My Opera is closing 3rd of March

Pasażer na gapę

Subscribe to RSS feed

po pracy w sobotę.

Żona się wścieknie, jak się dowie, że po pracy zamiast do domu pocisnąłem na bocznicę EC Wrotków. A wszystko przez kolegę z pracy.
Jak co sobotę kto chce to przychodzi, jak nie chce to nie. Ponieważ kasa to rzecz nabyta i często jest potrzebna w najmniej oczekiwanym momencie, więc postanowiłem, że tym razem budżet swój wspomogę.
Pojechałem do pracy.
Już po wyjściu za bramę po skończonej pracy kolega zaproponował podwiezienie mnie w okolice Nowego Światu w Lublinie, bo tamtędy jechał. Ok, jak chce to nie ma problemu. I tak sobie dojeżdżamy, i coś mnie tkło, żeby podjechać dalej. Wysiadłem koło PLKi na Nowym Świecie i z zamiarem znalezienia jakiejś dziury czy innego miejsca, między blokami gdzie mogę się wcisnąć z aparatem pokręciłem się trochę po okolicy. Dojrzałem na torach dwa loki CTLa i jednego Lotosa. Ale ni jak nie mogłem tam wleźć!
Próbujemy od drugiej strony. Jak się da wyleźć koło LbA, to spróbuję stamtąd. Ale się nie dało, bo zastawione było beczkami. Pustymi. No to wleczemy się wzdłuż bocznicy i koło domków ścieżką, kiedyś można było nią dojść do LbT. Dzisiaj nie da rady - płot. W tył zwrot i z powrotem na Nowy Świat. Doszedłem do ulicy kiedy dało się słyszeć potężne Rp1 od strony Wrotkowa. Czyżby coś jechało? Trzeba poczekać. Pod słońce to troszki nie bardzawo będzie robić... No może się uda. Trochę mi samochody przeszkadzają, bo za dużo ich tu jeździ zdecydowanie! Kolejne Rp1 tym razem zdecydowanie bliżej. Szukam w pośpiechu jakiegoś dogodnego miejsca poza skrajnią ale takiego NIE MA!! Druga strona ulicy jest nie dostępna, ze względu na samochody.
Tu dygresja: mechanik trąbi, dojeżdża do przejazdu, a ci debile za kółkami, pakują prosto w loka. Darwin dla wszystkich.
Zza łuku wyłoniła się SM42-2864 CTLa w takich nietypowych kolorach. Aparacik w rączki poszedł. Jednak efekt - łojoj!Bida! Ale czego się mogłem spodziewać pod słońce? Chyba tylko cudu. Do tego jeszcze te puszki zwane samochodami. Widzi taki jeden z drugim znak to nie zatrzyma się przed znakiem tylko pakuje pod same szyny, jakby z tego powodu ten pociąg miał jechać szybciej.
Po drugiej stronie dostrzegłem kolesia z aparatem. Myślę, że pewnie też jak ja wariat.
Korzystając z okazji takiej, że samochody stały, a pociąg jechał, przebił się na moją stronę i trochę sobie pogadaliśmy.
Skład przejechał i co dalej?
Ano poszliśmy sobie kawałek bocznicą, i korzystając z okazji, że nie ma w pobliżu patrolu SOK wykonaliśmy kilka zdjęć. Te już lepsze. Przy okazji Sigman - bo taką ma ksywkę ten koleś - podzielił się kilkoma informacjami, które zdecydowanie wykorzystałem kilkadziesiąt minut później, czekając na moje opóźnione (czekaliśmy na Bydgostię) REGIO 4417.
Sigman zaproponował mi przejście się na bocznicę EC Wrotków i poczekanie kilkanaście albo dziasiąt minut na Lotosa.
Oczekując na Lotosa pogadaliśmy sobie o tym i owym, i tak zleciało i zaleciało. RP1 od strony przejazdu na Nowym Świecie. Jedzie!
Ja zająłem pozycję wcześniej upatrzoną na łuku, a Sigman nieco wyżej. I tak sobie pstrykaliśmy.
SM42-2615 i rządek kilku beczek posłusznie wspinających się pod górę za swoją przewodniczką. Oczywiście nie obyło się bez RP1! Oczywiście na cześć kandydatów do Darwina w kategorii "Debil na przejeździe kolejowym" a później także i - przypuszczam - naszą cześć smile.
Fakt jest taki, że obsługa składu nie protestowała kiedy strzelaliśmy do nich. Co mnie trochę zdziwiło.
Zbliżała się nieuchronnie godzina, w której musiałem opuścić mojego nowo poznanego kolegę "po aparacie" i udać się na moje REGIO. szczęście mi dopisało, bo nie musiałem czekać długo, kiedy podjechała emka i pojechałem na dworzec.
Emka na moje nieszczęście nie dojeżdżała do samego Dworca PKP ale kawałek przed nim miała swój przystanek. Wysiadłem na nim i biegusiem do przejścia. Chwila oczekiwania na zielone światło i na drugą stronę i dalej biegiem.
Zadyszany wpadłem na Plac Dworcowy. Rzut okiem na pragotrony i jestem uratowany! Stalówka 20 minut w plecy! Czekamy na Bydgoszcz! Do kasy po bilecik, i na peron. Już w drzwiach widziałem, że muszę przenieść się na trzeci, żeby zobaczyć co tam stoi na towarowych. W mojej mózgownicy domagała się uwagi myśl, że może to być E 186 Lotosu, o której wcześniej mówił Sigman. I tak też było! Pierwszy mój TRAXX w Polsce! ŁAŁ!
Radość i rozczarowanie w jednym. Czy nie mógł podciągnąć pięć metrów wyżej? Nie było by wtedy słupa na środku loka! Ale jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma, o! Lepszy TRAXX ze słupem, niż sam słup bez TRAXXA! Oczywiście moja wizyta na peronie trzecim została odnotowana przez panów SOKistów i kilku pasażerów, oczekujących na REGIO do Chełma.
No i kolejna dygresja: byłem święcie przekonany, że ten TRAXX a dokładniej TRAXX F140 MS, to jest robota Siemensa. Prawie bym sobie dał rękę obciąć, że tak jest. I dobrze, że nie dałem, bo się okazało, że nie koniecznie bo to jest robota Bombardiera. I znowu Sigman mnie uświadomił, ale to już w innych okolicznościach.
Ale trzeba wracać na oporowy do czekającego na mnie SA134-017. Oczywiście czekał nie tylko na mnie, ale głównie na pasażerów z Bydgoszczy, która się opóźniła ze 20 minut.
Wreszcie jedziemy! stuk - stuk, stuk-stuk, aaa kotki dwa i... ocknąłem się w lesie. Las złożony z drzew, jeszcze widocznych w promieniach zachodzącego słońca. Las jakiś znajomy ale nie pasujący do miejsca, w którym powinienem się znajdować. Ok, czekamy co będzie się działo. Jedziemy. RP1 aha czyli jakiś przejazd, ok może to być zaraz za Leśniczówką. Ale nie, bo tam jest prosto a tu łuk... Niedrzwica ? Nieee, za cicho koła chodzą po szynach. Majdan? Też nie. O nie! Już wiem. To może być tylko ... KRAŚNIK!!
Czyli o jeden przystanek za daleko... Niet gut! jak mawiają Holendrzy. Skoro już ląduję w Kraśniku, trzeba to wykorzystać. Loguję się przy drzwiach po nieparzystej i czekam na wjazd w perony. Mijamy budę, i semafory wyjazdowe na Lublin, i gagara. O gagar w Kraśniku i to luzem. Czyli warto było przejechać mój przystanek.
Wysiadłem i tak dla zasady właściwie kilka strzałów szynobusa opuszczającego Kraśnik. Rozejrzałem się po stacji i poszedłem w kierunku gagara. Na pewno mi nie ucieknie, bo zaraz będzie "Solina", a w dwadzieścia minut nawet luzem nie dobiegnie do Niedrzwicy. Na spokojnie kilka fotek i czekam na "Solinę". Nawet mechanik się wychylił przez okno, ale nic nie krzyczał. Czyli było mu wsio rawno czy będzie na zdjęciach czy nie.
No i przez megafon pan zapowiedział pociąg Tanich Linii Kolejowych z Przemyśla Do Warszawy Zachodniej.
Chwila oczekiwania, i na stację wpadła SM42 - 320! Czyli znowu fart. Zazwyczaj, na tym pociągu jedzie SU45. Albo -156 albo -220 albo czasami -228. Zależy, która jest pod ręką.
Kilka zdjęć na pamiątkę, i "Solina" powoli pobierając się pod górkę, zniknęła w lesie.
Czyli chcąc nie chcąc, zostałem sam na sam z gagarem. A że już i zmierzchało i zmarzłem niemożebnie i zgłodniałe a do tego jeszcze małżonka dopominała się jak najszybszego powrotu do domu, stwierdziłem, że nie będę czekał na ostatni pociąg do Lublina, i udałem się na przystanek tak nielubianych przeze mnie busów. Ech, żeby tak jeszcze powtórzyć taki rajd...