Nieudany koncert i Czarny Potwór.
Friday, April 6, 2012 10:08:06 PM
OK, gramy próby mamy zagrać koncert. Już w grudniu był plan i termin wraz z miejscówką. Nie wyszło. Moja kochana małżonka wylądowała w szpitalu i musiałem się zając nią i naszymi pociechami. Przy okazji wyszło parę jeszcze innych zgrzytów na innych frontach, nie związanych z moją i kolegów działalnością, ale skutecznie mnie wytrąciły owe zgrzyty z rytmu i na chwilę zniechęciły do dalszej działalności.
Teraz drugi koncert miał być do zagrania do spółki ze Spring Rolls. Jak zwykle wynalazł ich Kamilo, nasz basista, i gość od wyszukiwania różnych zjawisk. Powinien po prostu zostać łowcą talentów. Może lepiej by na tym wyszedł?
Na początku nie szło za dobrze. Jedna próba zagrana a później mrozy i brak miejsca cieplejszego do grania skutecznie odwlekały ostateczną decyzję. W końcu zapadła: gramy próby pod rząd i jedziemy. Nie ma się co zastanawiać. Gig miał być w sobotę. W piątek miała być generalka: zapowiedzi, co i jak ostateczne doszlifowanie "scenariusza". Miała być, bo znowu jakieś fatum pokrzyżowało wszystko. Wiedziałem tylko tyle, że Diablo musiał ze swoją córcią do szpitala jechać . Co i jak? - nic nikt nie wie. Szybka decyzja - na bębny siada Hubercik. Kiedyś już z nami grał jakiś koncert i co nieco miał obczajone.
Po zagraniu paru kawałków, doszliśmy do wniosku, że - z całym szacunkiem dla Huberta ale - nic z tego nie będzie. Hubert doszedł do takiego samego wniosku. Lepiej odpuścić.
Czarny Potwór
Objawił mi się pewnego dnia tuż po godzinie 14 w oknie. Objawił się potężnym Rp1 i stukotem kół węglarek na stykach szyn. Stałem tak z rozdziawionym aparatem gębowym i patrzyłem tępo jak mi znika za blokami po drugiej stronie ulicy. Niestety, byłem w pracy... Nic nie mogłem zrobić, żeby go zawrócić. Pojechał dalej.
Pozostało mi się zaczaić na niego gdzieś na stacji.
Teraz drugi koncert miał być do zagrania do spółki ze Spring Rolls. Jak zwykle wynalazł ich Kamilo, nasz basista, i gość od wyszukiwania różnych zjawisk. Powinien po prostu zostać łowcą talentów. Może lepiej by na tym wyszedł?
Na początku nie szło za dobrze. Jedna próba zagrana a później mrozy i brak miejsca cieplejszego do grania skutecznie odwlekały ostateczną decyzję. W końcu zapadła: gramy próby pod rząd i jedziemy. Nie ma się co zastanawiać. Gig miał być w sobotę. W piątek miała być generalka: zapowiedzi, co i jak ostateczne doszlifowanie "scenariusza". Miała być, bo znowu jakieś fatum pokrzyżowało wszystko. Wiedziałem tylko tyle, że Diablo musiał ze swoją córcią do szpitala jechać . Co i jak? - nic nikt nie wie. Szybka decyzja - na bębny siada Hubercik. Kiedyś już z nami grał jakiś koncert i co nieco miał obczajone.
Po zagraniu paru kawałków, doszliśmy do wniosku, że - z całym szacunkiem dla Huberta ale - nic z tego nie będzie. Hubert doszedł do takiego samego wniosku. Lepiej odpuścić.
Czarny Potwór
Objawił mi się pewnego dnia tuż po godzinie 14 w oknie. Objawił się potężnym Rp1 i stukotem kół węglarek na stykach szyn. Stałem tak z rozdziawionym aparatem gębowym i patrzyłem tępo jak mi znika za blokami po drugiej stronie ulicy. Niestety, byłem w pracy... Nic nie mogłem zrobić, żeby go zawrócić. Pojechał dalej.
Pozostało mi się zaczaić na niego gdzieś na stacji.






