My Opera is closing 3rd of March

"The world is like a book, one who doesn't travel reads only one page"

zapiski po podróżach

Palawan - w deszczowym raju

, ,

Po długiej nocnej podróży autobusem i wyjątkowo szybkiej przeprawie przez Manilę taksówką dotarłyśmy do lotniska Ninoy skąd całkiem przyzwoity Airbus 330 lokalnej taniutkiej linii lotniczej Cebu Pacific zabrał nas na Palawan, do Puerto Princesa. Miasteczko bliżej nam się nie przedstawiło, bo i nam na tym nie zależało, chciałyśmy jak najszybciej dotrzeć gdzieś dalej – do Sabang lub Port Barton. I tu się pojawił problem – na Palawanie wszystkie środki komunikacji odjeżdżają o poranku albo koło 14.00 lub 15.00 i potem i wcześniej cisza. Trzeba kombinować i dobrze planować wszystkie podróże, żeby nie przepłacać jak za zboże, bo i jeepney’e jeżdżą tu jakoś niezbyt często. Ale się udalo i za dwie stówki od łebka dojechałyśmy do Sabang. Gdzie lało. Było ładnie, ale jednak lało… Sabang to maluśka osada, w której prąd pojawia się wieczorem i leci z kranu do 22.00 oraz o poranku, razem z brzaskiem i gaśnie o 06.00. A Internet dostępny jest w jedynym 4 gwiaździstym resorcie, jak się zamówi tam drogiego drinka w barze. Czyli dziękujemy. Ale nie podziękowałyśmy za lokalna atrakcję w postaci najdłuższej podziemnej rzeki na świecie, która jak sama nazwa wskazuje jest pod ziemią i tam nie pada. Rzeka jest ok, ale ciemna bardzo, nie oświetlona i czasem największe jej atuty mogą niechcący przez zwiedzających zostać pominięte. Po zwiedzeniu rzeki łódką wróciłyśmy na deszcz. I na kolację. W Sabang wydaje się, że tylko w jednym miejscu można zjeść cokolwiek – Green Verde, bo inne miejsca wyglądają na wymarte. Ale to dopiero początek sezonu. I dobrze, że tylko jedno, bo znalazłyśmy kompanów do wspólnego przepłynięcia łódką do Port Barton. Wielce nas to ucieszyło, bo perspektywa jazdy jeepneyami przez 5 godzin z 2 przesiadkami była lekko odstraszająca, a wynajęcie całej łódki za 5000 pesos obudziło w nas pokłady jak kto woli: skąpstwa bądź rozsądku.
I tak oto jesteśmy w Port Barton, w którym prąd jest dostępny kilka godzin dłużej, a Internet można dostać jako przystawkę do tańszego drinka.
Po drodze się spaliłyśmy na skwarki, mimo grubej warstwy chmur, co nas zaskoczyło. Zatem uznałyśmy, że tutaj słońce opala nawet w deszczu, więc całe popołudnie spędziłyśmy na plaży, mimo że lało… I chyba jesteśmy jeszcze bardziej spalone… Bardzo dziwny kraj…
A na jutro wynajęłyśmy łódkę z lunchem i kierowcą, żeby nam zrobił Island hopping (bo jak na razie nasze stópki stanęły na 3 z 7105 filipińskich wysp) i pozanurzał nas w wodzie koło raf koralowych. Będzie fajnie, nawet jak będzie lało!


UwagaAle dzień!

Comments

Unregistered user Wednesday, November 21, 2012 9:33:20 PM

Gosz writes: Tu nie leje - i nie opala. buźki

Kasiakania514 Friday, November 23, 2012 2:00:37 PM

Tu już też nie leje, ale za to opala bardzo. Wpadnijcie, jeśli macie ochotę smile

How to use Quote function:

  1. Select some text
  2. Click on the Quote link

Write a comment

Comment
(BBcode and HTML is turned off for anonymous user comments.)

If you can't read the words, press the small reload icon.


Smilies