My Opera is closing 3rd of March

"The world is like a book, one who doesn't travel reads only one page"

zapiski po podróżach

Coraz bliżej końca: Nuwara Eliya, Horton Plains, Mount Lavinia

, ,

Nuwara Eliya się nie zmieniło od czasu mojej ostatniej wizyty. I fajnie. Bo dobrze się składa, jeśli w tropikalnym kraju jest chociaż jedno takie miejsce, gdzie można odetchnąć od żaru, duchoty i parności. Nuwara właśnie takie jest, chłodniutkie i przyjemne w dotyku. Wprawdzie ostatnim razem było aż za bardzo chłodne, do tego stopnia, że trzeba było wypożyczyć elektryczne 'słoneczko', żeby przeżyć, ale generalnie to uważam, że czasem miło jest zmarznąć w tropiku. I to nie za pomocą klimatyzacji.
Nuwara to główna miejscowość tzw. Hills Country. I rzeczywiście, hillsów tutaj dostatek. Hillsy porośnięte są herbatką, co czyni tę okolicę bardzo uroczą. Bo herbata jest taka ładna... Jak wypielęgnowany dywanik. Oprócz herbaty rosną tu truskawki oraz krówki. Te ostatnie się pasą na łąkach tak ślicznych, jakby pochodziły z wzorcowej farmy dla najszczęśliwszych krówek świata. Krówki dają mleko oraz curd, czyli taki jogurt jakby nasz, tylko gęstszy. Ale jeszcze lepszy curd dają bawołki, ale bawołki tutaj nie rosną. Poza wymienionymi w okolicy można spotkać jeszcze Koniec Świata, czyli World's End oraz Horton Plains. To pewnie ten Horton, co słyszał Ktosia..
To było drugie podejście do Horton Plains i World's End. Poprzednim razem było nieczynne. To znaczy było czynne, tylko zamglone. I to tak, że na metr do przodu nic nie było widać. A tym razem - zero mgły, zero chmurek, leciutki wietrzyk. Do Końca Świata idzie się jakieś 1,5 godziny (po uiszczeniu wysokiej opłaty wstępu, jak to zwykle na Sri Lance). I... Na niezabezpieczonym żadnym płotkiem, barierką ani niczym takim poletku kończy się świat... Jeden krok dalej i przepaść, 870 metrów pionowej ściany urwiska. Ten brak zabezpieczenia jest cudowny, bo trochę przestrasza i pozwala w pełni docenić ogrom, przestrzeń, pustkę. Dalej są góry i rzeka i morze. I malutkie wioseczki naciapkane na zboczach gór. A na łąkach Hortona ktoś posadził wiele lat temu rododendrony. Setki, tysiące karminowo kwitnących rododendronów. Niesamowite. A po drodze był Pan Łoś. Pan Łoś jest bardzo sympatyczny. Siedzi przy drodze i czeka na turystów. I jak turysta podjedzie autkiem, to Pan Łoś podchodzi, zagląda do środka i nieśmiało zapytuje: macie co do przegryzienia? I potem ciamka owoce i ślini wszystko dookoła. I próbuje włożyć całą głowę do samochodu. Ale ma rogi, więc mu to nie wychodzi. Tylko muszę zaznaczyć, że to jest trochę inny Pan Łoś od naszego polskiego. I chyba nie będzie na miejscu tutaj przyznać się, że jadłam Pana Łosia? To znaczy nie tego konkretnego, którego karmiłam, ale jadłam. Trochę mi wstyd.
A teraz Mount Lavinia. Ostatnie krewetki, rzut oka na Colombo, jakieś zakupy...

W międzyczasieColombo

Comments

Unregistered user Saturday, May 7, 2011 10:32:37 PM

jaasia writes: Kasiu, pięknie piszesz, tylko, kurcze blade, co to za kolor "karminowy"??? A co do Pana Łosia... No cóż... Jak mogłaś... Teraz wiem już na pewno, że nie jesteś wegetarianką (nie licząc oczywiście półmiska dla dwojga ;->>> )

Kasiakania514 Sunday, May 8, 2011 2:55:58 PM

No ten tego... karminowy jest taki... karminowy smile
Za łosia serdecznie przepraszam, ale ten tego...
Za półmisek nie przepraszam smile

Unregistered user Sunday, May 8, 2011 6:22:23 PM

jaasia writes: Na kanapkach się nie znam i na kolorach też. I nie wiem co gorsze :-)

Kasiakania514 Sunday, May 8, 2011 6:33:59 PM

Olej jedno i drugie smile Na grzyb Ci kolorki kanapek smile

Unregistered user Monday, May 9, 2011 9:40:16 PM

jaasia writes: Ale muzykalna też nie jestem ;-)

Kasiakania514 Tuesday, May 10, 2011 4:50:02 AM

Hm... To może wyszywać umiesz?

How to use Quote function:

  1. Select some text
  2. Click on the Quote link

Write a comment

Comment
(BBcode and HTML is turned off for anonymous user comments.)

If you can't read the words, press the small reload icon.


Smilies