My Opera is closing 3rd of March

"The world is like a book, one who doesn't travel reads only one page"

zapiski po podróżach

Filipiny czas zacząć...

,

Po rocznej przerwie i kilku europejskich i bliskoazjatyckich peregrynacjach czas powrócić do Azji dalszej. Tym razem Filipiny. Trzy tygodnie. Słońce. Plaża. Tarasy ryżowe. Wulkany. Jajka z zarodkiem... smile
Początek, jak zwykle MUC. Ale tym razem Monachium o dziwo, bez problemów... A nawet na lekki plus, ale to zasługa obsługi Kataru. Tak, Katar posiada obsługę, ale nie w postaci chusteczek oczywiście. Katar to jedno z określeń dla najfajniejszej linii lotniczej świata (nie, nie płacą mi za reklamę, JESZCZE nie smile A oto lista powodów, dla których Qatar Airways są takie fajne:
- Miła pani (choć z Lufthansy) dała miejsce przy wyjściu ewakuacyjnym, co oznacza kupę miejsca na nóżki. Przy 9 godzinach lotu ma to znaczenie niebagatelne. To już kolejny raz mnie tak potraktowano, choć dopiero od tego 'razu' legitymuję się kartą Silver Privilege.
- No właśnie, profity za lojalność przychodzą szybciej, niż by się można było spodziewać. Po 3 lotach tam i z powrotem na całkiem długaśnych trasach jako ekonom, ale wszak nie dookoła świata (wprawny czytelnik domyśli się, że to były loty do Azji) dorobiłam się statusu prawie najwierniejszego klienta...
- Z którego to skwapliwie korzystam w tej chwili, rozsiadając się w Silver Lounge w Ad Dausze. I zajadając lokalne potrawy i słodycze. Dla mnie i dla 2 moich gości zupełnie za darmo. Ha!
- A na dodatek... na dodatek zjadłam dziś najlepszy posiłek samolotowy w mojej dotychczasowej karierze podniebnej. Kurczaczyna w limonce i mleku kokosowym z dodatkiem chili podana na makaronie w towarzystwie wytrawnej sałatki z zielonej soczewicy. Kruchutkie krakersy, ciepła bułeczka i szczodry kawał puchatego sernika w ramach dodatków. Kiedy pomyślę, jakimi produktami zakleja swoich klientów Lufthansa to dziwię się, że jeszcze posiada jakichkolwiek nabywców usług. Chyba, że tych, co lecą pierwszy raz lub innego wyjścia nie mają, bo muszą dolecieć do Qatara...
- I w nawiązaniu do ostatniej uwagi - już nie będzie trzeba dolatywać do Niemiec, żeby skorzystać z Katarków! Od 5 grudnia startuje regularne połączenie z WAW. Bosko!

Z nadzieją na kolejny dobry posiłek pozostaję

Z poważaniem i wielce uradowana

zakatarzona Katarzyna, choć nie chorobowo

Mały update do Kataru - czyli kolejne powody ku mojej sympatii:
- W samolocie z Monachium przy wejściu z rękawa wita podróżnych para flight attendants. Pan spogląda na mnie, uśmiecha się lekko i rzecze: a ty lecisz do Manili... Jego sympatyczna koleżanka patrzy na mnie wyczekująco, ja potwierdzam pytaniem, skąd może to wiedzieć? Ani karty pokładowej nie miałam na wierzchu, ani znaczka na czole... Koleżanka dopytuje: ale przecież nie możesz tego wiedzieć! Jak, skąd? Pan się uśmiecha i nic nie odpowiada...
- W samolocie z Doha chwilę przed pierwszym posiłkiem podeszła do mnie stewardessa i z uśmiechem na twarzy oświadczyła, iż skoro jestem dla nich privilege i ogólnie silver, to co chciałabym zjeść, bo oni muszą zadbać, żeby tego dla mnie nie zabrakło... smile aaaa, jestem w niebie pod niebem smile
- Na zakończenie najlepsze: koniec podróży, wysiadam, Manila. Pani stewardessa z przedniej części samolotu, której wcześniej nie miałam okazji widzieć, żegna mnie temi słowy: Welcome home, madame... I nie dbam wcale o to, czy posiadam jakiś filipiński rys twarzy, czy też inną ich cechę genetyczną, czy ciemne oczy po prostu wystarczą, żeby zakwalifikować mnie do grona potomków ludu tutaj zamieszkującego... Pani trafiła na bardzo podatny grunt swoim pożegnaniem, rzekłabym, że Qatar Airways posiada pracowników o zdolnościach telepatycznych albo przynajmniej ich umiejętności wkraczają na grunt metafizyki. Bo przecież no właśnie! Welcome home! Jestem w domu!

A Manila wcale nie jest taka straszna, jak ją malują. Normalne, wielkie azjatyckie miasto.
Jutro ciut zwiedzania i podróż nocnym autobusem do Banaue - do ryżowych tarasów. I dalej Sagada. I znowu powrót w nocy. I pewnie nie będzie tam internetu, a za dwa dni lot na Palawan.

Za oknem już ciemna noc. Chociaż nie do końca ciemna, bo rozświetlona lampami, neonami, reklamami i światłami okien wieżowców. To jedno z wielu centr miasta, takich z wysokimi budynkami, sklepami, centrami handlowymi, biurami i restauracjami. Ale nawet w centrum dobrze się czuję. Tuż za rogiem w małym okienku pan sprzedaje świeże dimsum, 4,80 zł. za bambusowy koszyk specjału, jutro pójdę tam na śniadanie.

smile

Malezja na rozmownieFilipiński numer

Comments

Unregistered user Thursday, November 15, 2012 8:09:44 AM

Gosz writes: Pozdrawiamy z panią Renią :)

Kasiakania514 Friday, November 16, 2012 8:54:20 AM

Dzięki! Pozdrawiamy Gosza i Panią Renię i Innych smile

Unregistered user Monday, November 19, 2012 7:54:55 PM

Ja_asia writes: Czy Ty potrafisz przyrządzić dimsum, dziewczyno? Zjadłabym coś takiego... :-)

Unregistered user Monday, November 19, 2012 11:28:42 PM

grzebyk writes: Kacjusza:) Git że. Ta atmosfera miasta też by mi się spodobała. Ale Katarem nie polecę bo nie mają ATR-ów :) Buziaki i trzymaj się zdrowo. Kiedy plaża z patyczkami ?

Kasiakania514 Friday, November 23, 2012 1:51:30 PM

Ja_asio - oczywgipsie, że bym potrafiła, ale to żmudne zajęcie... Musimy popertraktować smile
Grzebyk - plaże była, jest i będzie jej jeszcze więcej, jeśli tylko moja skórka to wytrzyma smile

Unregistered user Friday, November 23, 2012 9:46:44 PM

Ja_asia writes: Ja mogę zawijać :-)

Unregistered user Thursday, December 27, 2012 2:34:44 PM

Anonim writes: "welcome home" - dreszczyk!

Kasiakania514 Thursday, December 27, 2012 7:44:57 PM

Anecia?
To Ty?

How to use Quote function:

  1. Select some text
  2. Click on the Quote link

Write a comment

Comment
(BBcode and HTML is turned off for anonymous user comments.)

If you can't read the words, press the small reload icon.


Smilies