My Opera is closing 3rd of March

Pasażer na gapę

Sobota Pracująca.

Rano wysiadam z pociągu i na oporowy a tam... PUSTO! Nowa maszyna już w trasie.
Wychodzę z tunelu, jeszcze deko przydżumiony drzemką, i ze słuchawkami w uszach. Podchodzi jakiś kolo i coś do mnie tam gada. Ale o co mu chodzi? Chyba coś chce. Ale co? A słuchawki trzeba wyjąć z uszu to go lepiej usłyszę. No dobra, o co chodzi? No czy go nie poratuję kasą bo ma braki do czegoś tam. Ja też mam braki. W uzębieniu. Stał dłuższą chwilę i nie wiedziałem czy rzuci zaraz czymś we mnie, czy też będzie mnie gonił. Profilaktycznie zaszedłem na chwilę do pierwszego lepszego sklepu. Wychodzę, rozglądam się, nie ma gościa idę dalej. I tak już jestem w plecy parę minut.

Dotarłem do pracy, i później tego żałowałem. Trzeba było nie przychodzić, najwyżej zostać na noc.
Ale dniówka jakoś przeszła, żyję, więc może nie będzie tak źle. Miałem jeszcze nadzieję na to, że się załapię po południu na przejażdżkę do domu nową maszyną. Niestety, podstawiony SA 103 - 012, nie pozostawia złudzeń. A na odstawczym grzeje silnik nówecza. Zapewne albo z trasy przyjechała, albo gdzieś pojedzie. Trzeba cierpliwie poczekać...
Jeszcze ten pijaczyna po drodze.
Wracamy z kumplem z pracy. komentujemy wydarzenia dzisiejszego dnia, i snujemy przypuszczenia co do przyszłych wydarzeń z tym związanych. Na chodniku natknęliśmy się na leżącego faceta. Normalnie trup! Niewiele myśląc zadzwoniłem na pogotowie i idę dalej, ale dyspozytorka mnie objechała, i kazała czekać. No to czekam. Podchodzę bliżej, ruszam gościa - nic. Oglądam go ze wszystkich stron, czy gdzieś jakaś krew nie leci z niego, i nic. Nawet zadrapania. Ale gość zaczyna wykazywać oznaki życia, nawet próbuje wstać. Chciałem mu pomóc, ale jak pochyliłem się nad nim wionął mnie taki odór alkoholu, że o mało nie zwymiotowałem. O żesz ty w morde drapany! Do jasnej cholery nie masz gdzie leżeć debilu tylko na mojej drodze??
Przyjechała karetka. Wysiedli panowie ratownicy z niej i mówię jaka sprawa i że się spieszę na pociąg. A ten do mnie, że po co ja wzywałem karetkę? Ręce opadły. Załoga pozwoliła mi iść sobie a sami zajęli się tym łosiem.
Następnym razem najpierw obwącham gościa, a później zadzwonię.
Nie tak dawno temu miałem podobny przypadek u siebie. Gościu się rozsiadł koło torów, akurat wtedy, kiedy mi się na dyliżans spieszyło. Napity, że aż! Też nie chciał iść do domu, więc zadzwoniłem po policję. No i do znajomego dyżurnego. On przekazał sprawę dalej. Później się okazało, że kilka dni wcześniej w Kraśniku była podobna sytuacja, i facet się rzucił pod pociąg...

Nowa maszynaPopołudnie

Write a comment

New comments have been disabled for this post.