Gili Air - sanatorium ;-)
Wednesday, September 2, 2009 8:33:34 AM
Hm...
W zasadzie jak mozna opisac to, co mam za oknem, zeby nie zabrzmialo jak lukrowato lepka reklama cukierkowatego kawalka plazy z palemka? A tak wlasnie jest...
Na polnoc od Lombok znajduja sie trzy male wysepki Gili, perelki bez ulic, komunikacji i czesto bez pradu, zamieszkale przez ledwo tysiac ludzi kazda, a niektore i mniej. Do obejscia wkolo w jakies 30 min. I, co najwazniejsze, jakim cudem miejsca nieskazone urbanizacja. Ot, ledwo kilka domeczkow, chatynek drewnianych, czasami cos murowanego. A dookola rafa koralowa, a morze, morze ma tutaj ten specyficzny kolor, ten blekit absolutny, ktory swieci bialym swiatlem, nawet gdy slonce chowa sie za chmurami. Piasek jest oczywiscie bialy, bo ze startego na proszek korala. I te restauracyjki nad morzezm - platformy wybudowane z bambusa, z daszkiem z lisci palmowych, wyscielane poduchami a oswietlone lampami naftowymi z powodu czestego braku pradu. I cisza o poranku taka, ze kapiacy kran czy piejacy kogut moga doprowadzic do szalu... ;-)
Mamy pietrowy dom. Parter jest Emila, nasze pietro. I hamak. I bambusowe fotele i stol.
I spokoj.
Prowadzimy bardzo zdrowy tryb zycia - wczesne wstawanie, sok i owoce oraz nalesnik owocowy na sniadanie, potem cos lekkiego na lunch i grillowane ryby, krewetki na kolacje. Zadnych alkoholi ;-) Sanatorium ;-) Klaudia i Emile robia kurs PADI open water divers, na ktory Emile mnie mocno namawial. Ha! To by dopiero bylo! Ja, nieumiejaca plywac i kurs PADI... ;-))))
Pozostaje mi snorkeling, tez przy pomocy Emila. Przeciagnal mnie po pobliskiej rafie, sluzac za naped i podpore, gdy do maski wlewala mi sie woda. Bosko... Cudnie... Ja mam pelno zadrapan na kolanach, nogach i rekach, Emile ma siniaki na rekach ;-)
Kiedy oni plywaja ja siadam na platformie, sacze soczek i mysle. Czy miejsca takie jak to, moga istniec obok cywilizacji? Czy ich istnienie jest mozliwe tylko ze wzgledu na cywilizacje i jej troche poboczny porodukt, jakim sa backpackersi. Czemu wracamy do miast, jesli tak nam sie tutaj podoba? Bez samochodow, ulic, pradu. Z bardzo prostym dachem nad glowa. Czy za 10 lat znajde jeszcze takie miejsca w Azji? Czemu ludzie tutaj wydaja sie szczesliwsi niz na Zachodzie swiata?
Ludzie... Jak zwykle w Azji, sympatyczni. I wszyscy wiedza, gdzie jest Polska. I znaja stolice. I ze falaga nasza taka sama jak ich, tylko do gory nogami. A tu na wyspie, po trzech dniach, wszyscy juz chyba wiedza, ze jestesmy z Polski, tak nas zreszta pozdrawiaja. Dla wszystkich jestesmy friend, nie nagabuja zbytni, jesli dzis nie chcecie zjesc w naszej restauracji, no problem my friend, maybe tomorrow or later...
Ide pobujac sie w hamaku w cieniu. Spalilam sobie czubek glowy, cjoc zupelnie nie wiem, jak to jest mozliwe... ;-)))
W zasadzie jak mozna opisac to, co mam za oknem, zeby nie zabrzmialo jak lukrowato lepka reklama cukierkowatego kawalka plazy z palemka? A tak wlasnie jest...
Na polnoc od Lombok znajduja sie trzy male wysepki Gili, perelki bez ulic, komunikacji i czesto bez pradu, zamieszkale przez ledwo tysiac ludzi kazda, a niektore i mniej. Do obejscia wkolo w jakies 30 min. I, co najwazniejsze, jakim cudem miejsca nieskazone urbanizacja. Ot, ledwo kilka domeczkow, chatynek drewnianych, czasami cos murowanego. A dookola rafa koralowa, a morze, morze ma tutaj ten specyficzny kolor, ten blekit absolutny, ktory swieci bialym swiatlem, nawet gdy slonce chowa sie za chmurami. Piasek jest oczywiscie bialy, bo ze startego na proszek korala. I te restauracyjki nad morzezm - platformy wybudowane z bambusa, z daszkiem z lisci palmowych, wyscielane poduchami a oswietlone lampami naftowymi z powodu czestego braku pradu. I cisza o poranku taka, ze kapiacy kran czy piejacy kogut moga doprowadzic do szalu... ;-)
Mamy pietrowy dom. Parter jest Emila, nasze pietro. I hamak. I bambusowe fotele i stol.
I spokoj.
Prowadzimy bardzo zdrowy tryb zycia - wczesne wstawanie, sok i owoce oraz nalesnik owocowy na sniadanie, potem cos lekkiego na lunch i grillowane ryby, krewetki na kolacje. Zadnych alkoholi ;-) Sanatorium ;-) Klaudia i Emile robia kurs PADI open water divers, na ktory Emile mnie mocno namawial. Ha! To by dopiero bylo! Ja, nieumiejaca plywac i kurs PADI... ;-))))
Pozostaje mi snorkeling, tez przy pomocy Emila. Przeciagnal mnie po pobliskiej rafie, sluzac za naped i podpore, gdy do maski wlewala mi sie woda. Bosko... Cudnie... Ja mam pelno zadrapan na kolanach, nogach i rekach, Emile ma siniaki na rekach ;-)
Kiedy oni plywaja ja siadam na platformie, sacze soczek i mysle. Czy miejsca takie jak to, moga istniec obok cywilizacji? Czy ich istnienie jest mozliwe tylko ze wzgledu na cywilizacje i jej troche poboczny porodukt, jakim sa backpackersi. Czemu wracamy do miast, jesli tak nam sie tutaj podoba? Bez samochodow, ulic, pradu. Z bardzo prostym dachem nad glowa. Czy za 10 lat znajde jeszcze takie miejsca w Azji? Czemu ludzie tutaj wydaja sie szczesliwsi niz na Zachodzie swiata?
Ludzie... Jak zwykle w Azji, sympatyczni. I wszyscy wiedza, gdzie jest Polska. I znaja stolice. I ze falaga nasza taka sama jak ich, tylko do gory nogami. A tu na wyspie, po trzech dniach, wszyscy juz chyba wiedza, ze jestesmy z Polski, tak nas zreszta pozdrawiaja. Dla wszystkich jestesmy friend, nie nagabuja zbytni, jesli dzis nie chcecie zjesc w naszej restauracji, no problem my friend, maybe tomorrow or later...
Ide pobujac sie w hamaku w cieniu. Spalilam sobie czubek glowy, cjoc zupelnie nie wiem, jak to jest mozliwe... ;-)))













Unregistered user # Wednesday, September 2, 2009 1:22:27 PM
Unregistered user # Thursday, September 3, 2009 6:41:52 PM
Kasiakania514 # Saturday, September 5, 2009 10:26:14 AM
dzieki serdeczne i specjalne pozdrowienia dla Was (takie ze sloncem, palemka i turkusowym morzem)!
present daylusciousapparatus # Monday, November 9, 2009 12:00:11 AM
Kasiakania514 # Monday, November 9, 2009 8:20:16 AM
Ale w Azji coraz więcej jest darmowych hotspotów i innych wifi, ale do tego trzeba podróżować z własnym kalkulatorem. Mam juz jeden na oku - Asus Eee 1008. I lekki i mały i śliczny :-)
present daylusciousapparatus # Tuesday, November 10, 2009 12:03:11 AM
To jak to tak? Na wakacje bez komputera? O.o"
Kasiakania514 # Tuesday, November 10, 2009 6:53:03 AM
No właśnie dojrzałam do tego, że na wakacje lepiej z kompem. A ten mój wybrany jest w porównaniu z wyrobem sadowniczym:
- dużo tańszy,
- lżejszy,
- ma więcej USB,
- większy dysk HDD,
- ma lepszą bateryjke (nominalnie o 0,5 h),
- mniejszy (no dobra, bo 10 calowy)
I co powiesz?
present daylusciousapparatus # Tuesday, November 10, 2009 9:57:47 AM
Nie wierzę w to co czytam! Moja to była prowokacja! Jak to tak na wakacje z komputerem? O.o" Jeśli już musisz to już lepszy aifon! leciutki, malutki, jest wifi, klient poczty, przeglądarka, pdf, można sprawdzać bilety, trasy, mapy, rozkłady. Już troszkę z nim zjeździłem i to naprawdę rewelacyjne narzędzie dla każdego włóczypatyka!
Kasiakania514 # Tuesday, November 10, 2009 10:45:15 AM
A jak rozwiązać problem bierzącego zrzucania zdjęć na bloga z pomocą ajfona? Zaznaczam, że nie po to targam aparat z dwoma obiektywami, żeby zdjęcia pstrykać ajfonem. A moje karty to CF (nie wlizie) i xd (wlizie, ale nie do ajfona ;-). I co teraz?
present daylusciousapparatus # Tuesday, November 10, 2009 10:51:50 AM
a zdjęcia możesz zgrać jak wrócisz!
^__^
Kasiakania514 # Tuesday, November 10, 2009 11:27:03 AM
Ukatrupiłam ideę ajfona?
Unregistered user # Monday, February 7, 2011 10:52:02 AM