My Opera is closing 3rd of March

Pasażer na gapę

"Maliny się kończą"!!

I całe szczęście! Bo chociaż ominął mnie największy wysyp, to mam ich serdecznie dosyć! Lubię je jeść, pić z nich sok, ale zrywanie ich na masową skalę to dla mnie największa kara. Nie wiem, jakiś uraz z dzieciństwa, albo co. Tak już mam, że jak widzę to czerwone paskudztwo na krzakach to pryska cały mój optymizm. I choćbym nie wiem jak, postanowił sobie, że w tym czy przyszłym roku podejdę do sprawy inaczej, bardziej "przyjaźnie" to i tak mam ochotę podlać je jakimś chwstoksem albo innym randapem. Ale to i tak pewnie by nic nie dało...
Więc pozostaje mi czekać, aż się skończą na dobre, czyli do pierwszych przymrozków. Oby jak najwcześniej wink

Podsumowanie.Maliny przy torach.

Comments

agaragar74 Wednesday, September 15, 2010 12:58:38 PM

To masz to samo co ja z czarnymi porzeczkami smile. Wakacje z dzieciństwa jawią mi się głównie z perspektywy malca w plantacji porzeczek. Massakra - do dziś mam alergię na ich zapach, a soczki, dżemiki itp. omijam z daleka. Ale plantacja też była z pięknym widokiem na tory między stacjami Wilkołaz Wieś a Wilkołaz. Jeszcze za czasów parowozów... Pamiętam jak w bezwietrzne popołudnia nad i za składem ciągnęła się piękna kreska dymu. To było coś. No i najlepiej było jak musiały się zatrzymywać przed semaforem w szczerym polu.
Taki nieoczekiwany związek plantacji owocowych z koleją smile

Ibonekibonek Friday, September 17, 2010 6:14:39 PM

Ojoj, czarne porzeczki! APAGE! hehe, też posiadam kilka rzędów. Ale parowozy były najlepsze! Szkoda, że wtedy nie można było robić zdjęć pociągom i maszynom! Dzisiaj były by jak znalazł.
Póki co cieszmy się pociągami, bo za kilka lat kto wie, może zabiorą nam te ostanie, które teraz jeżdżą....

Write a comment

New comments have been disabled for this post.