Odlot z przygodami
Tuesday, September 27, 2011 6:32:36 PM
Sezon urlopowy w polskim tego słowa znaczeniu dobiegł końca, znakiem tego czas na mnie. Niech sobie uczniowie pilnie studiują elementarze, niechaj studenci pochylają się nad planami najbliższych imprez (bo przecież jeszcze nie skryptów) i niech robotnicy, urzędnicy, specjaliści wysokiej klasy i wszyscy inni pozostali pracujący oddają się swej pracy wstając o poranku... ja wyjeżdżam. Do Malezji. Tak, tak... tam już byłam, ale nie z tej strony. Teraz zobaczę stronę na prawo, czyli wschód. I Singapur, na bogato 
Ale żeby nie było za łatwo...
Taka piękną nam zbudowali obwodnicę dokoluśka Wrocławia, tak łatwo na nią wjechać z A4 i jeszcze łatwiej zjechać na lotnisko. Wszystkie te łatwizny namówiły mnie, żeby zredukować czas dojazdu do WRO do niezbędnego minimum i w końcu wyspać się porządnie. Ładny plan, ale zły plan. Bo oto taka jedna cysterna się wywróciła i kompletnie zatarasowała drogę, skutkiem czego należało nadłożyć. Nadkładanie wcale nie jest uciążliwe kilometrowo-czasowo, pod warunkiem, że auta poruszają się w przyzwoitej prędkości. Tak się niestety nie stało. Korek. Wolnizna, zgrzytanie zębów, prawie płacz... z bezsilnej złości. Jak to, przez jedną cysternę mam mi się wywrócić urlop? Asprawiedliwe! Jednako opatrzność łaskawa była i dociurlala nas w aucie do kolejnego wjazdu na autostradę. Było mocno po czasie, jakieś 1,5h do odlotu i jeszcze ze 40 km do przejechania kiedy... złapaliśmy gumę. (...) A autostopu do podrzucenia do Wrocławia jak na lekarstwo!
Pogodziłam się z myślą, że urlop spędzę na kanapie z książką, wypijając wiadra herbaty z imbirem, żeby chociaż posmak Azji mieć. A tu jednak... Wielkie ukłony dla Pana Mariana, który wymienił kółko, docisnął pedał gazu, dowiózł na 5 minut przed- Z zamknięciem bramek... Bohater dnia zostanie uhonorowany po powrocie, bo dziękuję to stanowczo za mało.
Wydarzenia wczesnego popołudnia jednoznacznie wskazywały, że lekko tym razem nie będzie. I nie było:
- zgubiłam bilet, niby nic, bo teraz wszystko elektroniczne, ale czasami pytają na lotnisku choćby o jego numer, a ja nawet nie pamiętam godzin odlotów z poszczególnych przystanków, więc znowu nerwy,
- zgubiłam luggage tag, który jest podstawą do reklamacji w przypadku nieprzybycia bagażu na wskazane lotnisko o wskazanym czasie, nie wspomnę tu już o tym, że czasami zdarza się (zwłaszcza w Azji), że przy wyjściu jakiś wyrywny kontroler sprawdza ticket bagażowy z nalepką na samym bagażu, kolejne nerwy...
- dostałam w twarz, a raczej w łuk brwiowy fotelem rozkładanym przez pasażerkę siedzącą przede mną, wydarzenie na tyle spektakularne, że co najmniej 3 osoby spytały, czy jestem aby na pewno OK...
Zatem podróż minęła mi na dochodzeniu do siebie oraz popadaniu w kolejne złe humory związane z władnym gapiostwem i nieszczęśliwymi kolejami losu. Ale się udało!
Poza tym Qatar Airways są fajne. I taki pan, co sprawdzał mój boarding pass w Doha powiedział, że moje imię i nazwisko wymyślił geniusz! Bo on próbował je wymówić kilka razy i się nie dało i że to według niego jest konpletnie niesamowite. A potem powiedział, że wie, że mojego nazwiska nikt nie wymyślił, tylko że mam je od mojego Taty. I był bardzo miły... Tylko jedna mała uwaga do qatarowców, (myślę że mam prawo, jako że jestem uczestnikiem programu lojalnościowego od 1 miesiąca
wywalcie te cholerne kanapki ze swojego menu! Są niejadalne. Ale cala reszta jak najbardziej OK.

Ale żeby nie było za łatwo...
Taka piękną nam zbudowali obwodnicę dokoluśka Wrocławia, tak łatwo na nią wjechać z A4 i jeszcze łatwiej zjechać na lotnisko. Wszystkie te łatwizny namówiły mnie, żeby zredukować czas dojazdu do WRO do niezbędnego minimum i w końcu wyspać się porządnie. Ładny plan, ale zły plan. Bo oto taka jedna cysterna się wywróciła i kompletnie zatarasowała drogę, skutkiem czego należało nadłożyć. Nadkładanie wcale nie jest uciążliwe kilometrowo-czasowo, pod warunkiem, że auta poruszają się w przyzwoitej prędkości. Tak się niestety nie stało. Korek. Wolnizna, zgrzytanie zębów, prawie płacz... z bezsilnej złości. Jak to, przez jedną cysternę mam mi się wywrócić urlop? Asprawiedliwe! Jednako opatrzność łaskawa była i dociurlala nas w aucie do kolejnego wjazdu na autostradę. Było mocno po czasie, jakieś 1,5h do odlotu i jeszcze ze 40 km do przejechania kiedy... złapaliśmy gumę. (...) A autostopu do podrzucenia do Wrocławia jak na lekarstwo!
Pogodziłam się z myślą, że urlop spędzę na kanapie z książką, wypijając wiadra herbaty z imbirem, żeby chociaż posmak Azji mieć. A tu jednak... Wielkie ukłony dla Pana Mariana, który wymienił kółko, docisnął pedał gazu, dowiózł na 5 minut przed- Z zamknięciem bramek... Bohater dnia zostanie uhonorowany po powrocie, bo dziękuję to stanowczo za mało.
Wydarzenia wczesnego popołudnia jednoznacznie wskazywały, że lekko tym razem nie będzie. I nie było:
- zgubiłam bilet, niby nic, bo teraz wszystko elektroniczne, ale czasami pytają na lotnisku choćby o jego numer, a ja nawet nie pamiętam godzin odlotów z poszczególnych przystanków, więc znowu nerwy,
- zgubiłam luggage tag, który jest podstawą do reklamacji w przypadku nieprzybycia bagażu na wskazane lotnisko o wskazanym czasie, nie wspomnę tu już o tym, że czasami zdarza się (zwłaszcza w Azji), że przy wyjściu jakiś wyrywny kontroler sprawdza ticket bagażowy z nalepką na samym bagażu, kolejne nerwy...
- dostałam w twarz, a raczej w łuk brwiowy fotelem rozkładanym przez pasażerkę siedzącą przede mną, wydarzenie na tyle spektakularne, że co najmniej 3 osoby spytały, czy jestem aby na pewno OK...
Zatem podróż minęła mi na dochodzeniu do siebie oraz popadaniu w kolejne złe humory związane z władnym gapiostwem i nieszczęśliwymi kolejami losu. Ale się udało!
Poza tym Qatar Airways są fajne. I taki pan, co sprawdzał mój boarding pass w Doha powiedział, że moje imię i nazwisko wymyślił geniusz! Bo on próbował je wymówić kilka razy i się nie dało i że to według niego jest konpletnie niesamowite. A potem powiedział, że wie, że mojego nazwiska nikt nie wymyślił, tylko że mam je od mojego Taty. I był bardzo miły... Tylko jedna mała uwaga do qatarowców, (myślę że mam prawo, jako że jestem uczestnikiem programu lojalnościowego od 1 miesiąca
wywalcie te cholerne kanapki ze swojego menu! Są niejadalne. Ale cala reszta jak najbardziej OK. 












Unregistered user # Wednesday, October 5, 2011 8:38:06 PM
Kasiakania514 # Friday, October 7, 2011 12:30:05 AM
Unregistered user # Friday, October 7, 2011 12:40:57 PM