Na wywczasch nad Inle Lake
Thursday, March 29, 2007 3:14:56 PM
Jakże rozkoszną odmianę po trudach podróży stanowił dla mnie pobyt nad Inle Lake! Miasteczko Nyaungshwe to mikruś, który nie pozwalał mi na rozwijanie piechotnych zapędów wycieczkowych, bo ma raptem kilka ulic na krzyż. Ale za to blisko do jeziora, klimat nie tak upalny, żeby nie powiedzieć chłodny - wszak 26 stopni w plusie to przecież ulga po upałach Mandalay i Bagan. Leczyłam więc niechodzeniem stopy obtarte o podłogi, klepiska i schody dotychczas odwiedzonych przeze mnie świątyń. No i oczywiście łódeczką zwiedziłam atrakcje wokół Inle. Dzięki przesympatycznej obsłudze w May Guesthouse dołączyłam do ekipy Czehów, co miało swoje plusy:
a/znowu mogłam gadać po polsku (Zadziwiające, jak człowiek szybko może zapomnieć ojczystęgo języka! W Bagan spotkałam Duńczyków, którzy przyznali się do kilku wizyt w Polsce i popisali się znajomościa całkiej pokaźnej liczby słów w naszym języku, co mnie mile zaskoczyło. Aż tu nagle spytali, jak się nazywa tomato po naszemu, bo jakoś wg nich tak śmiesznie i fajnie, a ja zbaraniałam. Przez kilka chwil nie mogłam sobie tego pomidora przypomnieć, co Duńczycy skwitowali stwierdzeniem, ze dobrze mówię po angielsku, ale cos słabo po polsku :-)
b/budżet ocalony! (jedyny problem człeka podróżującego samotnie, to boląca konieczność częstego samotnego pokrywania kosztów podróży w wieloosobowych środkach komunikacji. Mnie się udało cenę wynajęcia łódki uiścić w 1/3, a to za sprawą obsługi gh i dwójki Czechów, którzy opłacili pozostałe 2/3.
c/dzięki poznanym Czechom wiem już w końcu jak się poprawnie wymawia nazwisko Michala Viewegh'a, autora prześmieszneych "Cudownych lat pod psem".
Wieczorami w opolsko-praskim towarzystwie odkrywaliśmy uroki małych restauracyjek, które nie zostały jeszcze wymienione w ostatnim Lonely Planet. W ten sposób w restauracji Aurora udało mi się zjeść jedną z najlepszych w życiu ryb (dla tych, co się wybierają w te rejony - Aurora jest obok wymienionej w LP Smiling Moon Restaurant. Polecam też Lotus, na tej samej ulicy, ale bliżej jeziora i indyjską dziurę-w-ścianie koło targu). Od tego momentu postanowiłam omijać szerokim łukiem miejsca wymienione w LP, z korzyścią dla kubków smakowych i portfela.
Sporo czasu spędziłam w kafejce internetowej Freak. Kompetentna obsługa potrafiła ominąć blokadę uniemożliwiającą dostęp do poczty na stronie GW. Fakt, trwało to wieki całe, ale miło było przeczytać 3 maile po godzinie oczekiwania. Moje czekanie zostało nagrodzone dodatkowo miłym komplementem od obsługi - stwierdzili mianowicie, że jedstem bardzo cierpliwa, zupełnie nie jak west. Usłyszeć od Azjaty, że jest się cierpliwym, to dopiero coś! Uzbrojona w nową cechę napisałam stos widokówek, a czynność ta zwykle doprowadzała mnie do rozpaczy.
a/znowu mogłam gadać po polsku (Zadziwiające, jak człowiek szybko może zapomnieć ojczystęgo języka! W Bagan spotkałam Duńczyków, którzy przyznali się do kilku wizyt w Polsce i popisali się znajomościa całkiej pokaźnej liczby słów w naszym języku, co mnie mile zaskoczyło. Aż tu nagle spytali, jak się nazywa tomato po naszemu, bo jakoś wg nich tak śmiesznie i fajnie, a ja zbaraniałam. Przez kilka chwil nie mogłam sobie tego pomidora przypomnieć, co Duńczycy skwitowali stwierdzeniem, ze dobrze mówię po angielsku, ale cos słabo po polsku :-)
b/budżet ocalony! (jedyny problem człeka podróżującego samotnie, to boląca konieczność częstego samotnego pokrywania kosztów podróży w wieloosobowych środkach komunikacji. Mnie się udało cenę wynajęcia łódki uiścić w 1/3, a to za sprawą obsługi gh i dwójki Czechów, którzy opłacili pozostałe 2/3.
c/dzięki poznanym Czechom wiem już w końcu jak się poprawnie wymawia nazwisko Michala Viewegh'a, autora prześmieszneych "Cudownych lat pod psem".
Wieczorami w opolsko-praskim towarzystwie odkrywaliśmy uroki małych restauracyjek, które nie zostały jeszcze wymienione w ostatnim Lonely Planet. W ten sposób w restauracji Aurora udało mi się zjeść jedną z najlepszych w życiu ryb (dla tych, co się wybierają w te rejony - Aurora jest obok wymienionej w LP Smiling Moon Restaurant. Polecam też Lotus, na tej samej ulicy, ale bliżej jeziora i indyjską dziurę-w-ścianie koło targu). Od tego momentu postanowiłam omijać szerokim łukiem miejsca wymienione w LP, z korzyścią dla kubków smakowych i portfela.
Sporo czasu spędziłam w kafejce internetowej Freak. Kompetentna obsługa potrafiła ominąć blokadę uniemożliwiającą dostęp do poczty na stronie GW. Fakt, trwało to wieki całe, ale miło było przeczytać 3 maile po godzinie oczekiwania. Moje czekanie zostało nagrodzone dodatkowo miłym komplementem od obsługi - stwierdzili mianowicie, że jedstem bardzo cierpliwa, zupełnie nie jak west. Usłyszeć od Azjaty, że jest się cierpliwym, to dopiero coś! Uzbrojona w nową cechę napisałam stos widokówek, a czynność ta zwykle doprowadzała mnie do rozpaczy.













How to use Quote function: