Drugi dzień.
Monday, August 2, 2010 9:51:05 PM
Drugi dzień jestem na zesłaniu, ale jakoś tak kurcze dziwnie. Niby nie jestem sam bo jest cała ekipa z firmy, ale jakoś mi czegoś brakuje.Może tych porannych i południowych dojazdów pociągiem?.
Nie pierwszy raz i pewnie nie ostatni, ale jakoś nie mogłem się do tego wyjazdu przekonać. W pewnym momencie nawet chciałem zrezygnować; czasami mam takie jakieś dziwne napady...
Mieszkam tuż koło miejsca pracy i nie muszę nigdzie dojeżdżać. Na razie. Od jutra mam się przeprowadzic do hotelu. Nie chce mi się, ale względy BHP i wymogi jakichś tam przepisów holenderskich etc.
Cóż trudno się mówi. Ekipa jest w porządku, idzie się dogadać i szkoda będzie iść.
No i nie mam tego rozgardiaszu jak w domu. Tęskno za żonką i córciami. Niestety, każdy musi sam płacić swoje rachunki, jak powiedział mi kiedyś mój kolega z firmy. Sad but true...
Na razie mam dużo pracy, i raczej nie powinienem narzekać na nudę. Do tego dobrze płacą, więc się siedzi. Całe szczęście, że tylko cztery tygodnie!
Jestem w Lomm, tuż przy granicy niemiecko-holenderskiej. Mała miejscowość wielkości Niedrzwicy może nawet trochę mniejsza. Z jednej strony las, z drugiej pola. Obok same zakłady przemysłowe. A po środku nasz domek.
Dobrze, że jeszcze tylko 27 dni. Dłużej bym nie wytrzymał.
Współczuje z całego serca tym, którzy zostawiają swoje rodziny w Polsce i muszą jechać za Odrę albo i dalej za chlebem. Coś tu jest nie tak w tym naszym kraju... Ja za miesiąc - jak Bozia dopomoże - będę w domu. A ile siedzą na obczyźnie inni? Pół roku, albo i dłużej. Dla mnie to było by straszne! Znam takich, którzy tracili swoje rodziny, życie ich legło w gruzach, i oni sami stali sie jacyś inni. Oby mnie to nie dotknęło!
Wiem, że pieniądze szczęścia nie dają, ale bez nich nie da sie żyć na tym świecie. Ktoś sobie to wymyślił i się tak przyjęło. A ludzie - nie wiem czemu - ułożyli sobie w tych swoich głowach, że nic ważniejszego nie ma. O jakże się mylą! A jak mnie to wkurza!
Na razie byle do piątku!!!
Nie pierwszy raz i pewnie nie ostatni, ale jakoś nie mogłem się do tego wyjazdu przekonać. W pewnym momencie nawet chciałem zrezygnować; czasami mam takie jakieś dziwne napady...
Mieszkam tuż koło miejsca pracy i nie muszę nigdzie dojeżdżać. Na razie. Od jutra mam się przeprowadzic do hotelu. Nie chce mi się, ale względy BHP i wymogi jakichś tam przepisów holenderskich etc.
Cóż trudno się mówi. Ekipa jest w porządku, idzie się dogadać i szkoda będzie iść.
No i nie mam tego rozgardiaszu jak w domu. Tęskno za żonką i córciami. Niestety, każdy musi sam płacić swoje rachunki, jak powiedział mi kiedyś mój kolega z firmy. Sad but true...
Na razie mam dużo pracy, i raczej nie powinienem narzekać na nudę. Do tego dobrze płacą, więc się siedzi. Całe szczęście, że tylko cztery tygodnie!
Jestem w Lomm, tuż przy granicy niemiecko-holenderskiej. Mała miejscowość wielkości Niedrzwicy może nawet trochę mniejsza. Z jednej strony las, z drugiej pola. Obok same zakłady przemysłowe. A po środku nasz domek.
Dobrze, że jeszcze tylko 27 dni. Dłużej bym nie wytrzymał.
Współczuje z całego serca tym, którzy zostawiają swoje rodziny w Polsce i muszą jechać za Odrę albo i dalej za chlebem. Coś tu jest nie tak w tym naszym kraju... Ja za miesiąc - jak Bozia dopomoże - będę w domu. A ile siedzą na obczyźnie inni? Pół roku, albo i dłużej. Dla mnie to było by straszne! Znam takich, którzy tracili swoje rodziny, życie ich legło w gruzach, i oni sami stali sie jacyś inni. Oby mnie to nie dotknęło!
Wiem, że pieniądze szczęścia nie dają, ale bez nich nie da sie żyć na tym świecie. Ktoś sobie to wymyślił i się tak przyjęło. A ludzie - nie wiem czemu - ułożyli sobie w tych swoich głowach, że nic ważniejszego nie ma. O jakże się mylą! A jak mnie to wkurza!
Na razie byle do piątku!!!






