My Opera is closing 3rd of March

"The world is like a book, one who doesn't travel reads only one page"

zapiski po podróżach

Rozmówki polsko-czesko-słowackie

Przed końcem wyprawy zaplanowałam kilkudniowy wypoczynek na tajskiej wyspie, ot tak, żeby trochę zbrązowieć, wymoczyć się w ciepłym morzu i zjeść kilka świeżych krewetek przed powrotem do Polski. Jeszcze przed wylotem do Birmy kupiłam bilet autobusowy na Koh Chang, ale sama nie byłam do końca przekonana, że tam właśnie chcę jechać. Wyspa, choć wczesniej jej nie odwiedzałam, wydawała mi się być za bardzo turystyczna i obawiałam się kolejnej porazki, podobnej do tej, która stała się moim udziałem kilka lat temu, kiedy podobną końcówkę wyprawy spędziłam na Koh Samui. I być może po raz kolejny poczułabym smak rozczarowania, gdyby nie towarzystwo, z którym te kilka ostatnich dni spedziłam.
Już w drodze do autobusu, w grupie kilkunastu podróżników wyłowiłam kilka osób, które jak mi się zdawało, władały słowiańskim językiem. Nie byłam tylko pewna, jakim. Miejsce w autobusie wybrałam za jednymi z nich. I już po chwili nabrałam pewności, że przede mną siedzi para Polaków. Nachyliłam się do nich i zadałam pytanie: "czy ja słyszę polską mowę?" "Ano.." odpowiedzieli, z akcentem na A. Zamurowało mnie, bo nikt tak przecież po polsku nie odpowiada. Zadałam więc pytanie uzupełniające: "skąd jesteście?". No i okzało sie, że słuch wywiódł mnie jednak w pole, bo Sylvie była z Czech, a Jakub ze Słowacji. A obok na sąsiednim siedzeniu Michal, też Czech. Ponieważ był to nocny autobus, nie rozmawialiśmy już i nic nie zapowiadało, że własnie w tym gronie spędzę najśmieszniejsze dni mojej wyprawy.
O poranku podczepiłam sie do czesko-słowackiej ekipy i wspólnie wylądowaliśmy w świetnym miejscu o nazwie Blue Lagoon. Bungalowy na palach wybudowanych nad piękną zatoczką, z dala od centrum, miejsce nie wymienione w LP, domek za 400 baht/noc. Miejsce bardzo udane. A jeszcze zyskało, ze względu na kompaniję, którą tam miałam. Od samego początku powstał problem porozumiewania się. Ustaliliśmy, że skoro my wszyscy Słowianie, to nie ma potrzeby używania języka angielskiego. Jak się bardzo szybko okazało, byliśmy w "mylnym błędzie", a błędy te i językowe nieporozumienia doprowadziły do znacznego pogłębienia się moich zmarszczek "oduśmiechowych". W zasadzie to śmiałam się cały czas. Oni zresztą też. I już na początku wyjawiłam im, że język czeski dla Polaków jest prześmieszny, że intonację mają taka dziecięcą, krecikową. Nie zrewanżowali się niczym podobnym, ba! Sylvie nawet stwierdziła, że polski jest taki bardziej miękki i śpiewny niż czeski. Żałuję, że nie zapamiętałam tych wszystkich wpadek językowych i nieporozumień - tylko kilka przykładów:
1. Siedzieliśmy w knajpie przy kolacji, kiedy przyplątał się do nas burek. Sylvie się nim zachwyciła, a do mnie powiedziała, że on taki hezky. Ja się psu przygladam, no taki burek kundlowaty, lata świetlne od husky'ego, więc protestuję, że wcale nie wygląda na rasowego psa. A kątem oka widzę, jak Michal się śmieje i mówi, że hezky po czesku to ładny.
2. Tego samego wieczoru Kuba dostał w kubku gorącą herbatę i nie mógł jej tak od razu wypić, powiedział więc, ze najpierw musi na nią (tu cytuję ze słuchu, nie mam pojęcia jak się to po słowacku pisze) POFUKAĆ.
3. Inna wypowiedź Kuby, kórą zamierzam włączyć do mojego słownika: ona taka NEMOTORNA.
4. Moja największa wpadka - na długo przed tym, zanim ich poznałam wiedziałam, że nasze polskie SZUKAĆ ma baaardzo nieładne znaczenie w języku czeskim. Wiem dobrze, że odbierając telefon kolegi kierownika nie mogę nigdy powiedzieć czeskiemu kontrahentowi, ze pójdę go POSZUKAĆ, bo będzię to oznaczało, że... Oni zresztą też wiedzieli, że po polsku TO jest normalne słowo. I kiedy pewnego dnia dokonywaliśmy miedzypokoleniowej wymiany kulturowej polegającej na zaprezentowaniu tego, co każda ze stron zna ze świata filmu, literatury i sztuki interlokutorów, popełniłam gafę. Otóż cofnęłam się do lat dziecięctwa i przypomniałam im polskie seriale dla dzieci, m.in. Wakacje z duchami. Tylko Kuba kojarzył tytuł, więc przybliżyłam im treść, że to serial o dzieciach, które SZUKAJĄ duchów w zamku. Już kiedy kończyłam zdanie widziałam eksplozję radości na ich twarzach. Michal powiedział tylko: Kašičko (tak mnie nazwali, po naszemu to kaszka), to niemożliwe, ze u was w telewizji takie rzeczy pokazują! Chyba po 22.00? Ale z dziećmi? U nas to nie byłoby możliwe... Cała nasz czwórka śmiała się do rozpuku przez nastepne kilkanaście minut.
Poniżej mały słownik polsko-czeski, wiele z tych pojęć rozpracowaliśmy wspólnie, co jak już wcześniej wspominałam, doprowadziło do pogłębienia moich zmarszczek.
karaluch- švab
świeży- čerstvý
płyta (np.CD)- deska
powlekać emalią - emailovat
zbyt (przeciw. skup) - odbyt (parę ładnych lat temu jeden z szefów sprzedaży w mojej firmie dostał faks, w którym w polu 'adresat' czeski kontrahent napisał: Kierownik Odbytu ;-)))))
nagrywać CD - palít
piwnica - sklep
karabin,strzelba - puška
stacja benzynowa - benzínová pumpa
kurek (np. u beczki) - pipa
policzek - tvář
pociąg pospieszny - rychlík
pracownik policji kryminalnej - kriminalista
wulg. pieprzyć (kogoś) - šukat
brzuch/sadło - bachor
instrumenty dęte - dechy
akademik - kolej
mam pomysł- mám nápad
miejsce stałego zamieszkania - trvalé bydliště
stonka ziemniaczana - mandelinka bramborová
chwilowo nieobecny - dočasně nepřítomný
drodzy widzowie - važení diváci
koparka - ripadlo
dziewczyna - divka
milosc - laska
komputer - pocitac
kalkulator - kalkulaczka
kura - slepice
męskie przyrodzenie - ud
łóżko - postel

....
a na koniec, na czeską modłę skrócę tradycyjne 'do widzenia' na DO WI.... Czesi umyślili sobie, że skoro u nich mówi się 'na schle' zamiast 'na schledanou' to po polsku powyższy zwrot DO WI jest jak najbardziej uprawomocniony.

Tam i z powrotem - czyli znowu w Rangoon i jeszcze BagoTo już jest koniec

Comments

Unregistered user Wednesday, February 25, 2009 1:54:25 PM

Robert writes: Świetny tekst :-). Do słowniczka dopisałbym jeszcze pojęcie 'zepsuty' - poruhany, 'teatr' - divadlo, 'kadłub (samolotu)' - trup, 'samolot' - lietadlo, 'komputer' - počítač. Nasi poludniowi sąsiedzi mają również fajne określenie 'wiewiórki' - 'drzevny kocur' (czy jakoś tak), jednak nie pamiętam, czy pochodzi ono z czeskiego czy słowackiego. Pozdrawiam :-)

How to use Quote function:

  1. Select some text
  2. Click on the Quote link

Write a comment

Comment
(BBcode and HTML is turned off for anonymous user comments.)

If you can't read the words, press the small reload icon.


Smilies