Weekend pełen wrażeń
Wednesday, July 21, 2010 8:50:04 PM
Zaczęło się od tego, że miałem wolną sobotę. Do tego, wysępiłem od majstra lustro i kompakcika. Czyli mam dwa aparaty i ciekawą perspektywę robienia zdjęć na ślubie. Ślubie mojego kolegi, który był u mnie drużbą.
Ale zanim dotarłem na ślub, musiałem trochę ogarnąć mój kawałek gruntu ornego. Mówiąc prosto musiałem go wykosić i miejscami wykarczować z chwastów, które tam zdążyły urosnąć.
Działania bojowe rozpocząłem około 8 rano, kiedy jeszcze było w miarę chłodno. Do tego lekki wiaterek ze wschodu, czyli od strony torów.
Rano przegapiłem dwa brutta, ale miałem nadzieję na spotkanie nowego SA, na pociągu 4412.
Do 8.50 zdążyłem wypracować zbiornik paliwa, i solidnie zmęczyć, a że upał powoli przybierał na sile, trzeba było się czegoś napić.
Ponieważ nie chciałem robić nieporządku w domu poprosiłem żonę o podanie mi wody przez okno. Zanim ona przyszła, dało się słyszeć RP1 od strony Kraśnika. Aha, jedzie coś. Brać to lustro czy nie? Chyba nie, bo za daleko do przejazdu a mały obiektyw mam. Kompakta żona nie znajdzie, bo jest w plecaku na spodzie. No to może później. Gdy tak się zastanawiałem brutto zdążyło dojechać do mojego przejazdu. Maszynista dał kilka RP 1 przed nim, i jakoś tak powoli jechał, gdy usłyszałem pisk opon na asfalcie, a pociąg zaczął hamować. Krzyknąłem do żony, ze wypadek na przejeździe i pobiegłem na miejsce, zobaczyć co się stało. Z mojej strony, wyglądało jakby szara chyba renówka wjechała pod węglarki. Ale nie, bo ktoś z niej wysiadł i zagląda pod wagon i coś tam krzyczy. Zanim dobiegłem do przejazdu, zdążyło dojechać kilka aut i dobiec kilku mieszkańców. Pierwsze pytanie co się stało?
Okazało się, ze od Zakrzówka jechał gość busem, nie wyhamował i wyrżnął w Gagara. Na szczęście nikomu nic się nie stało, samochód odbił się od maszyny i stracił atrapę i kawałek przodu z chłodnicą. Znowu szczęściarz, jak ten w lutym.
Kiedyś się ktoś naprawdę przewiezie na tym przejeździe. To naprawdę cud, że jeszcze nikt nie zginął w tym miejscu. Chociaż kawałek dalej były dwa śmiertelne potrącenia. Ale to inne historie, nie związane z przejazdem. Myślę, że to dlatego, że w pobliżu jest kościół p.w. Bożego Miłosierdzia. I Pan Bóg przez to jeszcze ma cierpliwość, i co raz daje ludziom znać, że tu jest przejazd, i trzeba się zatrzymać. Ale ta Jego cierpliwość chyba też ma granice... a może nie?
Stał tam taki kierowca ciężarówki. Był bardzo zdziwiony, że pociąg stoi i nie ma zamiaru odjechać. Policja? a kto ją wezwał ? Po co? No przecież nikomu nic się nie stało! - ręce mi opadły. Później przyszła taka refleksja, ze musiał coś mieć na sumieniu, bo szybko wycofał i pojechał objazdem.
No to wracam do domu. Po drodze jeszcze telefon do znajomego, co z tym zrobić. Poradził mi, żebym się nie rzucał w oczy, jeśli chcę zrobić zdjęcia.
Szybka zmiana odzieży z roboczej na bardziej wyjściową. Skoro jest już gorąco to można założyć krótkie spodnie i koszulkę. Aparaty w rączki i poszedł przez pola! Obszedłem z daleka przejazd, kilka zdjęć na próbę i wdrapuję się na nasyp. Pierwsze dwa kroki już mnie przekonały o tym, że popełniłem poważny błąd rezygnując z długich spodni i koszuli albo czegoś co ma długie rękawy. Jeżyny i pokrzywy. Te drugie da się przeżyć ale tych pierwszych nie zapomnę do końca życia. Od czoła pociągu zacząłem się zbliżać do przejazdu. Ale żeby się tam dostać, trzeba było wyjść na drogę, żeby Policja nie zamknęła mnie za łażenie w miejscu niedozwolonym. No to z nasypu na dół przez kolejne jeżyny i DÓŁ! Bach i siedzę w rowie odwadniającym. Jasna pogoda! A myślałem, że znam te tory jak własny dom, a tu niespodzianka: przepust. Na szczęście jedynym uszczerbkiem na zdrowiu były podrapane kończyny. Dolne i górne. Ale aparaty całe.
No to szukamy dojścia do drogi. Oczywiście w tzw. międzyczasie próbuję robić zdjęcia. Udało mi się wreszcie wydostać na drogę i udałem się w stronę przejazdu chcąc zrobić kilka zdjęć.
Jest tak, ze jak chce się zrobić fajne zdjęcia, to zawsze coś lub ktoś musi wleźć w kadr i cała robota na nic. Tak było i tym razem. Albo policjanci albo kierowca dostawczaka, który wjechał pod ten pociąg, albo inny nieuważny. O mało a kilka razy w tył tego busa wjechało by klika samochodów. Ja nie wiem, czy ci kierowcy to oni ślepi byli?
Czas się zwijać, bo trzeba dokończyć robotę i jeszcze wyrychtowac się na wesele.
Ale zanim dotarłem na ślub, musiałem trochę ogarnąć mój kawałek gruntu ornego. Mówiąc prosto musiałem go wykosić i miejscami wykarczować z chwastów, które tam zdążyły urosnąć.
Działania bojowe rozpocząłem około 8 rano, kiedy jeszcze było w miarę chłodno. Do tego lekki wiaterek ze wschodu, czyli od strony torów.
Rano przegapiłem dwa brutta, ale miałem nadzieję na spotkanie nowego SA, na pociągu 4412.
Do 8.50 zdążyłem wypracować zbiornik paliwa, i solidnie zmęczyć, a że upał powoli przybierał na sile, trzeba było się czegoś napić.
Ponieważ nie chciałem robić nieporządku w domu poprosiłem żonę o podanie mi wody przez okno. Zanim ona przyszła, dało się słyszeć RP1 od strony Kraśnika. Aha, jedzie coś. Brać to lustro czy nie? Chyba nie, bo za daleko do przejazdu a mały obiektyw mam. Kompakta żona nie znajdzie, bo jest w plecaku na spodzie. No to może później. Gdy tak się zastanawiałem brutto zdążyło dojechać do mojego przejazdu. Maszynista dał kilka RP 1 przed nim, i jakoś tak powoli jechał, gdy usłyszałem pisk opon na asfalcie, a pociąg zaczął hamować. Krzyknąłem do żony, ze wypadek na przejeździe i pobiegłem na miejsce, zobaczyć co się stało. Z mojej strony, wyglądało jakby szara chyba renówka wjechała pod węglarki. Ale nie, bo ktoś z niej wysiadł i zagląda pod wagon i coś tam krzyczy. Zanim dobiegłem do przejazdu, zdążyło dojechać kilka aut i dobiec kilku mieszkańców. Pierwsze pytanie co się stało?
Okazało się, ze od Zakrzówka jechał gość busem, nie wyhamował i wyrżnął w Gagara. Na szczęście nikomu nic się nie stało, samochód odbił się od maszyny i stracił atrapę i kawałek przodu z chłodnicą. Znowu szczęściarz, jak ten w lutym.
Kiedyś się ktoś naprawdę przewiezie na tym przejeździe. To naprawdę cud, że jeszcze nikt nie zginął w tym miejscu. Chociaż kawałek dalej były dwa śmiertelne potrącenia. Ale to inne historie, nie związane z przejazdem. Myślę, że to dlatego, że w pobliżu jest kościół p.w. Bożego Miłosierdzia. I Pan Bóg przez to jeszcze ma cierpliwość, i co raz daje ludziom znać, że tu jest przejazd, i trzeba się zatrzymać. Ale ta Jego cierpliwość chyba też ma granice... a może nie?
Stał tam taki kierowca ciężarówki. Był bardzo zdziwiony, że pociąg stoi i nie ma zamiaru odjechać. Policja? a kto ją wezwał ? Po co? No przecież nikomu nic się nie stało! - ręce mi opadły. Później przyszła taka refleksja, ze musiał coś mieć na sumieniu, bo szybko wycofał i pojechał objazdem.
No to wracam do domu. Po drodze jeszcze telefon do znajomego, co z tym zrobić. Poradził mi, żebym się nie rzucał w oczy, jeśli chcę zrobić zdjęcia.
Szybka zmiana odzieży z roboczej na bardziej wyjściową. Skoro jest już gorąco to można założyć krótkie spodnie i koszulkę. Aparaty w rączki i poszedł przez pola! Obszedłem z daleka przejazd, kilka zdjęć na próbę i wdrapuję się na nasyp. Pierwsze dwa kroki już mnie przekonały o tym, że popełniłem poważny błąd rezygnując z długich spodni i koszuli albo czegoś co ma długie rękawy. Jeżyny i pokrzywy. Te drugie da się przeżyć ale tych pierwszych nie zapomnę do końca życia. Od czoła pociągu zacząłem się zbliżać do przejazdu. Ale żeby się tam dostać, trzeba było wyjść na drogę, żeby Policja nie zamknęła mnie za łażenie w miejscu niedozwolonym. No to z nasypu na dół przez kolejne jeżyny i DÓŁ! Bach i siedzę w rowie odwadniającym. Jasna pogoda! A myślałem, że znam te tory jak własny dom, a tu niespodzianka: przepust. Na szczęście jedynym uszczerbkiem na zdrowiu były podrapane kończyny. Dolne i górne. Ale aparaty całe.
No to szukamy dojścia do drogi. Oczywiście w tzw. międzyczasie próbuję robić zdjęcia. Udało mi się wreszcie wydostać na drogę i udałem się w stronę przejazdu chcąc zrobić kilka zdjęć.
Jest tak, ze jak chce się zrobić fajne zdjęcia, to zawsze coś lub ktoś musi wleźć w kadr i cała robota na nic. Tak było i tym razem. Albo policjanci albo kierowca dostawczaka, który wjechał pod ten pociąg, albo inny nieuważny. O mało a kilka razy w tył tego busa wjechało by klika samochodów. Ja nie wiem, czy ci kierowcy to oni ślepi byli?
Czas się zwijać, bo trzeba dokończyć robotę i jeszcze wyrychtowac się na wesele.






