Good morning Vietnam
Tuesday, November 13, 2007 2:18:56 PM
Powoli staje sie fanem wschodnioeuropejskich przewoznikow powietrznych. Nie wiem, czy to za sprawa sugestii Pana Roberta, czy tez Aeroflot faktycznie daje wiecej miejsca na nogi swoim pasazerom, dosc ze bylo wygodnie jak nigdy. Usadzona nad prawym skrzydlem mialam baczna kontrole na silniki ;-) i wyczekiwalam ekscesow... ale takich nie bylo, nikt sie nie upil, nikt nie palil w zaciszu toalety, az zal mi bylo, ze nie doswiadczylam jakis ciekawych wydarzen. Bylo inaczej niz zwykle, bo rosyjski przewoznik jak to na niego przystalo posiada totalna kontrole nad pasazerem: np. nie ma u nich indywidualnych lampek (tzn. sa takie dwie male diodki, chyba wymyslone do szukania butow na podlodze) i kiedy zgasnie swiatlo, to jest programowa cisza nocna. A i maski tlenowe nie spadaja nam z nieba, tylko wyskakuja z oparcia pasazera przed nami. Alkohol faktycznie platny, sugeruje spragnionym wziac euro do portfela, bo zaplacic mozna i dolarami, ale po jakims zbojeckim kursie. Jak dla mnie - za malo atrakcji ;-)
Dotarlam do Hanoi. Miasta cichego, spokojniejszego krewniaka z poludnia, stolicy kraju zamieszkalej przez 4 miliony ludzi. Spokojniejszego? Chyba skresle Sajgon z listy miejsc do odwiedzenia. Patrzac na to, co dzieje sie tutaj na ulicach, odnosze wrazenie, ze kazdy mieszkaniec posiada co najmniej trzy skutery. Nie sluza one li i jedynie do przemieszczania sie, czesto, a moze przede wszystkim do trabienia... Mieszkam w Old Quarter, ktora ma waskie, male uliczki. Przz caly dzien i pol nocy kaniony ulic wypelnione sa kanonada dzwiekow, piskow, pokrzykiwania, hamowania. To ma byc spokoj? To jak wyglada Sajgon? Juz jestem przerazona. Przejscie przez ulice stanowi nie lada wyzwanie, sygnalizacja swietlna stanowi tylko sugestie, ale nie wiem dla kogo. Pieszy musi po prostu byc odwazny. Wejsc na ulice, nie zamykac oczu, bo nikt sie nie zatrzyma, najwyzej obtrabi... i isc do przodu, przeskawiwac, podbiegac - a z boku naciera WIELKA armia motorynkarzy, samochodziarzy, w kilku rzedach, zorganizowana i pewna siebie. Bardzo ciekawe doznanie.
Wyszlam z hotelu i ulica pierwsza z brzegu poszlam w przypadkowy spacer ;-) Nie otworzylam przewodnika. Old Quarter jest niesamowita, rozni sie od swych siostr z Azji Pld-Wsc. Pelno tu drzew, starcyh, powykrecanych i olbrzymich. Zielen jest nader rzadka w takich miejscahc, a tu prosze! Az jej za duzo! Nie wiem, czy to za jej sprawa, czy tez po prostu przez moja glupote po godzinie marszu nie mialam pojecia, gdzie jestem. Zgubilam sie, ale spokojnie i metodycznie patrzac na budynki udalo mi sie wrocic do starej dzielnicy. Po drodze natrafilam na cudowny targ z jedzeniem. Wszystko tam bylo - zolwie, rybki, ptaszki w klatkach, psia tuszka, weze... Gdzies tak w okolicy stoiska rybnego wielki puszysty i tlusty szczur musnal palce moich nog przebiegajac przed moimi nogami. Aha. To Azja. W Polsce pewnie bym piszczala, tytaj splywa to po mnie, ja po kaczce. Jest cieplo, duszno, brudno, a czasami smierdzaco. Na obiad zjadlam ciasteczka z krewetkami. Aha. Jestem u siebie.
Dotarlam do Hanoi. Miasta cichego, spokojniejszego krewniaka z poludnia, stolicy kraju zamieszkalej przez 4 miliony ludzi. Spokojniejszego? Chyba skresle Sajgon z listy miejsc do odwiedzenia. Patrzac na to, co dzieje sie tutaj na ulicach, odnosze wrazenie, ze kazdy mieszkaniec posiada co najmniej trzy skutery. Nie sluza one li i jedynie do przemieszczania sie, czesto, a moze przede wszystkim do trabienia... Mieszkam w Old Quarter, ktora ma waskie, male uliczki. Przz caly dzien i pol nocy kaniony ulic wypelnione sa kanonada dzwiekow, piskow, pokrzykiwania, hamowania. To ma byc spokoj? To jak wyglada Sajgon? Juz jestem przerazona. Przejscie przez ulice stanowi nie lada wyzwanie, sygnalizacja swietlna stanowi tylko sugestie, ale nie wiem dla kogo. Pieszy musi po prostu byc odwazny. Wejsc na ulice, nie zamykac oczu, bo nikt sie nie zatrzyma, najwyzej obtrabi... i isc do przodu, przeskawiwac, podbiegac - a z boku naciera WIELKA armia motorynkarzy, samochodziarzy, w kilku rzedach, zorganizowana i pewna siebie. Bardzo ciekawe doznanie.
Wyszlam z hotelu i ulica pierwsza z brzegu poszlam w przypadkowy spacer ;-) Nie otworzylam przewodnika. Old Quarter jest niesamowita, rozni sie od swych siostr z Azji Pld-Wsc. Pelno tu drzew, starcyh, powykrecanych i olbrzymich. Zielen jest nader rzadka w takich miejscahc, a tu prosze! Az jej za duzo! Nie wiem, czy to za jej sprawa, czy tez po prostu przez moja glupote po godzinie marszu nie mialam pojecia, gdzie jestem. Zgubilam sie, ale spokojnie i metodycznie patrzac na budynki udalo mi sie wrocic do starej dzielnicy. Po drodze natrafilam na cudowny targ z jedzeniem. Wszystko tam bylo - zolwie, rybki, ptaszki w klatkach, psia tuszka, weze... Gdzies tak w okolicy stoiska rybnego wielki puszysty i tlusty szczur musnal palce moich nog przebiegajac przed moimi nogami. Aha. To Azja. W Polsce pewnie bym piszczala, tytaj splywa to po mnie, ja po kaczce. Jest cieplo, duszno, brudno, a czasami smierdzaco. Na obiad zjadlam ciasteczka z krewetkami. Aha. Jestem u siebie.













Unregistered user # Tuesday, November 13, 2007 2:50:25 PM
present daylusciousapparatus # Wednesday, November 14, 2007 7:33:00 PM
Kasiakania514 # Saturday, November 17, 2007 12:01:32 PM
.starson.SunRider # Wednesday, November 21, 2007 7:28:18 PM
SONYnamevgo # Saturday, December 29, 2007 6:16:11 AM