Michał Podobin o negocjacjach w sprawie "Tarczy"
Friday, June 29, 2007 11:03:03 AM
W cieniu strajku pielęgniarek i rewelacyjnych koncepcji profesora Religi, który zmierzył się z dziesięcioletnimi zamierzeniami w służbie zdrowia odbywają się negocjacje w sprawie systemu „Tarcza”.
Negocjacje mają wypracować nie tylko zasady stacjonowania wojsk amerykańskich obsługujących ten system, ale również zakres zabezpieczenia naszego terytorium przed rakietowymi uderzeniami i szeroką rozumianą współpracę wojskową w ramach dwustronnego porozumienia.
Jeżeli dzisiaj jesteśmy świadkami żądania pociągnięcia do odpowiedzialności polskich generałów, którzy przed kilkudziesięciu laty podpisywali zgodę na przechowywanie na naszym terytorium broni jądrowej, to trudno przewidzieć, czy z podobnymi pretensjami nie wystąpią politycy przeciwko obecnym decydentom rozmieszczenia tarczy na obszarze naszego kraju.
Musimy mieć świadomość, że nic nie jest wieczne.Tak, jak wówczas rozmieszczając broń jądrową na terytorium Polski zdawano sobie sprawę z groźby odwetowego uderzenia jądrowego NATO, tak i obecnie zgadzając się na rozmieszczenie nad Wisłą i Odrą systemu obrony przeciwrakietowej możemy stać się obiektem uderzenia ze strony Rosji.
W latach 1945-1989 byliśmy w bloku wojskowym sowieckim. Czy nam to się podobało czy nie, w razie konfliktu zbrojnego Wschodu z Zachodem bylibyśmy celem amerykańskich ataków rakietowych, nie, dlatego, że nasi generałowie zgodzili się na ulokowanie u nas broni jądrowej, ale dlatego, że taka byłaby potrzeba operacyjna amerykańska. Do wojny nie doszło, bo nikt nie chciał ofiar ataku atomowego u siebie.
Dzisiaj jesteśmy w NATO. W razie zagrożenia wojskowego powinniśmy liczyć na Niemcy, Francję czy Anglię. Mamy jednak swoje historyczne doświadczenia w tym względzie. Natomiast USA potrafi swoich sojuszników bronić nawet na końcu świata. To obecność USA w Europie przez ostatnie 60 lat zapewnia pokój na tym kontynencie. Europa sama nawet wojny na Bałkanach nie potrafiła załatwić we własnym zakresie. Tak jak w 1967 r. trzeba było przyjąć arsenał atomowy radziecki do Polski, by chronić nas przed perspektywą ataku amerykańskiego, tak teraz bazy amerykańskie w Polsce mogą nas chronić przed perspektywą ataków ze strony naszych wrogów. Każdy w tym względzie może mieć swoje zdanie.
Czego dzisiaj mamy prawo oczekiwać od naszych negocjatorów i rządu polskiego? Powiedzmy otwarcie, „Tarcza” musi przynieść korzyści obronne nie tylko USA, ale i nam. To wymaga skutecznych negocjacji dotyczących nie tylko zaopatrzenia naszej polskiej armii, ale i odpowiedniego sojuszu z USA. „Tarcza” z samego założenia to instalacja obronna, a nie ofensywna. Ma przeciwdziałać rakietom atakującym USA. Będzie zapewne też przeciwdziałać atakom skierowanym w nią samą. Czy i na ile będzie przeciwdziałać innym atakom na Polskę, to już kwestia skuteczności naszych negocjacji? Winniśmy żądać odrębnej od NATO umowy o sojuszu z USA, tego typu, co ma Wielka Brytania, aby USA były zobowiązane by nas bronić w razie obcej agresji. Ponadto musimy żądać nowoczesnego systemu antyrakietowego do naszej dyspozycji. Korzyści muszą być obopólne i od tego winniśmy uzależnić naszą zgodę.
Negocjacje mają wypracować nie tylko zasady stacjonowania wojsk amerykańskich obsługujących ten system, ale również zakres zabezpieczenia naszego terytorium przed rakietowymi uderzeniami i szeroką rozumianą współpracę wojskową w ramach dwustronnego porozumienia.
Jeżeli dzisiaj jesteśmy świadkami żądania pociągnięcia do odpowiedzialności polskich generałów, którzy przed kilkudziesięciu laty podpisywali zgodę na przechowywanie na naszym terytorium broni jądrowej, to trudno przewidzieć, czy z podobnymi pretensjami nie wystąpią politycy przeciwko obecnym decydentom rozmieszczenia tarczy na obszarze naszego kraju.
Musimy mieć świadomość, że nic nie jest wieczne.Tak, jak wówczas rozmieszczając broń jądrową na terytorium Polski zdawano sobie sprawę z groźby odwetowego uderzenia jądrowego NATO, tak i obecnie zgadzając się na rozmieszczenie nad Wisłą i Odrą systemu obrony przeciwrakietowej możemy stać się obiektem uderzenia ze strony Rosji.
W latach 1945-1989 byliśmy w bloku wojskowym sowieckim. Czy nam to się podobało czy nie, w razie konfliktu zbrojnego Wschodu z Zachodem bylibyśmy celem amerykańskich ataków rakietowych, nie, dlatego, że nasi generałowie zgodzili się na ulokowanie u nas broni jądrowej, ale dlatego, że taka byłaby potrzeba operacyjna amerykańska. Do wojny nie doszło, bo nikt nie chciał ofiar ataku atomowego u siebie.
Dzisiaj jesteśmy w NATO. W razie zagrożenia wojskowego powinniśmy liczyć na Niemcy, Francję czy Anglię. Mamy jednak swoje historyczne doświadczenia w tym względzie. Natomiast USA potrafi swoich sojuszników bronić nawet na końcu świata. To obecność USA w Europie przez ostatnie 60 lat zapewnia pokój na tym kontynencie. Europa sama nawet wojny na Bałkanach nie potrafiła załatwić we własnym zakresie. Tak jak w 1967 r. trzeba było przyjąć arsenał atomowy radziecki do Polski, by chronić nas przed perspektywą ataku amerykańskiego, tak teraz bazy amerykańskie w Polsce mogą nas chronić przed perspektywą ataków ze strony naszych wrogów. Każdy w tym względzie może mieć swoje zdanie.
Czego dzisiaj mamy prawo oczekiwać od naszych negocjatorów i rządu polskiego? Powiedzmy otwarcie, „Tarcza” musi przynieść korzyści obronne nie tylko USA, ale i nam. To wymaga skutecznych negocjacji dotyczących nie tylko zaopatrzenia naszej polskiej armii, ale i odpowiedniego sojuszu z USA. „Tarcza” z samego założenia to instalacja obronna, a nie ofensywna. Ma przeciwdziałać rakietom atakującym USA. Będzie zapewne też przeciwdziałać atakom skierowanym w nią samą. Czy i na ile będzie przeciwdziałać innym atakom na Polskę, to już kwestia skuteczności naszych negocjacji? Winniśmy żądać odrębnej od NATO umowy o sojuszu z USA, tego typu, co ma Wielka Brytania, aby USA były zobowiązane by nas bronić w razie obcej agresji. Ponadto musimy żądać nowoczesnego systemu antyrakietowego do naszej dyspozycji. Korzyści muszą być obopólne i od tego winniśmy uzależnić naszą zgodę.
