My Opera is closing 3rd of March

Pasażer na gapę

Zawada zamiast Zamościa.

Wreszcie się udało!
Bałem się, ze pogoda nie dopisze, i nici znowu z wyjazdu. Letnie, lipcowe, zachmurzone niebo nie wróżyło niczego dobrego. Ale co tam, jadę jak nie pojadę będę żałował, a tak najwyżej zmoknę.
Wsiadając do "Resovii" przeżyłem szok: zapełnienie takie, że ledwie załapałem się na siedzące. Prawie na spokojnie dotarłem do Lublina i przesiadłem się do "Kasztelana". Trochę nerwówki było, bo zapomniałem o bilecie, i trzeba było do kasy biegać. Ale udało się, bo załapaliśmy kilka minut spóźnienia czekając na TLKę 82500 z Kołobrzegu. Nawet sporo osób się przesiadło. Wszystko to zmieściło się w jednym SA134, choć planowo powinny jechać dwa. Do Zawady. Tam miały być rozłączane i jeden do Bełżca a drugi do Zamościa. Podobno zrezygnowano z tego pomysłu ze względu na problemy techniczne. A ponieważ zdecydowana większość jechała w kierunku Bełżca, więc przesiadka do Zamościa. OK, jakoś to przeżyjemy.
W zawadzie miałem się spotkać z jeszcze jednym co najmniej takim wariatem jak ja, ale coś chyba nie dogadaliśmy się. Za to dla towarzystwa podkleiłem się do kolesia, który zjawia się w nietypowych miejscach i nietypowym czasie. Ale się przydaje, bo ma dużo informacji i wie jak z nich skorzystać, czyli Sigman.
Podróż Kasztelanem upłynęła spokojnie w chłodnym, klimatyzowanym szynobusiku SA134-019. W Rejowcu zmiana czoła i tu mały wstrząs. Mechanik, zamiast biegać między kabinami siedział sobie w najlepsze za nastawnikiem. Okazało się, że jedziemy w podwójnej obsadzie. OK, mnie to nie przeszkadza. Jeszcze próba hamulców i jedziemy. Już nie tak szybko jak do Rejowca (miejscami 100 - 110 km/h), ale właściwie nie ma co się spieszyć. 60 jak na linię o takiej ilości ciasnych łuków, przejazdów i podjazdów to i tak spoko.
Bardzo pozytywnie zostałem zaskoczony frekwencją. Jedynie w Tarzymiechach nikt nie wsiadał a tak na każdym przystanku jedna, dwie osoby wysiadały i kilka wsiadało. Zwłaszcza za Rejowcem w stronę Zamościa. Sporo osób jechało do Bełżca, sporo do Zamościa. Kilka wysiadło w Zawadzie. Między nimi Sigman i ja. No to co? rozejrzeć się po stacji i coś gdzieś trzeba znaleźć. Mój plan był taki, że z lacza podejdę sobie po szerokim na Bortatycze i tam popełnię kilka zdjęć następnie udam się na dworzec miasta Zamościa i stamtąd powrócę do Lublina Kasztelanem. Plan musiałem zweryfikować, ponieważ okazało się, że mamy za kilka minut transport rudy do Sławkowa. Sigman, jako obyty w tych okolicach i nie tylko polecił wiadukt nad torami przy wjeździe do Zawady od strony Rejowca i Bortatycz. Miejscówka dla mnie dosyć nie typowa, ale skorzystałem. Tym bardziej,że dawała możliwość obserwacji i po szerokim i po normalnym. Minus był taki, że od Zamościa nic nie było widać, bo krzaczuny i sama konstrukcja zasłaniała widok. Usadowiłem się na koronie wiaduktu, nie wzbudzając raczej zdziwienia wśród miejscowych. Podejrzewam, że zdążyli się przyzwyczaić do takich wariatów. Z niecierpliwością oczekiwałem na swój pierwszy skład po szerokim. Miałem niemal pewność, że będą to Batmany. Sigman chciał ST44, najlepiej jeszcze dwusuwa sprzed modernizacji.
Tym razem ja miałem farta. ST40s-15 i 05 z transportem rudy wzbudzały szacunek oraz wibracje. Właściwie to bardziej wyczuliśmy, że jadą niż usłyszeliśmy. Jakież było moje zdziwienie, gdy z góry spojrzałem na zawartość wagonów. Tylko tyle wlazło? Coś mało! Ale nie wziąłem pod uwagę, że taka ruda trochę waży! Sigman rozczarowany. Ja w zasadzie mogę już wracać. Ale zanim to nastąpi to trzeba trochę poczekać, i coś spożyć oraz zaopatrzyć się w jakieś napoje. Gorąc dawał się we znaki, chociaż w chwili mojego wyjazdu z domu, zanosiło się na deszcz. Słoneczko prażyło niemiłosiernie, a ja jak na złość zostawiłem swoją czapeczkę z daszkiem w szynobusie. Oczywiście wiadomo kto za przewodnika. A i sklepik w pobliżu był, więc nie ociągaliśmy się i po małe zakupy, a później na dysponującą. Miła obsługa a zwłaszcza pani Dyżurna nie poskąpiła nam informacji skąd i co może jechać, ale i tak dwie maszyny omal nie przejechały nam koło nosa.
No to czas się gdzieś w cieniu zalogować i coś przegryźć, i pogadać czy obgadać kilka rzeczy. W końcu po godzinie znudziło nam się siedzenie pod drzewkiem i poszliśmy sobie na peron. Jak coś to walimy do Zamościa. Coś jedzie po 14 w tamtą stronę. Owszem, ale nie w weekendy. Drobny szczegół - literka w rozkładzie, na którą nie zwróciłem uwagi.
No to siedzimy dalej i debatujemy gdzie by tu się wybrać jeszcze? Maciej proponuje przejść kawałek w stronę Zwierzyńca, tam miała być fajna miejscówka. Ja optowałem za Bortatyczami. W końcu stwierdziliśmy, że ani tu, ani tu nie pójdziemy, bo nie zdążymy na powrotny. Popołudniową ciszę na peronie w Zawadzie przerywały jedynie świergot ptaków i cykanie świerszczy i jeszcze jakby syrena. Ale nie, to złudzenie. Podobno na LHSie zdarzają się takie rzeczy jak fatamorgany. Chłopaki z lhs.pl o czymś takim pisali.
Siedzisz sobie przy torach i nagle słyszysz, że coś jedzie. Czekasz i czekasz a tu - buba! Więc i my czekamy i czekamy i ... nic. Co tu robić? Może na dysponującą i popytać? I nagle BUM! RP1! Na sto procent! Z której strony? Od Zwierzyńca? Tak, z tamtej strony coś jedzie. Gagar i zwrot węglarek na rudę. Przez tory i na drugą stronę stacji. Trochę przeszkadza wysoka trawa ale da radę. ST44-2037. Trzask migawki, powtórka i kontrolka z numerem loka. Ja jeszcze kilka fotek wagonów na pamiątkę.
Skład pojechał, więc i my przemieszczamy się na wiadukt. Na zachodzie zaczęło się troszeczkę chmurzyć i powietrze jakby zgęstniało z deka. Czyżby zamierzało padać? Póki co, jeszcze raz na dysponującą i pod wiadukt. Czekamy na rudę.
Nagle Maciek poderwał się: coś jedzie! gdzie? Od Zamościa po normalnym. Faktycznie, SM42 i SM48 parą wjechały sobie na stację w Zawadzie. Trochę za daleko i samochody, więc nie będę przebiegał przez jezdnię. Skład powoli przesunął się wzdłuż peronu i zniknął za łukiem. Czyżby po lopka do Stalowej? Ale chyba nie koniecznie, bo po niego pojechała wcześniej SU45. No to wracamy w cień.
W cieniu już niezbyt chłodno, bo słońce przesunęło się na zachodnią stronę nieba. I nagle BUUUUUUUUU! RP1
- Jedzie!
-Co?
- K@&%#*a Luzak a co!?
i faktycznie w tym momencie przemknęły koło nas wspomniane wcześniej stonka i tamara. Tym razem zdążyliśmy!
I znowu oczekiwanie. I tym razem cierpliwość nasza została nagrodzona. A moja najbardziej! Znowu Predator! Tym razem ST40s-12 w duecie z ST40s-06 i składem pełnym rudy w stronę Sławkowa.
I na peron. Zaraz przyjadą SA134 z Zamościa i Bełżca. Ciekawe, z którego się będą ludziska przesiadać.
No i pogoda się już popsuła. Na niebie pojawiły sie już czarne, burzowe chmurzyska i w oddali było już można usłyszeć pojedyncze głuche odgłosy uderzających w ziemię piorunów.
Wreszcie przyjechały. Najpierw Bełżec, a później Zamość. Tym razem to "grupa bełżecka" zostaje w Zawadzie, a zamojska jedzie do Lublina. Tylko czy się zmieścimy? Maciej rezygnuje, poczeka na następny. Ja nie mam wyjścia, po 20 w niedzielę nie bardzo jest się czym wydostać z Lublina. Wolę ściskać się w szynobusie niż w busie. Niby tylko 40 km z Lublina, ale trzeba jeszcze się tułać po mieście z dworca na dworzec. Nie, jadę tym.

RumunO mayoo!

Write a comment

New comments have been disabled for this post.