Tuesday, 18. August 2009, 19:16:38

...hmmm...jak sie okazuje nie jestem uzalezniony od Neta...spokojnie zyje sobie swoim zyciem, choc nie bede ukrywal,ze nawet jesli ktoregos dnia przyszloby mi zamieszkac na wsi, to z cala pewnoscia Net przydalby mi sie o wiele bardziej niz 'telewizjernik'....
...chcac nie chcac zerkam na kalendarz, ktory wisi na scianie i widze,ze do konca pracy w tym sezonie mam jeszcze 67dni....hmm...i duzo, i malo...ale co zrobic gdy sie czlowiek uprze i chce zrealizowac swoje marzenia...hmmm?
...wstaje rano, w uszy wciskam sluchawki, pakuje sie i schodze po schodach...wychodze z domu i po kilku minutach mijam kobiete (lat okolo 60ciu) ktora praktycznie codziennie rano biegnie ta sama droga co ja....usmiecha sie...mowimy sobie 'dzien dobry'...a przeciez wcale sie nie znamy...hmm...no wlasnie, i za to przede wszystkim bardzo lubie angoli...za te 'wrodzona' uprzejmosc, nawet jesli jest ona nie do konca szczera (wiem wiem,ze to tak pokretnie brzmi, ale nie czas teraz na wyjasnienia)...po prostu za to ich lubie...za te uprzejmosc 'bezinteresowna'...czego o wiekszosci polakow tutaj powiediec sie nie da...w koncu nie od dzis wiadomo,ze zagranica 'rodaki' bywaja w 90% bezinteresownie zawistni i zazdrosni o co tylko sie da......hm....zenada maksymalna, no ale coz - nie ja ich stworzylem...
...hmmm....jakies pol roku temu zalatwilem jednemu chlopakowi prace....przyjechal tutaj z jakiegos 'nie wiadomo gdzie' (gdzies spod Sokolowa Podlaskiego)...doslownie 5 chatek w calej wiosce...przyjechal...zaczal pracowac...dwa miesiace temu sprowadzil tutaj swoja dziewczyne...zamieszkali razem...zaczeli w miare normlane zycie....na cotygodniowych 'pchlich targach' kupili pierwsze rzeczy do pokoju, ktory wynajmowali...i mogliby zaczac w miare spokojne zycie, mogliby zaoszczedzic pare groszy gdyby nie...no wlasnie - 'rodacy w pracy'...po trzech tygodniach okazalo sie,ze dla kogos kto pracuje tutaj dwa lata "ona za wolno pracuje"...a to jeszcze cos...i jeszcze cos...i po blisko dwoch miesiacach jej pobytu tutaj chlopak po prostu sie zwolnil, bo mial juz dosyc ciaglego jeczenia 'rodakow'.....'dziwnym' trafem angole w pracy jakos na nikogo nie narzekali (wszyscy, z ktorymi pracowalem do tej pory maja genialna zasade: "8 godzin i do domu, ani chwili dluzej")...
...wiem wiem, to sie nawet nie nadaje do opisywania - po prostu brak slow....piszac krotko - to jest po prostu zalosne, ze ludzie z tego samego kraju tak 'umilaja' sobie zycie...ale co zrobic, hmmm....Adolf H. nie zyje, Auschwitz dziala tylko jako Muzeum, wiec trzeba sie przemeczyc z takimi 'wynalazkami' z Polski, ktorych zazdrosc, ze ktos ma lzej w pracy po prostu zzera...hmmm....ktos kiedys powiedzial,ze to taki narodowy sport Polakow ta 'bezinteresowna zaiwsc i zazdrosc' o to, ze ktos ma czegos wiecej...ze komus zyje sie lzej, bo potrafi uczciwie pracowac, ze na luzie wezmie kilka nadgodzin (bo ma akurat chec kupic sobie jakis nowy mebele do domu, czy jakis rower na Lato...albo po prostu wyslac pare groszy wiecej do domu)...
...hmmm...nie chcialem o tym pisac, bo to naprawde zenujacy temat, ale coz....tak mnie jakos wzielo i naszlo sluchajac naprawde genialnej muzy Lulu Rouge i ich pierwszej plytki "Bless You"...cala plyta brzmi wprost genialnie...
Lulu Rouge...ale wracajac do 'temata' - ja mam po prostu kompletnie inny punkt widzenia....moze to 'wina' mojego pochodzenia?...dziadek gdzies z Austrii (lub Niemiec)...babcia z Czech...gdzies tam po drodze z drugiej strony rodziny wpleciona jakas Rosja...wiec moze dlatego patrze na wszystko z wiekszym dystansem, i zyje po swojemu...
...w pracy gdy po raz kolejny 'rodacy' dra sie na siebie (nie wiadomo za co i po co) angole tylko spogladaja na to z politowaniem, i pytaja mnie o co im tym razem poszlo....a ja wtedy odpowiadam po niemiecku 'nie wiem', i unosze prawa reke w nazistowskim pozdrownieniu- co od razu powoduje smiech anglikow, i slysze po raz kolejny : 'no tak, ty przeciez nie jestes polakiem, twoj dziadek tylko wykonywal rozkazy w biurze podrozy Wehrmacht, i to z nim zwiedzal cala Europe'....

...hmmm...nie, to nie tak ze wstydze sie przyznawac, ze jestem z Polski...fakt, zawsze dodaje ze jestem 'niestety' z Polski...gdy ktos pyta 'dlaczego niestety' wtedy mowie: 'jest XXI wiek, Polska jest w UE, a w moim kraju za minimalna place czlowiek nie ma mozliwosci godnego zycia, i co, mam byc z tego dumny'?
...hmmm....nie, nie zamierzam narzekac (czy tez najezierzac- jak mawiala moja kumpela), ale to jest po prostu zalosne...zreszta, nie ma sensu ciagnac tego tematu.....tylko zeby nie bylo,ze wstydze sie skad pochodze - nie, wrecz przeciwnie, dumny jestem z calej tej walki o niepodleglosc podczas drugiej wojny...dumny jestem z tych ludzi, ktorzy walczyli w Powstaniu Warszawskim...dumny jestem z tego, ze co roku tutaj na Isle of Wight w Cowes ludzie pamietaja,ze to polski okret 'Blyskawica' ochronil te miasto przed nalotami niemieckich samolotow (rzecz, o ktorej w Polsce wie naprawde zbyt malo ludzi)...i....to chyba juz wszystko z czego jestem 'dumny' myslac o Polsce...hmmm....kurcze, mamy naprawde tyle mozliwosci, tylu wybitnych ludzi, tyle swietnych pomyslow, ale jak sobie pomysle o tym 'polskim piekielku' ktore sami sobie funduja polacy to jak mawia moj kumpel : ' no witki mnie opadaja panie'....

...no ale coz...Anglikiem z cala pewnoscia nie zostane, a Polakow utrudniajacych zycie innym Polakom zagranica nie mam zamiaru nigdy zrouzmiec....'pocieszjace' jest tylko to, ze takich 'polakuff' wsrod angoli tez jest sporo wiec nie jest to chyba tylko nasza narodowa cecha...ale co do 'narodowego sportu' to podejrzewam, ze Polacy sa na pierwszym miejscu.
..siadamy czasem z Johnnym przy sniadaniu, on wyjmuje kupon totka, zapala papierosa i mowi: 'cholera, a moze ja juz jestem milionerem?...i tak tu siedze z toba i gadam zamiast wybierac kolor swego prywatnego odrzutowca, ktorym polece na Cypr'.......hm....no tak, on ma zamiar wyjechac na Cypr na stale bo ma dosyc swego kraju....a ja?...hmmmm...moje plany pozostaja niezmienne, i nawet gdybym wygral w tego totka to nie odwalilo by mi z nadmiaru kasy....ot po prostu, zbudowalbym sobie dom gdzies pod lasem, w domu zrobil sobie miejsce do tworzenia muzy, zajalbym sie hodowla owczarkow niemieckich( bo to moje ukochane zwierzaki), kupilbym jakas terenowa gablote by raz na tydzien wyskoczyc do miasta po zapas jedzenia...ciachnal jakis ogrod za domem......oczywiscie wszystko to nie moze obejsc sie bez odpowiedniej kobiety i dwojki/trojki dzieciakow....hmmmmmmm...marzenia?....ale do zrealizowania

- jak mawiaja angole : 'masz dwie rece i dwie nogi, wiec masz mozliwosci, rusz sie i zrob cos ze swoim zyciem zamiast narzekac,ze cos ci sie nie udalo'.....hmm....i za to ich lubie...ale i tak nie zostane w UK 'forever'.