My Opera is closing 3rd of March

"The world is like a book, one who doesn't travel reads only one page"

zapiski po podróżach

Subscribe to RSS feed

W międzyczasie

, , , ...

W międzyczasie świętowałam lenistwo w Nilaveli i Uppuweli. Lenistwo i świety spokój. Bo brak turystów, nie wiem, może boją się, że to taki trochę konieć świata tutaj? Że nie jest bezpiecznie? Fakt, na ulicy i przy drodze widać, heavy military presence, ale to przecie daje odwrotny skutek. W obu miejscowościach można uprawiać tylko plażowanie. Ewentualnie jeszcze odbyć rejs na Pigeon Island, gdzie mozna snorklować. Ale po co? A wieczorem można się wybrać do Trinco. Trinco ma stary holenderski fort i skałę, z której chciała się rzucić jedna pani, bo była nieszczęśliwie zakochana. I jest tam plaża i jeszcze takie malutkie uliczki, głośne, z setką sklepików i hoteli. Ale to są hotele do jedzenia. Tak, w Sri Lance 'hotel' oznacza restaurację. Tam zjadłam pierwszy raz thosai, nowy rodzaj placków do jedzenia z curry, pychotka. W miarę upływu czasu na mojej liście jedzeniowej pojawia się coraz więcej rzeczy, które chciałabym jeszcze spróbować. A czasu coraz mniej...
Oprócz Trinco w okolicy nie ma zbyt wielu miejsc, które mogłyby się nazywać atrakcjami turystycznymi. Gorące źródła, parę świątyń, plaże, porty rybackie. I ich lokalna duma, most do Kinniya, zbudowany po wojnie. Pokazują go wszystkim, choć most jak most, nic specjalnego.
Zauważyłam, że Sri Lanka ma dużo jezior. I, co najciekawsze, te jeziora zmieniają swoją wielkość, albo przestają istnieć na jakiś czas. To bardzo fajne jechać tą samą drogą po 5 miesiącach i widzieć zupełnie nowe jezioro. Albo dwa razy większe w miejscu starego. Ponadto Sri Lanka składa się ze Szczelińców, takich naszych, tylko jest ich tutaj od groma i ciut ciut. I jeszcze z armii. Posterunki wojskowe są chyba co kilometr, może troszkę przesadzam, ale armii jest tutaj pełno. Tutaj, to znaczy na wschodzie kraju. Zresztą przewieźliśmy chyba połowę wojsk lądowych, 2 marynarki wojenne i 1 lotnika. Bo te biedne żołnierzyki często zatrzymują auta, kiedy chcą się przemieścić, a upał srogi, więc litujemy się zawsze. Ale żołnierzyki zwykle się mnie boją i nie chcą jechać ze mną w jednym aucie, wtedy Shantha mówi im, że ja jestem OK i że można ze mną jechać.
A potem pojechałam do Kandy. Kandy, które jest tak blisko Colombo i lotniska. Fuj. I nic nie wiedziałam o Osamie i śniegu w Polsce. I to bylo bardzo fajne tak nie wiedzieć nic. Ale niestety, Colombo jest już bardzo blisko...
A po drodze widziałam dwie bardzo fajne rzeczy, które są off the beaten track: posąg Buddy w Aukana, bardzo stary i z dziwną mudrą, takiej jeszcze nie widziałam. Budda ma prawą dłoń ustawioną tak, jakby chciał zadać cios karate. Dziwne. Namal Uyana to inna ciekawostka, wielka góra zbudowana z różowego kwarcu. Z tej góry jest ponoć wybudowany kawalek Taj Mahal. Ale wdrapanie się na nią w pełnym upale to niezły wyczyn. Na górze szczebiotała szkolna wycieczka dziewcząt z Colombo, każda chciała zrobić sobie zdjęcie ze mną. A ja taka niewyjściowa, czerwona i spocona... smile
No to dziś jadę do Nuwara Eliya... trzeba będzie załozyć bluzeczkę z długim rękawkiem.
O, cudne, zielone kobierce herbaty, nadchodzę!