Wycieczka
Sunday, July 11, 2010 5:54:36 PM
Tym razem plan został prawie zrealizowany, a był ciekawy.
Najpierw 416 do Zemborzyc. Prawie nie zdążyłem na niego. Ale dzięki temu, że złapał opóźnienie udało się. Jechał SA107-001. Miałem taką myśl, że może będzie jechał jakiś znajomy mechanik. Ale nie jechał. Niestety.
No to zapakowałem się w ten dyliżans, zakupiłem bilecik, słuchafony na uszy i jedziemy. W Niedrzwicy się rozglądam na boki, tak bardziej z przyzwyczajenia, niż żeby coś się trafiło. Pusto. Zresztą czego można się spodziewać w niedzielna popołudnie? Cierpliwie sobie jadę i słucham utworu, który mi wpadł wczoraj w ucho. Nazywa się "Phantom of the opera" Nightwish. Nie mogę przestać go słuchać! A jeszcze koncertowa wersja! To nie ma słów żeby wyrazić.
Dojeżdżamy do Zemborzyc, więc trzeba się ewakuować. Wysiadam na peronie, oczywiście z aparatem w ręce, czekam chwilę aż maszyna ruszy i... serią go!
SA107-001 pojechał sobie do Lublina. Ja udaję się w kierunku rozkładu jazdy. 15:31 powrót 4417 do Stalowej Woli Południe. Jeszcze prawie godzina. No to w kierunku wykonawczej. Niestety, musiałem złamać kilka przepisów, ale czasami nie ma wyjścia. Jestem po drugiej stronie torów. Doszedłem sobie do stawidła, zrobiłem parę fotek tak na próbę i poszedłem sobie kawałek za przejazd żeby ustrzelić brutto. Miałem cynk, że będzie jechało koło 15 z Lublina. OK. Czekam cierpliwie, obserwuję semafor, i jest. S3- na bok, bo inaczej chyba się tam nie da. No dobra czekam. Jedno RP1, drugie, ale jakieś dziwne, jak nie lokomotywy... No i jest drezynka z doczepą i ekipą monterów na pokładzie. No dobra, lepszy rydz niż nic. Kilka strzałów, i oczywiście RP1 i ręka kierowcy uniesiona do góry. Hmmm...
No dobra, niech mu będzie. Z tym, że ja nie kolekcjonuję erpe jedynek, tylko robię zdjęcia! Nie wiem, może jakieś ogłoszenie na szopie dać, że taki i taki obywatel, nie kolekcjonuje erpe jedynek, więc jak nie muszą to niech nie trąbią??
Drezynka pojechała sobie w siną dal, a ja chciałem zasięgnąć informacji na temat tego brutta. No i wyszło, że jakaś awaria jest w Kraśniku i pojechali robić. OK. Chwila rozmowy z nastawniczym (tak przy okazji się dowiedziałem, że sporo ludzi mnie zna, których ja na oczy nie widziałem w życiu!) i powrót na peron.
Upał daje się we znaki. Może pojedziemy SA134-015 na tym pociągu? Zawsze jest nadzieja!
No i nadziej mnie zawiodła, podjechało SA103-007. Znowu obudowę od lustra stracił. No ale ten ma klime przynajmniej. A klima jak to klima, chłodziła, ale tylko trochę. Za gorąco było, żeby dała radę.
Zakupiony bilecik do Rzeczycy, i - niestety - miejscówka koło okna, po słonecznej stronie.
Planowo w Rzeczycy krzyżujemy TLKę 31108 Przemyśl - Warszawa Zachodnia. Czyli jedziemy robić mijankę. W Niedrzwicy - przez otwarte drzwi kabiny maszynisty - usłyszałem przez radio, rozkaz dyktowany mechanikowi przez dyżurną, że na kilometrze 43 i kawałek jest zwolnienie do 30 km/h z powodu pękniętej szyny. Więc to dlatego ta drezyna pojechała! Ale jedziemy dalej. Gorąco jak diabli, klimatyzacja zaczęła jednak trochę chłodzić. Pewnie dlatego, że nikt po drodze z Zemborzyc do Niedrzwicy nie wysiadał, to i ciepłego powietrza nie wpuścili do środka.
Dojechaliśmy do Kraśnika z trzydziestką na wjeździe. Na boku po nieparzystej drezyna, na bocznicy do JW jakieś takie platformy z burtami, przypominające węglarki, a po drugiej - parzystej stronie GAGAR! Nawet podwójny! I do tego węglarki! I dylemat: jechać dalej, czy wysiadać? Następny pociąg za 40 minut, po nim TLKa, którą będzie krzyżował, pół godziny później za TLKą 4418 i dopiero koło 18:20 będzie dziura po Sanie. Może w tą dziurę? Na pewno, bo innej możliwości nie ma.
I jeszcze jakieś pijane buraki. Czy oni nie mogą rozmawiać ciszej? I jeszcze palą w toalecie! Chamstwo? Nawet gorzej! Ciekawe jak daleko jadą. Oby nie do Rzeczycy!
Wysiedli w Polichnie. Właściwie, to wypadli przez drzwi. Czemu tym pociągiem nie jeżdżą SOKiści jak kiedyś? Spokoju trochę było przynajmniej...
No i jest Rzeczyca. Parę osób wysiadło, parę wsiadło. Nawet sporo jak na ten pociąg i to w wakacyjną niedzielę.
Wysiadam i od razy szok! SpD - semafor powtarzający dla wyjazdowego w stronę Lipy. Ciasny łuk w tą stronę wszystko tłumaczy. Nie widać semaforów i dlatego. Dobrze, aparat włączony, trzeba szybko znaleźć dobre miejsce. Najlepiej chyba będzie na końcu peronu. Nikt się nie czepi, że łażę po torach.
Miejscówka w miarę, tylko słońce mi przeszkadza. Jest za wysoko, i utrudnia robotę. Ale cóż, jest okazja to trzeba z niej korzystać. No to do dzieła! Parę zdjęć na próbę z różnymi ustawieniami, i w różnych kierunkach. Coś się wybierze z tego. Czekamy teraz na TLKę. I jedzie! Zapowiedź dyżurnego przez megafony żeby uważać na przejeżdżający pociąg. SU 45-220, trochę lakier jej odpada na przodzie; z dwiema stodołami i trzema pulmanami. W tym dwie nowe dwójki w barwach TLK, rzadkie w tych stronach, więc jest i rarytas.
TLKa przejechała, nawet nie trąbiąc, jeszcze tylko parę zdjęć wspinającego się pod górę pociągu, przeprawa na drugą stronę stacji i focimy samą stację. Szkoda, że jest tak zarośnięta chwastami. Przydało by się tu wpaść z kosą i trochę te chwasty przetrzebić. Miejscami zaczynają już nawet młode drzewka wyrastać.
No ale jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. kilka zdjęć wykonawczej z daleka, dysponującej i obu wyjazdów. Czas wracać na peron, bo zaraz będzie ostatni pociąg do Lublina. Po 17:15 nie ma już nic w tamtą stronę. A głupio było by jechać busem... O ile jakiś bus tamtędy jeździ.
Po cichu liczyłem na SA134-015, ale się znowu przeliczyłem. SA103-012, czyli żółte lusterka.
Wsiadam i ze mną jeszcze kilka osób. W środku nawet sporo ludzi jak na wakacyjną niedzielę, jakaś wycieczka rowerowa i gorrrrrrrrrrrrąco! Klimatyzacja niby dmucha, ale jakoś tak od niechcenia. No nic, dwadzieścia parę kilometrów się przemęczę, może nie umrę. Znalazłem sobie wolną miejscówkę, niestety znowu przy oknie! I znowu grzeje ta gigantyczna latarnia.
Póki co jedziemy dość wolno wspinając się pod górę (24 metry w pionie! różnica wysokości pomiędzy Rzeczycą a szczytem wzniesienia na długości trzech kilometrów). Tradycyjnie zakładam słuchawki i gapię się przez okno słuchając w kółko tego jednego utworu. I tak minęliśmy Rzeczycę Kolonię, Polichnę i wjeżdżamy do Szastarki. Rozglądam się za szynobusem z 413ego, ale na stacji pusto. Może przeoczyłem? Ale nie wychylam się przez drzwi ale nic nie widzę. Może opóźniony? No to będzie można wysiąść w Kraśniku i połazić sobie zdjęć trochę porobić.
Kierpoć krzyczy odjazd, no to siadam na swoje miejsce. Jakoś tłoczno zaczyna się robić. Jeden koleś chciał skorzystać z okazji i pojechać na gapę. Ale pan kierownik skutecznie go wyłapał. Oj bekniesz kolego, oj bekniesz! Coś się tam mu tłumaczy, ale nie przysłuchuję się rozmowie tylko przyglądam. W końcu zrezygnowany wyciąga portfel i płaci grzecznie za bilet. Dojechaliśmy do Kraśnika, i jakoś tak dziwnie. Zazwyczaj z tego kierunku jedzie się na prosto, a my idziemy na bok. Dlaczego? Może będziemy coś krzyżować? I nagle coś mnie tknęło, żeby spojrzeć na drugą stronę. A tam wagony TLKi. Ale bez loka? Ja patrzę a to 31108! Ale jazda! Co się stało? Znowu jakiś wypadek czy co? A skoro TLKa stoi znaczy się, że prędko nie pojedziemy. Najwcześniej za pół godziny. No to aparaty z plecaka i do drzwi. A tam znajoma dyżurna. No to podbijam do niej i pytam czy wie co się stało? No podobno, że się tory z gorąca rozeszły, i trzeba naprawiać. Czyli się nie pomyliłem w swoich przypuszczeniach. No chociaż raz dzisiaj. A teraz postój. Jak długo? No tego to ona nie wie. Jak schodziła ze służby, to TLKa miała godzinę w plecy a 413 odwołany. Czyli jeszcze jakąś godzinę postoimy. W między czasie pojawił się kierpoć i ogłosił, że postoimy trochę, bo jest wyboczony tor i brygada remontowa właśnie go poprawia. Ile może potrwać to trochę tego nie wie jeszcze. No to na peron i jazda! Najpierw ogólny widoczek na stację i wszystkie trzy składy. Później pojedynczo i parami. Brutto, które stało tu wcześniej, nadal nie zmieniło swojej pozycji. Co więcej Gagary były wygaszone. Czyli albo tu ma końcówkę, albo czeka na zwolnienie, albo na podmianę. No mniejsza o to. Z góry od strony lasu zjechała drezyna, i zaparkowała w cieniu Gagarinów. Trochę nie bardzo było ją widać, ale odszedłem dalej i udało się ustrzelić wszystkie cztery składy. Wózek - czyli drezyna, dwa Gagary, Fiat i moje SA. Razem pięć sztuk. Mniamuśnie! Uśmiech zadowolenia pojawił się na mojej twarzy i wszelkie zmęczenie ustąpiło. Adrenalina zaczęła działać. Ale pojawiło się już zielone światło na semaforze i dało się słyszeć gromkie: Wsiadać proszę! a chwilę później gwizdek kierownika pociągu i jazda. Fiacik wchodzi na obroty, aż miło słuchać. Oczywiście kilka ujęć i papa ! Jeszcze jedna fotka jak wjeżdża do lasu i poprawka, na wszelki wypadek i pojechał. Dłuższą chwilę było go słychać. No to co dalej? Czekamy czy jedziemy dalej z buta? Poczekamy. Trzeba coś do picia sobie zakupić, żeby się nie odwodnić. Na złość w sklepie przy stacji nie ma już mineralnej, ani żadnego izitonika. No to coś podobnego, aby nie z procentami. Pani sprzedawczyni jeszcze gdzieś wynalazła jakąś mineralkę ale smakową. Niech będzie. Lepsze to niż zwykłą oranżada albo inna cola.
Uzupełniwszy płyny poszedłem na peron. Porozmawiałem chwilę z kierownikiem i poszedłem sobie pospacerować. Nie opłaca mi się iść na busa czy też piechotą, bo za dziesięć minut pojedziemy. Czyli Fiat wycisnął z siebie wszystko. I faktycznie. Mamy już podaną drogę, pasażerowie wsiadają do tego nagrzanego pudła i jedziemy. Nawet nie szukam siedzącego, bo się nie opłaca. Za cztery minuty wysiadam. NA dzisiaj koniec wrażeń i jazdy.
Wysiadłem z pociągu i ruszyłem do domu. Po drodze chciałem się dodzwonić do żony i poinformować ją, że za niedługo będę w domu. Niestety albo stety żona nie odebrała. W domu tez jaj nie ma i szwagierki także. Pewnie na Święto malin pojechały. No dobra, niech jadą. Szybki prysznic, zmiana garderoby na świeżą, opróżnienie zawartości kart z aparatów i z powrotem na szlak. Czekałem, czekałem aż się doczekałem SA134-015 jako 4419 pooooooooszedł! do Rozwadowa. Na brutto i służbowy z Szastarki już nie czekałem Lepiej nie przeginać, bo czasami trzeba pokazać się w domu.
Najpierw 416 do Zemborzyc. Prawie nie zdążyłem na niego. Ale dzięki temu, że złapał opóźnienie udało się. Jechał SA107-001. Miałem taką myśl, że może będzie jechał jakiś znajomy mechanik. Ale nie jechał. Niestety.
No to zapakowałem się w ten dyliżans, zakupiłem bilecik, słuchafony na uszy i jedziemy. W Niedrzwicy się rozglądam na boki, tak bardziej z przyzwyczajenia, niż żeby coś się trafiło. Pusto. Zresztą czego można się spodziewać w niedzielna popołudnie? Cierpliwie sobie jadę i słucham utworu, który mi wpadł wczoraj w ucho. Nazywa się "Phantom of the opera" Nightwish. Nie mogę przestać go słuchać! A jeszcze koncertowa wersja! To nie ma słów żeby wyrazić.
Dojeżdżamy do Zemborzyc, więc trzeba się ewakuować. Wysiadam na peronie, oczywiście z aparatem w ręce, czekam chwilę aż maszyna ruszy i... serią go!
SA107-001 pojechał sobie do Lublina. Ja udaję się w kierunku rozkładu jazdy. 15:31 powrót 4417 do Stalowej Woli Południe. Jeszcze prawie godzina. No to w kierunku wykonawczej. Niestety, musiałem złamać kilka przepisów, ale czasami nie ma wyjścia. Jestem po drugiej stronie torów. Doszedłem sobie do stawidła, zrobiłem parę fotek tak na próbę i poszedłem sobie kawałek za przejazd żeby ustrzelić brutto. Miałem cynk, że będzie jechało koło 15 z Lublina. OK. Czekam cierpliwie, obserwuję semafor, i jest. S3- na bok, bo inaczej chyba się tam nie da. No dobra czekam. Jedno RP1, drugie, ale jakieś dziwne, jak nie lokomotywy... No i jest drezynka z doczepą i ekipą monterów na pokładzie. No dobra, lepszy rydz niż nic. Kilka strzałów, i oczywiście RP1 i ręka kierowcy uniesiona do góry. Hmmm...
No dobra, niech mu będzie. Z tym, że ja nie kolekcjonuję erpe jedynek, tylko robię zdjęcia! Nie wiem, może jakieś ogłoszenie na szopie dać, że taki i taki obywatel, nie kolekcjonuje erpe jedynek, więc jak nie muszą to niech nie trąbią??
Drezynka pojechała sobie w siną dal, a ja chciałem zasięgnąć informacji na temat tego brutta. No i wyszło, że jakaś awaria jest w Kraśniku i pojechali robić. OK. Chwila rozmowy z nastawniczym (tak przy okazji się dowiedziałem, że sporo ludzi mnie zna, których ja na oczy nie widziałem w życiu!) i powrót na peron.
Upał daje się we znaki. Może pojedziemy SA134-015 na tym pociągu? Zawsze jest nadzieja!
No i nadziej mnie zawiodła, podjechało SA103-007. Znowu obudowę od lustra stracił. No ale ten ma klime przynajmniej. A klima jak to klima, chłodziła, ale tylko trochę. Za gorąco było, żeby dała radę.
Zakupiony bilecik do Rzeczycy, i - niestety - miejscówka koło okna, po słonecznej stronie.
Planowo w Rzeczycy krzyżujemy TLKę 31108 Przemyśl - Warszawa Zachodnia. Czyli jedziemy robić mijankę. W Niedrzwicy - przez otwarte drzwi kabiny maszynisty - usłyszałem przez radio, rozkaz dyktowany mechanikowi przez dyżurną, że na kilometrze 43 i kawałek jest zwolnienie do 30 km/h z powodu pękniętej szyny. Więc to dlatego ta drezyna pojechała! Ale jedziemy dalej. Gorąco jak diabli, klimatyzacja zaczęła jednak trochę chłodzić. Pewnie dlatego, że nikt po drodze z Zemborzyc do Niedrzwicy nie wysiadał, to i ciepłego powietrza nie wpuścili do środka.
Dojechaliśmy do Kraśnika z trzydziestką na wjeździe. Na boku po nieparzystej drezyna, na bocznicy do JW jakieś takie platformy z burtami, przypominające węglarki, a po drugiej - parzystej stronie GAGAR! Nawet podwójny! I do tego węglarki! I dylemat: jechać dalej, czy wysiadać? Następny pociąg za 40 minut, po nim TLKa, którą będzie krzyżował, pół godziny później za TLKą 4418 i dopiero koło 18:20 będzie dziura po Sanie. Może w tą dziurę? Na pewno, bo innej możliwości nie ma.
I jeszcze jakieś pijane buraki. Czy oni nie mogą rozmawiać ciszej? I jeszcze palą w toalecie! Chamstwo? Nawet gorzej! Ciekawe jak daleko jadą. Oby nie do Rzeczycy!
Wysiedli w Polichnie. Właściwie, to wypadli przez drzwi. Czemu tym pociągiem nie jeżdżą SOKiści jak kiedyś? Spokoju trochę było przynajmniej...
No i jest Rzeczyca. Parę osób wysiadło, parę wsiadło. Nawet sporo jak na ten pociąg i to w wakacyjną niedzielę.
Wysiadam i od razy szok! SpD - semafor powtarzający dla wyjazdowego w stronę Lipy. Ciasny łuk w tą stronę wszystko tłumaczy. Nie widać semaforów i dlatego. Dobrze, aparat włączony, trzeba szybko znaleźć dobre miejsce. Najlepiej chyba będzie na końcu peronu. Nikt się nie czepi, że łażę po torach.
Miejscówka w miarę, tylko słońce mi przeszkadza. Jest za wysoko, i utrudnia robotę. Ale cóż, jest okazja to trzeba z niej korzystać. No to do dzieła! Parę zdjęć na próbę z różnymi ustawieniami, i w różnych kierunkach. Coś się wybierze z tego. Czekamy teraz na TLKę. I jedzie! Zapowiedź dyżurnego przez megafony żeby uważać na przejeżdżający pociąg. SU 45-220, trochę lakier jej odpada na przodzie; z dwiema stodołami i trzema pulmanami. W tym dwie nowe dwójki w barwach TLK, rzadkie w tych stronach, więc jest i rarytas.
TLKa przejechała, nawet nie trąbiąc, jeszcze tylko parę zdjęć wspinającego się pod górę pociągu, przeprawa na drugą stronę stacji i focimy samą stację. Szkoda, że jest tak zarośnięta chwastami. Przydało by się tu wpaść z kosą i trochę te chwasty przetrzebić. Miejscami zaczynają już nawet młode drzewka wyrastać.
No ale jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. kilka zdjęć wykonawczej z daleka, dysponującej i obu wyjazdów. Czas wracać na peron, bo zaraz będzie ostatni pociąg do Lublina. Po 17:15 nie ma już nic w tamtą stronę. A głupio było by jechać busem... O ile jakiś bus tamtędy jeździ.
Po cichu liczyłem na SA134-015, ale się znowu przeliczyłem. SA103-012, czyli żółte lusterka.
Wsiadam i ze mną jeszcze kilka osób. W środku nawet sporo ludzi jak na wakacyjną niedzielę, jakaś wycieczka rowerowa i gorrrrrrrrrrrrąco! Klimatyzacja niby dmucha, ale jakoś tak od niechcenia. No nic, dwadzieścia parę kilometrów się przemęczę, może nie umrę. Znalazłem sobie wolną miejscówkę, niestety znowu przy oknie! I znowu grzeje ta gigantyczna latarnia.
Póki co jedziemy dość wolno wspinając się pod górę (24 metry w pionie! różnica wysokości pomiędzy Rzeczycą a szczytem wzniesienia na długości trzech kilometrów). Tradycyjnie zakładam słuchawki i gapię się przez okno słuchając w kółko tego jednego utworu. I tak minęliśmy Rzeczycę Kolonię, Polichnę i wjeżdżamy do Szastarki. Rozglądam się za szynobusem z 413ego, ale na stacji pusto. Może przeoczyłem? Ale nie wychylam się przez drzwi ale nic nie widzę. Może opóźniony? No to będzie można wysiąść w Kraśniku i połazić sobie zdjęć trochę porobić.
Kierpoć krzyczy odjazd, no to siadam na swoje miejsce. Jakoś tłoczno zaczyna się robić. Jeden koleś chciał skorzystać z okazji i pojechać na gapę. Ale pan kierownik skutecznie go wyłapał. Oj bekniesz kolego, oj bekniesz! Coś się tam mu tłumaczy, ale nie przysłuchuję się rozmowie tylko przyglądam. W końcu zrezygnowany wyciąga portfel i płaci grzecznie za bilet. Dojechaliśmy do Kraśnika, i jakoś tak dziwnie. Zazwyczaj z tego kierunku jedzie się na prosto, a my idziemy na bok. Dlaczego? Może będziemy coś krzyżować? I nagle coś mnie tknęło, żeby spojrzeć na drugą stronę. A tam wagony TLKi. Ale bez loka? Ja patrzę a to 31108! Ale jazda! Co się stało? Znowu jakiś wypadek czy co? A skoro TLKa stoi znaczy się, że prędko nie pojedziemy. Najwcześniej za pół godziny. No to aparaty z plecaka i do drzwi. A tam znajoma dyżurna. No to podbijam do niej i pytam czy wie co się stało? No podobno, że się tory z gorąca rozeszły, i trzeba naprawiać. Czyli się nie pomyliłem w swoich przypuszczeniach. No chociaż raz dzisiaj. A teraz postój. Jak długo? No tego to ona nie wie. Jak schodziła ze służby, to TLKa miała godzinę w plecy a 413 odwołany. Czyli jeszcze jakąś godzinę postoimy. W między czasie pojawił się kierpoć i ogłosił, że postoimy trochę, bo jest wyboczony tor i brygada remontowa właśnie go poprawia. Ile może potrwać to trochę tego nie wie jeszcze. No to na peron i jazda! Najpierw ogólny widoczek na stację i wszystkie trzy składy. Później pojedynczo i parami. Brutto, które stało tu wcześniej, nadal nie zmieniło swojej pozycji. Co więcej Gagary były wygaszone. Czyli albo tu ma końcówkę, albo czeka na zwolnienie, albo na podmianę. No mniejsza o to. Z góry od strony lasu zjechała drezyna, i zaparkowała w cieniu Gagarinów. Trochę nie bardzo było ją widać, ale odszedłem dalej i udało się ustrzelić wszystkie cztery składy. Wózek - czyli drezyna, dwa Gagary, Fiat i moje SA. Razem pięć sztuk. Mniamuśnie! Uśmiech zadowolenia pojawił się na mojej twarzy i wszelkie zmęczenie ustąpiło. Adrenalina zaczęła działać. Ale pojawiło się już zielone światło na semaforze i dało się słyszeć gromkie: Wsiadać proszę! a chwilę później gwizdek kierownika pociągu i jazda. Fiacik wchodzi na obroty, aż miło słuchać. Oczywiście kilka ujęć i papa ! Jeszcze jedna fotka jak wjeżdża do lasu i poprawka, na wszelki wypadek i pojechał. Dłuższą chwilę było go słychać. No to co dalej? Czekamy czy jedziemy dalej z buta? Poczekamy. Trzeba coś do picia sobie zakupić, żeby się nie odwodnić. Na złość w sklepie przy stacji nie ma już mineralnej, ani żadnego izitonika. No to coś podobnego, aby nie z procentami. Pani sprzedawczyni jeszcze gdzieś wynalazła jakąś mineralkę ale smakową. Niech będzie. Lepsze to niż zwykłą oranżada albo inna cola.
Uzupełniwszy płyny poszedłem na peron. Porozmawiałem chwilę z kierownikiem i poszedłem sobie pospacerować. Nie opłaca mi się iść na busa czy też piechotą, bo za dziesięć minut pojedziemy. Czyli Fiat wycisnął z siebie wszystko. I faktycznie. Mamy już podaną drogę, pasażerowie wsiadają do tego nagrzanego pudła i jedziemy. Nawet nie szukam siedzącego, bo się nie opłaca. Za cztery minuty wysiadam. NA dzisiaj koniec wrażeń i jazdy.
Wysiadłem z pociągu i ruszyłem do domu. Po drodze chciałem się dodzwonić do żony i poinformować ją, że za niedługo będę w domu. Niestety albo stety żona nie odebrała. W domu tez jaj nie ma i szwagierki także. Pewnie na Święto malin pojechały. No dobra, niech jadą. Szybki prysznic, zmiana garderoby na świeżą, opróżnienie zawartości kart z aparatów i z powrotem na szlak. Czekałem, czekałem aż się doczekałem SA134-015 jako 4419 pooooooooszedł! do Rozwadowa. Na brutto i służbowy z Szastarki już nie czekałem Lepiej nie przeginać, bo czasami trzeba pokazać się w domu.






