Tutaj - czyli Cebu w lecie
Saturday, April 27, 2013 6:38:01 PM
O czwartej rano w Cebu temperatura wynosi 27 stopni. Bosko, zwłascza że zima trzymała długo i ciepła brak. Ale jednak bez przesady. Mój entuzjazm osłabiony został przez tak długą podróż i moją własną głupotę. Źle zrobiłam rezerwację noclegu (zima zamroziła mi mózg chyba, bo zarezerwowałam pokój na dzień później) i już chciałam płakać, że po tylu godzinach lotów będę musiała koczować w upale 12 godzin, żeby się zameldować. Jednak udało się dostać za pół ceny dodatkowy dzień i pokój.
Po czym spałam cały dzień.
Tylko konsumpcja mnie cuciła, dostarczana przez Franka z pobliskiego foodcourtu mieszcząceg się w hipermarkecie. Ryba, kalmary z rusztu, ryż jawajski i małże zapiekane na obiad, sałatka kurczaczna z orzeszkami ziemnymi na kolację. Na śniadanie siomai, czyli taki dimsum, z różnymi nadzieniami, maczane w sosie sojowym wymieszanym z octem albo calamansi i paćką z chili.
Ale w końcu wypadało się jakoś otrzepać i wstać. Zwłaszcza że tego dnia była parada przy pomniku. Już nie bardzo pamiętam czyj to pomnik, chyba Magellana. Albo raczej Madżellana, jak tu mówią. Jakiś czas temu pan Madżellan przyjechał do Lapu Lapu (czyli tu, gdzie jestem) i spotkał się z lokalnym wodzem. Coś się nie dogadali chłopaki, nie wiem, zupa była za słona czy paciorków za mało, w każdym razie Madżiellan spotkania nie przeżył. I nie wiem, czy parada jest ku pamięci czy ku przestrodze... Nie wiem, bo nie widziałam. To znaczy byłam, ale nie widziałam, bo było tyle ludzi. Oraz było potwornie gorąco, więc nie chciałam bić się z ludźmi o dostęp do widoku. Taki upał pamiętam z Laosu tylko. Koszmar. Spytałam więc Franka, kiedy jest u nich najgoręcej. Teraz - odpowiedział. To czemu nie wiedziałam tego wcześniej??? Bo myślał, że się ucieszę, skoro miałam długą zimę
W związku z brakiem dostępu do parady poszliśmy oglądać most. Most łączy Mactan z Cebu i jest piękny. Jego piękność polega na tym, że daje dużo cienia i wieje koło niego lekki zefirek. Pod mostem siedzieliśmy chyba z godzinę, dwa razy dłużej niż na paradzie.
Potem zjadłam halo-halo. Olbrzymie i kolorowe, pełne gararetek, zielonego i czerwonego, flanu mlecznego, fioletowych lodów z ube, białych kulek, fasolek żółtych i fioletowych, kruszonego lodu, suszonych bananów i jackfrutów i nie wiem jeszcze czego. Doble.
Do hotelu wróciliśmy taksi, bo to jedyny środek transportu który posiada klimatyzację. A jeepneye są fajne, owszem, ale nie kiedy ludzie są w nich zapakowani jak sardynki, a na zewnątrz jest 40 stopni w plusie. I zaraz zjedliśmy Cholesterol. Wielką kupę cholesterolu w postaci kawałka świni, a raczej świnki z rożna z chrupiącą skórką, sosem i smażoną krwią świnki. Franek wpadł w zachwyt, kiedy zobaczył mnie pałaszującą tę ostatnią z ryżem. Zatem objaśniłam mu instytucję kaszanki, wydaje się że odzyskał nadzieję, że polska kuchnia nie jest zbiorem li jedynie potraw ze zgniłych warzyw (vide: bigos, kapuśniak i ogórkowa) i ziemniaków. Potem zwiedzaliśmy centrum handlowe, bo jest w nim zimno. Jutro chyba też będziemy zwiedzać centrum handlowe, bo w nim zimno. Sama siebie nie znałam od tej strony. Ale już odczuwam wyrzuty sumienia, że nic nie robię. Jutro nocny prom do Tagbilaran, a potem po południu na Siquijor. Będę leżeć bykiem. Ha!
Nie ma tu kotów. Więc może je zjedli już...
Po czym spałam cały dzień.
Tylko konsumpcja mnie cuciła, dostarczana przez Franka z pobliskiego foodcourtu mieszcząceg się w hipermarkecie. Ryba, kalmary z rusztu, ryż jawajski i małże zapiekane na obiad, sałatka kurczaczna z orzeszkami ziemnymi na kolację. Na śniadanie siomai, czyli taki dimsum, z różnymi nadzieniami, maczane w sosie sojowym wymieszanym z octem albo calamansi i paćką z chili.
Ale w końcu wypadało się jakoś otrzepać i wstać. Zwłaszcza że tego dnia była parada przy pomniku. Już nie bardzo pamiętam czyj to pomnik, chyba Magellana. Albo raczej Madżellana, jak tu mówią. Jakiś czas temu pan Madżellan przyjechał do Lapu Lapu (czyli tu, gdzie jestem) i spotkał się z lokalnym wodzem. Coś się nie dogadali chłopaki, nie wiem, zupa była za słona czy paciorków za mało, w każdym razie Madżiellan spotkania nie przeżył. I nie wiem, czy parada jest ku pamięci czy ku przestrodze... Nie wiem, bo nie widziałam. To znaczy byłam, ale nie widziałam, bo było tyle ludzi. Oraz było potwornie gorąco, więc nie chciałam bić się z ludźmi o dostęp do widoku. Taki upał pamiętam z Laosu tylko. Koszmar. Spytałam więc Franka, kiedy jest u nich najgoręcej. Teraz - odpowiedział. To czemu nie wiedziałam tego wcześniej??? Bo myślał, że się ucieszę, skoro miałam długą zimę
W związku z brakiem dostępu do parady poszliśmy oglądać most. Most łączy Mactan z Cebu i jest piękny. Jego piękność polega na tym, że daje dużo cienia i wieje koło niego lekki zefirek. Pod mostem siedzieliśmy chyba z godzinę, dwa razy dłużej niż na paradzie.Potem zjadłam halo-halo. Olbrzymie i kolorowe, pełne gararetek, zielonego i czerwonego, flanu mlecznego, fioletowych lodów z ube, białych kulek, fasolek żółtych i fioletowych, kruszonego lodu, suszonych bananów i jackfrutów i nie wiem jeszcze czego. Doble.
Do hotelu wróciliśmy taksi, bo to jedyny środek transportu który posiada klimatyzację. A jeepneye są fajne, owszem, ale nie kiedy ludzie są w nich zapakowani jak sardynki, a na zewnątrz jest 40 stopni w plusie. I zaraz zjedliśmy Cholesterol. Wielką kupę cholesterolu w postaci kawałka świni, a raczej świnki z rożna z chrupiącą skórką, sosem i smażoną krwią świnki. Franek wpadł w zachwyt, kiedy zobaczył mnie pałaszującą tę ostatnią z ryżem. Zatem objaśniłam mu instytucję kaszanki, wydaje się że odzyskał nadzieję, że polska kuchnia nie jest zbiorem li jedynie potraw ze zgniłych warzyw (vide: bigos, kapuśniak i ogórkowa) i ziemniaków. Potem zwiedzaliśmy centrum handlowe, bo jest w nim zimno. Jutro chyba też będziemy zwiedzać centrum handlowe, bo w nim zimno. Sama siebie nie znałam od tej strony. Ale już odczuwam wyrzuty sumienia, że nic nie robię. Jutro nocny prom do Tagbilaran, a potem po południu na Siquijor. Będę leżeć bykiem. Ha!
Nie ma tu kotów. Więc może je zjedli już...













Unregistered user # Saturday, April 27, 2013 7:21:38 PM
Kasiakania514 # Saturday, April 27, 2013 7:32:22 PM
Unregistered user # Saturday, April 27, 2013 7:42:24 PM
Unregistered user # Sunday, April 28, 2013 9:47:25 AM
Unregistered user # Sunday, April 28, 2013 7:44:14 PM
DreamingElf # Sunday, April 28, 2013 9:39:11 PM
Unregistered user # Monday, April 29, 2013 8:19:59 AM