My Opera is closing 3rd of March

"The world is like a book, one who doesn't travel reads only one page"

zapiski po podróżach

Panglao - czas fiesty

,

Czasami mam wrażenie, że jestem tu już jakiś rok czasu. Jakoś więcj rzeczy się wydarza i przydarza. I tyle ludzi… Siquijor pożegnało nas tropikalną burzą, szkoda, że tak krótko. Nocny prom do Tagbilaran, kupa grilowanego jedzenia: ze świni i z ptaka-kurczaka, kiełbaski chorizo, wątróbka. To miało być preludium. Preludium do najwiekszej wyżerki świata, czyli fiesty w Panglao.
Nie wiem do końca, na czym, oprócz jedzenia, polega fiesta. Na pewno na czymś musi polegać. Fiesta ma miejsce w miasteczku, mieście, barangay, czyli osadzie czy też wioseczce. Z okazji fiesty przyjeżdża Rodzina. Z całego kraju. Najczęściej kobiety z dziećmi, bo mężczyźni pracują w tym czasie. Bo fiesta wcale nie musi wypadać w dzień wolny. Jak dobrze rozumiem, chodzi tu o przyjazd do domu rodzinnego, skąd pochodzą dziadkowie Rodziny. Od tego miejsca zaczyna się odwiedzanie. A potem odwiedza się pozostałych członków Rodziny. I wszędzie się je. Nie jedno danie, nie dwa. Pięć to minimum. I desery. I następny dom, następna Ciocia. Następne jedzenie. Jak nie jesz – dostajesz jedzenie w torebce na wynos. Chciałam pomóc w przygotowaniach, ale nie pozwolono mi. Bo “krewna papieża nie bedzie przecież gotować!” smile Nie pamiętam, ile domów odwiedziłam. Ale zjadlam za 10 osób… Rodzina ustaliła, że nastepnego dnia wybierzemy się wynajetym tylko dla nas jeepneyem na drugi koniec wyspy, do Anda, gdzie plaża I piasek są takie, jak na Boracay. Nie wiem, jak wygląda Boracay i nie zamierzam sie przekonać, ale w Anda jest bardzo ładnie. I nie ma turystów, ja ich nie widziałam, więc fajnie, bo lokalnie. Na plaży wynajęliśmy bambusowy domek dla naszej gromady (chyba 25 osób, na pewno nie cała Rodzina). Domek ze stołem oczywiście, bo przecież trzeba jeść. Na nim pojawiło się ze 20 garnków z różnościami. Ponieważ nie chciałam tak na krzywy ryjek kolejny dzień obżerać Rodzinę po drodze kupiliśmy z Frankiem trochę ryb. To ‘trochę’ musiało odpowiadać ilości zgromadzonych. Zatem na stół dodatkowo wjechaly nasze potrawy w charakterze lunchu: 1 metrowa grilowana ryba rasy nieznanej, acz olbrzymiej, zupa rybna z warzywami, wielka micha kinilaw, półmisek smażonych ryb, jakichś kolegów makreli, chyba z 15 sztuk. Do tego skrzynka piwa, napoje chłodzące, lód. I choć pewnie trudno w to uwierzyć ta uczta kosztowała mniej niż nasze polskie dwie stówki. Kiedy opowiadałam Rodzinie, że najbardziej lubię kinilaw i że trudno mi je zrobić w Polsce pytali, czy to dlatego, że nie mamy ryb. Ryby mamy, ale kinilaw, które jem tu najczęściej jest zrobione ze świeżego tuńczyka. Jak im powiedziałam, że kilo u nas kosztuje blisko 1000 peso (czyli jakieś 90 pln), to się autentycznie przeżegnali, jakby zobaczyli ducha.
Dzisiaj znowu plaża, może wodospad, może zakupy na targu – cel: krewetki do zgrillowania.

Jestem niby w tych samych miejscach, co w ubiegłym roku, ale nie do końca. Wcale nie widuje turystów, choć wiem, że gdzieś tam są, kiszą się w Alona Beach. To jak dwa światy równoległe, nie mające styku ze sobą. Niesamowite.

Siquijor w wersji niestacjonarnejBohol, Panglao i Camigiun - zwiedzamy

Comments

DreamingElf Sunday, May 5, 2013 5:53:36 AM

Ale to jest naprawde niesamowite, co piszesz oraz ta ostatnia konkluzja. Gdyz ja wlasnie 5 minut przed jej przeczytaniem doszedlem do kompletnie przeciwnego wniosku. Moj wniosek byl pochodna trzydniowego pobytu w Goreme ktory okazal sie kompletna porazka. Procz moze nowych jinxow ktore tu nabylem w koncu po tych wszystkich latach :-)
Tutaj poczulem, ze istnieje tylko i wylacznie turystyka, podroznikow nie ma, lokalow zainteresowanych czymkolwiek innym niz tylko kasa nie ma, wszystko jest sztuczne i plastikowe i nie da sie nic z tym zrobic bo po prostu nie ma wyboru.
A Ty tu przypominasz, iz sa jednak miejsca, gdzie tak byc nie musi :-)

Kasiakania514 Sunday, May 5, 2013 1:26:26 PM

No właśnie... Dzisiaj było znowu tak samo. Aż muszę sprawdzić, czy miejsca w których byłam są opisane w przewodnikach. Przecie Bohol to nie milijony kilometrów kwadratowych z nieprzebytymi ostępami. Wszędzie prowadzi asfaltówka, a jednak byłam jedynym białym (czerwonym) stworzeniem! A kiedy na koniec dnia robiliśmy zakupy na targu, zobaczyłam grupkę Polaków, jakoś tak urzędowych, bo jeden na koszulce miał napisane coś o unii ełropejskiej, początkowo chciałam zagadnąć. Nawet powiedziałam ucieszona do Franka, że to Polacy. Zachęcał mnie, a ja się wycofałam do skorupki. Bo po co? Oni byli z innego świata, ja z innego. I chcę, żeby tak zostało. Na odchodne rzuciłam tylko z odjeżdżającgo motoru - miłego pobytu. I odjechałm, nie oglądając się. I to była niesamowicie przyjemna chwila.
Zatem wracajcie do Istanbunia. Tam można siedzieć godzinami w pijalni herbaty i nie gdać o niczym przez całe popołudnie, nie słysząc w tle debilnych emejzingów i nie być nagabywanym przez zewnętrzny świat.

DreamingElf Sunday, May 5, 2013 4:12:23 PM

Bu ha!
No wlasnie o poczuciu innosci tamtego swiata moze kiedys napisze ksiazke :-)
Aczkolwiek dzis pojechalismy z glupia frant do Aksaray i tym razem kombinujemy, czy daloby sie jednak tu zostac...

izaak-goldstein Sunday, May 5, 2013 7:24:35 PM

Jak Twój żołądek radzi sobie z tak mocno odmiennymi potrawami i smakami?

Kasiakania514 Sunday, May 5, 2013 11:46:23 PM

Wcale tam odmiennymi! Jestem do tego stopnia azjopozytywna, że w Polsce gotuję częściej po azjowemu niż polskiemu. Mam już pokaźną kolekcję przypraw i dodatków z tego końca świata, nad której poprawieniem ustawicznie pracuję. Zatem tutejsze potrawy nie są dla moich trzewii zaskoczeniem, zresztą nigdy nie były, tzn. w innych krajach. Między bajki zatem wkladam wożenie ze sobą polskich konserw czy krakoskiej ususzonej lub zupek w proszku. Zresztą te ostatnie mają tu lepsze. I nie pijam z rana alkoholu dla zabezpieczenia żołądka. Ani smecty. Na przestrzeni 14 lat wyjazdów do Azji raz jeden jedyny posiadłam dojmującą dolegliwość żołądkową. W bardzo cywilizowanym Hongkongu, a nie po zjedzeniu lepkiego ryżu sprzedawanego przy drodze gdzieś na wyspie Cebu. Zatem - trzeba być open mindedz jedzeniem tutaj, ono nie gryzie! wink

DreamingElf Monday, May 6, 2013 4:40:21 AM

Obiektywnie dodajmy iz wyjatkiem jest klokodyr przed upieknieciem.

Kasiakania514 Monday, May 6, 2013 10:16:17 AM

Oraz skorpion na ten przykład.

How to use Quote function:

  1. Select some text
  2. Click on the Quote link

Write a comment

Comment
(BBcode and HTML is turned off for anonymous user comments.)

If you can't read the words, press the small reload icon.


Smilies