My Opera is closing 3rd of March

"The world is like a book, one who doesn't travel reads only one page"

zapiski po podróżach

W górach i na tarasach

, ,

No i proszę… Wystarczy trochę słońca i świat od razu nabiera barw!
Dokładnie ta sama trasa: Banaue – Sagada, tylko w przeciwnym kierunku i z lekkimi chmurkami, mniej więcej 24 godziny później, a zupełnie inny klimat, nastrój, widok. Droga wiedzie zboczem doliny, z obu jej stron, przecinając góry wysokie na prawie 2000 m gdzieś tak w 2/3 ich wysokości. Poniżej przepaść, od której nie oddziela nic, nawet dająca iluzoryczne poczucie bezpieczeństwa niska metalowa balustradka. Dla pewności sprawdzałam co chwilę, czy blokada drzwi przy których siedziałam, działa prawidłowo. Wąski pasek drogi czasami zasypany przez osuwiska kamieni, ziemi czy lawiny błotne, po których jednak wciąż dało się przejechać, snuł się zakrętami i ostrymi podjazdami w takim prawie naszym lesie. Ten las był wzbogacony pióropuszami paproci rosnących na wysokich pniach, dokładnie takich jak w parku jurajski. Trochę niżej pojawiały się bananowce i nasze doniczkowe rośliny w rozmiarze XXXL. W dole doliny malutkie poletka ryżowe zbudowane na mini tarasach. A widoki! Trochę jak Sapa w Wietnamie, a trochę herbaciane wzgórza wokół Nuwara Eliye na Sri Lance. Bajka. I w końcu bez chmur można było zobaczyć tarasy ryżowe! Kilkudziesięciopiętrowe!
Dlatego chciałyśmy ich więcej. I dlatego następnego dnia wybrałyśmy się na trekking do Batad. Ale jeszcze wcześniej zaliczyłyśmy okoliczne punkty widokowe, żeby przydrożne nasadzenia (cytat z Agaty) nie przesłaniały nam widoku z pędzącego auta.
Auto to może za dużo powiedziane. Jeepney to wynalazek charakterystyczny tylko dla Filipin, przynajmniej ja czegoś takiego wcześniej nie spotkałam. Wygląda to jak kolorowe, świecące połączenie UAZa z amerykańskim autobusem szkolnym , tyle że dwukrotnie pomniejszonym. Ten stwór spełnia rolę lokalnego autobusu z mniej lub bardziej ustaloną trasą, ale bez rozkładu jazdy. Odjeżdża dopiero po napełnieniu z meniskiem wypukłym przez pasażerów. Kolejnym lokalnym wynalazkiem są tricycle. Zmutowana wersja tuk-tuka, mniej wygodna i tyle na ten temat.
Wieczór przedtrekkingowy upłynął w muzycznym nastroju – najpierw w Las Vegas śpiewał dla nas Elvis, potem my śpiewałyśmy dla naszego kierowcy trekkingowego w barze karaoke. Pisząc ‘śpiewałyśmy’ popełniłam świadome nadużycie.
Trekking był wielce udany, acz męczący. A dookoła było bardzo ładnie. I na miejscu też było ładnie, tzn. jeszcze więcej tarasów, niż dotąd. Tylko, że były puste, tzn. jedynie zalane wodą, bez roślinek, co czyniłoby to miejsce jeszcze bardziej urokliwym. I towarzystwo też było ładne – 3 italiano vero i jeden vero americano.
Cała ta podróż jest dosyć nostalgiczna, a to przez oprawę muzyczną. We wszystkich środkach transportu rozbrzmiewają romantyczne przeboje z lat 80. Z Asią czujemy się pewnie w tym repertuarze, Agata ciut odstaje wink . Natomiast ze smutkiem konstatuję, że umiłowanie reggae wszechobecne w innych krajach Azji Południowo-Wschodniej, na Filipinach ustępuje miejsca niezrozumiałej dla mnie sympatii dla muzyki country. Cóż, trudno. Z jedzeniem też mają postawione na głowie. Niby mają dostęp do tych samych składników, co sąsiedzi, niby wiele tradycji kulinarnych wymieszanych, a wychodzi nijako, mało smacznie, mało przyprawione. Wychodzi na to, że katoliki zawsze potrafią wszystko zepsuć… Taki balut na przykład, jajo kacze z rozwiniętym embrionkiem w środku, ugotowane. Aldo, jeden z Italiano vero, próbował. I mówił, że smak jajeczny, tylko dziubek i pazurki mu przeszkadzały…
Kilka rad praktycznych:
Ile płacić za taksówkę w Manili? – to trudne pytanie, bo nie tylko zależy od destynacji, ale również od natężenia ruchu. Najbardziej rozsądnym rozwiązaniem wydaje się być ustalenie z kierowcą, że w godzinach tłocznych (8.00-23.00) zapłaci się 100 pesos ponad wskazanie licznika.
Dla wybierających się do Banaue i Batad – w tej chwili do Banaue jeździ tylko jedna autobusowa - Ohayami z Sampaloc (to część dzielnicy Quezon City). Bilet kosztuje 400 pesos. Wyprawa do Batad – jeśli z transportem jeepneyem pod same siodło Batad Saddle – koszt około 2000-2500 pesos za jeepney, jeśli tylko do Batad Junction – 900-1000 pesos. Do tego można, ale nie trzeba doliczyć przewodnika za 1000-1200 pesos. Nocleg w Batad 200 pesos za osobę.

A teraz lecimy na Palawan...

W stronę deszczu...Uwaga

Comments

Unregistered user Monday, November 19, 2012 10:33:29 AM

Anonim writes: Czyli to jednak prawda, że Elvis żyje. I Ty odkryłaś nawet gdzie... :-)

Unregistered user Monday, November 19, 2012 10:36:55 AM

Ja_asia writes: Czyli to jednak prawda, że Elvis żyje.

Unregistered user Monday, November 19, 2012 10:42:57 AM

Ja_asia writes: Ten drugi wpis to wypadek przy pracy :-)

DreamingElf Tuesday, November 20, 2012 12:28:49 AM

A puszczaja tam Modne Tloczki?
A z tego co piszesz o ciankosci jedzenia wnosze, iz o Kotach Pieczonych mozna sobie jedynie pomarzyc (znowu)?

Kasiakania514 Wednesday, November 21, 2012 12:08:23 PM

Drodzy moi...
Faktycznie Elvis żyje, tylko przeszedł operację twarzy i wygląda bardzo filipińsko.
Modnych Tłoczków brak... O kotach można zapomnieć, konpletnie zapomnieć

Kasiakania514 Friday, November 23, 2012 1:58:08 PM

Poprawka: puszczają Modne Tłoczki!

How to use Quote function:

  1. Select some text
  2. Click on the Quote link

Write a comment

Comment
(BBcode and HTML is turned off for anonymous user comments.)

If you can't read the words, press the small reload icon.


Smilies