Rumun
Sunday, October 23, 2011 6:56:31 PM
060Da czyli ST43 a po naszemu Rumun. Prywaciarze zazwyczaj używają tego pierwszego oznaczenia. Przetoczył się z beczkami koło mnie w czwartek. I nie wiedziałbym o tym, gdyby nie CTL i jego inny Rumun. Rumun ten pocisnął luzem do Lublina tuż przed 10, wywołując u mnie zdenerwowanie, bo nie zdążyłem dobiec po aparat. Skoro ja go nie ustrzeliłem to może komuś się uda. Wpis na lubelskakolej.net i telefon do jednego gościa z informacją co i jak i szacowany czas przyjazdu do Lublina. Skoro jedzie to niech skorzysta.
Kilka minut później terkot aparatu blokowego oznajmił mi, że ktoś mnie szuka przez telefon. To gość któremu sprzedałem Rumuna oddzwaniał żeby potwierdzić info. Przy okazji wyszło, że w Rzeczycy stoi drugi Rumun z beczkami w stronę Lublina. Tym razem to Euronaft. Znaczy się będzie okazja go ustrzelić, o ile nie przemknie gdzieś nie postrzeżenie. Aparat na parapet, uchylone okno, żeby było lepiej słychać RP1 i czekamy. Nic. Chociaż w pewnej chwili gdzieś mi się obiło o uszy coś jakby trąbka lokomotywy. Znaczy się, pojechało...
I znowu aparat blokowy. Czy już pojechał i ile może jechać do Krężnicy. Chyba poszedł i pewnie w Niedrzwicy będzie czekał na zwolnienie szlaku bo tam krzyżują szynobusy.
Pojechał już 414 do Lublina, więc trzeba po córcię do szkoły się wybierać. Od razu zapakuję się do pracy, żeby nie tracić zbyt dużo czasu. Więc aparacik w plecak i heja! I tak nic teraz do 12:50 nie pojedzie. No oprócz 4413 do Stalówki. I znowu terkot. Gdzie się krzyżują szynobusy? W niedrzwicy. I długo może stamtąd jechać? Do Zemborzyc jakieś 12 minut, tyle ma w rozkładzie a brutto trochę więcej 15-20? nie wiem na sto procent. OK będzie czekał.
Odebrałem córcię, i podwiózł nas jeden mój znajomy, więc nie zmokliśmy. No to plecak na grzbiet i do pracy. Niestety busem ale czasem trzeba się poświęcić dla wyższych celów.
Idąc na przystanek tknęła mnie taka myśl: jakim cudem ten Euronaft może czekać w Niedrzwicy, skoro tam są rozebrane tory? Przecież nawet osobówki przyjmowane są na boczne i wjeżdżają na zastępczy i rozkaz?
To gdzie on się podział? I wtedy usłyszałem ten dźwięk, który przyprawił mnie o gęsią skórkę i wzrost poziomu adrenaliny. Przyspieszone bicie serca, lekko drżące dłonie i myśl gdzie go tu ustrzelić? Czemu ten deszcz akurat w tym momencie musi padać?. I udało się! koło przystanku PKS znalazłem miejsce, skąd widać w miarę czysto szlak. Trzask migawki i serią go! i powtórka! ale to już gorzej. Jak na pełny skład (co prawda niezbyt długi bo max obciążenie dla tej lokomotywy to 1600t brutto na tej trasie)dosyć szybko przemknął. Stojąc tak z aparatem na przystanku, zorientowałem się, ze ktoś mnie obserwuje. Jakaś pani czekała na busa, i zdziwiona przyglądała mi się co ja takiego wyprawiam. Zapewne kierowcy także się zastanawiali co to za świr. A niech mają zagadkę.
Aparat do plecaka i czekamy na busa. Może po drodze jeszcze się gdzieś uda? W Wilkołazie na ten przykład? Marzenie ściętej głowy, bo bus nie chciał przyjechać. Wreszcie! zapakowałem się i do pracy. Byle do piątku!
Piątek: tygodnie koniec i początek! Druga zmiana i nie za dużo pracy, jedynie papiery i kilka ostatnich niedobitków do sprawdzenia. Czyli da się przeżyć. No nie całkiem, bo trzeba pomóc szwagrowi z blachą, ale to też da się załatwić. Blacha włożona ale cosik za krótka. Więc debata co tu z tym zrobić?
I znowu gdzieś w powietrzu syrena. 10:15 co o tej porze? nic z osobówek wszystko pojechało planowo. Czyżby? Nieee.. A jednak! Coś jedzie!! Profilaktycznie po aparat do domu i w maliny do teściowej!
Czekanie ma czasami tą zaletę, że można ciekawe rzeczy zobaczyć i popstrykać sobie zdjęć na próbę. Ale także i ma tą złą stronę gdy się komuś spieszy.
Wreszcie jest!! Rumun ze składem próżnych beczek.
Można wracać do pracy!
Kilka minut później terkot aparatu blokowego oznajmił mi, że ktoś mnie szuka przez telefon. To gość któremu sprzedałem Rumuna oddzwaniał żeby potwierdzić info. Przy okazji wyszło, że w Rzeczycy stoi drugi Rumun z beczkami w stronę Lublina. Tym razem to Euronaft. Znaczy się będzie okazja go ustrzelić, o ile nie przemknie gdzieś nie postrzeżenie. Aparat na parapet, uchylone okno, żeby było lepiej słychać RP1 i czekamy. Nic. Chociaż w pewnej chwili gdzieś mi się obiło o uszy coś jakby trąbka lokomotywy. Znaczy się, pojechało...
I znowu aparat blokowy. Czy już pojechał i ile może jechać do Krężnicy. Chyba poszedł i pewnie w Niedrzwicy będzie czekał na zwolnienie szlaku bo tam krzyżują szynobusy. Pojechał już 414 do Lublina, więc trzeba po córcię do szkoły się wybierać. Od razu zapakuję się do pracy, żeby nie tracić zbyt dużo czasu. Więc aparacik w plecak i heja! I tak nic teraz do 12:50 nie pojedzie. No oprócz 4413 do Stalówki. I znowu terkot. Gdzie się krzyżują szynobusy? W niedrzwicy. I długo może stamtąd jechać? Do Zemborzyc jakieś 12 minut, tyle ma w rozkładzie a brutto trochę więcej 15-20? nie wiem na sto procent. OK będzie czekał.
Odebrałem córcię, i podwiózł nas jeden mój znajomy, więc nie zmokliśmy. No to plecak na grzbiet i do pracy. Niestety busem ale czasem trzeba się poświęcić dla wyższych celów.
Idąc na przystanek tknęła mnie taka myśl: jakim cudem ten Euronaft może czekać w Niedrzwicy, skoro tam są rozebrane tory? Przecież nawet osobówki przyjmowane są na boczne i wjeżdżają na zastępczy i rozkaz?
To gdzie on się podział? I wtedy usłyszałem ten dźwięk, który przyprawił mnie o gęsią skórkę i wzrost poziomu adrenaliny. Przyspieszone bicie serca, lekko drżące dłonie i myśl gdzie go tu ustrzelić? Czemu ten deszcz akurat w tym momencie musi padać?. I udało się! koło przystanku PKS znalazłem miejsce, skąd widać w miarę czysto szlak. Trzask migawki i serią go! i powtórka! ale to już gorzej. Jak na pełny skład (co prawda niezbyt długi bo max obciążenie dla tej lokomotywy to 1600t brutto na tej trasie)dosyć szybko przemknął. Stojąc tak z aparatem na przystanku, zorientowałem się, ze ktoś mnie obserwuje. Jakaś pani czekała na busa, i zdziwiona przyglądała mi się co ja takiego wyprawiam. Zapewne kierowcy także się zastanawiali co to za świr. A niech mają zagadkę.
Aparat do plecaka i czekamy na busa. Może po drodze jeszcze się gdzieś uda? W Wilkołazie na ten przykład? Marzenie ściętej głowy, bo bus nie chciał przyjechać. Wreszcie! zapakowałem się i do pracy. Byle do piątku!
Piątek: tygodnie koniec i początek! Druga zmiana i nie za dużo pracy, jedynie papiery i kilka ostatnich niedobitków do sprawdzenia. Czyli da się przeżyć. No nie całkiem, bo trzeba pomóc szwagrowi z blachą, ale to też da się załatwić. Blacha włożona ale cosik za krótka. Więc debata co tu z tym zrobić?
I znowu gdzieś w powietrzu syrena. 10:15 co o tej porze? nic z osobówek wszystko pojechało planowo. Czyżby? Nieee.. A jednak! Coś jedzie!! Profilaktycznie po aparat do domu i w maliny do teściowej!
Czekanie ma czasami tą zaletę, że można ciekawe rzeczy zobaczyć i popstrykać sobie zdjęć na próbę. Ale także i ma tą złą stronę gdy się komuś spieszy.
Wreszcie jest!! Rumun ze składem próżnych beczek.
Można wracać do pracy!






