10 grudnia nie opłaca się niczego wprowadzać, gdyż ludzie są już pochłonięci świętami. Nie mają ani czasu, ani pieniędzy na rozrywki.
• 2009.12.28 - godz. 11:19Horror czasu kryzysu.
Nie ma to jak zstąpić w Nowy Rok do piekieł. Od czerwca czekaliśmy na polską premierę horroru Sama Raimiego, którą dystrybutor przekładał z miesiąca na miesiąc, przez co setki zawiedzionych kinomanów gotowych było przekląć go na wieki. W końcu postanowił wprowadzić film do naszych kin 1 stycznia 2010 roku. Szatański pomysł!


