Szczekociny.
Monday, March 5, 2012 8:51:24 PM
Niedzielny poranek. Świeci słoneczko, siedzę sobie przy kawce nieświadomy wydarzeń, które nastąpiły kila godzin wcześniej. W radiu coś tam sobie brzdąka. Dzwoni telefon. Głos imama oznajmia mi, że dobija się do mnie któryś z kolegów z pracy. Kiego grzyba mi zawraca łeb w niedzielę?! Odbieram. Pyta mnie czy którymś z tych pociągów mógł jechać nasz kolega. Ale o co chodzi? No bo zderzyły się wieczorem wczoraj pociągi z Przemyśla do Warszawy i z Warszawy do Krakowa. Ja nic nie wiem. Ale raczej nie, bo zazwyczaj jechał popołudniowym z Lublina bez przesiadek. Poza tym , jego już w piątek nie było. Aha, czyli wszystko ok. No tak. To na razie. Na razie.
Włączyłem komputer i na pierwszy ogień Rynek kolejowy i Infokolej. No to ładnie. Czołówka i są ofiary śmiertelne. Ktoś ma niewesoły weekend... Przerzucam na onet. Coś tam napisali, ale wnioskując z treści artykułu redaktor chyba miał jeszcze kaca po sobotnich baletach. Za przychodzenie do pracy pod wpływem i "wczorajszym" też powinni zwalniać. Dziennikarzy. Może nauczyli by się pisać konkretnie o co chodzi. A nie nagłówki w stylu: Największa katastrofa kolejowa w Polsce!
Bzdury! Nawet jeśli w ciągu ostatnich 20 lat nie było większej liczby ofiar to i tak przesadzają.
TVP Info już coś więcej podaje. Wyłączam komputer i idę przed telewizor. W TVP Info (bo tylko to odbieram)cały czas pani redaktor rozmawia z różnej maści "ekspertami" od kolei, a w tle obrazki z miejsca katastrofy. Siódemka skasowana, Byk w miarę wygląda ale nie widać przodu. Będzie cud, jak któryś maszynista przeżył. Słucham tego co mówią różnej maści eksperci i uszom nie wierzę! Szczypię się czy aby nie śpię i nie śni mi się to wszystko, ale nie.
Nagle wszyscy zgodnym chórem mówią, że kolej jest nie doinwestowana, że dostaje za mało pieniędzy, że brakuje ludzi. To co? Przez 20 lat nie było wiadomo, że kiedyś ci ludzie się wykruszą? Przecież nie są wieczni! Warunki pracy, niekompetencje przełożonych, oszczędności, zysk, zysk i jeszcze raz zysk. To się liczy w dzisiejszych czasach. Pompuje się grube miliardy złociszy i euro w autostrady, którymi i tak bardzo nikt nie jeździ, bo są płatne, a do tego trzeba je naprawiać zanim zostaną oddane do użytku, i jeszcze próbuje się zabierać kolejarzom zaoszczędzone przez nich samych pieniądze. A później jest wielki płacz i zgrzytanie zębów. A właściwie tylko płacz, bo zębów już dawno nie ma.
Słucham z niedowierzaniem co mówi pan Miętek, prezydent jednego z kilkudziesięciu związków zawodowych na kolei. Bredzi coś o ludziach z łapanki, z ulicy. Gdyby faktycznie było jak mówi, już dawno pracowałbym jako dyżurny czy maszynista. Owszem, słyszałem o ludziach, którzy trafili tam z ulicy, ale to było na zasadzie: ciociu, jakąś robotę mi trzeba załatwić. I ciocia czy wujek wsadzali takiego delikwenta na budę albo na maszynę i później były jazdy. O ile taki ktoś przeżył pierwszą służbę. Sam, bez nadzoru.
Jest i druga strona medalu: jest cała masa ludzi, którzy nie mając wykształcenia kolejowego czy w ogóle technicznego, mają jakąś wiedzę na temat. Często może i większą niż decydenci zasiadający na wysokich stanowiskach. Czy im też nie wolno pracować na kolei? Przeca 90% albo i więcej pracowników liniowych to właśnie pasjonaci! Bo tam trzeba mieć to coś, jak mi powiedział znajomy mechanik. To trzeba lubić, tym trzeba żyć! Jak się nie ma tego zacięcia, to gówno będzie z takiego pracownika. Przyjdzie odwalić szychtę i do domu. A reszta nic go nie obchodzi.
W sieci cała masa wszelkiej maści teorii i ekspertyz "fachofcóf" niedzielnych od kolei, USRK, maszyn, trakcji, przepisów. Rzygać mi się chce, jak czytam większość wpisów na forach onetu czy innej interii. Brak nawet najmniejszej wiedzy na temat wśród redaktorów. Ale nic dziwnego, skoro sam minister od kolei nie grzeszy wiedzą o swoim podwórku. Zresztą nie tylko on.
Nie chce mi się więcej pisać...
Wieczny odpoczynek racz im dać Panie,
a światłość wiekuista, niechaj im świeci na wieki.
Amen.
[*]
Włączyłem komputer i na pierwszy ogień Rynek kolejowy i Infokolej. No to ładnie. Czołówka i są ofiary śmiertelne. Ktoś ma niewesoły weekend... Przerzucam na onet. Coś tam napisali, ale wnioskując z treści artykułu redaktor chyba miał jeszcze kaca po sobotnich baletach. Za przychodzenie do pracy pod wpływem i "wczorajszym" też powinni zwalniać. Dziennikarzy. Może nauczyli by się pisać konkretnie o co chodzi. A nie nagłówki w stylu: Największa katastrofa kolejowa w Polsce!
Bzdury! Nawet jeśli w ciągu ostatnich 20 lat nie było większej liczby ofiar to i tak przesadzają.
TVP Info już coś więcej podaje. Wyłączam komputer i idę przed telewizor. W TVP Info (bo tylko to odbieram)cały czas pani redaktor rozmawia z różnej maści "ekspertami" od kolei, a w tle obrazki z miejsca katastrofy. Siódemka skasowana, Byk w miarę wygląda ale nie widać przodu. Będzie cud, jak któryś maszynista przeżył. Słucham tego co mówią różnej maści eksperci i uszom nie wierzę! Szczypię się czy aby nie śpię i nie śni mi się to wszystko, ale nie.
Nagle wszyscy zgodnym chórem mówią, że kolej jest nie doinwestowana, że dostaje za mało pieniędzy, że brakuje ludzi. To co? Przez 20 lat nie było wiadomo, że kiedyś ci ludzie się wykruszą? Przecież nie są wieczni! Warunki pracy, niekompetencje przełożonych, oszczędności, zysk, zysk i jeszcze raz zysk. To się liczy w dzisiejszych czasach. Pompuje się grube miliardy złociszy i euro w autostrady, którymi i tak bardzo nikt nie jeździ, bo są płatne, a do tego trzeba je naprawiać zanim zostaną oddane do użytku, i jeszcze próbuje się zabierać kolejarzom zaoszczędzone przez nich samych pieniądze. A później jest wielki płacz i zgrzytanie zębów. A właściwie tylko płacz, bo zębów już dawno nie ma.
Słucham z niedowierzaniem co mówi pan Miętek, prezydent jednego z kilkudziesięciu związków zawodowych na kolei. Bredzi coś o ludziach z łapanki, z ulicy. Gdyby faktycznie było jak mówi, już dawno pracowałbym jako dyżurny czy maszynista. Owszem, słyszałem o ludziach, którzy trafili tam z ulicy, ale to było na zasadzie: ciociu, jakąś robotę mi trzeba załatwić. I ciocia czy wujek wsadzali takiego delikwenta na budę albo na maszynę i później były jazdy. O ile taki ktoś przeżył pierwszą służbę. Sam, bez nadzoru.
Jest i druga strona medalu: jest cała masa ludzi, którzy nie mając wykształcenia kolejowego czy w ogóle technicznego, mają jakąś wiedzę na temat. Często może i większą niż decydenci zasiadający na wysokich stanowiskach. Czy im też nie wolno pracować na kolei? Przeca 90% albo i więcej pracowników liniowych to właśnie pasjonaci! Bo tam trzeba mieć to coś, jak mi powiedział znajomy mechanik. To trzeba lubić, tym trzeba żyć! Jak się nie ma tego zacięcia, to gówno będzie z takiego pracownika. Przyjdzie odwalić szychtę i do domu. A reszta nic go nie obchodzi.
W sieci cała masa wszelkiej maści teorii i ekspertyz "fachofcóf" niedzielnych od kolei, USRK, maszyn, trakcji, przepisów. Rzygać mi się chce, jak czytam większość wpisów na forach onetu czy innej interii. Brak nawet najmniejszej wiedzy na temat wśród redaktorów. Ale nic dziwnego, skoro sam minister od kolei nie grzeszy wiedzą o swoim podwórku. Zresztą nie tylko on.
Nie chce mi się więcej pisać...
Wieczny odpoczynek racz im dać Panie,
a światłość wiekuista, niechaj im świeci na wieki.
Amen.
[*]






