Wiesci spod szubienicy

Hedonista, sybaryta,malkontent :)

Subscribe to RSS feed

Kwas chlebowy

, ,

 

Kilka dni temu odwiedziłem Moja Mamę, mieszkającą 400 km od Warszawy, w Drezdenku, malej miejscowości w pobliżu Poznania. W drodze tam odwiedziliśmy tez sklep „Las” w Skwierzynie, Wybór dziczyzny przeogromny, dostaliśmy oczopląsu i wściekli byliśmy niemożebnie, ze mamy jeszcze długą podroż z powrotem , więc nie ma szansy na dowiezienie zamrożonych produktów do Warszawy. Pocieszeniem jest, ze sklep prowadzi sprzedaż wysyłkową i można zamówić z bogatej oferty cos do domu. Na miejscu w sklepie już z myślą o świętach kupiliśmy pieczony boczek z dzika, wędzoną polędwicę z sarny, kiełbaski myśliwskie z dziczyzny, pasztet z sarny. Oraz kilka butelek płynów, jakie po prostu musiałem kupić, gdy tylko je zobaczyłem na polce. Kwas chlebowy oraz podpiwek, z małego, lokalnego browaru z tamtych okolic.

Moje mieszkanie rodzinne w Drezdenku - niedaleko Poznania - było ogrzewane piecami kaflowymi. Miały one duchówka, inaczej „szabaśnik” - co doskonale oddaje przeznaczenie -do trzymania czulentu szabasowego smile . Duchówka to część pieca do przechowywania ciepłych potraw. Na Śląsku / w jidisz mówi się tez „bratrura”, etymologicznie z niemieckiego Bratröhre . Rosjanie maja ładne określenie :”pieczka” Dla nie znających tego cuda: było to obudowane cegłami szamotowymi ciężkie pudło z żeliwa, z drzwiczkami, często ładnie zdobionymi. .W sezonie grzewczym ciepło krążące kanałami w piecu rozgrzewało duchówkę i trzymała ona wysoka temperaturę nawet po wygaśnięciu pieca. My w każdym razie mówiliśmy „duchówka” i było to niezwykle istotna część procesów kucharzenia . W duchówce dochodził ryz na gołąbki lub ziemniaki na pierogi ruskie. Mama trzymała dla nas krupnik, pomidorowa lub pierogi, żeby były cieple, kiedy wracaliśmy do domu , zziębnięci i głodni. Dojrzewało ciasto, które wymagało ciepłą, piekły się/dusiły jabłka z dodatkami: cynamonem, goździkami , posypane np. cukrem . Lub po prostu podzielone na ćwiartki i pieczone. Polewaliśmy je już na talerzu miodem, kapiącym z plastrów miodu wyłudzonych od sąsiada w zamian za kapustę kiszona lub ogórki kwaszone, które w beczkach – zawsze było 5-6 beczek każdego produktu – stały w chłodzie w naszej piwnicy. Nasz mały pokoik – dzieliłem go z braćmi - zawsze był przesycony zapachami a to pieczonych jabłek, a to śliwek czekających na grzanie i mieszanie kolejnej porcji powideł – ich warzenie trwało zawsze kilka dni.
W duchówce trzymaliśmy tez w cieple dojrzewający kwas chlebowy lub podpiwek, robiony albo z gotowego półproduktu, z opakowania - jak kawa zbożowa, albo sami, ze słodu , palonego ziarna i chmielu. Jeśli oczywiście rodzice przywieźli chmiel z podroży na drugi kraniec Polski, od swoich rodziców , mieszkających 700 km od nas, we wsi Horodyszcze obok Chełma .

Kwas chlebowy robiliśmy z czerstwego chleba razowego, pieczonego na zakwasie i bez tzw dodatków. Do każdej butelki przed zamknięciem moja Mama dodawała jeszcze po jednym goździku.  

Kwas z chleba 
Składniki: 
1kg czerstwego, czarnego, razowego chleba. Może być lekko przysmażony, przypieczony właściwie,:W domu robiliśmy to na żeliwnej płycie pieca opalanego węglem ale teraz trzeba użyć patelni lekko maźniętej masłem 
50 dag cukru 
2,5 dag rodzynek 
5 dag drożdży 
5 l wody 
Czerstwy chleb zalać wrzącą wodą i gotować 15 minut. Zdjąć z ognia i odstawić na 3-4 godz. Przecedzić, dodać wymieszane z cukrem drożdże i ponownie odstawić, w ciepłym, , tym razem na 12 godz., na okres fermentacji.
Następnie zdjąć pianę i rozlać kwas do butelek, najlepiej zamykanej na porcelanowe zamkniecie z gumka uszczelniająca , takich, w jakich kiedyś była lemoniada/oranżada. dodając przy tym rodzynki : 3-5 sztuk, , w jednakowej ilości do każdej butelki. Butelki dobrze zamknąć i odstawić w chłodne miejsce. My trzymaliśmy butelki w piwnicy , teraz to raczej trzeba w lodowce. Po dwóch trzech dniach kwas nadaje się do spożycia.

Kwas chlebowo - owocowy 
Składniki: 
25 dag suszonych owoców, 
5 l wody 
50 dag czerstwego, czarnego chleba 
25 dag cukru lub 30 dag miodu 
1 dag drożdży 
goździki i rodzynki 
Wymyte owoce ugotować z goździkami w 2l wody, następnie odcedzić. 
Pozostałą wodą zalać suszony chleb, potrzymać przez pewien czas w wodzie i odcedzić. Wywar z owoców i chleba wymieszać razem, dodać cukier lub miód oraz roztarte z cukrem drożdże. Wywar pozostawić na 24 godz. w cieple. Otrzymany kwas rozlać do butelek, wrzucając do każdej z nich po kilka rodzynek. Butelki szczelnie zakorkować i odstawić w chłodne miejsce. Po trzech dniach kwas nadaje się do picia.

Smacznego

Mariaż Jose z Valencji i Jagny z Borów Tucholskich

, ,

Jestem egoistycznym sybaryta, który często delektuje się potrawami sporządzanymi na własny użytek. Postanowiłem podzielić się przepisem , wymagającym dostępu do świeżych produktów z dwóch odległych sobie krajów. Przy dozie szczęścia i w sezonie udaje się połączyć dwa wspaniale produkty, same w sobie budzące zachwyt , w duecie tworzące symfonie smaków.
Jest to nasza - Mojej A. i moja - własna kompozycja.
Wymaga pracy w dupleksie lub w zespole, gdyż małże i kurki muszą być przygotowywane osobno i zostają połączone tuz przed podaniem. Nie jest to potrawa tania, gdyż o ile kurki możemy uzbierać sami, to małży już sami nie nałowimy. Nie u nas. Jedyny konsumpcyjny gatunek małży żyjących w Polsce objęty jest całkowitą ochroną.
Jeśli ktoś ma znajomosci wśród restauracji , może kupić od szefa kuchni małże z dostaw restauracyjnych. Można tez kupić małże Sw. Jakuba w Auchan , po nieprzyzwoicie wysokiej cenie. Cóż, przyjemności kosztują.wink

Read more...

Klodki na moscie w Sztokholmie/Padlocks on the bridge in Stockholm

,

Gamla Stan/Old Town/ Stare Miasto Stockholm

, , , ...

Food in Stockholm

,

Mariefred and Gripsholm Castle

, , ,

Vaxholm

, ,

Najbardziej tajemnicze miejsce w Warszawie na lunch.

, ,


Najbardziej tajemnicze miejsce w Warszawie na lunch. Zwykle trafiam tam przypadkowo, gdyż jadłodajnia wink jest położona w samym centrum Warszawy ale znalezienie miejsca na zaparkowanie graniczy z cudem. Ot, przejeżdżałem i przed samymi drzwiami było wolne miejsce parkingowe. Grzechem byłoby nie skorzystać z takiej okazji, pisk hamulców i już po chwili bylem w jednym z najbardziej tajemniczych i uroczych miejsc w Warszawie. Na zjedzenie obiadu i chwile oddechu. Miejsce tak tajemnicze, ze trzeba zostać "wprowadzonym " przez bywalca, podpisać cyrograf, ze nie upubliczni się adresu i dopiero wówczas możną przekroczyć niepozorne drzwi prowadzące z klatki schodowej do dwóch pomieszczeń ze starymi meblami, z kanapa dla oczekujących na zwolnienie stolika . Mnie po raz pierwszy dawno temu zaprowadziła nieżyjąca już niestety Berenika, Moja Córka. Kto ja wprowadził i kogo można spotkać, niech zostanie tajemnica. Goście bywający w jadłodajni nie życzą sobie fleszy i ciekawskich . Nie życzą sobie tłumów. Chcą zjeść w ciszy i spokoju swoj posilek, wypić kawę, przeczytać gazetę. Kiedy jest ciepło - usiąść w ogródku oddzielonym od zgiełku Warszawy zielenią drzewa i krzewów. Gospodarz miejsca szanuje swych gości. Zna ich doskonale , zna ich przyzwyczajenia i dla każdego ma miłe słowo. Mnie spytał na powitanie: "Pan dzisiaj sam?" . "Tak" - odpowiedziałem. "Dobrze tak panu" - padła odpowiedz i wybuchnęliśmy śmiechem bigsmile
Dostałem 3 sekundy na podjecie decyzji, którą z proponowanych potraw wybieram. Dzisiaj serwowano: żurek, na drugie do wyboru: schabowy albo łosoś z cykoria albo pierogi. Do tego sałata maślana z sosem chrzanowym a na deser szarlotka bigsmile
Wybrałem łososia i jak zwykle nie żałowałem. Przebić bowiem łososia może tylko kaczka , serwowana zawsze w czwartki.Nie kaczka " kaczorowata" , lecz świetnie przyrządzona pierś kaczki-dziwaczki bigsmile . Dzisiaj była środa, wiec musiał mi wystarczyć łosoś. Urocze towarzystwo przy stoliku obok, z Nowego Jorku, było zachwycone, tak jak bywają zafascynowani moi goście zagraniczni - no, wyróżnieni przyjaciele polscy tez już poznali urokliwość miejsca. W każdym razie warto spędzić te pól godziny w gronie "bywalców", ciesząc się jedzeniem i atmosfera.Jedzenie rozpływa się w ustach, przyjemna atmosfera, uroczy gospodarz, kucharz i kelner w jednym...Jemy tylko w zestawie: zupa, trzy drugie dania do wyboru, sałata jako przystawka, woda, herbata, ciasto...za wszystko płacimy bigsmile bigsmile bigsmile złote...wszystko domowej roboty, miód w gębie. Wystrój ciepły, domowy. Rezerwować nie trzeba, acz można...
Latem wystawiają stoliki na ogródek!!!
Tak niepozornie to miejsce wyglada.
__________________





Przypadkiem

, , ,


Są takie dziwne miejsca, w które trafia się zupełnym przypadkiem.
Przypadkiem wybraliśmy się z A. w piękny słoneczny dzień kwietniowy do Suchedniowa. Tam zamiast jeść, podziwialiśmy wspaniały kamieniołom czerwonego piaskowca, Kopulak.
Przypadkiem zdecydowaliśmy się pojechać stamtąd do Tarnowa. W drodze do Tarnowa przypadkiem trafiliśmy na Łysą Górę.

Po wejściu na szczyt, po trudach wspinania się uciążliwą trasę poprzez Świętokrzyski Park Narodowy, w mini-kawiarence urządzonej w dawnej aptece , w budynku klasztornym , piliśmy w miarę sympatyczna kawę i jedliśmy przesmaczną szarlotkę , przyrządzaną na miejscu. Szarlotka wynagrodziła nam, Mojej A. i mnie trudy wspinaczki. Widok z okna na Góry Świętokrzyskie - gratis bigsmile
W samym Tarnowie , już późnym popołudniem, spacerowaliśmy po cudownym Starym Mieście, szukając bezskutecznie, posiłkując się wskazówkami autochtonów, Restauracji Ke Moro. Miałem ochotę na "cygańskie " jedzenie, chociaż Moja A. była nieufna. Kiedy wreszcie podprowadzono nas do ciemnej sieni, gdzie kiedyś mieściła się Ke Moro, A. powiedziała: nie myśl, ze ja tam wejdę. Na jej szczęście a moje nieszczęście restauracja już dawno zamknęła swe podwoje. Kontynuowaliśmy wiec spacer po uroczych uliczkach, Żydowskiej, Wekslarskiej, Wałowej, Katedralnej, Starym Rynku, szukaliśmy "Pręgierza Niecnych Bab", szukaliśmy tez restauracji lub gospody na kolacje. Jakoś tak przypadkowo zatrzymaliśmy się przy Gospodzie Rycerskiej. Wcześniej nie przypadły nam do gustu żądne oferty kulinarne. Nie daliśmy się tez skusić na wernisaż malarski w jednym z lokalików, jakich w Tarnowie jest mnóstwo. A to nie pasował nam wystrój, a to menu, a to nazwa. "Gospoda Rycerska" schowana, niepozorna, wyglądała nieciekawie, lecz miała jeden stolik wystawiony na zewnątrz, z widokiem na pomalowany światłem XVI-wieczny ratusz, renesansowe kamieniczki i Stary Rynek "Perły Renesansu" - jak mówią o Tarnowie wtajemniczeni. Od tej wizyty my tez jesteśmy już wtajemniczeni i gorąco, niezwykle gorąco polecamy wyprawę do Tarnowa.
W każdym razie kiedy weszliśmy do małego, urządzonego siermiężnie, lecz estetycznie, przytulnego wnętrza Gospody, w oczy rzucił nam się prawdziwy piec do pieczenia pizzy i postanowiliśmy zostać, świadomi niebezpieczeństwa, jakie nas spotkało na przykład w Sztrasburgu, gdzie w miejscu z pięknym widokiem ma katedrę, w kraju słynącymi z kuchni zjedliśmy jeden z najgorszych posiłków podczas podroży. W międzyczasie jakiś autochton zajął "nasz" stolik i mając widok na znany sobie ratusz raczył się trunkiem o zawartości alk. ca 4,5 % . My zostaliśmy pozbawieni widoku i skazani na stolik w środku, na szczęście przy oknie.
Z menu, które jest reklamowane jako tradycyjna kuchnia domowa, staropolska, międzynarodowa, włoska wybraliśmy : zupę borowikowa serwowana w chlebie, sałatkę z kurczakiem, wątróbki drobiowe z cebulka, michę pierogów i 1/4 pizzy kozackiej.
Zupa borowikowa była normalna, nie rewelacyjna, szkoda ze robiona na miejscu z grzybów ubiegłorocznych suszonych, nie mrożonych. Szkoda, lecz nie było źle. A. wyjadała ze smakiem chleb nasączony borowikami i bardzo sobie chwaliła.
Kurczak był dobrze zgrillowany, smaczny, warzywa świeże. Micha pierogów, okazała się świetnie przyrządzonymi na miejscu pierogami z kapustą. Może nie doczytałem, myślałem, ze będzie mieszanka różnych smaków , nie żałuje. Wątróbki pałaszowałem z olbrzymim apetytem. Świetnie usmażone, miękkie, nie przesmażone ani mięso, ani cebulka. W sam raz. Olbrzymia porcja zniknęła z talerza i kiedy zobaczyłem świeżo upieczona porcje pizzy na grubym cieście, byłem załamany, ze nie dam rady. Postanowiłem zjeść tyko wierzchnia warstwę nadzienia, czyli salami, pikantne kawałki wołowiny, ser. Pizza nie zawiodła naszych oczekiwań.
Za wszystko zapłaciliśmy tylko 54 PLN, co nas bardzo ucieszyło, gdyż zostały nam fundusze na inne przyjemności.
Rekomendujemy wiec wizytę w Tarnowie, naprawdę cudownym mieście. Oraz wizytę w Gospodzie Rycerskiej. Polujcie na stolik na zewnątrz. Nie będziecie żałować ani jedzenia, ani widoku.

P.S.
1.”Pręgierza Niecnych Bab” nie znaleźliśmy.
2. Przypadkowo znaleźliśmy się następnego dnia w Sandomierzu.
3. Przypadkowo w jakimś barze przy stacji BP przy trasie jadłem kolejna "michę pierogowa" . Tym razem mieszane, tez przyrządzane na miejscu. Gdyby nie to, że były utopione w tłuszczu, nie miałbym im nic do zarzucenia. Smaczne były, jak już się je odsączyło z nadmiaru niezdrowego tłuszczu.



Wiosna przyszla wink

Wiosna przyszla wink

14.

14.45.Warszawa

Imela

Do tego sluza Saaby bigsmile

, ,

Do tego sluza Saaby smile

Zimowe Powazki

,

Powazki w zimowej szacie.
Kilka zdjec.


Czarne skarby winylowe

, , , ...


Robiłem ostatnio remanent w garderobie i znalazłem karton wypełniony płytami. Już prawie o nich zapomniałem, a tu taka siurpryza. Wśród nich parę prawdziwych perełek. Oryginalna płyta - soundtrack z filmu Cabaret. Tangerine Dream - The Thief czy Mike Oldfield - Five Miles Out . Lub Wanda Warska i Czesław Niemen w duecie i osobno , wraz z orkiestra Andrzeja Kurylewicza - Muzyka teatralna i telewizyjna. Jacek Rozanski śpiewający poetyckie piosenki Edwarda Stachury- Zycie to nie teatr.
3 płyty zespołu Breakout bigsmile. Dwie płyty cudownego Django Reinhardt-a "Djangology". Led Zeppelin - Stairway to heaven wytłoczone przez "Melodija" na licencji.Soyka Accustic. Herbert von Karajan "Hi-Fi Karajan wydany przez Deutsche Gramophone. Tomasz Stanko, Golda Tencer i wiele, wiele innych. "Biali kruk czarnego krazka". Mówi komuś coś ta nazwa?
Jest tez jedna płyta BIAŁA. Tak, The Blues Band - These kind of blues z 1986 roku. Nigdy nie grana.Nazwiska mówią same za siebie.
Większość płyt w stanie doskonałym jeśli chodzi o same krążki, okładki są niestety trochę lub znacznie zniszczone.W końcu przeprowadzałem się 39 razy sad
Cala ta kolekcja pokazana niżej zostanie wystawiona na e-bayu, chyba,ze ktoś zainteresowany złoży mi ofertę na całość.
________________

February 2012
M T W T F S S
January 2012March 2012
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29