My Opera is closing 3rd of March

Pasażer na gapę

W (prawie) samo południe.

Wymyśliłem sobie, że skoro mam już Nikona w domu, to trzeba go wykorzystać. Wczoraj dobrze się spisał, chociaż miajscami mógłby lepiej, ale to chyba wina operatora a nie aparatu.
Wybrałem do swoich niecnych celów pagórek na 38 km w niedzielne popołudnie po obiedzie. OK. Tylko jak to powiedzieć żonie? hmmm.
Ale problem się rozwiązał sam. A właściwie rozwiązała go moja żona, zabierając siebie i nasze pociechy do sąsiadów, czyli moich teściów.
Skoro tak, to jestem Ci kochanie moje wdzięczny. Szybciej niż ustawa przewiduje zapakowałem się z Nikonem do mniejszego plecaka, dorzuciłem jeszcze Olympusa na wszelki wypadek i w pole. Najkrótsza droga do pagórka prowadzi właśnie przez pola. Oczywiście w ferworze walki nie wziąłem pod uwagę, że będzie błotko na polu. Buty chyba z pół godziny później czyściłem!
Znalazłem się na tym pagórku dosłownie pięć minut przed przejazdem REGIO 4413, który miałbyć obiektem mojego ataku. Nikon w rączki, Olympus w pogotowiu na pasku i czekamy.
Jest! Za daleko na Nikona, ale Olympus sobie poradził. Ciut rozmyte, ale wyszło. Następne już bliżej Nikonem. Trzask, trzask, trzask, trzask. Poszła seria. Jeszcze pod słońce na przejeździe i trzeba się ewakuować na ambonę. Mam dokładnie 37 minut, żeby się przemieścić i zapolować na REGIO 410.
Najszybciej oczywiście przez tory. I co ważne, małe ryzyko spotkania któregoś z sąsiadów, a tym samym uniknięcie odpowiadania na różne dziwne pytania.
Poruszając się ruchem jednostajnym, dotarłem w końcu do ambony. Po drodze miałem przyjemność spotkać stado sarenek, które nie zwracając na mnie uwagi pobiegły sobie przez tory.
Wspiąwszy się na ambonę, oddałem się przyjemności podziwiania widoków.
Dziesięć minut oczekiwania to jednak sporo. W między czasie zrobiłem kilka zdjęć Olympusem i przestawiłem go na kręcenie filmów, tak dla zabawy. Nacisnąłem spust migawki i blllleblllebllle koniec!
Battery is empty! No to fajnie, pozbyłem się drugiego aparatu a zapasowe akumulatory oczywiście w drugim plecaku. Ha! trudno się mówi.
Został mi tylko Nikon z krótkim obiektywem. Musi wystarczyć.
W oddali słychać już stukot kół na szynach i Rp1 przed przejazdem. Aha, dopiero do Kraśnika dojeżdża. Jeszcze pięć - sześć minut i będzie mój. Pewnie SA107-002 będzie jechał, bo rano go widziałem na Rzeczycy. I faktycznie, po chwili na łuku w lesie zamajaczyła znajoma sylwetka. Obiektyw na max i strzelam. Przerwa, bo maszyna wjechała w krzaczuny, i za chwilę znowu seria. Gdy mijał ambonę zorientowałem się, że jakiś gest został wykonany w moją stronę, coś jakby maszynista chciał mi pogrozić. Bez obawy, i tak się pan nie załapał na zdjęciu. Jeszcze tylko zdjęcie końcówek i można złazić.
W drodze powrotnej zastanawiałem się czy by nie przylaźć tu na 4415 i 4414? Nieco ponad 10 minut oczekiwania pomiędzu nimi i pora taka jeszcze względna, ale po dojściu do domu i doprowadzeniu się do ładu i składu, doszedłem do wniosku, że jednak już się dzisiaj nigdzie nie wybiorę.

DebilizmRozkład jazdy - korekta.

Write a comment

New comments have been disabled for this post.