Dzogdza, Bora Bora i Banana Thing
Wednesday, August 26, 2009 9:08:09 AM
Pierwsza indonezyjska podroz dalekobiezna za nami. Nocny pociag klasy biznis (biznes jest tu taki, jak u nas hmmmm... 3klasa? - gdybysmy taka mieli...)dowiozl nas do Yogakarty (w skrócie Yogya), ktora wymawia sie wbrew zdrowemu rozsadkowi stosujac dwa miekkie 'dz' zamiast 'y' czy 'j'. Na kazdej stacji jakas setka oferentow przechodzi pomiedzy spiacymi wykrzykujac nazwy produktow spozywczych, smazonych, gotowanych pieczonych, itd..., ktore z niewielka oplata moga stac sie wlasnoscia pasazera. Na dodatek panowie z indonezyjskiego WARSA przechodza co chwile z menu i donosza zamowione gorace posilki. Jadlysmy. Calkiem niezle, jak na 3 klase.
Nad ranem znalezlismy mily hotelik (Znalezlismy, bo jest nas chwilowo troje, dolaczyl Emile ze Szwecji) a nim, jak to w tej czesci swiata czesto bywa, kompetentnego czlowieka, ktory zaplanowal i pobral oplate za atrakcje na kilka nastepnych dni.
Wczoraj zwiedzilismy Dzogdze, na piechotke, w rosnacym upale i zgodnie stwierdzilismy, ze o ile Jakarta nas nastroila negatywnie do Indonezji, o tyle Dzogdzakarta odwrocila to uczucie o 180 stopni i to z nawiazka. Wieczorem, umeczeni upalem, planowalismy nastepne dni saczac drogie piwo.
A dzis byly dwie swiatynie - buddyjska Borobodur i hindu Prambanan. Piekne. Ale oboje z Emilem poradzilismy Klaudii, zeby nie jechala do Angkor Wat. Bo jak sie zobaczy Angkor - to nic juz nie robi wrazenia na czlowieku. A swiatynie, ktorych nazwy wciaz sprawiaja Emilowi problem, zostaly przechrzczone na Boro Boro i Banana Thing ;-).
A jutro jedziemy 10 godzin do Gunung Bromo (wulkan). Rano nastepnego dnia pobudka o 4.00 i wschod slonca na wulkanie. Potem autobus na Bali...
Nad ranem znalezlismy mily hotelik (Znalezlismy, bo jest nas chwilowo troje, dolaczyl Emile ze Szwecji) a nim, jak to w tej czesci swiata czesto bywa, kompetentnego czlowieka, ktory zaplanowal i pobral oplate za atrakcje na kilka nastepnych dni.
Wczoraj zwiedzilismy Dzogdze, na piechotke, w rosnacym upale i zgodnie stwierdzilismy, ze o ile Jakarta nas nastroila negatywnie do Indonezji, o tyle Dzogdzakarta odwrocila to uczucie o 180 stopni i to z nawiazka. Wieczorem, umeczeni upalem, planowalismy nastepne dni saczac drogie piwo.
A dzis byly dwie swiatynie - buddyjska Borobodur i hindu Prambanan. Piekne. Ale oboje z Emilem poradzilismy Klaudii, zeby nie jechala do Angkor Wat. Bo jak sie zobaczy Angkor - to nic juz nie robi wrazenia na czlowieku. A swiatynie, ktorych nazwy wciaz sprawiaja Emilowi problem, zostaly przechrzczone na Boro Boro i Banana Thing ;-).
A jutro jedziemy 10 godzin do Gunung Bromo (wulkan). Rano nastepnego dnia pobudka o 4.00 i wschod slonca na wulkanie. Potem autobus na Bali...













How to use Quote function: