Singapur na bogato
Saturday, October 8, 2011 5:02:30 PM
Dziwny jest... Niby mieszkają tu Azjaci, ale miasto jest jakoś mało duchowo azjatyckie. To znaczy jest tu kupa świątyń, meczetów, wokół których kręcą się ludzie w ubraniach dosyć jednoznacznie sugerujących wyznawaną religię, ale wystarczy trochę odejść od Little India, Chinatown czy Arab Street i ci sami ludzie mogą już uchodzić za uczestników wycieczki zwiedzającej metropolię. Fakt, pełno jest tu sklepików i restauracyjek z bardzo azjatyckimi produktami, szczególnie w chińskiej dzielnicy. Jednak ilość centrów handlowych sprzedających 'światowe' marki przerasta moim zdaniem nawet Dubaj. Tu chyba jest po jednym centrum handlowym na każde 10 Singapurczyków. I wszystko tak ładnie dookoła jest zorganizowane - szerokie drogi bez dziur, idealnie działająca i zorganizowana komunikacja miejska, oznaczenia miejsc ważnych tak umieszczone, że nawet nierozgarnięci będą mieć problem, żeby się tu zgubić. Każde miejsce, które podlega remontowi jest oznaczone, przeproszone za inconvenience i wytłumaczone, jak je ominąć. Tuż obok naszego guesthouse'u jest remontowany fragment domu: cały został odgrodzony, zasłonięty i oznaczony tablicą: helmet area... Nawet jak nie działają schody ruchome na stacji metra, to jest karteczka, że przepraszają i że obok są normalne schody (jakby ktoś nie widział...) i czasem nawet podają, kiedy one będą znowu działać. Czyli - jak na Azję, stanowczo za dużo tu porządku. Chociaż muszę obalić mit o sterylnej czystości miasta. Wcale nie jest sterylne, na ulicach są śmieci, niedopałki, butelki plastikowe. No i w tej idealnej organizacji pojawiają się czasem luki, i tym bardziej zdają się one absurdalne, wręcz każą myśleć, że może jednak jest w nich jakiś sens. Na przykład przejście dla pieszych na szerokiej arterii ośmiopasmowej wyznaczone jest tylko na jednej jej połowie, czyli przez pozostałe 4 pasy trzeba się przedrzeć z narażeniem życia.
Na pewno można tu dobrze zjeść. I to nawet w bardzo poślednio wyglądających jadłodajniach czy food court'ach. Mieszanka wielu kuchni - malajskiej, chińskiej i indyjskiej daje każdemu łasuchowi wielkie pole do popisu. Wcale się nie dziwię, że kuchnia kolonizatorów (Brytyjczyków) nie zostawiła tu żadnego śladu. Czy zresztą jest gdzieś na świecie kraj, gdzie Brytole wpłynęli pozytywnie na kuchnię? Szczerze wątpię
Mało azjatyckie są tu również ceny. Dlatego Singapur jest na bogato. Na dodatek mają tu parę atrakcji, z których grzech nie skorzystać. Bo albo największe, albo najładniejsze, najwyższe itd. Taka Sentosa Island może wyżreć pokaźną dziurę w budżecie. Universal Studios z rollercoasterami, karuzelami, przejażdżkami w strachu i ciemności za jedyne 66 lokalnych dolarków. Albo kino 4D za 18, a kin jest tu 3 i w każdym inny film. I jeszcze akwarium za 26. A teraz kończą budowę największego akwarium na świecie. Więc dojdzie kolejna atrakcja. A więcej niż połowę pominęłam: są tu jeszcze parki z ptakami i motylami, symbol miasta Merlion, taka wieża z obserwacyjnym obwarzankiem, który wjeżdża na górę, inna wieża, w której można latać, spektakle na wodzie, widowiska itd...
Dzisiaj mam w nogach wszystkie najważniejsze świątynie miasta. Chyba z 15 do kupy. I jeszcze Raffles Hotel i Esplanade z teatrami, które wyglądają jak oko muchy lub jak durian (to nie moje określenia, tak mówią lokalsi), muzeum cywilizacji azjatyckich i Singapore Flyer. To ostatnie to takie London Eye, czyli diabelski młyn, tyle że największy na świecie. Za jedynie około 30 dolarków
. I teraz tak mnie bolą nogi, że zastanawiam się, czy można zejść śmiertelnie na ból nóg. Jestem w każdym razie tego bliska.
A jutro, jeśli nóżki pozwolą, Henderson Waves, Orchard Road i znowu Sentosa i jeszcze....
Aha. I codziennie tu pada. Ale tak ładnie pada. W sposób zorganizowany: krótko, ciepło i nie za długo.
Na pewno można tu dobrze zjeść. I to nawet w bardzo poślednio wyglądających jadłodajniach czy food court'ach. Mieszanka wielu kuchni - malajskiej, chińskiej i indyjskiej daje każdemu łasuchowi wielkie pole do popisu. Wcale się nie dziwię, że kuchnia kolonizatorów (Brytyjczyków) nie zostawiła tu żadnego śladu. Czy zresztą jest gdzieś na świecie kraj, gdzie Brytole wpłynęli pozytywnie na kuchnię? Szczerze wątpię

Mało azjatyckie są tu również ceny. Dlatego Singapur jest na bogato. Na dodatek mają tu parę atrakcji, z których grzech nie skorzystać. Bo albo największe, albo najładniejsze, najwyższe itd. Taka Sentosa Island może wyżreć pokaźną dziurę w budżecie. Universal Studios z rollercoasterami, karuzelami, przejażdżkami w strachu i ciemności za jedyne 66 lokalnych dolarków. Albo kino 4D za 18, a kin jest tu 3 i w każdym inny film. I jeszcze akwarium za 26. A teraz kończą budowę największego akwarium na świecie. Więc dojdzie kolejna atrakcja. A więcej niż połowę pominęłam: są tu jeszcze parki z ptakami i motylami, symbol miasta Merlion, taka wieża z obserwacyjnym obwarzankiem, który wjeżdża na górę, inna wieża, w której można latać, spektakle na wodzie, widowiska itd...
Dzisiaj mam w nogach wszystkie najważniejsze świątynie miasta. Chyba z 15 do kupy. I jeszcze Raffles Hotel i Esplanade z teatrami, które wyglądają jak oko muchy lub jak durian (to nie moje określenia, tak mówią lokalsi), muzeum cywilizacji azjatyckich i Singapore Flyer. To ostatnie to takie London Eye, czyli diabelski młyn, tyle że największy na świecie. Za jedynie około 30 dolarków
. I teraz tak mnie bolą nogi, że zastanawiam się, czy można zejść śmiertelnie na ból nóg. Jestem w każdym razie tego bliska.A jutro, jeśli nóżki pozwolą, Henderson Waves, Orchard Road i znowu Sentosa i jeszcze....
Aha. I codziennie tu pada. Ale tak ładnie pada. W sposób zorganizowany: krótko, ciepło i nie za długo.













Unregistered user # Saturday, October 8, 2011 6:01:09 PM
Kasiakania514 # Sunday, October 9, 2011 1:01:27 AM
Tylko jak mam to zrobić?
Mimniemimnie # Sunday, October 9, 2011 11:52:23 AM
smqzbq # Monday, October 10, 2011 8:10:16 PM
"Singapur na więzienno"
"48 w Singapurze"
"Singapur w paski"
"Krótki kurs czytania azjatyckich tatuaży więziennych"
Kasiakania514 # Tuesday, October 11, 2011 12:09:52 AM
Unregistered user # Tuesday, October 11, 2011 3:17:12 AM
Unregistered user # Tuesday, October 11, 2011 3:19:14 AM
Mimniemimnie # Tuesday, October 11, 2011 10:25:07 AM
Kasiakania514 # Tuesday, October 11, 2011 1:58:30 PM
Co do Opola... hmmmm... ten tego. Moje miasto, jakkolwiek ulubione, nie przedstawia sobą aż tylu walorów, żeby jakiś oddzielny rozdział bloga mu w hołdzie złożyć. Ale może jeden wpisik... tylko o czym? Proszę o podrzucenie tematu.