To już jest koniec
Sunday, May 6, 2007 7:54:44 PM
O mały włos...
Spóźniłam się na mój prom z Koh Chang na ląd i na autobus. Jakoś tak zagadaliśmy się przy śniadaniu w naszym polsko-czesko-słowackim towarzystwie, czas mijał niepostrzeżenie i przegapiłam właściwy moment na pożegnanie. Kiedy łapałam taksówkę wiedziałam już, że nie zdążę na prom. I na autobus. A przecież nad ranem następnego dnia miałam samolot. Że zacytuję piosenkę "zwykle to się denerwuję, a to było nawet miłe". ZAWSZE się denerwoawałam w takich sytuacjach. A teraz nie. Kiedy Michal spytał, czy jestem zła, zareagowałam zupełnie nieeuropejsko. Przecież nie ma problemu, najwyżej zostanę kilka dni dłużej. Najwyzej będę musiała kupić nowy bilet. Najwyżej.
Na samolot zdążyłam. Niestety.
W kolejce do odprawy w BKK przede mną stała para Polaków. Wiedziałam, że to Polacy, bo słyszałam ich rozmowę. Pan się odwracił w moim kierunku - czy ja go już gdzieś nie widziałam? Tak! Prawie miesiąc wcześniej. Po krótkiej rozmowie sobie przypomniałam. Stali za mną w kolejce do odprawy na lotnisku w WAW. Zupełnie niespodziewana, prawie niemożliwa klamra zamykająca wyprawę.
Spóźniłam się na mój prom z Koh Chang na ląd i na autobus. Jakoś tak zagadaliśmy się przy śniadaniu w naszym polsko-czesko-słowackim towarzystwie, czas mijał niepostrzeżenie i przegapiłam właściwy moment na pożegnanie. Kiedy łapałam taksówkę wiedziałam już, że nie zdążę na prom. I na autobus. A przecież nad ranem następnego dnia miałam samolot. Że zacytuję piosenkę "zwykle to się denerwuję, a to było nawet miłe". ZAWSZE się denerwoawałam w takich sytuacjach. A teraz nie. Kiedy Michal spytał, czy jestem zła, zareagowałam zupełnie nieeuropejsko. Przecież nie ma problemu, najwyżej zostanę kilka dni dłużej. Najwyzej będę musiała kupić nowy bilet. Najwyżej.
Na samolot zdążyłam. Niestety.
W kolejce do odprawy w BKK przede mną stała para Polaków. Wiedziałam, że to Polacy, bo słyszałam ich rozmowę. Pan się odwracił w moim kierunku - czy ja go już gdzieś nie widziałam? Tak! Prawie miesiąc wcześniej. Po krótkiej rozmowie sobie przypomniałam. Stali za mną w kolejce do odprawy na lotnisku w WAW. Zupełnie niespodziewana, prawie niemożliwa klamra zamykająca wyprawę.













Unregistered user # Tuesday, June 5, 2007 10:15:36 PM
Kasiakania514 # Wednesday, June 6, 2007 12:04:05 PM
Sedeczne dzięki za miły post.
A truć absolutnie nie trujesz! Wręcz przeciwnie, czuję sympatię do ludzi, którzy są podobnie jak ja, "azjopozytywni". I nic nie szkodzi, że w Azji jeszcze nie byli. Najważniejsze, że masz bakcyla podróżowania. Bo w moim otoczeniu mikrob ten akurat nieczęsto występuje. No i "podwaliny i zręby" masz dobre. Ja też zaczynałam od Polski, potem przyszła kolej na Europę. Poza tym masz nade mną tę przewagę, że możesz jeszcze wprowadzić w życie coś, co mnie nigdy nie było dane. Mianowicie rok przerwy po studiach w celu objechania większego kawałka świata. Ech, za moich czasów takich rzeczy się nie wymyślało...
Trzymam kciuki za fajne podróże i utrzymanie "podróżniczego" azymutu w sobie.
Zapraszam do zaglądania, choć chyba nieprędko pojawią się nowe wpisy, zbieram siły (i fundusze
Kasia
Unregistered user # Wednesday, June 6, 2007 6:17:41 PM
Kasiakania514 # Wednesday, June 6, 2007 7:19:01 PM
Dalibóg nie miałam na myśli roku przerwy po maturce! Toż za taką zachętę pewnikiem ściągnęłabym sobie na głowę gromy Twoich Rodzicieli!
Zresztą właśnie wielka burza nad Opolem przechodzi, coś jest chyba na rzeczy... Traktuję to jako ostrzeżenie
No i wydało się, ze ja jednak starsza pani...
O i początki mieliśmy wspólne, ja też jako harcerka trochę ścieżek schodziłam, ale bardziej w górach. Bieszczady... Od nich zaczęłam kolekcjonowanie fajnych miejsc na B. Bieszczady, Budapeszt, Barcelona, Bangkok. Teraz mogę dorzucić Birmę i Bagan.
Aktualnie mam cost saving program in progress, żeby jeszcze w tym roku się udało kolejną wyprawę zrealizować. Bo dorabiać się nowych telewizorów, samochodów i innych materialnych to ja mogę przez całe życie. A jak będę miała 50 lat na karku to może mi się już nie chcieć ruszyć czterech liter. Plany... Może Indonezja? Albo Wietnam? A może Indie? Wielce prawdopodobny jest też powrót do Birmy. Bo jeszcze nie rozdeptali jej tłustawi białasi zwracający baczniejszą uwagę na dostępność coli i spaghetti w menu niż na otaczających ich ludzi i miejsca.
Czy mam trzymać kciuki za wynik matury czy jeszcze nie teraz?
pzdr
ka
Unregistered user # Saturday, June 9, 2007 4:48:23 AM
Kasiakania514 # Tuesday, June 12, 2007 8:36:54 AM
No to czekam na bloga po wakacjach!
A maturę też z historii zdawałam, ale nie powiem Ci jak długo się uczyłam, bo to by była demoralizacja...
Nie miałam też pojęcia, że gap year mozna tak wcześnie zrobic sobie, dla mnie to zawsze był czas na 'po studiach'
pzdr.
ka