Sunday, 30. April 2006, 21:12:33
Wybaczcie mi cały ten niezwykle... (nie mam dobrego słowa) post. Na swoją obronę mam, że spać mi się chce, a mam niewypowiedziana chęć wyrzucenia z siebie paru rzeczy

Ostrzegam, że post jest niezwykle "filozoficzny", a nie techniczny.
Rewolucja?Kolejna wojna przeglądarek rozpoczęta, co do tego nie ma wątpliwości. Król, który włada, zbuntowany hetman z licznymi chorągwiami. No i reszta - partyzanci. Wśród partyzantów mam nadzieję, znajdzie się światły pułkownik, który wyrośnie potem w siłę, a może kilku takich? Później zbuntowany hetman przejmie władzę, a któryś z pułkowników, którzy w międzyczasie stali się hetmanami wypowie posłuszeństwo i znowu wojna... Czysta "Nie-boska komedia". Do dobrego prosperowania takiego systemu wystarczą 3-4 rody, klasy czy jak kto woli - przeglądarki, czasami stara rodowa, szlachta traciłaby pozycję w głównej trójce dając miejsce new gentry.
Ktoś może powiedzieć, że kiedyś ten proces zacznie przebiegać inaczej - przeglądarki staną sie tak skomplikowane, że powstanie nowej nie będzie możliwe.
Mam jednak przeczucie, że to tylko problem najbliższego czasu. Internet to zjawisko dynamiczne, rośnie cały czas, cały czas się komplikuje. Do czasu. Jeżeli ta nasza dzisiejsza sieć w pewnym momencie nie zacznie się rozwijać w kierunku prostoty, ładu i... organicznej budowy (o czym później) to poprostu jej miejsce zajmie inna - właśnie z tymi cechami. Mozna to już powoli dojrzeć dzisiaj, wystarczy patrzeć głębiej. Wówczas, w dobie nowego internetu, powstanie nowej przeglądarki nie będzie jakimś ewenementem. Z tym, że historia znów może zatoczyć koło...
Czy ta cała wojna, ta cała powracająca historia jest czymś złym? Chcę wierzyć, że nie, że jest ona konieczna dla rozwoju i mam nadzieję, że tak właśnie będzie.
Kobiety - w roli przerywnika
I nie chodzi tu o miłośne historyje, nie tym razem. Chodzi o kobiety i przeglądarki - może się to wydać dziwne, ale pozwólcie sobie wytłumaczyć... Kto jest ostoją wirtualnego konserwatyzmu? One. Rzecz jasna uogólniam, ale takie są ogólne tendencje. Nie wiem z czego to wynika, psycholog ze mnie żaden, ale widocznie coś takiego jest w kobiecie, że jeżeli coś w miarę działa, a w dodatku wygląda ładnie to niczego już im więcej nie potrzeba. Więc... przeglądarki niedługo zawalczą o kobiety. Może jestem zbyt pewny siebie w tych prognozach, ale I feel this in my stomache too...
Web 2.0Dla kogoś to system komentarzy na blogu, dla kogoś Wikipedia... Nic z tych rzeczy.
To faza przejściowa pomiędzy tym starym, a moim (z nazwy i idei) "nowym internetem". Sieć coraz bardziej zaczyna przypominać żywy organizm: neurony, połączenia nerwowe, organy... Myślisz zapewne, że coś kręce - przecież organizm to niezwykle skomplikowany twór, a wcześniej mówiłem o prostocie... Oczywiście nie cofnę tego. To co z daleka wydaje się skomplikowane i trudne z bliska staje się coraz prostsze i bardziej zrozumiałe. To nic, że z zewnątrz internet będzie straszliwą plątaniną - będzie można odnaleźć w nim zadaniowe klastry, grupy, a jego elementarne zasady, reguły komunikacji muszą być wtedy jak najprostsze, najoszczędniejsze i jak najbardziej przystępne.
Pewnie ciężko zrozumieć te przemyślenia, chociaż starałem się to opisać w miarę przystępnie i krótko... Znowu moją rolą jest tylko pobudzenie do myślenia, co ostatnio z widżetami trochę nawet poskutkowało