Pożegnanie ze Sri Lanką
Monday, December 20, 2010 9:27:29 AM
Początek był trudny, i co by nie rzec, mało obiecujący. Kilka dni deszczu potrafi skutecznie obniżyć morale najwytrawniejszego travellersa. Potem zdałam sobie sprawę, że w/na Sri Lance jest drożej, niż w innych krajach Azji. Możliwe też, że to właśnie deszcz wyostrzył mój sposób patrzenia na ceny. W każdym razie gdybym podsumowanie pisała w połowie pobytu nie wypadłoby przesadnie korzystnie. Ale przecie wniochy wyciąga się dopiero na końcu eksperymentu, więc dobrze, że takiego rachunku Sri Lance nie wystawiłam w połowie drogi. Bo na samym jej końcu wydarzyło się coś, co zupełnie zmieniło moją perspektywę. Nie, nie wygrałam pieniędzy na loterii, nie znalazłam sposobu na to, żeby w Azji zostać na stałe, w zasadzie nie wydarzyło się nic wielkiego. Tylko jedno party pożegnalne na plaży. To party nie było zbytnio międzynarodowe, udział w nim wzięli Syngalezi, jeden Niemiec i jedna Polka. Z okazji mojego wyjazdu Marcus zakupił był fajerwerki, chrupaki i arak, ja arak i wino i... w zasadzie nic takiego się nie stało. Bawiliśmy się fantastycznie śpiewając piosenki z zasobów mojego netbooka i Markusowego iPhone'a, a chociaż jesteśmy w podobnym wieku, to ani razu nie potrafiliśmy rozpoznać pieśni z zasobów przeciwnika. Nie wiem, jak to możliwe, ale chyba jesteśmy z różnych planet. W sumie nie byłoby nic niezwykłego w tym spotkaniu, ot, kolejna imprezka na plaży. Tyle że na koniec ludzie, którzy zarządzają obiektem w którym spaliśmy, bardzo się wobec mnie otworzyli. Co przypłaciłam ściśniętym gardłem i kilkoma łzami. Bo otóż według Dei i Khamala jestem aniołem, dobrą duszą, która sprowadza na ziemię radość, powodzenie i szczęście. Bo interes szedł im bardzo kiepsko, do momentu, kiedy pojawiłyśmy się w nim z Asią. A jak przyjechałam tam po raz drugi, to od tego czasu mieli zajęte wszystkie pokoje. Kiedy próbowałam im wytłumaczyć, że to czysty przypadek, że przecie pogoda się poprawiła i w ogóle. Pokazali mi książkę meldunkową, że nawet jak pogoda była, to oni gości nie mieli. Fakt, jeśli kto zaglądał czasem, to ja zawsze gorąco polecałam ich miejsce, bo było w nim po prostu fajnie, niedrogo i jedzenie zawsze przepyszne i super świeże, bo Khamal najpierw pytał, co ugotować, a potem wysyłał syna na zakupy, więc nie było tam żadnych odgrzewanych kotletów. Mieli prawo polubić mnie jeszcze za to, że zawsze sama sprzątałam po sobie talerze i odnosiłam do kuchni, sama sobie układałam materacyk do opalania i często z nimi gadałam wieczorkiem o problemach z biznesem. Ale nie spodziewałam się, że nagle zrobi się aż tak... Dea w pewnym momencie podeszła do mnie, przytuliła mocno i się rozpłakała. Że wyjeżdżam. Że Polska jest tak daleko, że szybko do nich nie wrócę. Że jestem dla niej jak córka, że jestem bardzo dobrym człowiekiem. No i że jeśli tylko bym chciała, to mogę z nimi zamieszkać i pracować w ich hoteliku. Że ich dom jest moim domem. Wiem, że to zaproszenie to nie jest byle jaka rzecz, to bardzo biedni ludzie i chcąc dzielić się ze mną tym, co mają, bardzo wiele mi ofiarowali.
No i grzyb z deszczem, drożyzną i innymi duperelami. Grzyb z lekkim rozczarowaniem, które minęło wraz z pojawieniem się słońca. Ja po prostu musiałam obiecać, że wrócę w przyszłym roku. Musiałam? Nie. Chciałam. Następnego dnia przy pożegnaniu Dea stała na progu i ciężko wzdychała, spytałam Shanthego, czy może chciałaby powiedzieć coś w sinhala, coś co on by mi przetłumaczył. Shantha smętnie pokręcił głową i powiedział, że nie. Że on wie, że ona nie umie nic powiedzieć, bo jest jej smutno, że ja wyjeżdżam i nie umie znaleźć słów w żadnym języku, żeby mi powiedzieć do widzenia. I wszyscy mieliśmy już mokre oczka. I ja bardzo długo nie mogłam dojść do siebie po tym pożegnaniu…
No i grzyb z deszczem, drożyzną i innymi duperelami. Grzyb z lekkim rozczarowaniem, które minęło wraz z pojawieniem się słońca. Ja po prostu musiałam obiecać, że wrócę w przyszłym roku. Musiałam? Nie. Chciałam. Następnego dnia przy pożegnaniu Dea stała na progu i ciężko wzdychała, spytałam Shanthego, czy może chciałaby powiedzieć coś w sinhala, coś co on by mi przetłumaczył. Shantha smętnie pokręcił głową i powiedział, że nie. Że on wie, że ona nie umie nic powiedzieć, bo jest jej smutno, że ja wyjeżdżam i nie umie znaleźć słów w żadnym języku, żeby mi powiedzieć do widzenia. I wszyscy mieliśmy już mokre oczka. I ja bardzo długo nie mogłam dojść do siebie po tym pożegnaniu…













Unregistered user # Sunday, December 26, 2010 5:55:39 PM
Kasiakania514 # Tuesday, December 28, 2010 7:15:19 PM
Przepraszam, że z opóźnieniem odpowiadam, ale jestem w kolejnej podróży, tym razem krótkiej i w Europie
Pozdrawiam serdecznie
Unregistered user # Tuesday, December 28, 2010 8:10:44 PM
Kasiakania514 # Tuesday, December 28, 2010 8:37:46 PM
Pozdro!