Tam i z powrotem - czyli znowu w Rangoon i jeszcze Bago
Monday, April 30, 2007 9:38:25 PM
Jadąc z lotniska w Rangoon do hotelu zastanawiałam się, czy pokój, który zarezerwowałam na dzień następny będzie jakimś cudem dostępny dla mnie od zaraz. Fakt, przed wyjazdem z Rangoon powiedziałam, że mogę przyjechać dzień wcześniej, ale sama stwierdziłam, że lepiej będzie jeśli nie będą 'w ciemno' trzymać pokoju dla mnie. Tymczasem upał oblepił mnie zniechęceniem i na smą myśl, że będę musiała tułać sią taksówką po mieście w poszukiwaniu wolnego pokoju ogarniała mnie rozpacz. Bez wiary w to, że pokój na mnie czeka, podjechałam taksówka do Beautyland Hotel I. I co to była za chwila! Zobaczyć twarze chłopaków tam pracujących rozjaśnione olbrzymimi uśmiechami, gdy tylko mnie zobaczyli! Miss Kasia from Poland! Mamy dla ciebie pokój, czeka już dwa dni, ten sam, który miałaś 2 tygodnie temu! Trzymaliśmy rezerwację! Daj nam plecaki, wszystko zaniesiemy do pokoju, odpocznij sobie. A jak już odpoczniesz, to mamy dla ciebie zimne piwo. Chyba nigdy nigdzie nikt tak sympatycznie mnie nie powitał w hotelu. Wiem, hotel to brzmi dumnie, ale tak na prawdę to jest guesthouse, położony blisko jeziora i Shwedagon Paya, w rozsądnej odległości od downtown, przy ulicy Bo Cho 9. Polecam, zainteresowanych informuję, że tych, którzy zarezerwują sobie miejsce u nich, odbiorą z lotniska własnym transportem (a to oznacza oszczędność co najmniej 5 USD). No i u nich właśnie śniadanie wykraczało poza standardowe tosty z dżemem i jajko-w-twoim-ulubionym-stylu.
Sunli, jeden z chłopaków tam pracujących, pomógł mi w zorganizowaniu wyjazdu do Bago. Napisał mi po birmańsku na kartce adres małego lokalnego dworca autobusowego, z którego za jedyne 1000 kyatów dojechałam do Bago. Kierowca autobusu był tak miły, że mimo iż Bago było tylko przystankiem zatrzymał autobus tylko po to, żeby pójść do budki i kupić mi bilet w drogę powrotną. Długo i cierpliwie tłumaczył mi, o której godzinie mam się stawić na przystanku, żeby nie przegapić ostatniego autobusu do Rangoon. Na miejscu skorzystałam z usług lokalnego 'przewodnika' na motorku, który zapewnił mnie, że może tak zorganizować zwiedzanie Bago, że nie będę musiała płacić 10 USD za kolejny 'combo ticket', a jego usługi kosztują tylko 5 USD. I rzeczywiście, udało mu się. Rozbawił mnie przedstwaiając się jako Ken, na co chciałam mu od razu odpowiedzieć, że ja Barbie. Ale spisał się świetnie, zręcznie omijając punkty sprawdzania biletów. Nieznającym specyfiki podróżowania po Birmie wyjaśniam, że 'świadomi' turyści robią wszystko, żeby uniknąć płacenia w miejscach, gdzie z góry wiadomo, że pieniądze z opłat trafiają do rządowej kasy, de facto do kieszeni wojskowej junty rządzącej krajem.
I to był koniec Birmy. A raczej jej pierwsza część, bo za dużo zostało do zobaczenia. I trzeba jeszcze zdążyć tę resztę zobaczyć, zanim Birma zmieni się w Tajlandię.
Sunli, jeden z chłopaków tam pracujących, pomógł mi w zorganizowaniu wyjazdu do Bago. Napisał mi po birmańsku na kartce adres małego lokalnego dworca autobusowego, z którego za jedyne 1000 kyatów dojechałam do Bago. Kierowca autobusu był tak miły, że mimo iż Bago było tylko przystankiem zatrzymał autobus tylko po to, żeby pójść do budki i kupić mi bilet w drogę powrotną. Długo i cierpliwie tłumaczył mi, o której godzinie mam się stawić na przystanku, żeby nie przegapić ostatniego autobusu do Rangoon. Na miejscu skorzystałam z usług lokalnego 'przewodnika' na motorku, który zapewnił mnie, że może tak zorganizować zwiedzanie Bago, że nie będę musiała płacić 10 USD za kolejny 'combo ticket', a jego usługi kosztują tylko 5 USD. I rzeczywiście, udało mu się. Rozbawił mnie przedstwaiając się jako Ken, na co chciałam mu od razu odpowiedzieć, że ja Barbie. Ale spisał się świetnie, zręcznie omijając punkty sprawdzania biletów. Nieznającym specyfiki podróżowania po Birmie wyjaśniam, że 'świadomi' turyści robią wszystko, żeby uniknąć płacenia w miejscach, gdzie z góry wiadomo, że pieniądze z opłat trafiają do rządowej kasy, de facto do kieszeni wojskowej junty rządzącej krajem.
I to był koniec Birmy. A raczej jej pierwsza część, bo za dużo zostało do zobaczenia. I trzeba jeszcze zdążyć tę resztę zobaczyć, zanim Birma zmieni się w Tajlandię.













Alldonnaalldonna # Sunday, May 6, 2007 3:47:14 PM
Słyszałam o twojej stronie, ale nie myślałam, że jest tak fajna. Wspaniałe zdjęcia i opowieści, czego mozna więcej chcieć?
Kasiakania514 # Sunday, May 6, 2007 5:45:31 PM
dzięki, że wpadłaś na moją stronę i drugie dzięki za miłe słowo. Polecam się łaskawej pamięci
ka
present daylusciousapparatus # Sunday, May 6, 2007 8:26:03 PM
pozdrawiam