My Opera is closing 3rd of March

"The world is like a book, one who doesn't travel reads only one page"

zapiski po podróżach

Sapa z zaskoczenia

Na samym wstepie informuje wszystkich, ze cholera mnie nie dopadla i tak latwo sie nie dam. Co dziwne, jestem akurat w regionie dotknietym przez chorobe wedlug naszego MSZ i nikt tu o cholerze nie slyszal. Zagadke z telefonem tez postaram sie rozwiazac i jakos wymysle jak sie mozna na moj wietnamski numer dodzwonic (tak! jestem szczesliwa posiadaczka wietnamskiej karty sim!). Ja dzwonic moge, ale do mnie sie jakos nikt dodzwonic nie moze.
Sapa z sakoczenia wyglada tak: otoz jeszcze w Hanoi wykupilam sobie wycieczke do Sapa - 4 noce i 3 dni. Mniej wiecej mialo to wygladac tak, ze mialam jezdzic busikiem z miejsca do miejsca, odbyc maly trekking, zobaczyc lokalny targ i wrocic do Hanoi nocnym pociagiem. Jakiez bylo moje zdziwienie, gdy na miejscu w Sapa okazalo sie, ze wykupilam 3 dniowy trekking po gorach z jednym noclegiem w wiosce lokalnej mniejszosci narodowej. Hmmmm. Coz bylo robic... Poszlam na trekking. Teraz jestem pewna, ze to byla swietna decyzja i czasem dobrze jest nie opierac sie losowi. Nie to wprawdzie planowalam, ale wrazenia na pewno ciekawsze. Jak sie okazalo pozniej para Francuzow z ktora dzielilam przedzial w pociagu z Hanoi miala mi towarzyszyc wlasnie w pierwszej czesci trekkingu. We troje, plus dziewczyna z plemienia Black Hmong jako nasza przewodniczka, odbylismy fantastyczny spacer po gorkach, 9 km po dzungli, polach ryzowych, wiszacych mostach - wsrod pieknych pol terasowych, teraz niestety nieczynnych (juz po zniwach). Ech... Cudnie. Wieczorem dotarlismy do wioski Ta Van, gdzie gosciny udzielili nam sympatyczni lokalsi. I nie tylko nam. Bylo nas w sumie 6 westow i znowu musze powiedziec, ze mialam szczescie trafic na fantastycznych ludzi. Zaluje, ze czesc z nich juz pojechala, ze smutkiem pozegnalam dzisiaj Iana z Anglii Olge z Rosji. Nie wiem nawet, o ktorej skonczyl sie nasz wieczor, mocno upojeni winem ryzowym co chwile donoszonym nam przez gospodarzy nie liczylismy czasu.Nastepnego dnia trekking byl lekko trudniejszy i to nie za sprawa uksztaltowania terenu ;-). Jutro jednak daruje sobie lazeniepo gorach i pojade zobaczyc lokalny targ, gdzie jest pelno mniejszosci narodowych. A wieczorem mam nadzeje znowu spotkac Francuzow w pociagu.
Zanim dotarlam do Sapa bylam jeszcze w Tam Coc, kto pamieta film Indochiny ten wie, jak piekne to miejsce (te takie gorki w wodzie). A pojutrze znowu Hanoi, a potem Halong Bay znoclegiem na lodzi. A potem... to bede musiala wymyslec,jaksie dostac na poludnie Wietnamu, bo ta powodz w centrum sie troche za bardzo rozhulala...

Hanoi, part IIHanoi po raz kolejny

Comments

Unregistered user Saturday, November 17, 2007 9:05:52 PM

Marek writes: Kasiu, nie zamocz swego Olympuska - mam nadzieję, że zaopatrzyłaś się w tuzin pojemnych kart pamięci na zdjęcia !!! Rób zdjęcia - widoki z daleka, i widoki z bliska, np. pot na czole wietnamskich przekupek, zrób starą budowlę i zmęczonego osiołka (są tam osiołki?), rób zdjęcia wszystkiemu co się rusza i co stoi nieruchomo od tysięcy lat :-) Pewien fotograf z National G. powiedział, że łatwiej uzyskać wybaczenie niż pozwolenie na zdjęcia - niech to Ci przyświeca przy fotografowaniu ludzi ;-) Trzymaj się sucho !!!

Kasiakania514 Monday, November 19, 2007 4:56:14 AM

Marku, trzymam sie sucho, i wlasnie kombnuje, jak tu sie przebic na poludne kraju, ale o tym w poscie wyzej za chwilke.

How to use Quote function:

  1. Select some text
  2. Click on the Quote link

Write a comment

Comment
(BBcode and HTML is turned off for anonymous user comments.)

If you can't read the words, press the small reload icon.


Smilies