Melaka na zwyczajnie
Tuesday, October 11, 2011 4:03:28 PM
Tytułem kontynuacji Singapuru muszę jeszcze dodać kilka wspomnień...
Znalazłam w necie taką mądrą stronę, co ma na imię gothere.sg. Polecam ją szczególnej uwadze, ponieważ ona umie robić bardzo ładne rzeczy. Na przykład podaje się jej dwa adresy i ona umie pokazać, jak dojechać z punktu A do B środkami komunikacji miejskiej. I można ją poprosić, żeby wymyśliła tak, żeby się jechało tylko autobusami. Albo tylko MRT. Albo taksówką, to ona poda numery do korporacji i jeszcze wyliczy orientacyjną cenę za trasę. I wszystko ładnie pokazuje na mapie. I to dzięki niej dotarłam do Henderson Waves, bo inaczej byłoby trudno. A to ostatnie to taki ładny mosteczek w powietrzu, nad drogą i trochę w dżungli, ale wciąż w Singapurze. Bo oni tam mają nawet dżunglę prawdziwą w mieście. Z małpami. I wiewiórkami.
Oprócz Falek Hendersona obaczyłam Orchard Road. To taka ulica, gdzie jeden koło drugiego stoją Złote Tarasy, Blue City, Karolinka, Magnolia, Silesia, Plejada, Galeria Dominikańska, Pasaż Grunwaldzki, Solaris i wiele innych. Tak po prostu. Jeden obok drugiego. I na tej ulicy mieszka też polska ambasada, którą prawie odwiedziłam. Ale nie głosowałam. Joanna głosowała.
A całkiem niedaleko od ambasady jest świetny food court - Food Republic. Tych Republików jest w Singapurze więcej zresztą. I one są bardzo fajne. Bo na przykład za ludzkie pieniądze można tam zjeść wielką rozmaitość azjatyckich smaczkołyków. Na przykład teppanyaki. Co stało się moim udziałem, z nieukrywaną radością zresztą. Ogólnie muszę rzec, że jedzeniowo Singapur wymiata. Za każdym razem zażerałam się okrutnie, bez opamiętania. A to dim sum, a to inna chińszczyzna, a to pyszne malezyjskie laksy, albo kluski, albo mikro ośmiorniczki glazurowane miodem, satay'e, indyjskie tikka z obowiązkowym salty lassi... mmmm... A. I postanowiłam się przerzucić kompletnie na azjatczyznę do jedzenia w domu. I zamierzam poszukać jednoosobowego garnka do gotowania ryżu. Jest coś takiego w ofercie?
Chciałam jeszcze dodać, że jeśli niedaleko naszej ambasady jest taka ładna plantacja dobrego jedzenia, to ja bym tam mogła nawet pracować. Znaczy w ambasadzie. Więc jeśli ambasada reflektuje, to niech się odezwie. Halo, czy ambasada mnie słyszy?
Ale miało być o Melace.
Melaka jest OK, chociaż się zmieniła trochę. Na nowocześnie. Ale te bordowe historyczne budynki dalej stoją, jak stały. I statek też. I pałac sułtana. I rzeczka jest w tym samym miejscu. I można nią popłynąć na fajny rejs wieczorową porą, kiedy wszystko się ładnie świeci. I guesthose fajny był. Nazywa się Travelers Planet i mieszka przy ulicy Jalan PM 3. Bardzo fajna obsługa. Taki jeden pan stamtąd, Malaj zresztą, powiedział że ich rząd to straszni hipokryci, bo udają, że Malezja to kraj muzułmański, ale alkohol pozwalają sprzedawać, tylko kasę na tym straszną zarabiają. Bo w Malezji alkohol jest prawie najdroższy na świecie. Wyprzedzają ich tylko Emiraty. No i on mówi, że większość muzułmanów pije i tak, i że są takimi muzułmanami na papierze.
My tu gadu gadu, a ja się muszę na samolot zebrać...
Znalazłam w necie taką mądrą stronę, co ma na imię gothere.sg. Polecam ją szczególnej uwadze, ponieważ ona umie robić bardzo ładne rzeczy. Na przykład podaje się jej dwa adresy i ona umie pokazać, jak dojechać z punktu A do B środkami komunikacji miejskiej. I można ją poprosić, żeby wymyśliła tak, żeby się jechało tylko autobusami. Albo tylko MRT. Albo taksówką, to ona poda numery do korporacji i jeszcze wyliczy orientacyjną cenę za trasę. I wszystko ładnie pokazuje na mapie. I to dzięki niej dotarłam do Henderson Waves, bo inaczej byłoby trudno. A to ostatnie to taki ładny mosteczek w powietrzu, nad drogą i trochę w dżungli, ale wciąż w Singapurze. Bo oni tam mają nawet dżunglę prawdziwą w mieście. Z małpami. I wiewiórkami.
Oprócz Falek Hendersona obaczyłam Orchard Road. To taka ulica, gdzie jeden koło drugiego stoją Złote Tarasy, Blue City, Karolinka, Magnolia, Silesia, Plejada, Galeria Dominikańska, Pasaż Grunwaldzki, Solaris i wiele innych. Tak po prostu. Jeden obok drugiego. I na tej ulicy mieszka też polska ambasada, którą prawie odwiedziłam. Ale nie głosowałam. Joanna głosowała.
A całkiem niedaleko od ambasady jest świetny food court - Food Republic. Tych Republików jest w Singapurze więcej zresztą. I one są bardzo fajne. Bo na przykład za ludzkie pieniądze można tam zjeść wielką rozmaitość azjatyckich smaczkołyków. Na przykład teppanyaki. Co stało się moim udziałem, z nieukrywaną radością zresztą. Ogólnie muszę rzec, że jedzeniowo Singapur wymiata. Za każdym razem zażerałam się okrutnie, bez opamiętania. A to dim sum, a to inna chińszczyzna, a to pyszne malezyjskie laksy, albo kluski, albo mikro ośmiorniczki glazurowane miodem, satay'e, indyjskie tikka z obowiązkowym salty lassi... mmmm... A. I postanowiłam się przerzucić kompletnie na azjatczyznę do jedzenia w domu. I zamierzam poszukać jednoosobowego garnka do gotowania ryżu. Jest coś takiego w ofercie?
Chciałam jeszcze dodać, że jeśli niedaleko naszej ambasady jest taka ładna plantacja dobrego jedzenia, to ja bym tam mogła nawet pracować. Znaczy w ambasadzie. Więc jeśli ambasada reflektuje, to niech się odezwie. Halo, czy ambasada mnie słyszy?
Ale miało być o Melace.
Melaka jest OK, chociaż się zmieniła trochę. Na nowocześnie. Ale te bordowe historyczne budynki dalej stoją, jak stały. I statek też. I pałac sułtana. I rzeczka jest w tym samym miejscu. I można nią popłynąć na fajny rejs wieczorową porą, kiedy wszystko się ładnie świeci. I guesthose fajny był. Nazywa się Travelers Planet i mieszka przy ulicy Jalan PM 3. Bardzo fajna obsługa. Taki jeden pan stamtąd, Malaj zresztą, powiedział że ich rząd to straszni hipokryci, bo udają, że Malezja to kraj muzułmański, ale alkohol pozwalają sprzedawać, tylko kasę na tym straszną zarabiają. Bo w Malezji alkohol jest prawie najdroższy na świecie. Wyprzedzają ich tylko Emiraty. No i on mówi, że większość muzułmanów pije i tak, i że są takimi muzułmanami na papierze.
My tu gadu gadu, a ja się muszę na samolot zebrać...













Mimniemimnie # Tuesday, October 11, 2011 6:31:26 PM
Kasiakania514 # Tuesday, October 11, 2011 6:42:57 PM
Ale parę rzeczy ma swój urok... Jak na przykład darmowe wifi na lotnisku, rzecz której w Monachium i za 100 lat na pewno nie będzie. A przecie mam tam kwitnąć przez 6 godzin.
Mimniemimnie # Tuesday, October 11, 2011 7:18:47 PM
Kasiakania514 # Wednesday, October 12, 2011 4:18:07 AM