My Opera is closing 3rd of March

"The world is like a book, one who doesn't travel reads only one page"

zapiski po podróżach

Roads to Mandalay and Inle Lake

,

Droga do Mandalay jest w pewnej czesci autostarda. Nazwijmy to umownie autostrada. W kazdym razie jechac po niej mozna calkiem calkiem, zwlaszcza w klimatyzowanym autobusie. I choc powstala o niej piosenka, to ja jednak innej drodze poswiecic chce nieco uwagi. Mnie rozbroila doszczetnie droga z Bagan do Inle Lake, ktora przebylam w lokalnym autobusie w polowie zapelnionym westernami a w 6/8 lokalsami (to nie blad matematyczny, jestem po mat-fizie i wiem co mowie, takie rzeczy sa mozliwe, w kazdym razie widzialam na wlasne oczy), a ze ja przezylam, sama sie dziwie. Otoz autobusy lokalne zaprojektowane sa dla ludzi w birmanskim rozmiarze, ktory nieczesto przekracza 160 cm. Dla wiekszosci bialych oznacza to koniecznosc spakowania nog w karkolomny zestaw podbrodowy, co wyklucza jakiekolwiek poruszanie nimi przez np. 12 godzin. Kiedy wsiadlam do autobusu na miejscu obok mnie juz sie rozsiadl wielki czlowiek z Hameryki, z twarzy bardzo przypominal Gerarda Depardieu, moze 10 lat mlodszego. Buzi poswiecilam jeno przelotne spojrzenie, ale jego nogom znacznie wiecej! Otóz zajmowaly one bezczelnie po skosie cala przestrzen przeznaczona teoretycznie dla moich nog. Ja swoje moglam umiescic w przejsciu, ale od razu wiedzialam, ze tylko na krotko. Bo w przejsciu ustawia sie zwykle plastikowe zydelki dla podroznych wsiadajacych po drodze. Siedzacy po drugiej stronie przejscia Brazylijczyk popatrzyl na mnie z politowaniem i lekko podkurczyl swoje kopytka, które tez byly slusznego rozmiaru. Juz po 15 minutach jazdy wsiedli zydelkowi podrozni. I zaczela sie katorga. Alex, Brazylijczyk probowal jakos ustapic mi pola, ale na nic sie to zdalo. Co chwile wstawal, niby po to zeby zrobic zdjecie (powtarzal co chwile, ze czegos takiego jeszcze w zyciu nie widzial, zeby zmiescic tylu ludzi w jednym autobusie), ale wydaje mi sie, ze marzyl po prostu o tym, zeby rozprostowac nogi. Szczesciarz, bo ja wstac nie moglam, po prostu nie bylo miejsca. I moze byloby to nawet zabawne, gdyby nie fakt, ze podroz trawla 14 godzin. W upale. Klimatyzacji brak. Nie wiem jakim cudem wysiadlam z autobusu, ale bylo to jedna z najpiekniejszych chwil w moim zyciu. Do czasu. Bo potem byla taksowka. Jakims cudem wlasciciel stwierdzil, ze spokojnie wchodzi do niej 6 osob (oprocz niego). Z plecakami. Dwoma na lebka najczesciej. Ja nie wiem, jak mysmy to przezyli. A trzeba dodac, ze drogi w Birmie sa lata swietlne odlegle od doskonalosci. Zatem ja sie domagam, zeby powstala piosenka Road to Inle Lake, bo to glebsze przezycie niz Road to Mandalay, a na pewno pozwala na duzo blizszy kontakt czlowieka z czlowiekiem.

Klopot, ktory sprawilam kierowcy rikszyNa wywczasch nad Inle Lake

Comments

Unregistered user Sunday, March 18, 2007 10:15:38 AM

Anonymous writes: namierzenie powyższcyh miejscowści wymaga jednak trochę wysiłku:-))) a nieznajomość lokalnych tematów/ klimatów powstrzymuje od zadawania pytań czy te hamerykany i inni brazylijczycy też spędzają wakacje na tym odległym lądzie :-) Życząć wygodniejszych środków komunikacji pozdrawiam

JUJUlulashik Monday, March 19, 2007 4:19:05 PM

Wszystkie opisy razem skomentuję.
ok?
Nie wiedziałam, że tam też będziesz pisała.
Fajnie.
Ja myślałam, że po powrocie napiszesz całą historyjkę, ale się cieszę, że tam masz możliwość pisać.
Super!
Śmieszny ten chicken, widzę, że nie źle się bawisz.smile

Fajnie to wszystko opisujesz, jak w bajce. Niektóre to są śmieszne historyjki.
Powiedz coś o tamtych ludziach jacy są .
Czy źli czy dobrzy, chociaż sama wiem, można spotkać i dobrych i złych io smutnych i wesołych. Jak uważasz?
Fajnie masz. Po twoich opisach, to jedzonko też dobre, też bym chciała.
Ślinka mi pociekła po przeczytaniu twojego menu.
Oj, nie pisz więcej o jedzeniu , co będzie jak się udławię śliną?smile

Trzeba było uspokoić tą Wietnamkę (może przez przypadek znowu by spadła torba, ale tym razem na Wietnamkę), nikt by nie zauważył i być może jeszcze by podziękowali! smile


Widzę, dobrze ci idzie, a ty troche przejmowałaś się wyjazdem. Widzisz, nie ma czym.
Zazdroszczę tobie, też tak bym chciała. Ja muszę tutaj smoje życie marnować, na tych studiach, a dookoła tyle ciekawych rzeczy się dzieje.
Jak będziesz w Buddy temple zrób dużo zdjęć. Bardzo ładne miejsce.
Ja raz byłam w Stanach i stałam z buzią otwartą, po prostu pod takim wrażeniem byłam, że szok.
Kiedy wracasz?
Czekam, czekam na zdjęcia.
Już czuję, że będą super.
Więc, baw się dobrze.
Powodzenia. Buziaczki.

Unregistered user Wednesday, October 31, 2007 2:11:45 PM

Anonymous writes: ooo to juz wybudowali ta droge do Mandalay,szkoda tylko ze przy udziale sily niewolniczej w postaci dzieci i kobiet.Piekny kraj a zarazem taki smutny...milo go wspominam,nawet po 6 latach od ostatniej wizyty

Kasiakania514 Monday, November 5, 2007 9:18:52 AM

odnoszę wrażenie, że chyba jednak nie wybudowali. droga, którą podróżowałam nie wyglądała na ukończoną w ostatnich dwudziestu latach. wcale bym się nie zdziwiła, gdyby to był jeszcze stary, imperialny, brytyjski asfalt. i może faktycznie niech tak lepiej zostanie, zwłaszcza że jasnym jest w jaki sposób w tym kraju powstają nowe drogi, niestety sad

How to use Quote function:

  1. Select some text
  2. Click on the Quote link

Write a comment

Comment
(BBcode and HTML is turned off for anonymous user comments.)

If you can't read the words, press the small reload icon.


Smilies