Zaklinanie pogody
Friday, December 10, 2010 3:16:38 PM
Zaczęłam wątpić w swoje umiejętności czytania tekstu ze zrozumieniem. Dałabym sobie głowę uciąć, że grudzień to bardzo dobry miesiąc do zwiedzania Sri Lanki, bo tak gdzieś przecież przeczytałam. A może mi się przyśniło? Wszystkie spotkane autochtony mówią: rainy season. A przecież miało go tu nie być teraz, tylko w listopadzie miał się skończyć. Jednak nie. Miałam rację. W przewodniku stoi jak byk, że zachód i południe najlepiej zwiedzać od grudnia do marca właśnie.
A tu leje. W życiu by mi nie przyszło do głowy, że kiedykolwiek w Azji wydam pieniądze na wynajęcie farelki. A tak się stało w Nuwara Eliya. Całe sześć dolarów za dobę. W Cameron Highlands też było chłodnawo, ale wystarczył wtedy sweterek z długim rękawem. Po przybyciu do Nuwara Eliya z okazji niedawnego Mikołaja otrzymałam prezent, który ogrzał me serce i wielce mnie ucieszył. Były to śliczne bawełniane podkolanówki w kolorowe prążki.
Kolejnego dnia deszczowego przeczytałam, że niedaleko mego aktualnego miejsca zamieszkania znajduje sie jedno z trzech najświętszych miejsc dla lankijskich buddystów. Jest to świątynia w Kataragama. Powodowana rozpaczą namówiłam Shantha'go do wizyty w świątyni. Każdego dnia o 19.00 odbywa się tam nabożeństwo - pudźa. Shantha wprowadził nas w tajniki składania ofiary w postaci kosza owoców. Wybrałyśmy rozmiar średni, zbyt mały nie przekonałby pewnie lokalnych sił wyższych do zaprzestania zraszania ziemi, zbyt duży mógłby się wydawać arogancją. Asia weszła do świątyni z koszem pełnym owoców i zwitkiem banknotów włożonych pomiędzy nie, wyszła z w połowie pełnym i bez pieniędzy. Część z nich było przekrojonych na pół. To znaczy owoców, nie pieniędzy. Dostałyśmy też holy food, taki słodki kleisty ryż z orzechami i rodzynkami. Całkiem dobre.
Wieczorem patrzyłyśmy w niebo pełne gwiazd. Ani jednej chmurki.
A następnego dnia spadł taki deszcz, jakiego tu jeszcze nie widziałam. I lało przez cały dzień.
A tu leje. W życiu by mi nie przyszło do głowy, że kiedykolwiek w Azji wydam pieniądze na wynajęcie farelki. A tak się stało w Nuwara Eliya. Całe sześć dolarów za dobę. W Cameron Highlands też było chłodnawo, ale wystarczył wtedy sweterek z długim rękawem. Po przybyciu do Nuwara Eliya z okazji niedawnego Mikołaja otrzymałam prezent, który ogrzał me serce i wielce mnie ucieszył. Były to śliczne bawełniane podkolanówki w kolorowe prążki.
Kolejnego dnia deszczowego przeczytałam, że niedaleko mego aktualnego miejsca zamieszkania znajduje sie jedno z trzech najświętszych miejsc dla lankijskich buddystów. Jest to świątynia w Kataragama. Powodowana rozpaczą namówiłam Shantha'go do wizyty w świątyni. Każdego dnia o 19.00 odbywa się tam nabożeństwo - pudźa. Shantha wprowadził nas w tajniki składania ofiary w postaci kosza owoców. Wybrałyśmy rozmiar średni, zbyt mały nie przekonałby pewnie lokalnych sił wyższych do zaprzestania zraszania ziemi, zbyt duży mógłby się wydawać arogancją. Asia weszła do świątyni z koszem pełnym owoców i zwitkiem banknotów włożonych pomiędzy nie, wyszła z w połowie pełnym i bez pieniędzy. Część z nich było przekrojonych na pół. To znaczy owoców, nie pieniędzy. Dostałyśmy też holy food, taki słodki kleisty ryż z orzechami i rodzynkami. Całkiem dobre.
Wieczorem patrzyłyśmy w niebo pełne gwiazd. Ani jednej chmurki.
A następnego dnia spadł taki deszcz, jakiego tu jeszcze nie widziałam. I lało przez cały dzień.













How to use Quote function: