Rozkład, Brodka, i nowy SA134
Monday, October 11, 2010 7:12:36 PM
Trochę się opuściłem w pisaniu, ale jakoś tak nie miałem weny. Czasu także mi trochę brakło, bo trzeba było trochę więcej popracować niż normalnie. Ale są i plusy, małe ale są.
Jak sobie jeżdżę tymi naszymi szynobusami to czasem się zastanawiam czy ten kto układa te rozkłady jazdy dla nich kiedykolwiek jechał do pracy czy szkoły pociągiem?
No bo normalnie gros ludzi zaczyna pracę o 6 rano. Czyli pasowało by, żeby taki pociąg przyjeżdżał do Lublina co najmniej pół godziny wcześniej. Wtedy byłby czas na dojechanie do pracy gdzieś na Bursaki czy Wrotków. A tak buba! Pierwszy dyliżans pojawia się kilka minut po szóstej rano, czyli za późno.
Był taki piękny rozkład w latach 2003/2004. Można było dojechać do pracy i na szóstą i na siódmą czy ósmą i na dziesiąta i na czternastą i wrócić z niej po czternastej i po piętnastej i po osiemnastej i dla mnie najważniejsze po dwudziestej drugiej. A teraz... szkoda pisać. O ile jeszcze jakoś można wrócić po piętnastej czy po osiemnastej to po dwudziestej nie ma szans. Trzeba wiać na busa.
Nie mówiąc o dojechaniu na dziesiątą czy też na szóstą rano.
Próbowałem się czegoś dowiedzieć w Urzędzie Marszałkowskim o nowym, wchodzącym w grudniu, rozkładzie jazdy, ale się nie udało. Projekt Jest ale jeszcze go konsultują. Ciekawe z kim? Bo pIC właściwie wycofało się z linii 68, i od grudnia z Kraśnika czy Rozwadowa do warszawy bezpośrednio nie pojedziemy.O! I stało się to, co niektórzy przewidzieli już rok temu. Najpierw "San" teraz kultowa "Solina" idzie pod nóż. Amen
Brodka Monika. A właściwie jej "W pięciu smakach" Hmmm... Do tej pory kojarzyłem ją raczej z Idolem i jakimiś piosenkami typu "kocham cie moje kochanie i niech tak już zostanie" czy coś w tym guście.
Aż pewnego dnia usłyszałem w którymś radiu (albo Eska Rock albo Radio Lublin) taki fajny kawałek. Myślę sobie: oho Nosowska szaleje. Nawet nie wiem jak ten kawałek opisać. Jest inny. Inny w sensie takim, że wpada przez ucho do głowy i już tam zostaje. Nie wylatuje drugim uchem, tylko zostaje. Nie da się przejść koło niego tak obojętnie, jak koło co poniektórych "ótforóf", które można usłyszeć w większości stacji radiowych. Zwłaszcza w tych komercyjnych.
I tak kilka razy mi wpadł w ucho ten kawałek. I któregoś popołudnia w Radiu Lublin usłyszałem go po raz kolejny. Ponieważ mi się spodobał, więc radyjko deczko głośniej i sobie słucham. No. Monika skończyła śpiewać i pan redaktor mówi, że to Brodka. Ja myślałem, że się przesłyszałem, albo że się pomylił. Ale się nie pomylił, bo kilka godzin później w innym programie inny redaktor powiedział to samo.
Po raz drugi w tym roku zostałem zaskoczony. Muzycznie.
A nowy SA134 przyjechał w zeszłym tygodniu. We czwartek. A ja musiałem jechać busem i spóźniłem się do pracy, bo się szynobus popsuł. Tylko nie wiem, który: czy SA107-002 czy SA134-015. Oba stoją odstawione na bok i czekają.
Nowe SA ma oznaczenie SA134-018. Czyli mamy kolejne cztery numery następujące po sobie: -015,-016,-017,-018. Zanosi się na to, ze ostatni będzie miał numer -019.
A dzisiaj jak wracałem do domu 413tym w Niedrzwicy niespodzianka! Tuż za wiaduktem i To zwalniamy do 20 i mechanik trąbi. O! Pewnie znowu ktoś łazi po torach albo zdjęcia ślubne robi. I ani nie robił nikt zdjęć, ani nikt po torach nie łaził.
Wszystko się wyjaśniło, gdy dojechaliśmy do przejazdu na drodze wojewódzkiej 834 Bełżyce - Bychawa. Nie było rogatek opuszczonych. W ogóle ich właściwie nie było, bo były połamane. Czyli jakiś debil znowu zmieniał zasady pierwszeństwa na swoją korzyść, i kolejny kandydat do Nagrody Darwina.
Swoją drogą ciekaw jestem kiedy wreszcie ci kierowcy zmądrzeją i jak ich do tego zmusić. Bo jak obserwuję przejazd niedaleko od domu to mam wrażenie, że nie ma takiej opcji, żeby sami poszli po rozum do głowy. Trzeba ich po prostu zmusić.
Jak można być takim idiotą, żeby pakować się na przejazd tuż przed pociągiem? OK, rozumiem: spieszą się. Ale gdzie ? Na cmentarz?
Przejazd oznakowany, z SSP. Pociąg sobie jedzie, dzwonek dzwoni, światełka czerwone migają, podjeżdża samochód. W samochodzie sobie siedzi starszy pan, tak koło pięćdziesiątki. Zwalnia, dojeżdża do znaku stop, rozgląda się i ... buta! A trzy sekundy po nim przez przejazd przejeżdża szynobus. Mechanik nawet nie zdążył zatrąbić. Mogę sobie wyobrazić, co usłyszałby ten kierowca, gdyby mógł usłyszeć mechanika.
Jak sobie jeżdżę tymi naszymi szynobusami to czasem się zastanawiam czy ten kto układa te rozkłady jazdy dla nich kiedykolwiek jechał do pracy czy szkoły pociągiem?
No bo normalnie gros ludzi zaczyna pracę o 6 rano. Czyli pasowało by, żeby taki pociąg przyjeżdżał do Lublina co najmniej pół godziny wcześniej. Wtedy byłby czas na dojechanie do pracy gdzieś na Bursaki czy Wrotków. A tak buba! Pierwszy dyliżans pojawia się kilka minut po szóstej rano, czyli za późno.
Był taki piękny rozkład w latach 2003/2004. Można było dojechać do pracy i na szóstą i na siódmą czy ósmą i na dziesiąta i na czternastą i wrócić z niej po czternastej i po piętnastej i po osiemnastej i dla mnie najważniejsze po dwudziestej drugiej. A teraz... szkoda pisać. O ile jeszcze jakoś można wrócić po piętnastej czy po osiemnastej to po dwudziestej nie ma szans. Trzeba wiać na busa.
Nie mówiąc o dojechaniu na dziesiątą czy też na szóstą rano.
Próbowałem się czegoś dowiedzieć w Urzędzie Marszałkowskim o nowym, wchodzącym w grudniu, rozkładzie jazdy, ale się nie udało. Projekt Jest ale jeszcze go konsultują. Ciekawe z kim? Bo pIC właściwie wycofało się z linii 68, i od grudnia z Kraśnika czy Rozwadowa do warszawy bezpośrednio nie pojedziemy.O! I stało się to, co niektórzy przewidzieli już rok temu. Najpierw "San" teraz kultowa "Solina" idzie pod nóż. Amen
Brodka Monika. A właściwie jej "W pięciu smakach" Hmmm... Do tej pory kojarzyłem ją raczej z Idolem i jakimiś piosenkami typu "kocham cie moje kochanie i niech tak już zostanie" czy coś w tym guście.
Aż pewnego dnia usłyszałem w którymś radiu (albo Eska Rock albo Radio Lublin) taki fajny kawałek. Myślę sobie: oho Nosowska szaleje. Nawet nie wiem jak ten kawałek opisać. Jest inny. Inny w sensie takim, że wpada przez ucho do głowy i już tam zostaje. Nie wylatuje drugim uchem, tylko zostaje. Nie da się przejść koło niego tak obojętnie, jak koło co poniektórych "ótforóf", które można usłyszeć w większości stacji radiowych. Zwłaszcza w tych komercyjnych.
I tak kilka razy mi wpadł w ucho ten kawałek. I któregoś popołudnia w Radiu Lublin usłyszałem go po raz kolejny. Ponieważ mi się spodobał, więc radyjko deczko głośniej i sobie słucham. No. Monika skończyła śpiewać i pan redaktor mówi, że to Brodka. Ja myślałem, że się przesłyszałem, albo że się pomylił. Ale się nie pomylił, bo kilka godzin później w innym programie inny redaktor powiedział to samo.
Po raz drugi w tym roku zostałem zaskoczony. Muzycznie.
A nowy SA134 przyjechał w zeszłym tygodniu. We czwartek. A ja musiałem jechać busem i spóźniłem się do pracy, bo się szynobus popsuł. Tylko nie wiem, który: czy SA107-002 czy SA134-015. Oba stoją odstawione na bok i czekają.
Nowe SA ma oznaczenie SA134-018. Czyli mamy kolejne cztery numery następujące po sobie: -015,-016,-017,-018. Zanosi się na to, ze ostatni będzie miał numer -019.
A dzisiaj jak wracałem do domu 413tym w Niedrzwicy niespodzianka! Tuż za wiaduktem i To zwalniamy do 20 i mechanik trąbi. O! Pewnie znowu ktoś łazi po torach albo zdjęcia ślubne robi. I ani nie robił nikt zdjęć, ani nikt po torach nie łaził.
Wszystko się wyjaśniło, gdy dojechaliśmy do przejazdu na drodze wojewódzkiej 834 Bełżyce - Bychawa. Nie było rogatek opuszczonych. W ogóle ich właściwie nie było, bo były połamane. Czyli jakiś debil znowu zmieniał zasady pierwszeństwa na swoją korzyść, i kolejny kandydat do Nagrody Darwina.
Swoją drogą ciekaw jestem kiedy wreszcie ci kierowcy zmądrzeją i jak ich do tego zmusić. Bo jak obserwuję przejazd niedaleko od domu to mam wrażenie, że nie ma takiej opcji, żeby sami poszli po rozum do głowy. Trzeba ich po prostu zmusić.
Jak można być takim idiotą, żeby pakować się na przejazd tuż przed pociągiem? OK, rozumiem: spieszą się. Ale gdzie ? Na cmentarz?
Przejazd oznakowany, z SSP. Pociąg sobie jedzie, dzwonek dzwoni, światełka czerwone migają, podjeżdża samochód. W samochodzie sobie siedzi starszy pan, tak koło pięćdziesiątki. Zwalnia, dojeżdża do znaku stop, rozgląda się i ... buta! A trzy sekundy po nim przez przejazd przejeżdża szynobus. Mechanik nawet nie zdążył zatrąbić. Mogę sobie wyobrazić, co usłyszałby ten kierowca, gdyby mógł usłyszeć mechanika.






