Sobota pracująca
Monday, July 26, 2010 11:43:30 PM
"Dzień Dobry ! Dzień Dobry!" punktualnie o 4.30, jak natrętna mucha, dał się słyszeć głos Czesia wydobywający się z mojego telefonu. Nie otwierając oczu sięgnąłem po ten mój budzik, i nacisnąłem jakiś przycisk. Za pięć minut i tak się odezwie. Przekręciłem się na drugi bok, i... obudziłem się godzinę później. W chwili, gdy przez "mój" przejazd przetaczało się REGIO 410 z Szastarki do Lublina głośnym RP1 oznajmiając swoją obecność w pobliżu przejazdu. Mój pociąg do pracy.
No to pojechane! Następny dopiero za godzinę. Chcąc nie chcąc i tak muszę nim pojechać. Perspektywa nie ciekawa. No ale może nie będzie źle.
Doprowadziłem się do ładu i wyglądu umożliwiającego mi pokazanie się w miejscu ogólnie zwanym publicznym, zrobiłem sobie śniadanie i zapakowałem kilka potrzebnych gadżetów i w drogę. Nie jest za gorąco jeszcze, więc spacer dobrze mi zrobi. Przyda się takie poranne orzeźwienie.
Po wieczornym deszczu mogę zapomnieć o skrótach przez pola. trzeba albo przez tory, albo asfaltówką na około. Wybieram tą pierwszą opcję. Spokojnie, powoli, mam dużo czasu.
Dotarłem do przystanku i czekam. Planowo już powinien być. Tym bardziej, że w Kraśniku nie krzyżuje dzisiaj 4411 do Stalowej Woli.
Coś słychać w lesie. Chyba jedzie. Faktycznie. Zadziałała SSP i dzwonek na sygnalizatorze oznajmił nadciągający pociąg. Pewnie znowu popołudniowa SA103. Jeszcze chwila i zza łuku wyjeżdża... SA134! Tego się nie spodziewałem! Aż mnie się lepiej zrobiło. Ale na chwilę. Bo zapomniałem sobie wziąć aparatu ze sobą. Ech, szkoda. No ale trudno.
Ładuję się na pokład, do kierpocia po bilet i szukanie miejscówki. Najlepiej tyłem do kierunku jazdy. I znalazłem takową w drugim członie.
Jazda wspaniała. W miarę wygodne fotele, z podłokietnikami, cicho (oprócz stukotu kół na płaskich miejscach i złączach szyn)i chłodno. Klima działa. widocznie ktoś pomyślał i policzył poprawnie wydajność.
Zalogowałem się na miejscówkę, trochę rozejrzałem się po wagonie i tradycyjnie słuchawki na uszy i drzemka.
W pracy nie było tak źle, jak myślałem. W zasadzie, jakby nie parę baboli to o dziesiątej mógłbym iść do domu.
Ale niestety błądzić jest rzeczą ludzką...
No to pojechane! Następny dopiero za godzinę. Chcąc nie chcąc i tak muszę nim pojechać. Perspektywa nie ciekawa. No ale może nie będzie źle.
Doprowadziłem się do ładu i wyglądu umożliwiającego mi pokazanie się w miejscu ogólnie zwanym publicznym, zrobiłem sobie śniadanie i zapakowałem kilka potrzebnych gadżetów i w drogę. Nie jest za gorąco jeszcze, więc spacer dobrze mi zrobi. Przyda się takie poranne orzeźwienie.
Po wieczornym deszczu mogę zapomnieć o skrótach przez pola. trzeba albo przez tory, albo asfaltówką na około. Wybieram tą pierwszą opcję. Spokojnie, powoli, mam dużo czasu.
Dotarłem do przystanku i czekam. Planowo już powinien być. Tym bardziej, że w Kraśniku nie krzyżuje dzisiaj 4411 do Stalowej Woli.
Coś słychać w lesie. Chyba jedzie. Faktycznie. Zadziałała SSP i dzwonek na sygnalizatorze oznajmił nadciągający pociąg. Pewnie znowu popołudniowa SA103. Jeszcze chwila i zza łuku wyjeżdża... SA134! Tego się nie spodziewałem! Aż mnie się lepiej zrobiło. Ale na chwilę. Bo zapomniałem sobie wziąć aparatu ze sobą. Ech, szkoda. No ale trudno.
Ładuję się na pokład, do kierpocia po bilet i szukanie miejscówki. Najlepiej tyłem do kierunku jazdy. I znalazłem takową w drugim członie.
Jazda wspaniała. W miarę wygodne fotele, z podłokietnikami, cicho (oprócz stukotu kół na płaskich miejscach i złączach szyn)i chłodno. Klima działa. widocznie ktoś pomyślał i policzył poprawnie wydajność.
Zalogowałem się na miejscówkę, trochę rozejrzałem się po wagonie i tradycyjnie słuchawki na uszy i drzemka.
W pracy nie było tak źle, jak myślałem. W zasadzie, jakby nie parę baboli to o dziesiątej mógłbym iść do domu.
Ale niestety błądzić jest rzeczą ludzką...






