Skip navigation.

..."a journey of a thousand miles begins with a single step"...

....uwielbiam Cie....

....hmmmmmm....wlasnie minela polnoc....zaczal sie Grudzien....ale zamiast sniegu, na ktory czekam jest tylko deszcz...
...hmmm...tesknie za Toba...dostalem dzis najnowsza ksiazke Tokarczuk, ale...hmmm...jakos nie moglem zaczac jej czytac...hmmm...co powiesz na to bysmy przeczytali ja razem ?....:wink:

....kocham Cie....i tesknie....tak, tesknie za Toba....pamietasz gdy mowie, ze czuje sie jak na jakims zeslaniu na innej palnecie ? ....tak, dokladnie tak sie wlasnie czuje moja kochana....wczesniej bylem tam u angoli....teraz jestem tu(niby w domu), ale wciaz jestesmy jeszcze daleko od siebie....i kazdej nocy nim sen mnie dopadnie dlugo mysle o Tobie....o tym, ze w koncu zasniemy obok siebie....przytuleni...i ze juz nigdy nie bedziesz miala zimnych stopek....:wink:
....tak czy inaczej czuje sie jak ktos uwieziony na stacji kosmicznej, ktory czeka kazdego dnia by uslyszec i zobaczyc Twoje slowa...
....wiesz, ze Jestes dla mnie wszystkim....ze Jestes kobieta mojego zycia....i moge to pisac/mowic Tobie codziennie, ale to nie znaczy, ze jestem jakims gamoniowatym kolesiem, ktory z zamglonym marzeniami wzrokiem snuje sie po miescie, nie widzac niczego wokol - bo Ty Jestes tam, a ja jestem tu....nie, kazdego ranka wstaje z energia, ktora mozna poczuc w tej piosence "Epidemic" - Blackfield
....wstaje rano...spogladam na zegarek, i wiem ze juz wstalas.....ze Jestes w drodze do pracy....no chyba, ze znowu zaspalas moj ukochany spiochu.....:rolleyes:......jesli jest znosna pogoda, to wiadomo- przebiegne sie troche, wroce, zrobie kawe i odzywam sie do Ciebie, lub Ty odzywasz sie do mnie....hmmmm....uwielbiam Cie za to....za to ze Jestes....
.....wiesz, ciekaw jestem czy sa jeszcze ludzie, ktorzy tak jak my potrafia obejsc sie bez telefonu przez tak dlugi czas...jak myslisz?
:wink:

....hmmm...."Fascination street"...


....hmmm....pada...nareszcie...zabieram ze soba md, sluchawki i wychodze by po prostu zmoknac i popatrzec na wszystko dookola jak topi sie w deszczu.....hmmm...odkad tylko pamietam zawsze uwielbialem deszcz....za to po prostu,ze jest....ze mozna wyjsc z domu, przystanac gdzies....popatrzec do gory i poczuc jak krople spadaja na twarz....najprostsza rzecz w zyciu....po prostu cieszyc sie tym co jest....zamiast narzekac,ze 'znowu pada, niech szlag trafi taka pogode' czy co tam jeszcze....
...deszcz....do tego jedna z moich (naprawde kilku) ulubionych plyt, z ktora prawie nigdy sie nie rozstaje i czego mozna jeszcze chciec wiecej.......hmmm.....Ciebie.....i domu dla nas...
....nigdy sie nie spiesze gdy pada deszcz....wlaczam ten kawalek i nie spieszy mi sie nigdzie...Fascination street
....hmmmmm...i naprawde nie jestem romatykiem...:wink:......zreszta sama juz wiesz z czym kojarzy mi sie slowo 'romantyk'....hmm...z jakims zawieszonym w niepewnosci kolesiu, ktory calymi dniami wpatruje sie w zdjecie ukochanej...wzdycha....pisze wiersze.....chcialby dac z siebie bardzo duzo, mowi mowi mowi mowi, ale gdy naprawde cos trzeba zrobic, podjac jakas konkretna decyzje to nagle sie ploszy i udaje, ze jest 'nie/rozumiany'...i ze wogole caly swiat jest przeciwko niemu....ze podejmowanie decyzji to za wiele jak dla niego, bo on zyje na innej plaszczyznie...w innym torche wymiarze....no i wogole......jak to kiedys uslyszalem w jakims kabarecie: 'romantyk nie lubi halasu i ucieka do lasu'...:lol:

.....hmmm....tak sobie siedze wieczorami w domu, i mysle co jeszcze chcialabys wiedziec o mnie...zebys uwierzyla, ze naprawde jestem takim jak mowie...i ze nie tworze tutaj (czy tam) zadnych "niestworzonych historii" byleby tylko ci sie przypodobac......hmmmm...oboje wiemy, ze ludzie sa pokreceni i potrafia wmowic sobie i innym, ze tak naprawde sa niezwykli, inni (gotowi nawet sie obrazic gdy popatrzymy na nich z przymruzeniem oka)...wyjatkowi w swej wyjatkowosci, no i wogole...hmmm....malo tego, inni ludzie sa w stanie im w to uwierzyc...:confused: ......a ja?.....hmmm...ja niczego nie bede ci udowadnial....nie, nie dlatego, ze mi nie zalezy....po prostu nie potrafie mowic ci o sobie wiecej, niz sam o sobie wiem.....z drugiej strony (przynajmniej ja tak mysle) jest to troche zenujace by za kazdym razem dodawac "naprawde....uwierz mi" itd....
...hmmm....wiesz,ze Cie uwielbiam....jak nigdy nikogo....wiesz,ze czuje sie bezpiecznie.....jak nigdy w calym swoim zyciu.....wiesz,ze Jestes dla mnie bardzo wazna....

...wiesz, ja naprawde jestem nieskomplikowanym stworzeniem....bardzo minimalistycznym.....nigdy nie marzylo mi sie zbyt wiele.....jedynie Ty.....dom....i najzwyklejsze zycie....by przezyc je szczesliwie....bez calego tego bagna dookola....bez tego uzerania sie, ktore widze dookola.....gdzie niby dwoje kochajacych sie ludzi robi sobie sceny na zakupach w sklepie, bo jedno chce taki, a drugie inny makaron....i slysze ' ty walnieta jestes, po cholere ci ten skoro ten jest lepszy!'.......hmmm.....nie ma to jak wszystko wiedzacy facet.....:wink: ....o rany, jak ja mam juz dosyc takich scenek w sklepach....jakbys sie gdzies zatrzymal... w jakims zalosnym filmie....hmmm.....niby technika mknie do przodu w oszolamiajacym tempie, a tak naprawde relacje miedzy ludzkie wciaz tak koszmarnie przyziemne, ze az sam czasem mysle czy to naprawde mozliwe....?....czy naprawde ludzie sa ze soba w tych czasach juz tylko dlatego by miec kogos stalego co noc, a cala ta 'mentalna' sfera to juz tylko wyposarzenie za dodatkowa oplata?.....

...jak mawiaja niemcy, ktorzy znaja angielski : "nevermind".....
...hmmmm.....chcesz wiedziec o mnie wiecej....tylko o czym moge ci dzis napisac...?....hmmmm....wiec....hmmmm....no wiec powiem ci kilka slow o muzyce, ktorej slucham....bo tak naprawde jest tego tylko kilka plyt....hmmm..."Disintegration" The Cure (zawsze i wszedzie- dla mnie po prostu genialna muza na kazda okazje)...."Ksiezyc" - Ksiezyca (za te ulotnosc i przestrzen)...."Floating into the night" Julee Cruise (za wszystko co tam mozna uslyszec)..."Ogrod koncentracyjny" Swietlikow (za slowa Swietlickiego)...."the Fragile" NiN (za kapitalne brzmienie)...."Piano" Leszka Mozdzera (za przepiekne dzwieki)..."Polish Night Music" Marka Zebrowskiego i Davida Lynch'a (za ten niesamowity mrok...i napis na plycie: "play after dark":wink: ).....no i jeszcze jedna...."The eraser" Thoma Yorke'a (po prostu piekna muza)......hmmmm......no i to juz wszystko.....cala reszta moze dla mnie nie istniec...wiec nie musisz sie obawiac, ze to bede Cie zameczal muza w naszym domu :wink:.....hmmm....na dzis chyba wystarczy....:wink:

_PS_:
..Ciebie tez uwielbiam za to,ze Jestes....tak po prostu...

....hmmmmm....Jestes dla mnie wszystkim.......


...hmmmm....Jestes kobieta mego zycia.....wiesz juz o tym.....hmmm.....wiem, powtorze sie....ale nigdy, przeNigdy nie czulem sie tak bezpiecznie przez cale swoje zycie - tak jak teraz........wiem, podobno 'zakochanie sie' to dziwny stan umyslu, w ktorym robi sie rzeczy niezbyt racjonalne, ale wiesz.....ja naprawde caly czas stoje mocno na Ziemi....nie zyje marzeniami,wyobrazeniami czy jakimis tam 'poboznymi zyczeniami'.....Jestes - i to jest dla mnie najwazniejsze.....kocham Cie tak, jak chcialbym by wszyscy na swiecie sie kochali....tak najzwyczajniej jak tylko mozna....z szacunkiem i zrozumieniem.....naprawde.....bez zbednych slow....bez zadnych obaw....bez zadnej z tych rzeczy, ktore wciskaja w glowe jakiekolwiek obawy, ze dzis jest ok, ale przeciez jutro gdy obudzimy sie rano, gdy wypijemy razem kawe to potem....potem nie bedziemy mieli o czym ze soba rozmawiac...bo okaze sie,ze to tylko przelotna fascynajca...zauroczenie....albo,ze po kilku(nastu?)latach bycia ze soba dzien w dzien, ktores z nas powiesz: 'wiesz....nic juz do ciebie nie czuje'....
....hmmm....Jestes dla mnie wszystkim.....po prostu wszytskim....to nie tak,ze bede pisal jakies wydumane zwroty typu : "dzieki Tobie moglbym przenosic gory"....nie....po prostu najzwyczajniej w swiecie dzieki Tobie czuje,ze jestem nareszcie TU gdzie od zawsze chcialem byc.....hmmm....ostatnie dwa lata, ktorych prawie nie pamietam to wszystko bylo 'w biegu'....nie, nie w stylu 'byle dalej przed siebie', po prostu kazdy dzien byl do siebie tak koszmarnie podobny,ze nie chcialo mi sie nic wiecej oprocz wyjscia na palze.....gapienia sie na przeplywajace statki....i rozmyslaniu czy naprawde Cie odnajde w tym zyciu....hmmmmm....a jesli nie, to czy jest cos wiecej po/za tym co mamy teraz....i czy bede mial szanse by Cie odnalezc....spojrzec ci w oczy....przytulic....i pocalowac, tak jak zawsze o tym myslalem.......
...po prostu...kocham Cie...i naprawde chce bysmy zatanczyli razem sluchajac tej piosenki...Sade - "Paradise"

..._PS_...hmmmm...wiesz juz, ze od dzis "piatek trzynastego" jest dla mnie szczesliwym dniem...:wink:

....czasami nie chce mi sie juz nic.....



...tak...sa takie dni gdy nic mi sie juz nie chce.....niby wszystko jest w porzadku, ale tak naprawde czuje sie zmeczony tym udowadnianiem znowu siebie samego......hmmm...czasami po prostu naprawde juz nie mam sily...
...nie moja kochana, nie zrozum mnie zle....ja nie potrafie sie obrazac....bo niby na co?....na to,ze komus trudno jest uwierzyc, ze to co mowie to jest tylko i wylacznie cos w co wierze- a co przez innych moze byc(i prawie zawsze jest!) spostrzegane jako 'poza/zgrywa'....jako udawanie pokrzywdzonego przez los/zycie itd.....nie, nigdy sie nie uzalalem nad soba....chociaz moze powinienem, koregos dnia po prostu usiasc...zaplaic paierosa i krzyknac gdzies do _tego_ co to podobno nad nami jest: "czego ty kurwa jeszcze ode mnie chcesz!!???.....no czego??!!...dobrze sie bawisz??!!"
...tylko,ze ja juz nie wierze w takie rzeczy.....raczej nie....

....hmmm.....tak, potrafie zrozumiec to, ze to co mowie jest odbierane jako cos w co tak naprawde trudno uwierzyc....ze to jest 'sztuczne'.....bo w koncu zyjemy w takich czasach gdzie im glupiej tym lepiej, ze im bardziej ktos chce pokazac sie jako "wyjatkowy" tym wiekszego idiote z siebie robi.....a gdy czlowiek nie chce mowic o sobie zbyt wiele, bo wolalby by ktos go poznal w normalnym zyciu (w koncu slowa, to tylko slowa...i mozna powiedziec/napisac wszystko) to wtedy innym sprawia to cholerna trudnosc by uwierzyc w te proste slowa.....mysli........wiec tak naparawde gdy tak trudno juz jest uwierzyc w rzeczy najprostsze....podstawowe....to co ja jeszcze robie na tym swiecie?

...hmmm....w 1994tym kupilem sobie plytke, na ktorej jest ta piosenka...Zawsze inny
...wierz mi,ze od tamtej pory zawsze spiewalem te piosenke myslac o Tobie....o nikim innym.
...hmmm......czasami naprawde nie mam juz sily by udowadniac samego siebie....po prostu jestem, czy to naprawde nie wystarczy?......hmmmm...jesli jutro mialbym juz sie nie obudzic....jesli moje zycie skonczyloby sie we snie.....jesli mialbym juz nigdy Cie nie zobaczyc, nie przytulic i nie pocalowac....to chce bys tak wlasnie mnie zapamietala...tak jak slowa tej piosenki....hmmmmm...bo zawsze na Ciebie czekalem.....i to nie jest zaden 'romantyzm'.... po prostu - "zawsze zostane inny, nigdy siebie nie sprzedam"....
....kocham Cie......czy musze jeszcze dodawac,ze....uwielbiam...?:wink:

...hmmm....."Every Day Is Exactly The Same"....?...

...."I believe I can see the future
Because I repeat the same routine
I think I used to have a purpose
Then again, that might have been a dream...
Oh, no.
Every day is exactly the same
Every day is exactly the same
There is no love here and there is no pain
Every day is exactly the same".....

...hmmm...tak spiewal Trent....i pewnie mial racje...chociaz dla mnie kazdy dzien jest juz zupelnie inny...dzieki Tobie :wink:

...hmmmm...wiesz, nie wiem czy jest sens by dluzej pisac cos tutaj...w koncu to tylko slowa...tylko slowa, w ktore mozesz wierzyc, ale przeciez wcale nie musisz...hmmm...tak, wiem....moze rzeczywiscie to wszystko dzieje sie tak szybko....ale czy 'za szybko'...?....wiesz, Jestes dla mnie Jedyna Istotka na Ziemi, ktora mowi do mnie w taki sposob....nigdy nie czulem sie tak....hmm....bezpiecznie (cokolwiek mialoby to znaczyc)....tak, boje sie tego troche....boje sie,ze gdy po Wrocku odwioze Cie do domu....i gdy wroce do siebie to wszystko to nagle sie skonczy....ze powiesz,ze to jednak nie to.....ze sie pomylilas....hmmm.....ale jak juz wiesz nie jestem 'desperatem'...:wink:...tak, jest we mnie ta obawa, ale z drugiej strony nie moge sie juz doczekac tego dnia gdy Cie zobacze....przytule...pocaluje...i powiem : 'nawet nie wyobrazasz sobie jak dlugo cie szukalem'......hmmm....wiesz, mysle ze nie bylem do tej pory zbyt szczesliwym facetem....co z tego, ze wylem w kilku jakichs tam kapelkach.....co z tego, ze to sie komus bardziej (lub mniej) podobalo...i wcale nie zaluje, ze gdy ktoregos dnia odeszlem to chlopaki w lekko zmienionym skladzie nagrali prawdziwa plyte...nie zaluje tego...czulem, ze dadza sobie rade (chociaz nie bardzo spodobala mi sie ta ich nowa muza / chyba troche 'przekombinowali')....
....nie wiem....jest tyle rzeczy, o ktorych chcialbym ci powiedziec....napisac....hmmm...nie wiem co w czlowieku tak naprawde jest najwazniejsze......dusza?....jesli tak, to chcialbym ci pokazac swoja dusze, tak bys sama sie przekonala, ze zawsze czekalem na Ciebie....bez zbednych slow....widzisz....gdybym byl slepcem to zakochalbym sie w Tobie sluchajac Twych slow....i to nie zaden 'romantyzm', 'desperacja' czy cos tam jeszcze...mozesz mi wierzyc,ze nie.
...tak, gdybym byl slepcem zakochalbym sie w Tobie sluchajac Twych slow......widzisz, ja doskonale zdaje sobie sprawe, ze nie jestem nikim szczegolnym....bo co ja niby takiego potrafie?....zmontowac troche muzy?...cos napisac?......powiedziec cos i dotrzymac slowa?....byc lojalnym, szczerym....kims na kogo mozna liczyc?....i co z tego....ja juz dawno stracilem nadzieje, ze ktos taki jak ja jest komukolwiek potrzebny......wiec zajalem sie muzyka....nie jestem i nie bede wirtuozem, ale tylko to daje mi maxymalne spelnienie....i wiem ,ze chce to robic....tak samo jak wiem, ze gdybys sie nie zawstydzila....to.....hmmm....jeszcze tej nocy poprosilbym Cie o reke....dasz wiare?....zaufalabys mi na tyle?....ze Cie nigdy nie zawiode, bo wiem kim jestem, i wiem ze Jestes dla mnie bardzo wazna?.....hmmm....ta zlota rybka naprawde przydalaby nam sie teraz, jak myslisz?...:wink:.....tak, wiem ze to tylko slowa/slowa/slowa....i ze pewnie wszyscy faceci mowia to samo, a potem 'szara rzeczywistosc', i okazuje sie ze nic za tymi slowami nigdy nie stalo....

...wiesz....muzyka....tak jest dla mnie wazna, ale wiem, ze nigdy nie bede wybieral pomiedzy Toba a muzyka...bo Ty Jestes dla mnie Jedyna i niepowtarzalna, a muzyka - muzyka tylko gdzies tam sobie pobrzmiewa w oddali....i nie moze sie rownac z Toba......ktos kiedys trafnie to powiedzial: 'artystą się bywa'....i nic wiecej.....bo tak przeciez jest - artysta sie bywa....nie da sie przeciez spac 'artystycznie'....jesc w 'artystyczny' sposob...czy co tam jeszcze....tak, sa 'artysci' ktorym sie wydaje ze sa 'kims innym' od innych ludzi, ale jak dla mnie to juz zakrawa o chorobe.....a ja- czuje sie calkowicie zdrowy...:wink:....no dobra, czasami miewam jakas tam depreche, ale nikogo za to nie obwiniam- i sam z niej wychodze...

...wiesz, nawet jesli mialbym 'tworzyc' tylko dla Ciebie...nawet jesli mialbym 'spiewac' tylko dla Ciebie, to chce to robic....tak po prostu....

...nazwalas mnie marzycielem....hmmm....:wink:....widzisz, chce bys ktoregos dnia sama przekonala sie,ze nie bylem i nie jestem marzycielem....niesamowicie realnie patrze na zycie.....doceniam kazda chwile....i wiem, ze chce byc juz zawsze z Toba, nawet jesli bedziesz potrzebowala pobyc w samotnosci....ja to rozumiem....

...chce Cie zabrac ze soba.....chce bysmy byli razem juz na zawsze, do konca....jesli spodoba ci sie w Anglii- to zostaniemy w Anglii....jesli bedziesz chciala wrocic do 'polakowa'- wrocimy do 'polakowa'.....myslisz, ze dlaczego przegladalem dzis ceny mieszkan we Wrocku i Twoim miescie?...:wink:....nic mnie nie trzyma, tak samo jak Ciebie.......mieszkanie mozemy wynajmowac przez jakis czas, ale dobrze juz wiesz ze chce bysmy mieli swoj DoM....i zrobie wszystko bysmy go mieli.

...ale najpierw chce sie obok Ciebie obudzic, i powiedziec.....hmmmm....nie, tutaj ci tego nie napisze....sama to uslyszysz juz nie dlugo...:wink:

...to w takim razie co to bylo...co to bylo do tej pory....?....


......."Kiedy czlowiek jest mlody, zawsze wydaje mu sie, ze zycie jeszcze nie zaczelo sie tak naprawde, ze ZYCIE rozpocznie sie za tydzien, za miesiac, za rok, po wakacjach -diabli wiedza kiedy. Potem nagle czlowiek robi się stary, a zycia jak nie ma, tak nie ma. I wreszcie czlowiek zadaje sobie pytanie: to w takim razie co to bylo, to cos, ten wstep, ta przygrywka, to szalenstwo bez metody?"......

Douglas Coupland - "Life After God"


...hmmm....nie ma co ukrywac - Jesien zawsze byla moja ulubiona pora roku....i pewnie dlatego nie moge sie juz doczekac wyjazdu do domu....
...jeszcze kilka dni temu bylo tak goraco...a dzis - od rana deszcz, wiatr...chlod, ktory tak lubie...spadajace liscie...szum drzew - moja ulubiona pora by znowu zapolowac na 'sample', ktore pozniej wykorzystam w swojej muzie...

....ostatnio spie coraz mniej.....moze to dlatego, ze mysle o Tobie...ze moze mysle o Tobie wiecej niz Ty o mnie.....nie wiem....ale naprawde wierze, ze takie historie zadarzaja sie nie tylko w filmach....ze gdy dwoje ludzi sie poznaje, tak po prostu ktoregos dnia.....to w mgnieniu oka to wszystko moze przemienic sie w cos co pozostanie w nas na zawsze....do konca....
...tak, spie coraz mniej....a w pracy hmmmmm.....juz nawet nie pamietam za bardzo co sie tam dzieje- zaczynam o 6.20 rano wracam okolo 15.40 i wogole nie pamietam co tego dnia robilem przez te osiem godzin.....ok, rozmawiamy jak zawsze z Johnem i Colinem...ale tak naprawde to chyba gdyby nie oni, to rzucilbym to wszystko już miesiac temu, wrocil do domu i po prostu zajal się swoim zyciem....hmmmm....gdyby mi ktos kiedys powiedzial, ze jesli sie czegos bardzo chce to 'to samo przychodzi' to.....hmmm....za nic w swiecie bym w to nie uwierzyl!....a tu prosze....powoli, ale konsekwentnie wszystko uklada sie tak jak kiedys o tym sobie pomyslalem (wymarzylem?)....zaplanowalem ?....a przeciez prawie 1,5 roku temu bylem bliski rzucic to wszystko w cholere, i dac sobie spokoj ze wszystkim.....hmmmmm.....Jesien...'depresja'....i takie tam....hmmm......no wlasnie depresja.....nie ma sie czym chwalic ale....chyba jakos nie potrafie byc za bardzo szczesliwy......przeciez do tej pory pownienem juz nagrac kilka plytek i wydac je....samemu lub w jakims malym 'netowym labelu'...ale zawsze po kliku tygodniach sluchania swej muzy dochodzilem do wniosku, ze to wszystko jest nic nie warte....ze to zenada....ze podobne to do czegos co juz gdzies wczesniej slyszalem.....i po kilku miesiacach znowu zaczynalem od poczatku....potem znowu wszystko wyrzucalem....jednego dnia radocha z nowego zmontowanego kawalka, a nastepnego totalny dol - bo przeciez co mi po tej muzie skoro tak naprawde ta 'radoscia' nie mam z kim sie podzielic.....wiem wiem, brzmi zapewne szczeniacko i zalosnie, ale tak czuje i nic tego nie zmieni....nie, nie zebym potrzebowal jakiegos potwierdzenia co do 'jakosci' mojej muzy - no way!:smile: ....robie muze tylko i wylacznie dla siebie, i jesli sie to komus spodoba to swietnie, a jesli nie to niech sobie slucha czegos innego....ale po prostu - by podzeilic sie samym soba z tym kims kto naprawde chce byc ze mna. tak po prostu.

...co by tu jednak nie pisac, to Jesien nastraja mnie wrecz idealnie do tworzenia nowych dzwiekow....moze jeszcze wkrotce cos wiecej tutaj o tym napisze.........a na razie hmmmmm....na razie po prostu chce przetrwac te ostatnie trzy tygodnie przed wyjazdem do domu.....potem kilka dni kompletnego lenistwa - tylko z psem na spacer....nad zalew...do lasu....przed siebie....jakos ogarne na nowo pokoj, 'zainstaluje' sprzet i wezme sie do pracy nad muza.......

...Jesien....w pierwszy dzien jesieni napisala do mnie kobieta, ktora spiewala w 'Ksiezycu'.....kapelki dla mnie niesamowitej....muzy, ktora jest dla mnie idealem po prostu...hmmmm....a wiec to byl dobry pomysl by zamontowac sobie stronke na 'majspejzie'.....na razie nie ma tam niczego z czego moglbym byc 'dumny'....jednynie jakies tam luzne pomysly, ale odezwalo sie troche ludzi ktorym to w jakis sposob ta muza sie 'podoba'....a juz totalnym zaskoczeniem bylo dla mnie to, ze odezwali sie ludzie z dwoch kapelek :
Nostalghia oraz z
Ödland
....ta druga grupa po prostu mnie powalila na kolna swoja muza.....to cos czego juz dawno nie slyszalem......ostatnio takie wrazenie zrobila na mnie muza....Ksiezyca wlasnie, no ale to bylo w 1994 roku.....hmmm....muza Ödland spodobala mi sie tak bardzo, ze kilkanascie godzin pozniej zamowilem sobie ich debiutancka Ep'ke....w koncu raz sie zyje :wink:

...jesli ktos by tutaj zabladzil ktoregos dnia, to moze zerknac jak niesamowicie prezentuje sie 'Ödland' w clipie "The Caterpillar"....Odland - the caterpillar


PS:
...kilka dni temu po raz pierwszy kupilem plyte w formacie MP3...sprezentowalem sobie nagrania Zoe Keating - One Cello X 16 (EP)....a za calosc zaplacilem $4.95 USD....jakosc nagran naprawde bardzo dobra, a nie jakas tam 'metalicznie-kartonowa'....Zoe to jedna z moich ulubionych artystek...jest idealnym przykladem artystki XXI wieku....jesli ktos tu kiedys trafi i chcialby zobaczyc co znaczy bycie artysta, to niech zerknie jak to wszystko wyglada...Zoe przedstawila to przepieknie :wink:
Zoe Keating - zycie artysty....

..."mam za soba niejedno wlasne nieszczescie, wiem takze ze smierci nie oszukam"...

...hmmm...no i stalo sie...dalem sie w koncu namowic zeby zamontowac sobie stronke na 'Myspace'...w koncu gdzies moge wkrecic kilka swoich starych pomyslow na muze...
...w koncu wspomnialem o Nicole...co wcale takie latwe dla mnie nigdy nie bylo...na razie wrzucilem tam kilka starych pomyslow.......za dwa miesiace gdy bede juz u siebie w domu, gdy odpale nowy 'parapet' i sampler, zaczna sie tam pojawiac naprawde zawodowe produkcje (najpozniej w styczniu)...i tylko juz o tym mysle idac rano do pracy...wracajac z pracy brzegiem morza...albo wybierajac sie gdzies do pubu na Guinness'a...hmmm....30 dni pracy....i jakies 46 do wyjazdu do domu...powrot do normalnego zycia...do normalnych ludzi...do normalnych ludzi, bo polakow w pracy normalnymi juz nazawac nie umiem..zra sie ze soba kazdego dnia o co tylko popadnie...zalosne...zenada...
...zaczynam sie uczyc jezyka niemieckiego...pod koniec Listopada smigam do siostrzyczki, ktorej nie widzialem ponad pol roku...w koncu poznam tego jej 'makaroniarza'...hmm..najwazniejsze, ze jest szczesliwa;)...

...na zachodzie bez zmian...

...hmmm...jak sie okazuje nie jestem uzalezniony od Neta...spokojnie zyje sobie swoim zyciem, choc nie bede ukrywal,ze nawet jesli ktoregos dnia przyszloby mi zamieszkac na wsi, to z cala pewnoscia Net przydalby mi sie o wiele bardziej niz 'telewizjernik'....
...chcac nie chcac zerkam na kalendarz, ktory wisi na scianie i widze,ze do konca pracy w tym sezonie mam jeszcze 67dni....hmm...i duzo, i malo...ale co zrobic gdy sie czlowiek uprze i chce zrealizowac swoje marzenia...hmmm?
...wstaje rano, w uszy wciskam sluchawki, pakuje sie i schodze po schodach...wychodze z domu i po kilku minutach mijam kobiete (lat okolo 60ciu) ktora praktycznie codziennie rano biegnie ta sama droga co ja....usmiecha sie...mowimy sobie 'dzien dobry'...a przeciez wcale sie nie znamy...hmm...no wlasnie, i za to przede wszystkim bardzo lubie angoli...za te 'wrodzona' uprzejmosc, nawet jesli jest ona nie do konca szczera (wiem wiem,ze to tak pokretnie brzmi, ale nie czas teraz na wyjasnienia)...po prostu za to ich lubie...za te uprzejmosc 'bezinteresowna'...czego o wiekszosci polakow tutaj powiediec sie nie da...w koncu nie od dzis wiadomo,ze zagranica 'rodaki' bywaja w 90% bezinteresownie zawistni i zazdrosni o co tylko sie da......hm....zenada maksymalna, no ale coz - nie ja ich stworzylem...
...hmmm....jakies pol roku temu zalatwilem jednemu chlopakowi prace....przyjechal tutaj z jakiegos 'nie wiadomo gdzie' (gdzies spod Sokolowa Podlaskiego)...doslownie 5 chatek w calej wiosce...przyjechal...zaczal pracowac...dwa miesiace temu sprowadzil tutaj swoja dziewczyne...zamieszkali razem...zaczeli w miare normlane zycie....na cotygodniowych 'pchlich targach' kupili pierwsze rzeczy do pokoju, ktory wynajmowali...i mogliby zaczac w miare spokojne zycie, mogliby zaoszczedzic pare groszy gdyby nie...no wlasnie - 'rodacy w pracy'...po trzech tygodniach okazalo sie,ze dla kogos kto pracuje tutaj dwa lata "ona za wolno pracuje"...a to jeszcze cos...i jeszcze cos...i po blisko dwoch miesiacach jej pobytu tutaj chlopak po prostu sie zwolnil, bo mial juz dosyc ciaglego jeczenia 'rodakow'.....'dziwnym' trafem angole w pracy jakos na nikogo nie narzekali (wszyscy, z ktorymi pracowalem do tej pory maja genialna zasade: "8 godzin i do domu, ani chwili dluzej")...
...wiem wiem, to sie nawet nie nadaje do opisywania - po prostu brak slow....piszac krotko - to jest po prostu zalosne, ze ludzie z tego samego kraju tak 'umilaja' sobie zycie...ale co zrobic, hmmm....Adolf H. nie zyje, Auschwitz dziala tylko jako Muzeum, wiec trzeba sie przemeczyc z takimi 'wynalazkami' z Polski, ktorych zazdrosc, ze ktos ma lzej w pracy po prostu zzera...hmmm....ktos kiedys powiedzial,ze to taki narodowy sport Polakow ta 'bezinteresowna zaiwsc i zazdrosc' o to, ze ktos ma czegos wiecej...ze komus zyje sie lzej, bo potrafi uczciwie pracowac, ze na luzie wezmie kilka nadgodzin (bo ma akurat chec kupic sobie jakis nowy mebele do domu, czy jakis rower na Lato...albo po prostu wyslac pare groszy wiecej do domu)...
...hmmm...nie chcialem o tym pisac, bo to naprawde zenujacy temat, ale coz....tak mnie jakos wzielo i naszlo sluchajac naprawde genialnej muzy Lulu Rouge i ich pierwszej plytki "Bless You"...cala plyta brzmi wprost genialnie...Lulu Rouge

...ale wracajac do 'temata' - ja mam po prostu kompletnie inny punkt widzenia....moze to 'wina' mojego pochodzenia?...dziadek gdzies z Austrii (lub Niemiec)...babcia z Czech...gdzies tam po drodze z drugiej strony rodziny wpleciona jakas Rosja...wiec moze dlatego patrze na wszystko z wiekszym dystansem, i zyje po swojemu...
...w pracy gdy po raz kolejny 'rodacy' dra sie na siebie (nie wiadomo za co i po co) angole tylko spogladaja na to z politowaniem, i pytaja mnie o co im tym razem poszlo....a ja wtedy odpowiadam po niemiecku 'nie wiem', i unosze prawa reke w nazistowskim pozdrownieniu- co od razu powoduje smiech anglikow, i slysze po raz kolejny : 'no tak, ty przeciez nie jestes polakiem, twoj dziadek tylko wykonywal rozkazy w biurze podrozy Wehrmacht, i to z nim zwiedzal cala Europe'....:wink:
...hmmm...nie, to nie tak ze wstydze sie przyznawac, ze jestem z Polski...fakt, zawsze dodaje ze jestem 'niestety' z Polski...gdy ktos pyta 'dlaczego niestety' wtedy mowie: 'jest XXI wiek, Polska jest w UE, a w moim kraju za minimalna place czlowiek nie ma mozliwosci godnego zycia, i co, mam byc z tego dumny'?
...hmmm....nie, nie zamierzam narzekac (czy tez najezierzac- jak mawiala moja kumpela), ale to jest po prostu zalosne...zreszta, nie ma sensu ciagnac tego tematu.....tylko zeby nie bylo,ze wstydze sie skad pochodze - nie, wrecz przeciwnie, dumny jestem z calej tej walki o niepodleglosc podczas drugiej wojny...dumny jestem z tych ludzi, ktorzy walczyli w Powstaniu Warszawskim...dumny jestem z tego, ze co roku tutaj na Isle of Wight w Cowes ludzie pamietaja,ze to polski okret 'Blyskawica' ochronil te miasto przed nalotami niemieckich samolotow (rzecz, o ktorej w Polsce wie naprawde zbyt malo ludzi)...i....to chyba juz wszystko z czego jestem 'dumny' myslac o Polsce...hmmm....kurcze, mamy naprawde tyle mozliwosci, tylu wybitnych ludzi, tyle swietnych pomyslow, ale jak sobie pomysle o tym 'polskim piekielku' ktore sami sobie funduja polacy to jak mawia moj kumpel : ' no witki mnie opadaja panie'....:wink:
...no ale coz...Anglikiem z cala pewnoscia nie zostane, a Polakow utrudniajacych zycie innym Polakom zagranica nie mam zamiaru nigdy zrouzmiec....'pocieszjace' jest tylko to, ze takich 'polakuff' wsrod angoli tez jest sporo wiec nie jest to chyba tylko nasza narodowa cecha...ale co do 'narodowego sportu' to podejrzewam, ze Polacy sa na pierwszym miejscu.


..siadamy czasem z Johnnym przy sniadaniu, on wyjmuje kupon totka, zapala papierosa i mowi: 'cholera, a moze ja juz jestem milionerem?...i tak tu siedze z toba i gadam zamiast wybierac kolor swego prywatnego odrzutowca, ktorym polece na Cypr'.......hm....no tak, on ma zamiar wyjechac na Cypr na stale bo ma dosyc swego kraju....a ja?...hmmmm...moje plany pozostaja niezmienne, i nawet gdybym wygral w tego totka to nie odwalilo by mi z nadmiaru kasy....ot po prostu, zbudowalbym sobie dom gdzies pod lasem, w domu zrobil sobie miejsce do tworzenia muzy, zajalbym sie hodowla owczarkow niemieckich( bo to moje ukochane zwierzaki), kupilbym jakas terenowa gablote by raz na tydzien wyskoczyc do miasta po zapas jedzenia...ciachnal jakis ogrod za domem......oczywiscie wszystko to nie moze obejsc sie bez odpowiedniej kobiety i dwojki/trojki dzieciakow....hmmmmmmm...marzenia?....ale do zrealizowania :wink: - jak mawiaja angole : 'masz dwie rece i dwie nogi, wiec masz mozliwosci, rusz sie i zrob cos ze swoim zyciem zamiast narzekac,ze cos ci sie nie udalo'.....hmm....i za to ich lubie...ale i tak nie zostane w UK 'forever'.

...it's Friiiidayyyy!!!...


...hmmmm...nareszcie....nareszcie znowu zaczynam miec czas dla siebie....i tak juz niech zostanie na zawsze...do konca...mysle,ze juz wystarczajaco pomagalem innym....czas ku temu najwyzszy, zeby zajac sie tylko swoim zyciem, i tylko tym co dla mnie jest najwazniejsze....nie mam juz ani checi/ani czasu by 'rozmieniac sie na drobne'...teraz jest czas na to co zawsze chcialem zrobic - nagrac plyte, naprawde dobra plyte...zrobic to przede wszystkim dla siebie...dla Nicole...zrobic cos by nie byc tylko kolejnym nic nieznaczcym numerem 'Pesel' na kawalku plastiku, ktory podobno udowadnia moje istnienie na Ziemi...poznac dziewczyne, ktora bedzie mnie rozumiala tak po prostu, bez zbednych slow typu "a skad znasz te czy inna dziewczyne,skad masz jej numer na GG...czy to twoja byla?...dlaczego ta(czy inna) dodala komentarza na Naszej Klasie pod twoim zdjeciem???"....itd.itd....to nie dla mnie, zupelnie nie dla mnie.....tak, mam dosyc slow, dosyc gadania...dla mnie moglby istniec tylko dotyk...tylko dotyk, i nic wiecej...pewnie,ze lekko przesadzam, ze moge sie mylic ale jak dla mnie dotyk wyraza najwiecej....sposob w jaki dotykamy kogos kogo kochamy...hmmmm....czy trzeba wtedy cos mowic?....jak spiewa Dave w "Enjoy the sielnce" :..."words are meaningless, and forgettable"...dokladnie tak...szczegolnie teraz gdy prawie na kazdym kroku 'wymaga sie' by 'potwierdzac' samego siebie....tak, bo gdy powiem komus, ze tak naprawde nigdy mi nie zalezalo na pieniadzach (byleby miec tylko tyle by godnie zyc)...gdy powiem, ze zawsze - odkad tylko pamietam!- chcialem miec przy sobie te jedna jedyna istotke, ktora bedzie przy mnie na zawsze bez wzgledu na wszystko, i zadne skoki/na/boki mnie nigdy nie interesowaly), to przeciez i tak mi nikt nie uwierzy....bo przeciez to kit, bajer, gadanie...bo przeciez tak sie nie da....bo przy jednej dziurze to i kot zdechnie, i takie tam inne ludowe przyspiewki....kurwa(jak mawiaja prosci ludzie), czy to naprawde takie trudne do osiagniecia?...zakochac sie raz, tak do konca?....zaufac raz, tak do konca... tak po prostu.....tylko czy to ma jeszcze sens?....w czasach gdy mozna klamac na setki tysiecy sposobow...najpierw powiedziec komus 'kocham cie', a zaraz potem zmienic karte w telefonie i zadzwonic do 'kochanki'(kochanka) i umowic sie na obiad...szeptac sobie czule slowka, a potem udawac przed ta druga osoba, ze rozladowala sie bateria w telefonie...uzywac kilku roznych adresow maila (numerow GG) by prowadzic 'podwojne' zycie...zreszta, i tak nie warto o tym pisac...nie ma sensu...

...w pracy powiedzialem otwarcie, ze nie chce juz zadnych 'naDgodzin'...i zeby je sobie rozdzielali pomiedzy pozostalymi polakami...mam dosyc...chce zyc...czuc...miec czas na to by usiasc nad morzem i po prostu gapic sie bez celu przed siebie, tak po prostu. pieniadze to dla mnie nie wszystko...

...wczoraj wybralem sie do pubu, w ktorym pracowalem w poprzednie Lato...chcialem tylko napic sie Guinness'a...usiasc tuz nad brzegiem morza, i napic sie piwa, nic wiecej...ale pojawila sie Caroline (wlascicielka) i od razu powiedziala : 'wiesz,ze mam dla ciebie prace na full/time...mozesz przyjsc kiedy tylko zechcesz'.....hmmmm....taaaaak, kto inny pewnie od razu by sie ucieszyl, no bo przeciez 'kryzys' itd.a tutaj trafia sie taka okazja...ale ja mam juz dosyc...koncze prace, wracam do siebie...zmieniam ciuchy, buty...i biegne nad morze...albo po prostu jade do kina...albo do Newport, tak po prostu polazic po miescie...bez celu...

...w kazdy Piatek tuz po siodmej rano gdy w pracy pojawia sie Anette (angielka okolo 50tki), slysze jej radosny okrzyk: " it's Friday!!!"...od bilsko tygodnia jest na urlopie, i czegos nam dzisiaj zabraklo...nie na dlugo jednak - Colin dal mi jej numer telefonu, wklepalem go w swoja smycz, po okolo 20sekundach odezwala sie zaspana Anette: 'yesss?'....i nagle kilka osob krzyknelo do sluchawki: "It's Friiiiidayyyyyyy!!!!"....:wink:...."oh, shut up!" - odpowiedziala i rozlaczyla sie...ale nie na dlugo, za chwile zadzownila i zapytala kto wpadl na ten pomysl...no jak to kto?...ja oczywiscie :wink:...

...jeszcze miesiac i znowu smigne na dwa tygodnie do domu...wezme psa na spacer do lasu...bede mogl tak zwyczajnie obudzic sie rano, zrobic herabte...normalne sniadanie (bez calej tej chemii ladowanej w zarcie tutaj)...w 10 minut samochodem bede w Niemczech...w 5 spacerkiem w Czechach...wieczorem wyciagne z lodowki zmrozona butelke "Herbowki", zrobie sobie drina...dorzuce kilka kostek lodu...usiade i obejrze sobie jakis film...nie myslac o tym,ze jutro musze wstac bo jakas szkola z Francji wyjezdza wczesniej niz zwykle, i trzeba sie zajac tymi dzieciakami itd...
...hmmmm...juz nie moge sie doczekac...hmmm....tak samo jak nie moge doczekac sie Ciebie...gdziekolwiek Jestes w tej chwili...byc moze juz sie znamy...byc moze poznamy sie wkrotce...wiec wiesz, to co tutaj pisze to nie jest zadna 'auto/kreacja' mojego istnienia na Ziemi...ot po prostu, chce zebys wiedziala, ze wszystkie drogi ktorymi szlem do tej pory prowadzily mnie do tej wlasnie chwili, gdy spojrzymy sobie w oczy...gdy wezme Cie w ramiona i powiem : 'nareszcie jestes, nareszcie'...

...tak po prostu...

...hmmm...kilka dni temu siedzac sobie w milym lokaliku na drugim koncu Isle of Wight (w Alum Bay), i popijajac "Murphys"'a....spogladalem na ludzi......byl wlasnie dluuuugi weekend wiec wiadomo- turysci wszedzie.....ale ja spogladalem tylko na dwoje starszych ludzi.....i...troche im zazdroscilem....czego?...hmmm....sam nie wiem jak to nazwac, ale emanowala od nich jakas...nadzieja....z drugiej strony - po trosze chcialbym tak sie zestarzec jak oni....i nadal byc tak zakochany na jakich oni wygladali.....siedzieli naprzeciwko mnie......oboje o siwych wlosach ....oboje saczac jakies male drinki, trzymajac sie za rece......usmiechnieci....pewnie juz zmeczeni zyciem....ale naprawde wygladali tak jakby zyli tylko dal siebie....jakby mieli tylko siebie od zawsze....kurcze.....jak w filmie.....na tarasie inni ludzie.....jedni czekali na kolejny autobus....inni pstrykali sobie fotki.....gdzies tam pomiedzy nimi na drewnianej barierce siedzial wielki czarny ptak,ktory przypatrywal sie pewnie co by tu komu skubnac ze stolika......hmmm...pisalem maila do Magdy w New York City...i nie moglem oderwac oczu od tej pary....a wiec jednak mam w sobie jeszcze nadzieje...ze ktoregos dnia tak po prostu obudzimy sie obok siebie, i patrzac sobie w oczy wyszeptamy : 'jestes wszystkim w co wierze staruszku'...