My Opera is closing 3rd of March

"The world is like a book, one who doesn't travel reads only one page"

zapiski po podróżach

Negombo jest bombo

, ,

No nie, żeby Negombo posiadało jakieś nieziemskie uroki, co to to nie. Chociaż nie wiem za bardzo, bo jest tu zupełnie ciemno i nic nie widać. Bombo Negombo polega na tym, że jest w Azji, czyli tam gdzie przynależę.
Zatem nietrudno się domyśleć, że jednak te wszystkie samoloty jakoś poodlatywały na tyle dobrze, żeby mnie tu dowieźć. Na drodze próbowało stanąć lotnisko w Monachium, które niniejszym wpisuję sobie na moją czarną listę lotnisk, mimo iż stamtąd się wraca :) To znaczy ono było już na mej czarnej liście, ale teraz wysunęło się na czoło peletonu. Ale żeby nie psuć sobie humoru, nie zamierzam wracać pamięcią do tego miejsca.
Update:
Aha. Jeszcze nie mówiłam, że byłam wczoraj na Malediwach.
Może nie do końca byłam, ale samolot ze mną na pokładzie tam był przez godzinę. Tego nie było w moich wakacyjnych planach. Dubaju zresztą też nie, ale tak wyszło. Co do Malediwów... Z samolotu wysiadła tam dosyć pokaźna grupa białasów. Mieli wakacyjne stroje i nastroje. Wielu z nich w wieku poniżej mojego. Jakoś żal mi się ich zrobiło, że nie mają fanu w życiu, skoro lecą na wakacje akurat na Malediwy. Przecie tam nic nie ma, po co więć lecieć tak daleko, żeby zobaczyć nic?
Wracając do Negombo, które jest bombo... Już wiem o nim nieco więcej. Po pierwsze mają pyszne krewety, którymi zainaugurowałam wczoraj kulinarne peregrynacje lankijskie. Bardzo się ma dusza raduje, a żołądek jeszcze mocniej, że ta wysepka jest taka mała i że teoretycznie wszędzie powinny być dostępne te przesympatyczne szare, wielkookie, czułkaste stworzenia. Śniadanie też udane, lokalne, curry z plackami roti i kokosowym sambalem, ostrość zupełnie akceptowalna, zjadłam wszystkie chili, a pot nie zrosił mej skroni.
Negombo posiada następujące atrakcje: morze, czy też raczej ocean, targ rybny i plantacje ryb suszonych, plażę koralową, ale nie za bardzo, po kilka świątyń następujących wyznań: katolickiego, muzułmańskiego, buddyjskiego i hinduistycznego i naciągacki ogród ajurwedyjskich roślin, gdzie głupim turystom pokazuje się rośliny kuchenne w stanie rośnięcia (pieprz, cynamon, imbir, goździki, gałkę muszkatołową), a potem masuje się ich olejkami i maściami, że niby z tych roślin zrobionymi i rzeczone olea i paściochy próbuje się sprzedać w niezwykle korzystnej, aczkolwiek wciąż horrendalnej cenie. To zgadnijcie, czy kupiłam tam coś czy nie? Chociaż w sumie masaż nie był zły, zapytałam więc czy jak kupię jakiś preparat, to czy tego studenta co mi masaż wykonywał też dostanę w komplecie, bo niby jak mam sobie sama kark masować lub głowę? Niestety, studentów nie dołączają, więc niech nikt się nie da nabrać, ostrzegałam.
Chęć wyjazdu w charakterze mego masażysty wyraził kierowca tuk-tuka, Arun. Bardzo sympatyczny człowiek, wszędzie ma pełno znajomych i kuzynów, których chce przedstawić i ci oni prawie zawsze mają jakieś ciekawe rzeczy w ofercie. A to na przykład pokazanie targu rybnego z dokładnym opisem ryb tam mieszkających po syngalesku lub pokazanie świątyni buddyjskiej w zamian za szczytny datek na renowację. Azja, prawdziwa Azja :)
A tu znowu leje i jest wielka burza.
A przecież muszę wyjść zjeść prawnsy. Koniecznie. Nieodwołalnie.
Jutro Anuradhapura. Hm... pierwszy raz nie potrafię zapamiętać nazw miejsc, do których się wybieram.


Deja vuKulturalny trójkat

Comments

DreamingElf Thursday, December 9, 2010 9:41:00 PM

No wiec pragnelem tutaj powiedziec, iz ogladanie rosnacych przypraw jest bardzo madre i wazne. Widzialem kiedys takie cos i uwazam iz kazdy zobaczywszy pieprz jako zielona kulke na krzaku powinien byc za pierwszym razem sprawiedliwie wstrzasniety. Gdyz kazdy zwykly szary czlowiek podswiadomie wie, iz naturalnie pieprz bierze sie z solniczki i tyle. Ze nie wspomne zaloze sie iz nikt nie wie, co to wlasciwie jest galka muszkatalowa. Tak wiec czego tutaj dowodze jest iz fakt ogladania rosnacych przypraw jest bardzo madry.

Kasiakania514 Saturday, December 11, 2010 5:35:16 AM

Nie przeczę, iż posiadasz rację w przedmiotowym temacie. Zważ jednak łaskawie na okoliczność, iż nie jest to ma pierwsza wyprawa do krajów przyprawowych i widok zielonych kulek, muszkatołowych kulek, waniliowych i goździkowych patyczków już mną nie wstrząsa. Aczkolwiek przyznać muszę, iż dla wielu pieprz naturalnie pochodzi z solniczki, ale czy ma sens uświadamianie wszystkim istoty wszechrzeczy?

How to use Quote function:

  1. Select some text
  2. Click on the Quote link

Write a comment

Comment
(BBcode and HTML is turned off for anonymous user comments.)

If you can't read the words, press the small reload icon.


Smilies